Dobra, ale czy to nie oznacza ze pierwsza interpretacja rozkładu zawsze jest obarczonna najwiekszym błędem? I ze właściwie powinno sie wracac do rozkładu po czasie? bo jeśli tak to to jest zupełnie inna praca niż jednorazowe ciągnienie kart.
Ok, to jest nowe dla mnie - że zmiana interpretacji może być informacją, nie pomyłką. To trochę zmienia to jak patrze na swoje notatki z rozkładów. Ale wracając do zobowiązań rodzinnych - czy ktoś z was robił rozkłady regularnie dla tej samej sprawy rodzinnej? I co z tego wychodziło?
Robiłem. Przez kilka miesięcy, co jakiś czas wracałem do tego samego pytania dotyczącego relacji z ojcem. I jedna rzecz mnie uderzyla - te same karty zaczęły wychodzić w różnych miejscach rozkładu. Jakby materiał był ten sam ale jego miejsce w układzie się zmieniało. Nie wiem jak to tlumaczyc, ale coś w tym jest.
To co Whisper opisuje jest dokładnie tym o czym mówiłam wczesniej przy pytaniu Trzmieliny. Te karty nie odpowiadają - one zadają pytania z powrotem. I w kontekscie zobowiązań rodzinnych to jest szczegolnie widoczne bo tam pytania są najgłębiej zakorzenione. Wajdelota81 - a ty teraz, po tej dyskusji, czujesz że masz inne pytanie do swojego rozkladu niz na początku?
No właśnie, tak. Pierwotne pytanie było o to czego rodzina ode mnie wymaga i co powinienem robić. Teraz gdybym miał zobić nowy rozkład, pytałbym o to co ja sam uznaję za swoje zobowiązanie - i czy wiem skąd to poczucie pochodzi. To jest zupelnie inne pytanie. może zrobie ten rozkład po rozmowie z psychologiem, zobaczymy jak te dwie rzeczy się uzupełnią.
To co Wajdelota81 mówi o połączeniu pracy z kartami i profesjonalnym wsparciem - chcę to podkreślić jako coś ważnego. Tarot może pomóc w formułowaniu pytań i dostrzeganiu wzorców, ale przy takich głęboko zakorzenionych tematach jak powinności rodzinne, praca z psychologiem daje to czego karty nie dają - czyli dialog z drugim człowiekiem ktory ma narzędzia żeby to utrzymać bezpiecznie. Te dwie rzeczy nie konkurują ze sobą.
Kazia75 pyta o konkret, więc spróbuję go dać. Z mojego doświadczenia praca z kartami może poprzedzać rozmowę z terapeutą - nie jako diagnoza, ale jako materiał do wniesienia. Przychodzisz z gotowymi pytaniami zamiast z ogólnym 'coś jest nie tak w relacjach z rodziną'. Ale to działa tylko jeśli rozkład był uczciwy - nie nakierowany z góry na określoną odpowiedź.
To jest wlasnie ta różnica której szukałem. Ze tarot nie jest wkładem do terapii sam w sobie - jest procesem który pomaga mi sformułować co chce powiedziec. Moze dlatego ten pierwotny rozkład o zobowiazaniach był taki trudny - bo pytanie było bledne, nie interpretacja.
Ale chwilę - czy 'błędne pytanie' to dobre określenie? Może tamto pytanie było jedyne możliwe na tamten moment. Gdyby Wajdelota81 już wtedy umiał zapytać o źródło poczucia powinności, to by nie potrzebował robić rozkładu. Właśnie to wyjście z pytania sprawia że rozkład miał sens.
Fotografią stanu - to mi się podoa. Ale co z tymi co robią rozkład i od razu chcą dzialac na podstawie kart? Bo słyszałem o ludziach ktorzy podejmowali decyzje rodzinne właściwie pod wpływem jednego rozkładu. Czy to nie jest po prostu ryzykowne?
Ok ale to brzmi jak wymówka. Jeśli system działa w taki sposób że daje się go użyć do zdejmowania odpowiedzialności, to może sam system ma z tym problem? Nie wiem, szczerze pytam.
Mam inne pytanie do Wajdeloty81, trochę z boku tej dyskusji - kiedy mówisz o połączeniu tarota z profesjonalnym wsparciem, masz już kogoś konkretnego czy to jeszcze na poziomie myślenia? Bo mam wrażenie że sam krok podjęcia tej decyzji jest ważniejszy niż metoda.
Konkretnej osoby jeszcze nie mam. Ale coraz bardziej myślę że te dwie sprawy - zrobienie nowego rozkładu i znalezienie kogoś do rozmowy - mogą iść równolegle. nie jedno po drugim. może rozkład pomoże mi sprecyzowac co chcę z tej rozmowy wyciągnąć.
Wajdelota81 mówi o równoległości i to jest chyba najzdrowsze podejście jakie widziałam w tej dyskusji. Ale chcę zapytać o sam rozkład który był na początku - czy ktoś pamięta jakie konkretnie karty wyszły? Bo dużo mowimy o procesie, a mało o materiale.
Tak, Cesarz w pozycji tego co mnie ogranicza i Rycerz Mieczy w pozycji działania. Plus Szóstka Kielichów gdzieś w środku, którą czytałem jako przeszłość i nostalgię. teraz widzę to inaczej - Cesarz to moze nie ograniczenie tylko struktura ktorej nie umiem jeszcze odczytać. ale to nowy rozkład powinienem zrobić.
Szostka Kielichów przy pytaniu o zobowiązania rodzinne to dość mocna wskazówka co do zrodla - ona niemal zawsze wskazuje na wzorce wyniesione z dzieciństwa, nie na bieżącą sytuację. Czy przy pierwszej interpretacji brałeś w ogóle pod uwagę że te powinności mogą nie być twoje, tylko odziedziczone?
I to jest chyba moment w którym tarot zrobił dokladnie to co powinien - nie dał odpowiedzi, ale doprowadził do pytania którego wcześniej nie było. to brzmi jak dobry argument za sensem tej pracy, niezależnie od tego co dalej z tym zrobisz. Zastanawiam się tylko, jak inni radzą sobie z tym momentem - kiedy rozkład otwiera pytanie, a nie zamyka sprawy. Zostawiacie je otwarte, czy wracacie do kart po kilku tygodniach?
