To jest bardzo rozsądne podejście i szczerze mam wrażenie, że wiecej osób powinno tak pracować z tarotem. Ale mam pytanie do Cefeidy - czy przy sesjach tożsamościowych zdarzyło ci się że karta w tej trzeciej pozycji wyraznie pokazała coś, co ta osoba potem sama potwierdziła, że czula ale nie umiała nazwać? 😛
Oj tam, Dziekuje bardzo że tak szczegółowo to opisujesz. naprawdę. Czytam ten watek od poczatku i wlasnie ten fragment z trzecią kartą sprawil że w ogole zrozumiałam po co taki rozkład w ogole ma istnieć. miałam wczesniej wrazenie że to jest zbyt specjalistyczne dla mnie, ale teraz widzę logike. Czy to czytanie mozna robić tez dla siebie, czy tylko dla innych?
Też chcialam zapytać o czytanie dla siebie ale mam wrazenie, że przy temacie własnej tozsamosci czytanie dla siebie jest chhyba trudniejsze niż dla kogoś innego? Jakbys czytla dla siebie to ta trzecia karta - ta zakryta - czy nie traci sensu, bo interpreter i pytający to ta sama osoba? 😛
Właśnie tego nie rozumiem - skoro to ta sama osoba, to czy ta karta nie pokazuje wtedy czegoś, co juz gdzies wiesz, tylko nie chcesz widziec? Czyli jakby twwoją własną obronę przed samą soba? Bo jeśli tak, to czytanie dla siebie przy tak osobistym temacie moze byc chyba bardziej skuteczne niz czytanie dla kogos, nie mniej?
Ja robilem podobnie pisanie przed odczytaniem karty. Ale przy temacie wlasnej tożsamości to troche dziwne cwiczenie bo niby opisujesz czego szukasz, zanim to zobaczysz, ale przecież juz wiesz czego szukasz. Nie wiem czy to nie sprawia, ze jeszcze bardziej narzucasz sobie interpretacje?
Mam inne podejście do czytania dla siebie i właśnie przy tematach tożsamościowych. Zamiast walczyć z własnymi filtrami, próbuję opisać kartę jak obcy przedmiot - co widzę fizycznie, kolory, figury, ruch, zanim w ogóle pomyślę o znaczeniu. To spowalnia automatyczne skojarzenia. Nie wiem czy Cefeida cos takiego stosuje przy własnych sesjach.
Poczekaj, ale co zapomnialas? Bo to jest duże pytanie, czy w ogóle ma sens kontynuowac rytuał jesli jest niekompletny. U mnie zasada jest taka że jeśli zapomniałam czegoś intencyjnego - czyli zwiazanego z ustawieniem przestrzeni albo z mysla przewodnią - to przerywam. Ale jeśli to coś technicznego, to ide dalej 😀
Zapomnialam karty-kotwicy. Mam przy tym rozkladzie jeden element, który kłaadę przed całym rozlozeniem - konkretna karte wybraną świadomie jako punkt odniesienia dla intencji. Przy sesjach dla kogoś ta osoba wybiera ją sama ale przy sesji dla siebie wybieram ją ja. i zapomniałam to zrobić, a już miałam rozłożone trzy pierwsze karty.
Czyli czesc rozkladu była już na stole bez kotwicy. To jest trudna sytuacja. Mam wrażenie, że przy tym konkretnym rozkładzie - gdzie środek to fundament - brak kotwicy na początku może znaczyć że te trzy karty "uniosly się" bez punktu odniesienia. Ale nie wiem, czy to zepsuje sesje, czy tylko zmieni jej charakter.
Ehh Szczerze mówiąc to zależy od szkoły. są osoby które powiedza że rytual bez kompletnej intencji jest nieważny i trzeba zaczynać od nowa. Ale sa też takie, które powiedzą ze karty już weszły w przestrzeń i przerywanie w połowie jest gorsze niż dokończenie bez kotwicy.
A czy mozna by tę kotwicę dolozyc w trakcie? Nie jako pierwotny element ale jako swiadome uzupelnienie? Wydaje mi sie, ze intencja nie znika tylko dlatego, że zapomnialas fizycznie położyć kartę - nadal masz te samą intencje prawda?
To jest właśnie moje pytanie do siebie. Kotwica jest pierwsza, bo ma "trzymać" reszte - doslownie i symbolicznie. Jeśli dołożę ją teraz, to ona wchodzi do przestrzeni, w której trzy karty już leza. Nie wiem czy to jest ta sama sytuacja. Nigdy mi się to nie zdarzyło.
A czy te trzy karty ktorre już leżą - one leza zakryte czy odkryte? Bo jeśli zakryte, to jeszcze nie "weszły" w sesje tak naprawdę prawda? A jak odkryte, to inna sprawa.
Jeśli zakryte i nie widziałaś - to bym dołożyła kotwicę teraz ale ze świadomą intencją że wchodzi do przestrzeni jako fundament, nawet jeśli fizycznie leży jako ostatnia wybrana. Czaem kolejnosc fizyczna i kolejność intencyjna mogą się rozjechać bez szkody dla sesji. Ale to twoj rozklad i twoja decyzja.
Czytam cala tę dyskusję i właśnie uświadomiłam sobie że nigdy nie myslalam o tarocie w kategoriach rytualu przygotowawczego - że to co dzieje się przed rozlozeniem kart tez ma znaczenie i mooże zmienić wynik. Cefeida mam nadzieje że napiszesz potem jak skonczyla sie ta sesja bo naprawdę chciałabym wiedzieć co zdecydowałaś i jak to wyglądało.
Odpowiadając na pytanie Sydonii - kotwica leży obok rozkładu i patrze na nia przez całą sesję. Nie jest zakrywana. Więc masz rację, że jej obecność fizyczna zmienia kontekst odczytu. Ale właśnie dlatego miała być pierwsza - żeby te trzy karty srodka "wiedziały" względem czego mają się ułożyć. Dolozylam ją teraz. Ze swiadoma intencją, tak jak sugerowała Ninka. Zobaczymy.
Przegladam ten wątek od dłuższego czsau i mam jedno pytanie, bo chce to sobie zapisać - ta kotwica karta wybierana świadomie przed sesja - czy ona pochodzi z talii ktorej uzywasz do rozkladu, czy masz do niej osobną talie? Pytam, bo to zmienia chyba to, jak "rozmawia" z pozostałymi kartami.
Hej a nie możesz po prostu zaczac od nowa? Nie rozumiiem po co tak komplikować skoro mozna wyczyscic przestrzeń i ulozyc wszystko jeszcze raz od początku. szybciej i bez wątpliwości.
Ojej, Zgadzam się z Ninka, choć rozumiem skąd to pytanie. przy lżejszych tematach reset jest neutralny. Ale przy pracy z własną tożsamością wielokrotne zaczynanie od nowa może tworzyc schemat - "jeszcze nie jestem gotowa, zacznę lepiej przygotowana". I potem nigdy się nie zacyzna naprawdę. Cefeida, jak się czujesz teraz kiedy kotwica już leży?
To co napisała Drakona jest ważne, ale mam inna watpliwosc. Cala tę rozmowę prowadzimy o strukturze rytualu, a prawie nie rozmawiamy o tym co te karty mogą pokazywac przy temacie przyjęcia własnej płci.
