od jakiegoś czasu śledzę jak moje układy kart zmieniają się w zależności od pory roku i zastanawiam się, czy to przypadek. Wiosną bardzo często wychodzi mi As Różdżek albo Głupiec, latem Słońce i Siła, jesienią Pustelnik i Koło Fortuny, zimą Śmierć i Kapłanka. Zaczęłam to nawet notować i naprawdę widać jakiś wzorzec. Czy ktoś inny to obserwuje? I drugie pytanie, które mnie bardziej nurtuje - co jeśli ten wzorzec nagle przestaje działać? Znaczy, czytałam gdzies że każdy ma swój własny rytm z kartami i że te cykliczne powiązania mogą się przestawiać. Ostatnio mam wrażenie, że moje rozkłady kompletnie nie pasują do tego co powinnam czuć w danej porze roku i nie wiem jak to interpretować.
Wzorzec który opisujesz jest rzeczywiście ciekawy, ale mam jedno zastrzeżenie. Czy na pewno nie patrzysz na to wstecz i nie dobierasz wspomnień pod tezę? Bo to bardzo ludzka rzecz, zapamiętujemy to co pasuje do naszych przekonań. Masz te notatki od jak dawna?
Ja się nie dziwię że rytm się zmienił bo tarot idzie za wewnętrznymi cyklami, nie za kalendarzem. wielu ludzi myśli że to jak zegar ze wiosna to zawsze odrodzenie i Głupiec ale to bardziej skomplikowane. Twoje wewnętrzne pory roku mogą być przesunięte o kilka miesięcy albo nawet więcej względem tych na dworze
Przepraszam że wchodzę z głupim pytaniem, ale czy te pory roku to jest jakiś oficjalny system w tárocie czy każdy to sobie sam wymyśla? Nigdy nie słyszałam żeby ktoś mnie uczył że karty mają swoje sezony.
Właśnie ten brak spójności między systemami jest moim zdaniem kluczowy dla tego co opisuje autorka wątku. W tradycji hermetycznej, szczególnie w tej wywodzącej się z Zakonu Złotego Świtu, przypisania elementów do kart i pór roku są dość konkretne ale już w systemie Crowleya pewne rzeczy są inaczej rozłożone. Jeśli ktoś pracuje intuicyjnie i nie trzyma się jednej szkoły, jego własny system może przez jakiś czas działać perfekcyjnie, a potem zacząć dawać inne odpowiedzi - i to nie jest błąd :). To moze być sygnał że intuicja przechodzi na inny poziom pracy z kartami, gdzie sezonowość przestaje być ramą a zaczyna być tylko jednym z możliwych filtrów. mam pytanie do autorki: czy ta zmiana w rozkładach zbiegła się z czymś ważnym w twoim życiu, jakimś przełomem albo długo trwającym stresem?
Nie rozumiem jednej rzeczy, może ktoś mi wytłumaczy... mówicie że karty są lustrem, ale skoro autorka pyta o elementy i pory roku, to znaczy że pyta o coś co jest w kartach z góry zakodowane, nie? jak to się ma do tego że karty są lustrem? Czy elementy w kartach są stałe czy też zmieniają się w zależności od osoby?
Hm ale ja mam inne doświadczenie i trochę się z tym spierać :P. Byłam na warsztacie gdzie prowadząca mówiła że przypisania elementów mogą się różnic między taliami. W Thoth Tarot jest inaczej niż w Rider-Waite. Więc jakie niby elementy są na stałe? Zależy od tali.
Właśnie, dziękuję Perzyno. Mnie konkretnie chodzi o to ze wcześniej ten rytm pomagał mi się orientować, dawał jakiś kontekst dla rozkładów. A teraz jakbym zgadywała. Czy ktoś miał podobnie i z tego wyszedł?
miałam i to trwało dość długo, chyba ze trzy pory roku. myślę że to etap w pracy z kartami, a nie znak że coś poszło nie tak :D. Kiedy zbyt kurczowo trzymamy się jakiegoś klucza interpretacyjnego, karty jakby wymuszają na nas żebyśmy poluźnili. Pytanie jest czy próbujesz teraz na siłę dopasować rozkłady do poprzedniego wzorca, czy dajesz kartom mówić swoim rytmem?
Ale jak długo to może trwać? Bo czytam ten wątek i trochę mi sie nie podoba ta odpowiedź "po prostu poczekaj". no dobra trzy pory roku to prawie rok bez sensownych rozkładów? To chyba zbyt długo żeby to był normalny etap.
Patrząc na to z boku, bo ja nie jestem tarocistą, ale pracuję z cyklami przez numerologię - to co opisujesz bardzo pasuje do przejścia między rokiem osobistym. Rok osobisty 4 i 7 szczególnie potrafią rozwalić dotychczasowe wzorce w każdej praktyce, nie tylko w tarocie. Czy autorka tematu sprawdzała swój rok osobisty?
Żadne nie ma pierwszeństwa, to jest mój wniosek po latach pracy z numerologią. Cykle się nakładają jak fale i tworzą coś w rodzaju wspólnego rytmu. Ale wracając do pytania Runmistrza - myślę że jeśli tarot i numerologia wskazują na to samo, to sygnał jest wzmocniony. Jeśli wskazują na różne rzeczy, to dopiero robi się ciekawie bo znaczy że coś jest na kilku poziomach jednocześnie. oj wincentyno, czy ty w ogóle kiedyś próbowałaś zestawić swoje rozkłady z czymś zewnętrznym, nie tylko z porami roku?
