Nie wiem jak wy, ale ostatnio zaczęłam się zastanawiać nad tym, jak w ogóle używać tarota kiedy nie ma się stałego miejsca. Pracuję w trybie, gdzie co kilka tygodni jestem w innym mieście, inne mieszkanie, inne otoczenie. I mam wrażenie, że to rozbija jakikolwiek rytm z kartami. Zrobiłam ostatnio rozkład żeby zrozumieć, co ta ciągła zmiana robi ze mną od środka, i wyszła mi Pustelnik na pozycji "gdzie teraz jestem". nie zaskoczyło mnie to, ale zastanawiam się czy inni mają podobne doświadczenia z czytaniem dla siebie w warunkach ciągłego ruchu. Jak wy podchodzicie do samotności w kontekście tarota - jako coś, co trzeba przepracować, czy jako wręcz dobry stan do czytania?
Pustelnik na pozycji obecnego stanu brzmi bardzo trafnie jeśli dużo podróżujesz. Ale chcę się upewnić, że dobrze rozumiem twoje pytanie - czy chodzi ci bardziej o to, jak tworzyć rytuał kiedy nie masz stałego kąta czy o interpretację samotności w rozkładach? Bo to dwa różne tematy i można pójść w każdym z tych kierunków...
Mnie bardziej zastanawia ta pozycja, ktora wybrałaś do rozkładu. "Gdzie teraz jestem" to dość ogólne sformułowanie. Jakiego rozkładu użyłaś w sumie?? Bo to mocno wpływa na to, co karta na tej pozycji mówi.
Rozkłady autorskie są jak najbardziej w porządku, pod warunkiem że pozycje mają jasno określone znaczenie zanim zaczniesz ciągnąć karty. Problem zaczyna się, kiedy interpretuje się pozycję pod kartę a nie kartę pod pozycję. serio widziałam to wiele razy. Co do samego tematu - Wieża jako "co utrudnia" przy życiu w ciągłym ruchu to nie jest zła interpretacja, ale czy wzięłaś pod uwagę, że Wieża może też oznaczać coś, co ty sama burzysz, nie tylko coś co ci się przydarza :P?
A powiedz mi czy jak robisz rozkłady w podróży, to masz jakiś rytuał przed ciągnięciem kart czy po prostu wyjmujesz talię i zaczynasz? Pytam, bo mam wrażenie, że intencja i to, jak wchodzisz w czytanie, ma ogromne znaczenie dla tego, co potem wyciągasz i jak to interpretujesz.
Przenośny rytuał to jak najbardziej możliwa rzecz :D. Ja przez kilka lat dojeżdżałam do pracy dwa tygodnie w miesiącu i miałam małą saszetką z kartami, jednym kamieniem i kawałkiem materiału, który kładłam pod talię. To nie musiało być dużo. Kluczowe było to, żeby ten rytuał był powtarzalny - te same gesty, ta sama kolejność. Mózg się do tego przyzwyczaja i wchodzi w odpowiedni stan szybciej.
Ale czy naprawdę do czytania tarota potrzebny jest jakiś rytuał? Myślałam że karty działają niezależnie od tego czy zapalisz świeczkę czy nie. Bo jak ktoś jest w podróży i nie ma dostępu do niczego, to co - nie może ciągnąć kart?
Hm, ale skąd wiadomo że to nie jest po prostu efekt placebo? Pytam serio, nie złośliwie. znaczy, czy ktoś porównywał czytania z rytuałem i bez i czuł realną różnicę w jakości interpretacji? ciekawi mnie to :D.
Rytuał służy temu żeby wyczyścić energię otoczenia i własną. Bez tego karty mogą "łapać" zakłócenia z miejsca, w którym siedzisz. Szczególnie w hotelu, gdzie było mnóstwo obcych energii. Polecam zawsze najpierw okadzić talię i przestrzeń, a potem zaczynać.
nie powiem ci że jest jeden dobry sposób bo nie ma. Ale przy takim pytaniu lubię rozkład pięciopozycyjny: co samotność mi daje, co mi zabiera, czego się w niej boję, czego przez nią nie widzę, i co mogę z tym zrobić. no ta ostatnia pozycja to nie instrukcja, tylko kierunek... Ważne żebyś zanim wyciągniesz pierwszą kartę, naprawdę usiadła z tym pytaniem przez chwilę.
Ten rozkład brzmi dobrze, ale mam pytanie - czy przy takim pytaniu nie lepiej zacząć od jednej karty i naprawdę z nią posiedzieć zamiast od razu iść w pięć pozycji? szczególnie jeśli ktoś jest w podróży i ma ograniczony czas i przestrzeń. Nie zawsze więcej znaczy głębiej
no właśnie o to chodzi - jeśli nie wiesz jeszcze co chcesz wiedzieć, to pięć pozycji nie rozwiąże tego problemu. Bo sformułujesz pytania do pozycji zbyt ogólnie i karty ci wyjdą, ale nie będziesz wiedzieć co z nimi zrobić. Jedna karta wymusza na tobie precyzję. Musisz zadać jedno konkretne pytanie, zamiast rozrzucać się na pięć wątków naraz.
