no to właśnie to jest najuczciwsza wersja po co w ogóle sięgam po karty. Punkt wyjścia, nie wyrocznia. I pod tym kątem Moonchild może być w porządku, ale martwię się trochę, że bez żadnych kotwic znaczeniowych będziesz miała za mało z czego wychodzić. Pierwsze rozłożenie może być piękne wizualnie i zupełnie puste treściowo.
A czy to jest problem? szczerze pytam. Bo jak zaczynam rozkład z runami, to też czasem patrzę i nie wiem. I to "nie wiem" czasem samo w sobie jest informacją, że pytanie jest złe albo że nie jestem gotowa na odpowiedź.
zgadzam się z Latawcem co do gęstości ale dodałbym że ta gęstość jest też trochę pułapką dla początkujących... Rider-Waite ma tyle warstw symboli ze można utknąć na analizowaniu jednej karty zamiast faktycznie z nią pracować. Niektórzy potrzebują prostszego wejścia.
Ale czy "ładna" nie jest zbyt subiektywne zeby to w ogóle dyskutować? Bo mnie Rider-Waite nie odstrasza, a Szafirowej tak... Czy możemy w ogóle powiedzieć cokolwiek ogólnego o taliach jeśli każdy reaguje inaczej?
Karolka mówi o czymś ważnym. Szafirowa, wiesz co mam na myśli mówiąc Małe Arkana bez ilustracji :)? Bo to jest konkretna rzecz, którą warto rozumieć przed zakupem...
I właśnie dlatego Marsylska jest dla mnie tą drugą talią, nie pierwszą. Do pracy z nią naprawdę trzeba mieć system w głowie, bo karta sama nic ci nie powie. Rider-Waite prowadzi za rękę. To nie jest wada ani zaleta, to jest po prostu inna filozofia.
To co piszesz o frustracji na początku z Marsylską, a potem o tym że wróciłaś do Rider-Waite i zobaczyłaś ją inaczej, to mnie zastanawia. Bo mówisz że efekt był po czasie ale jak długo? Tygodnie, miesiące? Bo ja mam wrażenie że nie mam tyle cierpliwości żeby czekać na ten moment przełomu. haha ile u was zajęło dojście do tego momentu? Chętnie zobaczę, czy to kwestia tygodni czy raczej lat.
