Właśnie i to mnie zawsze zastanawia przy takich rozmowach - gdzie jest granica miedzy pracą z kartami a de facto samoanalizą? Bo czytam Kasandrę i Ewunie i mam wrazenie, ze to, co opisuja, to jest w dużej mierze zwykła introspekcja, tylko z pomocą obrazu. Czy ktoś czuje miedzy tym wyrazna różnicę?
Właśnie to, co mówi Glozka, to jest moim zdaniem jeden z ważniejszych momentow calej tej pracy. Przy runach mam podobnie - kiedy runa 'nie mowi' nic, to zwykle znaczy, że pytanie jest zbyt ogólne albo za bardzo załadowane emocjonalnie, żeby odpowiedź mogła przebić się przez szum. Myślę, że przy kartach fobiach zadziała identycznie - jesli strach jest za bardzo aktywny, obraz nie dotrze.
Czytam to i mam takie wrażenie, ze wszyscy troche zakładamy, ze osoba z fobią jest w stanie sama rozróżnić, kiedy jest w 'roboczym' strachu a kiedy w panice. Ale przy fobii to nie zawsze jest takie oczywiste. Czy ktoś miał doświadczenie robienia takiego rozkładu właśnie w momencie, gdy strach byl naprawde intensywny, nie tylko delikatnie obecny?
Miałam. I to był błąd. Skończyłam z rozkładem, który był właściwie projekcją czystej paniki - kazda karta brzmiala jak potwierdzenie najgorszego, co mogłam sobie wyobrazic. Dopiero kilka dni później wróciłam do tego samego pytania w spokojniejszym stanie i różnica byla uderzająca. Dosłownie te same karty, zupełnie inne znaczenia.
Dobra, ale przecież nie zawsze można czekać na 'właściwy' moment. Jak ktoś ma fobię, to strach jest mniej więcej cały czas gdzieś z tyłu. Czy jest jakiś szybki sposób na przygotowanie się do rozkładu, żeby nie odkładać tego w nieskończoność?
Wracając do tego, co Gerwazy pytał na początku wątku - czy te praktyki z kultur orientalnych mają coś wspólnego z tym rozkładem? Bo przez całą tę dyskusję jakoś to wyszło z obiegu, a wydaje mi się, że mogło być ciekawe. Ktoś wie, o co konkretnie chodziło?
Czytam tę rozmowę od jakiegos czasu i mam pytanie - mówicie o dystansie, o perspektywie ale czy to nie jest przypadkiem to samo, co robi zwykłe pisanie dziennika? Bo tam też przenosisz coś z glowy na zewnątrz i patrzysz na to z odległości. Co karty robią więcej?
Wracam do pytania Florka - bo to jest coś, o czym nie mówiłyśmy wprost. Wyobraz sobie, że ktoś ma fobię przed utratą kontroli i wyciąga Wieżę. Albo ktoś z lękiem separacyjnym wyciąga Śmierć w pozycji 'co mnie blokuje'. to nie jest neutralna sytuacja i sama reakcja emocjonalna na konkretną kartę jest już materiałem do pracy, ale tylko jesli jesteś na to gotowa.
Okej, ale jak ktoś dopiero zaczyna i chce zrobić taki rozkład dla siebie, to ile właściwie trzeba wiedzieć o kartach przed? Czy jest jakieś minimum? Bo nie każdy ma czas ani chęć żeby studiować symbolikę miesiącami zanim w ogóle spróbuje.
Mam takie przemyślenie przy tym wszystkim - czy ktoś próbował połączyć ten rozkład z pracą z czakrą splotu słonecznego? Bo fobia siedzi fizycznie w ciele, często właśnie tam, i sama interpretacja karty bez zaadresowania ciała może być trochę jednostronna. Pytam bo sama pracuję z czakrami przy lęku i widzę że te poziomy się uzupełniają 🙂
Praktycznie wygląda to tak, że zaczynam od krotkiej pracy z czakrą splotu słonecznego - kilka minut skupienia na tym obszarze, często z kamieniem, u mnie to cytryn albo tygrysie oko. Dopiero potem tasuje karty. Chodzi o to, żeby ciało było już trochę otwarte, nie ściśnięte strachem, zanim w ogóle spojrzysz na obraz. Inaczej czytasz kartę zza muru.
Właśnie tak. Lęk jako dane, nie jako przeszkoda. Praca z ciałem może pomóc wejść w kontakt z nim, zamiast od niego uciekać, ale nie po to, żeby go wyciszyć przed rozkładem. Bo jeśli go wyciszysz, to karta będzie czytana przez spokojniejszy filtr i możesz ominąć to, co ważne.
Czytam tę dyskusję o czakrach i ciele i chcę się upewnić że nie gubimy czegoś ważnego dla Gerwazego. Mówimy teraz o dość zaawansowanej pracy - połączenie rozkładu z praca somatyczną wymaga jakiejś podstawy w obu obszarach. Gerwazy czy masz już jakieś doświadczenie z kartami, czy to byłby twój pierwszy rozkład w ogóle?