A skąd w ogóle wiadomo, że dobrze interpretujesz, a nie tylko wymyślasz coś, co pasuje do sytuacji? Szczerze, to mi zawsze chodzi po głowie jak robię rozkłady. Skąd pewność, że to karta "mówi", a nie po prostu ja sobie coś układam?
No ale jest różnica między placebo a prawdziwym oczyszczeniem przestrzeni. Lawenda sama w sobie ma właściwości energetyczne, to nie jest tylko zapach :D. Przy hotelowych pokojach naprawdę radziłbym dorzucić do tego mały czarny turmalin do pochłaniania obcych energii.
To dobrze, że padła ta uwaga o materiałach. ale chcę wrócić do kwestii rozkładu dla Pytii, bo mam poczucie, że utknęłyśmy na technikaliach a nie ruszyłyśmy dalej z tym co właściwie wyciągnęłaś. Powiedziałaś że wyszła Wieża w środkowej pozycji. Co było na trzeciej, tej co wspiera?
Pustelnik jako wsparcie przy pytaniu o samotność to nie ironia, to bardzo spójny przekaz. On idzie w samotność z wyboru i z latarnią - nie błądzi, oświetla. Pytanie jest inne: czy twoja samotność w podróżach jest bardziej jak zagubienie, czy jak szukanie? Bo te dwie rzeczy wyglądają z zewnątrz tak samo.
To dobre pytanie, Inwokacja. Szczerze? Jedno i drugie naraz, w zależności od dnia. Są wieczory, gdzie ta cisza hotelowego pokoju po prostu boli. I są takie, gdzie siedzę przy oknie i mam poczucie że jestem jedyną osobą na świecie, która wie, gdzie jest. Ale nie wiem, czy Pustelnik rozróżnia te dwie wersje czy widzi coś, czego ja jeszcze nie widzę ;).
A właśnie - nie "widzi zamiast ciebie", tylko wskazuje kierunek. Pustelnik ma latarnię, ale jej nie niesie za ciebie. To jest ta różnica. Pytanie, które bym zadała do tej karty: co chcesz zobaczyć w tej ciszy, a czego sie boisz w niej znaleźć?
przepraszam, że wchodzę z boku, ale mam pytanie do Plejadki albo Zaklinaczki - czy Wieża w środkowej pozycji rozkładu to zawsze coś "złego" czy może to zależy od pytania?? Bo jak słyszę Wieżę, to mi się od razu robi ciężko, ale może to jest mój błąd.
No ale jak mam Wieżę i mam nie wpadać w panikę, to co właściwie mam z nią zrobić? Serio, pytam praktycznie. siedzę z tą kartą i co - po prostu akceptuję, że coś się rozpadnie?
Czytam to i mam gęsią skórkę, serio. To co opisujesz brzmi jak bardzo uczciwa interpretacja. Ale mam jedno pytanie - Pustelnik jest jako "wsparcie", tak? A co to dla ciebie znaczy, że samotność jest twoim wsparciem? Czy to jest coś, z czym się czujesz jakoś, czy to brzmi absurdalnie?
ale czy to nie jest trochę tak że tarot tutaj "potwierdza" stan, zamiast z niego wyjść? no pytam serio bo zastanawiam się - jeśli ktoś jest sam i karta mówi "samotność cię wspiera", to czy to nie jest pułapka żeby zostać w tej samotności zamiast szukać połączenia z ludźmi??
to jest może najważniejsza rzecz, którą powiedziałaś w tym całym wątku. Czytanie dla siebie to jest osobna sztuka i nie każdy, kto świetnie czyta innym, potrafi czytać sobie. jak ty sobie z tym radzisz na co dzień :)? Masz jakiś sposób na dystans?
No ale właśnie - jeśli tarot tylko "wyciąga to co już wiesz", to po co wróżyć? mogłabyś po prostu usiąść i pomyśleć. serio, nie prowokuję, tylko zastanawiam się jaka jest różnica między rozkładem kart a zwykłą refleksją
Hej, wróciłam do tego wątku po przerwie i mam pytanie może głupie, ale - czy dla kogoś, kto poczuł coś ważnego przy kartach, ten zeszyt ma być jak dziennik? Bo jak myślę o "dzienniku tarotowym", to mi się robi jakoś za poważnie i od razu przestaję chcieć.
Czytałem ten wątek od początku i jedno mi nie daje spokoju. Pytia ma rozkład z Jeźdźcem Buław odwróconym, Wieżą i Pustelnikiem - i cała rozmowa poszła w kierunku "jak się z tym pogodzić". Ale nikt nie zapytał: co by się zmieniło, gdyby ten rozkład był ułożony w odwrotnej kolejności? Pustelnik na początku, Wieża w środku, Jeździec na końcu? Inaczej to brzmi, prawda?
ale tu właśnie mam dylemat - bo jak słyszę "karta zmusiła mnie do tego słowa", to moja sceptyczna część mówi: no tak, ale Wieża to ZAWSZE bedzie kojarzyć się z czymś co runęło bo tak wyglądają te obrazki na karcie. Czyli czy nie jest tak, że po prostu obraz podsunął ci gotowe słowo, a ty je zaakceptowałaś? To trochę jak test Rorschacha, nie?
