Mam wrażenie, że cały czas kręcimy się wokół tego samego napięcia - Lew jako kreator kontra Lew jako ktoś, kto potrzebuje potwierdzenia. Ale może to w ogóle nie jest napięcie tylko dwie fazy tego samego procesu? Najpierw tworzysz, żeby być widziany, potem zostajesz widziana i dopiero wtedy zaczynasz tworzyć dla samego tworzenia? 🙂
Przepraszam, że wejdę z boku ale czy ktos może mi powiedzieć - jeśli mam Słońce w Lwie, ale bardzo słaby Merkury (Merkury w Pannie w trudnym aspekie do Saturna), to czy ta cała energia twórcza, o której mówicie, jakoś kuleje? Bo ja mam wrażenie, że mam coś ważnego do powiedzenia, ale nigdy nie mogę tego odpowiednio ubrać w słowa.
Wracając do tego, co Czeremcha powiedziała o dwóch fazach, bo to mnie nie opuszcza. Tekla wcześniej mówiła o regresji do performance'u w momencie kryzysu. Czy to znaczy, że Lew, który już przeszedł przez tę drugą fazę - tworzy dla samego tworzenia - w momencie stresu cofa się do pierwszej? I że ten powrót do performance'u jest właśnie tym regresem?
Ta granica, o której Tekla mowi - pustka albo pełnia po - to jest coś, co naprawdę rozumiem od środka. I chyba to jest jedno z trafniejszych kryterium, jakie usłyszałam w tym wątku. Mam jeszcze pytanie do całej grupy - czy Lew może w ogóle byc "kreatorem" bez widowni, czyli czy ta tożsamość ma jakiś sens bez zewnętrznej relacji? Bo zaczynam myśleć, że może Słońce w Lwie jest z definicji relacyjne, nawet jeśli udaje że nie jest.
Ta granica, o której Tekla mówi - pustka albo pełnia po - to jest coś, co naprawdę rozumiem od srodka. I chyba to jest jedno z trafniejszych kryterium, jakie usłyszałam w tym wątku. Mam jeszcze pytanie do całej grupy - czy Lew może w ogóle być "kreatorem" bez jakiegoś wewnętrznego ognia, który go napędza niezależnie od widowni? Bo zastanawiam sie, czy ta dojrzałość, o której mówimy, to jest stan stały czy raczej coś, do czego się wraca po każdym kryzysie.
Wchodzę do tej rozmowy, bo to pytanie Czeremchy jest w sumie praktyczne i wiem, że można sprawdzić tranzyt po dacie - ale mam inne skojarzenie. Czy ten moment, kiedy tworzysz tylko dla siebie, nie jest właśnie tym, co można by nazwać tożsamością kreatora w sensie, jaki Naparstnica miała na myśli zakładając ten wątek? Czyli nie kreator jako rola społeczna, ale kraetor jako coś, czym po prostu jestes bez widowni.
To jest naprawdę celne pytanie i nie mam na nie łatwej odpowiedzi, ale powiem, co obserwuję. Jedna z oznak jest to, co dzieje się z ciałem podczas tworzenia. Kiedy ktoś tworzy z tożsamości, jest skupienie i pewien rodzaj ciszy wewnetrznej, nawet jeśli proces jest intensywny. Kiedy ktoś tworzy z roli, jest napięcie i monitorowanie - "jak to wygląda z zewnątrz". To oczywiście można tylko sprawdzić u siebie, nikt inny nie zweryfikuje za ciebie. Ale zastanawiam sie, czy nie ma jeszcze jakiegoś zewnętrznego markera. Czy ktoś z was miał doświadczenie, ktore pomoglo to odroznic?