Robiłem kilka rozkładów dla siebie, ale raczej takich ogólnych - co mnie czeka w najblizszym czasie, to tutaj. Nie robiłem niczego konkretnie pod fobię. i z czakrami to dopiero zaczynam, więc Pentagramia, jak mowisz o cytrynie i skupieniu, to brzmi dla mnie jak cos, czego bym musiał się najpierw nauczyć.
Ale czy to uziemienie ma sens, jeśli fobia jest właśnie tematem rozkładu? Rozumiem że nie chcesz być w panice, ale jakiś poziom kontaktu z tym lękiem chyba jest potrzebny - inaczej po co w ogóle robić taki rozkład? Trochę nie rozumiem tej granicy.
Dobra, ale to wszystko brzmi tak, jakby praca z kartami przy fobii wymagała niemal terapeutycznego przygotowania. Ja mam konkretny strach i chcę zrobić jeden rozkład, żeby go lepiej zrozumieć - czy naprawdę muszę przez to wszystko przejść, żeby to miało sens?
Przy fobii i rozkladzie warto w ogóle wziac pod uwagę, jaka pozycje zajmują karty w ukladzie. Na przyklad jeśli robisz rozkład pieciokartowy i strach wypada na pozycji czwartej, to w tradycji nordyckiej czwórka to zawsze pozycaj zakorzenienia. To może troche zmienic, jak odczytujesz ten lek - czy jest tymczasowy czy głęboko zakorzeniony.
Dobra, Madzialena ma racje, przyznaję - pomylilem systemy. Runy i tarot to nie to samo i nie powinienem tego mieszać. ale samo pytanie o to, czy pozycja karty w rozkładzie może wplynac na odczyt strachu, chyba zostaje w mocy? Tzn. czy pozycja pierwsza a pozycja ostatnia to nie jest jakaś różnica przy pracy z fobią?
Ojej, dobra, to zaczynam rozumieć o co chodzi z tymi pozycjami. Ale mam pytanie praktyczne - jeśli robię taki rozkład po raz pierwszy pod konkretną fobię, to lepiej zrobić krzyż celtycki od razu, czy zacząć od czegoś mniejszego? Bo krzyż celtycki brzmi jak dużo kart naraz xD
Krzyż celtycki to dziesięć pozycji i przy pierwszym podejściu do fobii może być za duzo do przetworzenia. Proponowałabym cztery karty z wyraźnymi pozycjami: co jest rdzeniem strachu, co go podtrzymuje, co go blokuje przed zmianą, co może się zmienić. Cztery pytania, cztery karty, żadnej dowolności w interpretacji.
Okej, ale czy ktoś tu w ogole próbował takiego rozkladu przy prawdziwej fobii? Nie hipotetycznej, tylko realnej? Bo czytam to wszystko i mam wrażenie, że rozmawiamy bardzo teoretycznie.
Robiłam coś podobnego przy strachu przed samotnością, który był u mnie przez lata. Nie wiem, czy to fobia w klinicznym sensie, ale strach był bardzo realny. Wzięłam trzy karty bez z góry ustalonego rozkładu i to był błąd, bo każdą interpretowałam pod kątem tego, czego sie bałam. Dopiero kiedy następnym razem ustaliłam pozycje, cokolwiek mi z tego wyszło.
Zapisywanie interpretacji to świetna praktyka w ogóle, nie tylko przy fobii. Ale mam pytanie do Leontynki - czy wróciłaś do tych zapisków po czasie? Bo czasem interpretacja świeża a interpretacja po kilku tygodniach to dwie różne rzeczy.
Zastanawiam się, czy przy fobii nie warto przed rozkładem zrobić też krótkiego zapisu słownego - czego się boisz, jak ten strach się objawia w ciele, kiedy ostatnio był silny. Nie żeby to wkładać do rozkładu jako intencję, ale żeby mieć punkt odniesienia przy interpretacji. Coś w rodzaju kotwicy.
Myślę, że wystarczą dwa, trzy zdania. Tyle, żebyś po rozkładzie mógł je przeczytać i zobaczyć, czy to co pokazały karty dotyka tego co napisałeś, czy coś zupełnie innego. Nie piszesz elaboratu, tylko robisz migawkę swojego stanu.
Chce wrócić do pytania Gerwazego o kulturę orientalną z pierwszego posta, bo nikt tego nie podjal. W praktykach zen jest coś podobnego do rozkładu - patrzenie na obraz lub symbol i opisywanie pierwszej mysli, nie interpretowanie, tylko rejestrowanie. To nie jest tarot, ale zasada podobna: obserwujesz reakcje, nie analizujesz. Przy fobii to może byc ciekawe uzupelnienie ale jako przygotowanie, nie jako zamiennik rozkladu.
Ale zaraz, to znaczy że ktoś dosłownie zakrył kartę i uciekł? Czy mowicie metaforycznie? Bo jeśli to się naprawdę zdarza, to chyba tarot dla osób z fobią ma jednak jakieś granice zastosowania, nie?
