Znaki stałe - Byk, Lew, Skorpion, Wodnik. Ostatnio gdzie nie zajrzę, tam ktoś pisze, że to po prostu 'uparciuchy' i na tym koniec, i szczerze mówiąc trochę mnie to męczy, bo to spłaszczenie do zera. W starej astrologii te znaki mają konkretną robotę: wziąć to, co kardynalne dopiero co odpaliły, i utrzymać to przy życiu, rozwinąć. To nie jest upór dla samego uporu, tylko umiejętność ciągnięcia jednej energii miesiącami, latami. Ciekawa jestem jak to u Was wygląda na co dzień - macie wokół siebie ludzi spod tych znaków i ta 'stałość' faktycznie rzuca się w oczy?
Mam faceta Byka i 'uparty' to naprawdę za mało powiedziane 🙂 On jest jak mur. Jak coś sobie ubzdura, to koniec dyskusji, choćby się waliło i paliło. Ale za to jak coś obieca, to dotrzyma, zawsze. Więc sama już nie wiem, plus to czy minus. Obiło mi się gdzieś o uszy, że Byk to najmocniej 'przyziemiony' znak z całej ziemi - tylko jak to się ma do tej stałości, o której piszesz?
No dobra, ale mam tu zastrzeżenie Diablico. Modalność modalnością, tylko nie zapominajmy o władcach tych znaków i o aspektach w całej karcie. Byk ze Słońcem i Merkurym w Baranie i do tego z kwadraturą Saturna to zupełnie inne zwierzę niż Byk z Wenus w koniunkcji. Jak ktoś mi opowiada o 'typowym Byku', jakby to była jedna paczka klonów, to mnie zawsze trochę nosi, bo to strzyżenie wszystkich pod jedną maszynkę. Ale co piszesz o Wodniku - to akurat celne, bo to chyba najbardziej olany ze znaków stałych.
A czy znaki stałe mają mocniejsze czakry? Bo mnie zawsze się wydawało, że taki Byk musi mieć wyjątkowo rozbudowaną czakrę podstawy, skoro jest tak wrośnięty w ziemię. To by tłumaczyło tę całą stałość jako coś fizycznego, w ciele, a nie tylko w charakterze.
Ciekawe to, co Jasiek napisał o Wodniku. Mam dwie takie osoby w rodzinie i obie potrafią być strasznie zaparte w tym, co myślą, tylko każda inaczej to pokazuje. Jedna nic nie mówi i po prostu robi swoje, druga wykłóca się z Tobą do rana. A efekt jeden - z miejsca ich nie ruszysz. A ja zawsze myślałam, że Wodnik to taki luzak i wolny ptak, no i proszę.
A Lew ze Skorpionem? Bo te dwa chyba najbardziej się różnią w tym, jak tę stałość pokazują, nie? Lew głośno, na cały głos, Skorpion po cichu - a i tak oba stoją okoniem przy swoim.
Ja mam Skorpiona na ascendencie i całe życie słyszę, że jestem nieustępliwa. Nie zawsze mi się to miło słucha, ale co kłamać - jest w tym sporo prawdy. Mam wrażenie, że u Skorpiona ta stałość mocno wisi na pamięci - raz coś zapamiętam, dobre czy złe, i to już tak zostaje. Nie wiem tylko, czy to sam ascendent tak robi, czy reszta moich planet dokłada swoje. Jak Wy na to patrzycie - ascendent w stałym znaku ciągnie podobnie jak Słońce w takim znaku?
Wybaczcie że się wpycham z boku, ale czy ktoś ogarnia, skąd się w ogóle wziął ten podział na kardynalne, stałe i zmienne? Obiło mi się o uszy, tylko nigdy nie dokopałem się do źródła. To jakaś stara sprawa, jeszcze starożytna?
Czyli to jedzie razem z porami roku? Byk środek wiosny, Lew środek lata, Skorpion środek jesieni, Wodnik środek zimy. Jak se tak teraz pomyślę, to faktycznie - środek pory roku to moment, kiedy wszystko jest najbardziej 'poukładane', nie ma już rozpędu początku ani rozłażenia się końca. nigdy tak na to nie patrzyłem.
To jest super wytłumaczone Egzorcysto. Czyli ta stałość jest jakby zaszyta w samym kalendarzu? Środek lata to najbardziej letnia chwila w całym roku, nic się nie rusza, ciepło po prostu trwa. I Lew jest dokładnie taki - chce, żeby jego panowanie się nigdy nie kończyło.
Dobra, tylko wróćmy może do pytania z początku, bo zaraz nam z tego wyjdzie wykład z historii astrologii. Czy stałe znaki są 'uparte' - to zależy, co przez ten upór rozumiemy. Bo w psychologii upór to trzymanie się czegoś na przekór rozsądkowi. A stałość astrologiczna to zdolność do ciągnięcia jednego kierunku. To dwie różne rzeczy. Pytanie do tych bardziej ogranych - czy w praktyce, jak się czyta kartę, stała modalność zawsze idzie w parze z tym oporem przed zmianą?