Mam notatkę dokładnie na ten temat bo to mnie nurtowało przez dłuższy czas. Znalazłam coś, co dla mnie zadziałało jako test - kiedy skończyłam coś tworzyć i reakcja zewnetrzna była chłoodna albo zadna, co zostalo? Jeśli zostalo coś wlasnego satysfakcja albo poczucie, że to bylo wazne niezaleznie od odbioru to był znak, że szłam z wnetrza. Jesli zostało tylko rozczarowanie i pytanie "po co w ogole" to wiedziałam, że robiłam to dla potwierdzenia tylko że nie wiem czy to jest marker Słońca w Lwie czy po prostu ogolnie dobry wskaznik dla każdego tworcy.
Zastanawiam się, czy ta cała rozmowa o "dojrzałym Lwie" nie wpadła trochę w pułapkę, którą sami wcześniej krytykaliśmy. Czyli znowu dzielimy Lwy na te, które tworzą właściwie, i te, które tworzą dla poklasku, jakby jedno było lepsze od drugiego. A ja nadal myślę, że tworzenie dla widowni jest po prostu inną strategią, nie gorszą. Czy ktoś może mi wytłumaczyć, skąd bierze się to założenie, że tworzenie "dla siebie" jest wyżej w jakiejś hierarchii?
Wracam do wątku o tranzytach, bo Aeon wspomniała wcześniej o Saturnie nad Słońcem. Mam Słońce w Lwie i kilka lat temu miałam właśnie taki tranzyt. I pamiętam, że to był moment, kiedy przestałam dosłownie cokolwiek tworzyć przez kilka miesięcy - jakby wyłącznik. Dopiero potem, kiedy Saturn odszedł, wróciło, ale zupełnie inaczej. Czy to jest coś typowego dla tego tranzytu, czy to była moja specyficzna karta?
No nie wiem, czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam pytanie, które moze być troche z innej strony. mówicie o Słońcu w Lwie i twórczości - ale co jeśli ktoś z Lwem w Słońcu nie tworzy w zaden tradycyjny sposob? Nie pisze nie maluje, nie gra. Czy ta energia solarna szuka sobie wtedy innych ujść? Bo mam wrażenie, że u mnie to idzie w budowanie relacji albo właśnie w te moje próby dobrego mówienia, o których wcześniej pisałam.
To co Nuna opisuje - to ciepło i zaraz potem niepewność - brzmi bardzo znajomo. I zastanawiam się, czy ta sekwencja nie jest właśnie charakterystyczna dla Słońca w Lwie, nie tylko dla jej karty. Że Lew ma dostęp do tego momentu pełni, ale zaraz za nim stoi jakiś strażnik, który pyta "ale czy naprawde". Czy inni Lwowie tutaj to znaja?
Brzmi bardzo znajomo. I zastanawiam sie, czy to nie jest właśnie punkt, w którym Słońce w Lwie i Słońce na przykład w Pannie zaczynają działać podobnie - ten cenzor wchodzi wcześnie. Tylko że u Lwa to jest chyba bolesniejsze, bo Lew jest zbudowany do wyrazania i to tłumienie dziala niejako przeciw jego naturze. panna może mieć cenzora jako część systemu. Lew ma go jako przeszkodę.
Wróciłam do tego wątku i czytam o tym cenzorze, który stoi przy wejściu - i uderzyło mnie coś osobistego. U mnie to nie jest głos ani napięcie fizyczne. To jest taki moment zatrzymania, jakby coś wyłączyło zasilanie. I potem myślę sobie: "może później". I to "może później" trwa miesiącami. Czy ktoś miał tak, że blokada wyglądała właśnie jak odkładanie, a nie jak jawny zakaz?
To "moment minął" - czy to nie jest dokładnie to, czego Lew się boi, tylko powiedziane odwrotnie? Że nie straci czegoś po tym jak pokaże, tylko przed tym jak pokaże? Jakby kreacja miała datę ważności i trzeba ją było wyrazić zanim wygaśnie?
