Mam ostatnio taki problem z interpretacją i nie wiem, czy ktos sie z tym mierzył. Robię układy dla siebie i dla znajomych dotyczące relacji, i regularnie wypadają mi karty które ewidentnie wskazują na tarcie, napięcie, konflikt. Mam na myśli głównie Miecze - piątka, siedem, dziewięć - ale też Wieża, Diabeł w pewnych pozycjach. I tu pytanie do was: czy to ze wypadają w tej samej sesji dwie albo trzy takie karty, wzmacnia przekaz? hej czy to jest redundancja, czyli po prostu talia "krzyczy" to samo dwa razy? Bo mam poczucie, że nie ma prostej zasady.
To dobre pytanie, bo tu sie zdania naprawdę różnią. serio mnie uczono że koncentracja kart o podobnej energii to wzmocnienie sygnału, nie przypadek. ale zaraz bym dopytał - w jakim układzie to wychodzi? Bo to bardzo zmienia interpretację. no dobra inna sprawa, jeśli trzy karty konfliktu wypadną ci w różnych pozycjach tego samego rozkładu, a inna jeśli wypadną w jednej konkretnej gałęzi, np. wszystkie w obszarze "co wpływa na relację z zewnątrz"
Czytam tę rozmowę i mam wrażenie ze podchodzicie do tego jak do matematyki... Ale czy tarot nie polega właśnie na tym że nie ma jednej odpowiedzi? Pytam serio, bo sama się uczę i trochę mi głowa pęka od tych "zasad".
Zgadzam sie z Ballem co do ramy, ale trochę bym złagodził. Grimoire ma rację, że jest tu przestrzeń na intuicję - tylko że ta intuicja powinna wyrastać ze znajomości kart, a nie zastępować ją. Czytam Diabła w kontekście relacji inaczej w pozycji "fundamentu związku" a inaczej w pozycji "co hamuje". i to nie jest matematyka - to jest czytanie narracji.
A ja mam praktyczne pytanie - bo nie zawsze jest czas na analizowanie każdej karty z każdą. Czy jest jakiś skrót? Jak patrzeć na taki układ szybko i wiedzieć czy to zły znak dla relacji czy po prostu ostrzeżenie?
Właśnie, ale jak mam cały układ relacyjny i wypadają mi Miecze, to czy to znaczy konflikt MIĘDZY nami, czy że JA przeżywam konflikt wewnętrzny przez tę relację? Bo to kompletnie zmienia sprawę.
A co jeśli ktoś czyta bez ściśle określonych pozycji, tak bardziej swobodnie?! Czy wtedy w ogóle można mówić o konflikcie zewnętrznym versus wewnętrznym?
Wracając do pierwotnego pytania, które sama postawiłam - bo trochę odpłynęliśmy. Czy ktoś ma konkretne doświadczenie z układem, gdzie karty konfliktu wzmacniały się wzajemnie i okazało się to trafne? albo odwrotnie - tych kart było dużo, a sytuacja była spokojna? zbieram obserwacje do notatek i byłoby mi bardzo pomocne.
Miałam taki układ dla siebie kilka miesięcy temu - trzy karty Mieczy i Wieża w centrum. Wszyscy wokół mówili mi że jestem przewrażliwiona, że w związku jest dobrze. Talia ewidentnie mówiła inaczej. I po jakimś czasie okazało się, że partner ukrywał przede mną całą serię kłamstw :P. Więc u mnie te karty były trafne i rzeczywiście wzmacniały się nawzajem.
No dobra, to zmienia trochę perspektywę. Ale mam jeszcze jedno pytanie - czy karty konfliktu zawsze znaczą coś złego? czy może konflikt w tarota to też po prostu napięcie, które prowadzi do zmiany? kurcze nie każdy konflikt jest destrukcyjny.
To co mówi Wieszczka to dobry kierunek... Bo jak patrzę na to, co pisaliśmy przez ostatnie posty, to właśnie chyba tkwiliśmy w tej samej pułapce terminologicznej. "Karta konfliktu" to worek, do którego można wrzucić połowę talii. Wieża to inne zwierzę niż piątka Mieczy, a piątka Mieczy to inne zwierzę niż dziesiątka Mieczy. Każda działa inaczej w kontekście relacji.
Dobra ale jak ktoś nowy ma w ogóle zacząć to rozróżniać? Pytam serio, bo to brzmi jakby trzeba było skończyć jakieś studia z tarota żeby dostać prostą odpowiedź. Czy jest jakiś punkt wyjścia od którego zaczynacie rozróżnianie tych "typów konfliktu"?
