Zaczęłam ostatnio zwracać większą uwagę na to, jakie kolory dominują na kartach podczas rozkładu i zastanawiam się, czy inni też to biorą pod uwagę przy interpretacji. Mam na myśli nie tylko ogólną symbolikę, ale właśnie to, co widać konkretnie na danej karcie - czy przeważa czerń, złoto, błękit. Np. kiedy wyciągam Kapłankę z dużą ilością bieli i błękitu, czuję, że to chłodniejszy, bardziej wycofany przekaz niż gdyby ta sama karta była w cieplejszej tonacji. Czy ktoś świadomie pracuje z kolorami w tarocie, czy to raczej kwestia intuicji i dajesz sobie spokój z analizowaniem?
Bardzo ciekawe pytanie, bo sama długo ignorowałam kolory jako osobny element. Zaczęłam bardziej świadomie patrzeć na barwy dopiero gdy przestawiłam się na talię z bardziej rozbudowaną symboliką kolorystyczną. I wtedy zobaczyłam, że np. żółć na kartach Wielkich Arkanów pojawia się głównie przy kartach solarnych, związanych z siłą woli i świadomością. A czy Ty rozróżniasz, czy chodzi Ci o symbolikę koloru jako takiego, czy może o to, ile danego koloru jest na karcie?
Przepraszam, że może głupie pytanie, ale czy to znaczy, że jak wyciągnę kartę z dużą ilością czerwieni, to zawsze znaczy coś złego? Bo ostatnio wyciągałam Diabła i ta czerwień tam mnie przestraszyła. Czy kolor ma tu jakieś znaczenie czy to tylko styl rysowania?
Pracuję na kilku taliach i jedna z nich ma bardzo niestandardową paletę - dużo szarości i brązów, bardzo ziemista. I początkowo byłam zagubiona, bo moje skojarzenia z kolorami z Rider-Waite przestawały działać. Musiałam zbudować nowy słownik od zera, patrząc na to, co sam autor talii chciał przekazać. Czy ktoś ma doświadczenie z przestawianiem się między taliami i tym, jak kolory mogą dezorientować przy zmianie?
Słuchajcie, a jak podchodzicie do kart, gdzie dominuje złoto? Nie żółć, ale właśnie złoto - ta metaliczna, królewska barwa. W niektórych taliach to wygląda zupełnie inaczej niż żółć Rider-Waite i zastanawiam się, czy ktoś robi tu rozróżnienie. Bo dla mnie złoto to coś bardziej statycznego, osiągniętego, a żółć słoneczna to proces, energia w ruchu.
Wracając do początku - cieszę się, że ten wątek tak się rozwinął, bo właśnie o to mi chodziło. Nie spodziewałam się, że dojdziemy do tak konkretnych rozróżnień jak złoto kontra żółć, albo czerń postaci kontra czerń tła. Mam jeszcze jedno pytanie do całej grupy - czy ktoś podczas rozkładu patrzy na to, jakie kolory dominują łącznie w całym układzie, nie tylko w poszczególnych kartach? Zastanawiam się, czy gdy kilka kart z rzędu ma dominujące zimne barwy, to nie jest jakiś sygnał.
Aksamitna81 zadała dobre pytanie na koniec. Mnie też ciekawi, czy kolor powinien być pierwszym czy ostatnim elementem, który bierzemy pod uwagę przy odczycie. Bo z jednej strony kolor uderza natychmiast, zanim jeszcze zobaczymy co karta przedstawia. Z drugiej - jeśli zacznę od koloru, to czy nie ryzykuję, że już na wejściu ustawiam sobie jakiś emocjonalny filtr, przez który patrzę na resztę?
Wtrącę się tutaj, bo ten wątek o kolorze jako pierwszym wrażeniu kontra świadoma analiza dotyczy czegoś szerszego. W Thoth ten problem jest jeszcze wyraźniejszy, bo tam kolory są tak nasycone i tak celowo zaplanowane, że pierwsze wrażenie kolorystyczne potrafi dosłownie zdominować cały odczyt. Crowley wiedział co robi - te karty są zaprojektowane, żeby kolor trafiał bezpośrednio do nieświadomości.
nie, to nie jest błąd. To jest dokładnie to, czemu ta talia służy. Ale warto zadać sobie pytanie - czy ta dominacja koloru coś do ciebie mówi w kontekście pytania, czy tylko przytłacza? Bo to jest różnica między odbieraniem sygnału a byciem przez niego zagłuszonym.
A czy to znaczy, że nasze osobiste skojarzenia z kolorami mogą być ważniejsze niż to, co jest w książkach? Bo ja na przykład mam bardzo negatywne skojarzenia z kolorem żółtym z jakichś dziecięcych powodów i zastanawiam się, czy to nie zaburza mi odczytu kart.
Czytam tę dyskusję i mam pytanie może naiwne - czy w ogóle da się oddzielić swoje reakcje od tego, co karta "chce" powiedzieć? Mam na myśli, że jeśli ktoś ma silne skojarzenie z czerwienią jako czymś złym, i wyciągnie czerwoną kartę w ważnym momencie, to ta emocja jest częścią przekazu, nie zakłóceniem, prawda?
początkowo robiłam to po, teraz coraz częściej przed lub równolegle. Ale szczerze, to nie jest coś, co się zaplanowało. Po prostu w pewnym momencie zacząłem to widzieć bez zastanowienia. Myślę, że każdy dochodzi do tego w swoim czasie, jeśli pracuje regularnie.
