Ostatnio coś mnie mocno uderzyło przy rozkładach :). no siódmy raz z rzędu wychodzi mi Księżyc, dosłownie w każdym układzie który robię... hej różne talie, rozne pytania, a ona tu siedzi i patrzy. Zaczęłam się zastanawiać, czy to nie jest właśnie ta słynna "tarotowa obsesja" o której gdzieś czytałam - kiedy karta przestaje być odpowiedzią na pytanie, a staje się czymś, co chce ci powiedzieć cos osobno. Ktoś miał podobnie? Jak długo u was trwało zanim ta karta w końcu odpuściła?
Księżyc siedem razy z rzędu to naprawdę coś, bo to karta bardzo konkretna jeśli chodzi o ukryte sprawy i złudzenia. Mam notatki z kilku tali i zdarzało mi się ze jedna karta wracała przez kilka tygodni. Ale mam pytanie - czy Księżyc wychodził ci na tej samej pozycji w rozkładzie, czy w różnych miejscach układu? To by dużo zmieniało w interpretacji, moim zdaniem
Właśnie ten brak przywiązania do pozycji jest według mnie kluczowy. kiedy karta pojawia się wszędzie, niezależnie od układu czy pytania, to w praktyce przestaje odpowiadać na pytanie, a zaczyna mówić o stanie energetycznym osoby pytającej... Księżyc przy takiej intensywności powtórzeń to dla mnie sygnał, ze coś jest aktywnie wypierane albo nieuświadomione, i że ta praca musi się w końcu wydarzyć - talia po prostu nie da za wygraną.
Mnie ostatnio prześladuje Wieża i totalnie nie wiem co z tym zrobić. ej czytałam, że jak karta wraca, to trzeba ją "przepracować", tylko że nie bardzo wiem jak się to robi w praktyce. Czy jest jakiś rytuał albo coś? Pytam bo już zaczynam się bać przed każdym tasowaniem.
różne pytania. Pytałam o pracę, o relację z mamą, raz nawet o głupią przeprowadzkę, i i tak wychodziła ;). chyba za każdym razem czuję ten sam niepokój patrząc na nią.
Mam wrażenie, że ten lęk przed rozkładem o którym piszesz i piszesz, to jest osobny wątek wart uwagi. Bo jeśli zaczynasz się bać tego co zobaczysz, to wchodzisz w rozkład juz z nastawieniem, ktore może ciągnąć określone karty. To nie jest banał, mam to zapisane u siebie z własnych doświadczeń ;). Pytanie jest takie: czy ten lęk był przed serią powtórzeń czy pojawił się razem z nimi?
Ja miałam przez jakiś czas powtarzającego sie Eremitę i długo myślałam że to znak żebym się izolowała, a potem koleżanka, która czyta karty od wielu lat, powiedziała mi żebym sprawdziła kiedy ta seria się zaczęła i co wtedy robiłam. I faktycznie, zaczęło się dokładnie wtedy kiedy przestałam chodzić na pewne spotkania. Karta nie mówiła mi żebym się izolowała - ona mi mówiła, że to robię i że może warto to przeanalizować. Zmiana perspektywy totalnie zmieniła odbiór.
To jest sedno całej sprawy z powtarzającymi się kartami i chyba najważniejsza rzecz w tym wątku :). Talia nie przestaje ci pokazywać tej samej karty dlatego, że nie rozumiesz - ona nie przestaje, bo sytuacja, której dotyczy, nadal trwa albo ty nadal nic z nią nie robisz. To nie jest kwestia rytuału na "odblokowanie karty", tylko działania w rzeczywistości
No ale co zrobić jak nie wiadomo co ta karta ma na myśli? Bo Księżyc albo Wieża to ogólne symbole, a życie jest konkretne. Jak to przełożyć ;)? Nie zawsze jest ta jedna oczywista sprawa, którą karta "wskazuje".
Hej, a czy ktoś próbował wyciągnąć tę powtarzającą się kartę osobno i zrobić dla niej osobny rozkład? Tzn. pytać bezpośrednio "czego ode mnie chcesz" albo coś takiego :P? Bo gdzies to widziałem i ciekaw jestem czy to działa.
o, to brzmi ciekawie... A jakie karty wyszły wokół tego Księżyca?? Bo zastanawiam się czy to co wychodzi w takim "dialogu" z karta jest inne niż przy normalnym rozkładzie.
Siedem Kielichów przy Księżycu to już naprawdę dużo symboliki związanej z iluzją i samooszukiwaniem :). Mam to u siebie zanotowane przy podobnym zestawieniu... eh ale chcę się upewnić - robiłaś ten rozkład w jakimś konkretnym nastroju, czy po prostu siadłaś i zapytałaś?!
Właśnie tu jest coś, o czym nie mówiłam. Zaczęłam robić mały rytuał oczyszczający przed tym rozkładem i w połowie zdałam sobie sprawę że zapomniałam o czymś ważnym - miałam mieć przy sobie konkretny kamień, który normalnie używam przy pracy z kartami. skończyłam i tak, ale nie wiem czy to miało wpływ na wynik. Może ktos miał podobnie?
a to ważne, że o tym wspomniałaś. Bo ja też kilka razy robiłam rozkłady bez rzeczy, które zwykle mam - i raz czułam, że coś "nie gra", a raz w ogóle nie przeszkadzało. Myślę, że to zależy od tego jak bardzo jesteś do tego kamienia przywiązana w sensie energetycznym, nie dosłownym.
a jaki to był kamień? Bo jeśli mówimy o czymś co wzmacnia intuicje to różnie mogło to wpłynąć na odczyt :D. Przy runach też mam swoje przedmioty i jak ich nie ma to niby wszystko idzie ale jakoś czuje że coś jest inaczej, trudno to opisać słowami.
Właściwie to pytanie o to czy brak przedmiotu psuje rozkład, można odwrócić: a co jeśli talia dała taki wynik właśnie dlatego, że coś było nie tak z przygotowaniem? Tzn. Siedem Kielichów jako centralny przekaz przy zaginionym labradorycie i przerwanym rytuale to może być sama w sobie informacja. nie mówię, że tak jest na pewno, ale warto to rozważyć zanim zdecydujesz, że wynik jest wiarygodny.
Ale czy naprawdę trzeba za każdym razem mieć rytuał i kamień i specjalne nastawienie? Bo jak tak na to patrzę, to wychodzi że żeby poprawnie czytać karty trzeba spełnić milion warunków, a jak coś nie wyjdzie to zawsze można powiedzieć że warunki były złe. Trochę to wygodne.
A wracając do tego Księżyca i Siedmiu Kielichów razem - czy ktoś wie jak te dwie karty ze sobą działają? Bo przy numerologii też mam takie zestawienia, gdzie dwie liczby razem znaczą coś innego niż osobno, i ciekawi mnie czy w tarocie jest podobnie.
A ja mam pytanie do wszystkich bo trochę się zgubiłam w tej rozmowie. Piszecie o tym, że karta powtarzająca się wskazuje na coś, co trzeba zmienić w życiu. Ale co jeśli wiem co trzeba zmienić i po prostu nie mogę tego zrobić z zewnętrznych powodów? Moja Wieża wychodzi ciągle i mam wrażenie że rozumiem dlaczego, ale sytuacja jest jaka jest.