Tylko z porami roku, to był mój jedyny klucz zewnętrzny. Nie znam numerologii na tyle żeby to robić samodzielnie. Ale samo pytanie Sylwka mnie zastanowiło, bo może właśnie to jest problem - że miałam jeden klucz i jak przestał działać, to zostałam bez niczego. Mniszek czy ty pracujesz z więcej niż jednym systemem jednocześnie?
Tak ale nie wszystkie naraz. Bardziej tak że jeden system rzuca coś co drugi potwierdza lub kwestionuje. Ale nie powiem ci żeby wchodzić w numerologię jako rozwiązanie na teraz bo to może być zwykłe zagłuszanie problemu nowym systemem zamiast przepracowania tego co masz :).
To pierwsze. Karty wychodzą, znaczenia znam ale całość jakoś nie układa się w przekaz. Jakbym czytała słowa ale nie rozumiała zdania... To jest właśnie to uczucie
To co opisujesz brzmi jak zablokowanie percepcji, nie karty przestały działać. Pytanie tylko czy to jest blokada energetyczna, emocjonalna czy zwykłe przeciążenie. mówiłaś wcześniej że zaszły duże zmiany w życiu - czy to były zmiany które cię kosztowały emocjonalnie, czy raczej zewnętrzne okoliczności?
No właśnie, to mnie też zastanawia. Zawsze mi mówiono że tarot najlepiej służy kiedy jest sie w trudnym miejscu. no a tu wychodzi że im trudniej, tym gorzej działa? To trochę bez sensu jako system.
To jest napięcie które istnieje w tradycji od dawna. Klasyczne teksty hermetyczne sugerowały że wróżbita powinien być w stanie wewnętrznego spokoju przed rozłożeniem kart, właśnie dlatego że stan emocjonalny wpływa na recepcję... Ale jednocześnie tarot był zawsze używany w chwilach kryzysu. Rozwiązaniem było nie to żeby czekać aż emocje miną ale żeby świadomie stworzyć choćby chwilowy margines spokoju przed rozkładem. no dobra rytuał przygotowania do sesji wlasnie temu służy.
Ja to robię przez kilka oddechy i zapalam świece, i działa. Ale zastanawiam się czy dla Wincentyny problem nie jest głębszy niż sam rytuał przygotowania. Skoro przez dwa lata szło dobrze bez zmian w metodzie, to co się naprawdę przesunęło?
czytam ten wątek od początku i mam takie skojarzenie z czakrą splotu słonecznego. Kiedy przechodzi się przez duże życiowe turbulencje, ta czakra potrafi się dosłownie zamknąć i wtedy odbiór wszelkich sygnałów - kart, snów, intuicji - jest przytłumiony. Nie znam się na tarocie tak dobrze jak wy ale ten opis "czytam słowa ale nie rozumiem zdania" bardzo mi pasuje do zablokowanego trzeciego splotu.
To już naprawdę dużo mówi. jeśli jest konkretny punkt graniczny, to nie jest kwestia pór roku ani elementów - to jest kwestia tego że ten punkt zmienił twój wewnętrzny stan odniesienia. Pory roku nadal są te same ale ty jesteś w innym miejscu niż byłaś. system cykli nie przestał działać, ty wyszłaś poza obszar gdzie go rozpoznajesz.
Omijałam. Świadomie. no myślałam że to chronię siebie, ale może to właśnie dlatego całość nie ma sensu - bo pytam o rzeczy obok, a nie o środek.
To jest bardzo uczciwa obserwacja i myślę że tutaj leży sedno. Tarot nie będzie ci dobrze pokazywał obrzeży sprawy jeśli centrum jest zablokowane. To jakbyś próbowała odczytać mapę pomijając punkt w którym stoisz. no dobra pytanie które mam to - czy boisz się co by wyszło gdybyś zapytała wprost czy raczej nie wiesz jak to pytanie w ogóle sformułować?
a to jest ważne rozróżnienie które Perzyna postawiła. Bo to są dwa kompletnie rozne problemy. serio strach przed odpowiedzią to jedno. Nieumiejętność sformułowania pytania to drugie. Wincentyna, które to?
Pierwsze. Wiem dokładnie jak zapytać. Nie wiem czy chcę wiedzieć odpowiedzi.
To jest jeden z najuczciwszych postów w tym wątku i myślę że wiele osób czytających się w nim odnajdzie. Pytanie które sama sobie zadaję w takich momentach brzmi: czy mam teraz zasoby żeby przyjąć odpowiedź, cokolwiek ona powie? Bo jeśli nie mam, to może omijanie nie jest ucieczką, tylko rozsądkiem.
ja się tu trochę wtrącę bo to jest coś z czym sama siedziałam przez długi czas. Robiłam rozkłady cały czas ale zawsze w stylu "co będzie" zamiast "co jest". I potem się dziwiłam ze nic nie ma sensu. Dopiero kiedy przestałam pytać o przyszłość a zaczęłam pytać o to co czuje teraz, karty nagle zaczęły mówić :P. Nie wiem czy to pomaga ale może jest podobnie?