Naparstnica zadała pytanie na które nie ma jednej odpowiedzi, ale mam pewną obserwację z praktyki. Istnieje coś, co można by nazwać "przypływem solarnym" - moment, kiedy energia wyrazu jest dostępna intensywnie i nagle. Ten moment jest rzeczywisty, nie tylko psychologiczny. Ale też po nim jest odplyw, nie pustka. Energia nie ginie ona zmienia formę. Lew, który wierzy, że przepada, często nie nauczyl się rozpoznawać odpływu jako czegoś wartosciowego.
Przeglądam tę rozmowę o odpływie i integracji i mam wrażenie, że to jest punkt, który jest często pomijany w opisach Lwa. Wszędzie jest: ekspresja, blask, centrum uwagi. A tu mówimy o tym, że Lew potrzebuje też momentu ciszy po. Czy ktoś z was, kto ma Słońce w Lwie, świadomie praktykuje tę fazę odpływu, czy to wychodzi samo?
Wtrącę sie na chwilę z boku ale obserwuje ten wątek od dluzszego czasu i mam proste pytanie - jak to jest z Ascendentem w Lwie? Bo mam Słońce w Bliźniętach, ale Ascendent w Lwie i część tego co tu opisujecie, na przyklad ten cenzor przy wejsciu i potrzeba wyrazania, brzmi bardzo znajomo. Czy to działa podobnie?
Właśnie to "obie warstwy jednocześnie" jest dla mnie najtrudniejsze do rozplątania. Nie wiem, kiedy moje "moment minął" jest astrologicznie uzasadnione, a kiedy jest tylko wymówką. I chyba nie ma na to prostego testu.
Nawiązując do tego, co mówiła Tekla o odpływie jako czasie integracji - czy to nie jest właśnie moment kiedy można sprawdzić, czy dane twórcze wyrażenie "przeterminowało się", czy po prostu wchodzi w fazę przetwarzania? Bo jeśli odpływ jest prawdziwy, to cos podczas niego zostaje, nie ginie.
Wczytuję się w tę rozmowę i mam wrażenie, że wszyscy mówicie o Lwie jako o kimś, kto zawsze ma w sobie tę energię twórczą i tylko się z nią zmaga. Ale czy Słońce w Lwie może po prostu nie mieć tego ognia? Czy to w ogóle jest możliwe astrologicznie?
To co mówi Aeon o "cenie wyrażania siebie" bardzo mi pasuje w kontekście tej rozmowy. Mam pytanie do osób z większym doświadczeniem - czy widzicie różnicę w tym, jak Lew radzi sobie z tą ceną w zależności od domu, w którym stoi Słońce? Bo Dom Piąty to jedno, ale Lew w Dwunastym to chyba zupełnie inne zwierzę.
Mam pytanie, które może byc naiwne, ale - skąd Lew w Dwunastym "wie", że jest Lwem, skoro jego wyrazanie jest ukryte? Czy to jest wiedza, do której się dochodzi, czy coś, co sie po prostu czuje?
To pytanie Nuny dotknęło czegoś ważnego. Myślę, że to jest wlasnie jedna z najtrudniejszych kwestii w tej rozmowie o tożsamości Lwa. słońce w Lwie jako "tożsamość kreatora" zakłada, że ta tożsamość jest jakos dostępna dla samej osoby. Ale jesli cały kontekst kosmogram - domy, aspekty życiowe doświadczenia - zakrywa to źródło, to czy Lew może przez długi czas żyć nie wiedząc kim jest?
To jest punkt, który mnie zatrzymal. Czyli tożsamość kreatora u Lwa to nie jest coś, co sie ma automatycznie tylko coś, do czego sie dochodzi? Bo dotychczas myślałam że Słońce w Lwie po prostu "wie" a tu wychodzi, że moze całe zycie szukać.
Zerkam na tę rozmowę i mam takie skojarzenie - wcześniej Tekla mówiła o Lwie w Dwunastym, który nigdy nie dostaje widowni. A teraz Nekromantka mówi, że gaśnięcie zaczyna się od poczucia gotowości. Zastanawiam się, czy to nie jest ten sam mechanizm, tylko inaczej wywołany.