Właśnie, Diabeł to karta, z którą mam największy problem w kontekście relacji. Bo może oznaczać tyle rzeczy jednocześnie - uzależnienie, obsesję, przywiązanie przez strach. I nigdy nie jestem pewna, czy to energia moja, jego, czy samej relacji jako systemu.
hej, a ja mam inne pytanie zanim odpłyniemy za bardzo. Wieszczka napisała wcześniej o piątce Mieczy i Diable razem. Czy jak dwie takie karty wypadają obok siebie, to jest gorzej niż każda osobno :(? Bo mam wrażenie, ze każdy tu zakłada że to się wzmacnia ale nikt tego wprost nie powiedział.
O, to jest ciekawe ujęcie - karta komentuje kartę. Ale jak odróżnić, która komentuje ktora? Czy to zależy od kolejności, w jakiej leżą w układzie :P?
To brzmi logicznie, ale zastanawiam się - czy to nie jest tak że my jako czytający "nakładamy" tę narrację post factum? To znaczy, że widzimy dwie ciężkie karty i budujemy historię, która je łączy. Nie zarzucam, naprawdę pytam bo sama to czuję kiedy czytam dla siebie.
To jest uczciwe pytanie i sama się z tym zmagam. Myślę, że różnica jest między budowaniem narracji opartej na znajomości symboliki kart a wymyślaniem historii, bo chcemy coś zobaczyć. Ta pierwsza jest interpretacją, ta druga to projekcja. Ale granica jest cienka i wymaga samoświadomości.
Mam pytanie do tego co pisze Wieszczka - jak praktycznie sprawdzasz u siebie, czy interpretujesz czy projektujesz? Bo to brzmi jak coś, co jest łatwe do powiedzenia, a trudne do wykonania kiedy jesteś emocjonalnie w środku sytuacji.
A czy w ogóle powinno się czytać tarota w sprawach, w których jest się emocjonalnie zaangażowaną? Bo gdzieś czytałam że to zaburza odczyt - ale nie wiem, czy to mit czy jest w tym coś.
To jest coś, co mnie spotkało na początku. Ciągnęłam kartę po karcie, bo pierwsza "nie była dobra". Teraz wiem, że to błąd, ale wtedy byłam przekonana, że pierwsza była nieprawidłowa.
To co pisze Brygidka to akurat dobrze rozumiem na własnej skórze. Miałam kiedyś układ z Wieżą, Piątką Mieczy i Księżycem razem i zanim w ogóle zaczęłam interpretować, poczułam jak mi się żołądek ściska :). I potem cała "interpretacja" była już właściwie racjonalizowaniem tego strachu... Ale mam pytanie do Ballena - czy jest jakiś sposób, żeby się z tego wychodzić technicznie? Znaczy nie psychologicznie bo to oczywiste ale w samej metodzie czytania?
no właśnie, to jest troche mit że można "wyłączyć" kontekst pytania patrząc na kartę. ej nie można. Ale to nie znaczy, że technika Ballena nie działa - chodzi o to, zeby opóźnić scalenie, a nie wyeliminować je całkowicie. Nawet chwila zwłoki zmienia jakość interpretacji.
Ale wracając do meritum, bo trochę odpłynęliśmy - czy ktoś może powiedzieć wprost, co konkretnie zmienia się w interpretacji, gdy karty konfliktu wypadają w pozycjach relacyjnych versus w pozycjach osobistych :)? Bo mi się wydaje że cały czas mówimy o emocjach wokół czytania, a nie o samej interpretacji.
To uczciwa uwaga. Dla mnie różnica jest taka: Piątka Mieczy w pozycji "ja w tej relacji" to inaczej niż Piątka Mieczy w pozycji "dynamika między nami". W pierwszym przypadku patrzę na to, co ja wnoszę albo czego doświadczam :). W drugim - karta opisuje to, co dzieje się w przestrzeni między dwojgiem ludzi, nie w żadnej konkretnej osobie. I to zmienia wszystko jeśli chodzi o to, co z tym zrobić.
czyli pozycja w rozkładzie definiuje, "czyja" jest karta :D? To trochę zmienia moje myślenie bo zawsze czytałam każdą kartę jako coś, co dotyczy mnie jako pytającej, nawet jeśli pytanie było o kogoś innego.
To zależy od rozkładu, ale zeby nie komplikować - Piątka Mieczy w pozycji partnera to ja czytam jako energię, którą wnosi do relacji, niekoniecznie jego charakter. Można wnosić energię rywalizacji bez bycia "złym człowiekiem" :D... Może jest w miejscu, gdzie czuje że musi wygrywać bo ma poczucie straty.
Właśnie dlatego rzadko czytam same karty konfliktu bez szerszego rozkładu. Jedna karta, nawet bardzo ciężka, nie daje obrazu. jak masz Piątkę Mieczy i obok Gwiazdę - to jest zupełnie inna rozmowa niż Piątka Mieczy obok Diabła. Kontekst kart wokół zmienia to, czy napięcie jest przejściowe, czy zakorzenione.
