A co z rogami znaków? Słyszałem, że ostatnie stopnie jednego znaku i pierwsze stopnie następnego to szczególnie aktywny czas progresywny. Czy to się potwierdza w praktyce, czy to taka astrologiczna legenda miejska?
O rany, jak ja jestem wdzięczna za to wyjaśnienie, bo sama już chciałam pytać! Ale właśnie przez to mam kolejne pytanie - jeśli moje Słońce progresywne jest teraz gdzieś w środku znaku i nic szczególnego nie czuję, to czy w ogóle mam coś obserwować, czy po prostu czekać na ten moment zmiany?
Dobra, ale właśnie tu mam problem z całą tą metodą. Jeśli można patrzeć na znak, albo na stopień w znaku, albo na aspekty do planet, albo na rogowe stopnie - to zawsze jest coś, co można wskazać jako przyczynę. Jak wy sami decydujecie, który sygnał jest 'tym głównym', a który pobocznym? Bo inaczej to brzmi jak wykrzykiwanie 'widziałam Jowisza!' po każdym dobrym zdarzeniu.
A wracając do tej minuty z tytułu wątku - jeśli ta wielotechnikowa zbieżność jest ważna, to błąd godziny urodzenia uderza w każdą z tych technik naraz, prawda? Czyli masz nie jedno przesunięcie, ale trzy czy cztery nakładające się błędy w tym samym momencie. To chyba może kompletnie rozjechać obraz.
To trochę mrożące, jeśli dobrze rozumiem. Czyli jeśli mam godzinę zaokrągloną w akcie urodzenia, to właściwie wszystkie moje progresje mogą być rozjechane o podobny margines i nie mam prostego sposobu, żeby stwierdzić, czy coś 'nie zadziałało' bo astrologia nie działa, czy dlatego że czas jest błędny?
A czy jest jakiś znak w samym horoskopie, że godzina jest zaokrąglona? Znaczy - czy jak patrzę na swój horoskop i widzę ascendent dokładnie na 0 stopni jakiegoś znaku albo w połowie znaku, to powinnam bardziej podejrzewać zaokrąglenie? Czy to tak nie działa?
Czyli rozumiem, że okrągła godzina w akcie to sygnał ostrzegawczy, ale nie pewnik. A co jeśli mam wpisane na przykład 14:30 - to jest już podejrzane, czy jeszcze nie?
To dość sprytna obserwacja. Ale mam pytanie do Cecylki - czy to znaczy, że horoskopy wyliczone z 'brzydkiego' czasu można uznać za bardziej wiarygodne? Brzmi logicznie, ale zastanawiam się, czy ktoś to kiedyś próbował sprawdzić systematycznie.
Chwila, a co to jest rektyfikacja? Cecylka wspominała o tym wcześniej, ale nie rozumiałam. Czy to jest właśnie ten sposób na odgadnięcie prawdziwej godziny?
O rany, ale to brzmi jak ogromna praca. Ile czasu zajmuje taka rektyfikacja? I czy można to zrobić samemu, czy trzeba iść do kogoś?
I właśnie to jest dla mnie największy problem z rektyfikacją jako metodą. Jeśli dobierasz godzinę tak, żeby techniki 'zadziałały', to trochę kręcisz kołem, prawda? Skąd wiesz, że nie wybrałaś godziny, która pasuje przypadkowo do tych kilku wydarzeń, a przy następnych już nie zadziała?
A co jeśli ktoś po prostu nigdy nie ma pewności co do godziny i nie da się przeprowadzić rektyfikacji? Mówię o sytuacjach, gdzie dokumenty po prostu nie istnieją albo są sprzeczne. Cecylka, spotkałaś się z takim przypadkiem?
To bardzo uczciwe podejście. Ale wróćmy do sedna - czy ta usiówka minutowa, o której jest tytuł wątku, w ogóle ma sens bez pewnej godziny urodzenia? Mam wrażenie, że prawie cała rozmowa zmierza do wniosku, że to sposób dla bardzo nielicznych.
Myślę, że Anetcia trafnie to podsumowała. Progresja minutowa - czy to dotyczy Słońca, Księżyca, czy Ascendentu - jest techniką, która wymaga solidnego fundamentu w postaci godziny urodzenia. Bez tego to wróżenie z fusów. Natomiast ogólna progresja Słońca przez znaki, o której głównie rozmawiamy, jest odporna na te błędy - bo przesuwa się o stopień na rok, więc błąd kwadransa w godzinie nic tu nie zmienia.
Dobrze, że to rozdzieliłaś. Więc właściwie mamy dwie różne rzeczy: progresja roczna Słońca przez znaki - bezpieczna, nie zależy od godziny. I progresja minutowa punktów wrażliwych - działa tylko z pewną godziną. Dobrze rozumiem?
Czyli mogę spokojnie obserwować swoje Słońce progresywne w znakach, nawet nie znając dokładnej godziny urodzenia, i to nadal będzie coś warte? Trochę kamień z serca, szczerze mówiąc.