Poczekajcie - czyli sugerujecie, że ten sam kolor na tej samej karcie może mieć inne znaczenie zależnie od tego, kto pyta? To trochę podważa całą ideę, że kolory mają ustalone symboliczne znaczenia, nie?
nie przestałam świadomie. To po prostu w pewnym momencie tak się stało. Ale wydaje mi się, że warunkiem jest to, żebyś przez jakiś czas naprawdę świadomie pracowała z kolorem właśnie osobno - żebyś miała co scalić. Jeśli pominiesz ten etap, to nic się nie scali, bo nie będzie z czego.
Słucham i zastanawiam się czy nie robimy z kolorów czegoś bardziej skomplikowanego niż jest. Bo w RWS - którą znam najlepiej - kolory są ważne, ale nie są tak filozoficznie załadowane jak w Thocie. Żółte niebo za Głupcem to jedno, czerwone buty to drugie. Czy naprawdę scalamy to w jedną warstwę?
Ja raczej nie analizuję systematycznie, ale mam poczucie, że to się odbywa gdzieś z tyłu głowy. Widzę kartę i wiem, że ten kolor "pasuje" albo "nie pasuje" do pozostałych, bez nazywania tego wprost. Czy to znaczy, że nieświadomie mam w sobie tę mapę kolorów?
Przestawiałem się kilka razy i za każdym razem to był pewien rodzaj dyskomfortu, który trwał różnie długo. Z RWS na Thotha - to były bodajże dwa, może trzy miesiące zanim przestałem patrzeć na kolory jak na "błędne". Ale wiesz co mi pomogło? Nie próbowałem mapować jeden do jednego. Nie szukałem "czym jest w Thocie to, co w RWS było żółtym niebem". Zacząłem od zera, jakby to była pierwsza talia w życiu.
Słucham tej rozmowy o przestawianiu się między taliami i mam pytanie do Aksamitnej - bo właśnie chyba jesteś w środku tego procesu. Kiedy patrzysz na kartę w Thocie i czujesz, że coś jest "nie tak", to czy to jest niepokój, czy bardziej takie uczucie pustki? Bo to dwie różne rzeczy.
Ta "zimność" to może być zupełnie poprawna informacja w systemie Thotha - tylko że nie wiesz jeszcze, co ona tam oznacza. Thoth operuje inaczej niż RWS jeśli chodzi o temperaturę barw. To nie jest błąd odczytu, to jest informacja, której jeszcze nie masz jak zdekodować.
A czy ktoś z was próbował w ogóle uczyć się systemu kolorów Thotha bez czytania Crowleya wprost? Pytam bo znam osoby, które "weszły" w tę talię przez intuicję i potem były zaskoczone, że ich odczucia dość dobrze pokrywają się z tym, co system opisuje.
To chyba odpowiada na pytanie, które miałam gdzieś z tyłu głowy od początku tego tematu - czy kolory w tarocie to coś, co jest "w" kartach, czy coś, co budujemy przez pracę z nimi. I chyba to jest i jedno i drugie jednocześnie, tak?
Może to nie jest problem albo/albo. Wspólny język symboliczny jest czymś realnym i działa - to nie umniejsza odczytowi. Pytanie o to, czy coś jest "tylko" kulturowe czy "naprawdę głębsze", może być pytaniem bez odpowiedzi i niekoniecznie potrzebnym do dobrego czytania.
A ja w ogóle nie wiedziałam, że biel może być kolorem żałoby. To naprawdę tak jest w innych kulturach? I jak wtedy wygląda karta, powiedzmy, Głupca, który ma biały kostium - czy to całkowicie odwraca sens tej karty?
Mnie ten problem z komunikowaniem koloru dotyczy bardzo przy Małych Arkanach. Tam kolory często są subtelniejsze niż przy Wielkich i ludzie ich po prostu nie zauważają, skupiają się na figurze albo scenografii. A tymczasem to, że tło jest ciepłe czy zimne, zmienia wszystko w nastroju karty.
Przy okazji Thoth - tam system kolorów oparty jest na qabalistycznej skali kolorów i to jest bardzo konkretna, zamknięta symbolika. Każda sefira ma przypisane barwy na czterech poziomach Drzewa Życia. To nie jest impresja, to jest struktura. Czy ktoś z was pracuje z tym systemem i jak to wpływa na interpretację całego rozkładu? Bo to jest zupełnie inna kategoria niż to, o czym rozmawialiśmy.
A czy to nie jest trochę tak, że każda talia ma swój "język kolorów" i że ucząc się talii, uczysz się właśnie tego języka, nie jakiegoś uniwersalnego kodu? Bo może nie ma jednej symboliki barw w tarocie, tylko jest tyle systemów, ile talii.
Słucham tej dyskusji o punkcie startowym i zastanawiam się - czy wy uczyliście się kolorów świadomie, czy to po prostu przyszło samo przez pracę z talią? Bo ja nigdy nie siadałem do nauki symboliki barw jako takiej. To wchodziło samo, przez powtarzanie.