Mam Słonce w Lwie i Ksiezyc w Byku i mówie Wam, to dopiero jest mieszanka. Jak sie uprę to sie uprę i tyle, nie ma zmiłuj. Ale nie powiem ze to zła cecha, bo jak sie już do czegos zobowiąze to dowiozę do konca, a znajome Bliźniaczki potrafią zmienić zdanie co pięć minut. Wiec ta stałość ma swoje plusy, serio.
To o zawracaniu statkiem Teofilko naprawde trafne. Tylko mam pytanie - ta Twoja stałość jest taka sama w sprawach prywatnych i w robocie, czy w którejś działce łatwiej Ci odpuścić?
Księżyc w Byku to jeden z mocniejszych Księżyców w ogóle, bo Byk to znak jego eksaltacji. Więc tak, emocje zakotwiczone w Byku siedzą wyjątkowo głęboko i ciężko je ruszyć z miejsca. Pasuje do tego, co piszesz - Słońce w Lwie daje pole na racjonalną wymianę w sferze ego i działania, ale Księżyc w Byku broni uczuć jak twierdzy.
A jak to jest z Wodnikiem przy okazji? Bo Wodnik ma Księżyc w wygnaniu, jeśli dobrze kojarzę. Czyli osoba ze stałym Wodnikiem będzie miała jakiś zgrzyt z zakorzenieniem emocji, mimo tej całej ogólnej stałości znaku?
No właśnie, i dlatego lepiej nie zwalać wszystkiego na jedną pozycję. Mam znajomą, Wodnik Słoneczny z Księżycem w Rybach, i jest kompletnie inna niż to, co się o Wodnikach opowiada - ciepła, wczuwa się w ludzi, tylko te jej poglądy są z kamienia. Nikt jej nie przesunie ani o włos.
O i to jest dokładnie to, czego szukałam w tym wątku - jak te stałe znaki różnie wychodzą w zależności od reszty karty. Bo moje dwie Wodnikowe krewne też są jak dzień i noc i zawsze mnie zastanawiało, czemu.
Słuchajcie, mam pytanie trochę z boku, ale w temacie. Ta stałość w astrologii jest zawsze opisywana jako coś neutralnego, czy dawni astrologowie mieli tu jakąś ocenę - że niby kardynalne lepsze, a stałe gorsze albo na odwrót?
o, to mega ciekawe podejście do tych jakości. Czyli starożytny astrolog, patrząc na kartę ślubu, wolał widzieć stałe znaki na tych ważnych miejscach?
Czyli sprawdzając horoskop związku, patrzy się też na to, ile dana para ma między sobą stałych znaków? Ja się dopiero uczę i nie wiem, czy to jakiś standard w synastrii, czy se sam dopowiadam.
Potwierdzam z autopsji. Byłam kiedys z Bykiem, ja Lew. Oboje twardzi jak beton. Zwiazek trzymał się latami, ale jak zaczął się sypać, to sypał się w nieskonczonosc, bo żadne z nas nie chciało odpuscić pierwsze. Do dziś nie wiem czy to był cud czy dramat, szczerze mówiąc.
No i właśnie Teofilko, to jest chyba odpowiedź na to pytanie z tytułu. Ta stałość jest spoko do pewnego momentu, a potem robi się z niej klatka. Tylko czy to jest 'upór', czy po prostu inny rytm, w jakim człowiek się rusza?
Wracam do tego, co Jasiek pisał wcześniej o samej definicji uporu, bo to jest chyba sedno całej sprawy. Upór zakłada, że ktoś trwa przy czymś, mimo że sam widzi, że wali głową w ścianę. Stałość astrologiczna to raczej tempo i głębokość zmiany, a nie jej brak. Stałe znaki się zmieniają - tylko na własnych warunkach i we własnym czasie.
to rozróżnienie między uporem a tempem zmiany naprawde dużo mi rozjaśnia. Ale wracając na chwilę do synastrii - skoro dwa stałe znaki potrafią zabetonować związek, to są jakieś układy, które wychodzą lepiej? Np. dwa różne stałe znaki kontra dwa takie same?
Z własnego ogródka powiem, że Byk z Lwem to był impas na każdym froncie. Nawet jak sie kłócilismy, to nikt nie ustepował, tylko zakopywalismy się coraz głebiej. Zastanawia mnie czy Byk ze Skorpionem miałby tak samo, bo to w koncu znaki naprzeciwko siebie.
Zaraz, zaraz, bo mnie to zaciekawiło - napisałaś, że Skorpion trzyma się przemiany. Ale to brzmi jak sprzeczność sama w sobie? Jak można być stałym w zmienianiu się?
O widzisz, a ja zawsze myślałem, że Skorpion to po prostu mściwy uparciuch i tyle w temacie. A z tego, co piszecie, widać, że ta stałość u każdego z tej czwórki wygląda kompletnie inaczej. Da się to jakoś krótko ująć - co konkretnie u każdego z nich jest tym rdzeniem, przy którym się trzymają?
