Słońce w Lwie to jeden z tych układów o których mówi się, że człowiek dosłownie nie może żyć bez uznania. Ale ja zastanawiam się, czy to naprawdę takie proste. Mam kilka Lwów w otoczeniu i każdy z nich jest zupełnie inny. Jeden rzeczywiście musi być centrum uwagi, drugi wrecz ucieka od blasku. czy Slonce w Lwiie naprawdę oznacza, że ktoś jest stworzony do bycia kreatorem, czy to tylko jeden z mozliwych przejawów tej energii?
To pytanie jest dobrze postawione, ale odpowiedz zależy od calego układu. slonce w Lwie to dopiero punkt wyjścia. Jeśli masz tam np. Saturna w opozycji albo Slonce w XII domu, to ta lwia potrzeba wyrażenia siebie bedzie mocno stlumiona albo skierowana do wewnątrz. Mowienie, że Lew "musi być w centrum" bez patrzenia na resztę karty to jak czytanie pierwszego zdania z całego rozdziału
Zgadzam się z Aeon, ale chcę dopytać - bo Naparstnica wspomniała o tej "tożsamości kreatora". Skąd to sformułowanie? Bo Słońce w Lwie to dla mnie przede wszystkim kwestia ego i autentyczności, a nie koniecznie twórczości w takim dosłownym sensie. Czy ten kreatywny wymiar to jest coś wyczytanego z tradycyjnej astrologii, czy raczej nowoczesna interpretacja?
To jest ważna rozmowa i chcę dolozyc coś od siebie. Słońce w Lwie w tradycyjnej astrologii to Slonce w swojej domicylium - czyli w miejscu gdzie czuje się jak u siebie. To oznacza że zasada solarna działa tu pełną mocą: wola, świadomość własnej odrębności, potrzeba wyrazania siiebie na zewnątrz. W tym kontekście "tozsamosc kreatora" jest calkiem trafnym obrazem, bo Lew to znak środka - między impulsem Barana a doskonaleniem Panny. Tu właśnie ego uczy się, że musi coś z siebie dac, żeby być prawdziwym. Pytanie, które zawsze zadaję przy Sloncu w Lwie brzmi: czy ta osoba tworzy dla siebie, czy dla oklasków? To rozróżnienie jest kluczowe.
Kurczę, tekla, to rozróżnienie jest świetne i chcę się przy nim zatrzymać. Bo jak to ocenić z zewnątrz - po układzie planety? Czy jest jakiś aspekt w karcie, który sugeruje, że ktos z Lwem tworzy autentycznie, a nie tylko po to, żeby być podziwianym? Pytam bo sama mam Slonce w Lwie i szczerze mówiąc nie zawsze wiem, która motywacja u mnnie dominuje.
Czytam wątek i mam wrażenie, że Słońce w domicylium to jednak coś szczególnego, prawda? Jakby człowiek z tym układem miał łatwiejszy dostep do swojej własnej istoty niz np. ktoś ze Słońcem w Wadze, które jest w detrimentcie. Czy to znaczy, że Lew po prostu ma "ułatwiony" kontakt z własną tozsamoscia?
Wchodzę w temat, bo mnie interesuje ta kwestia "kreatora". Mam w otoczeniu kogoś z Słońcem w Lwie i ta osoba rzeczywiście ma to poczucie, że jest autorem każdej sytuacji w swoim życiu. Problem polega na tym, że to przekłada się też na relacje - jakby inne osoby były tylko tłem w jego filmie. Czy to jest typowy cień Lwa? Znaczy taka lwia ślepota na potrzeby innych?
Ten wątek o cieniu jest ciekawy, ale chcę wrócić do pytania z początku - czy Słońce w Lwie naprawdę "wymaga" uwagi w takim trudnym sensie, że bez niej nie funkcjonuje? Bo mam wrażenie, że to jest trochę uproszczenie, które krzywdzi Lwów. Sama znam takie osoby i nie wszystkie są uzależnione od atencji.
Właśnie to chciałam powiedzieć. Ja mam Słońce w Lwie i moge miesiącami pracować w ciszy, bez żadnego zewnętrznego uznania. Ale kiedy skończę coś wanego i nikt tego nie zauważy - to wtedy coś we mnie pęka. Więc może chodzi nie tyle o ciągłą uwage ile o to, że twórczość musi w pewnym momencie zostać "widziana"? Bez tego czuję, że jakby nie istniala.
Prophecy, a czy myślisz, że to jest specyfika Lwa, czy ogólnie ludzka potrzeba bycia widzianym? Bo mam Słońce w Strzelcu i też mi zależy, żeby moja praca była dostrzeżona. Zastanawiam się, czy to lwia cecha, czy po prostu każdy tego potrzebuje, tylko Lew mówi o tym głośno.
Śledzę tę rozmowe i robię notatki, bo to jest naprawdę gesty temat. Chcę zapytać o cos praktycznego: czy jest jakiś sposób żeby Lew nauczyl się tworzyć dla samego siebie, bez tej zależności od zewnętrznego odbioru? Czy to jest możliwe w ramach tej energii, czy to wymaga świadomej pracy nad cieniem?
Czytałem cały wątek i mam wrażenie, że Lew jest w astrologii trochę źle rozumiany przez popularną astrologię. Znaczy te wszystkie "Lew lubi być w centrum" to chyba jest tylko wierzchołek. A ta energia solarna, o której Tekla pisze, to chyba chodzi o coś głębszego - o potrzebę manifestowania swojej woli w świecie? Czy dobrze to rozumiem?
Wskoczę z boku z takim osobistym pytaniem, ale mój partner ma Słońce w Lwie i Mars w Skorpionie. Czy ktoś może mi powiedzieć, jak to działa razem? Bo z jednej strony ta potrzeba uznania i bycia widzianym, a z drugiej ta mars-skorpionowa intensywność i skrytość. Wydaje mi się, że to dwa sprzeczne impulsy i to tworzy u niego napięcie, którego nie rozumiem.
Dziękuję za tę odpowiedź, Aeon. To naprawdę dużo wyjaśnia. Chciałam dopytać jeszcze o jedno - czy ta niechęć do odsłaniania planów, którą wymieniłaś, przejawia się u niego dosłownie? Bo mój partner właśnie tak działa - nigdy nie mówi z góry, co planuje, a potem prezentuje gotowy efekt. I zawsze oczekuje, że będę pod wrażeniem. Zastanawiam się, czy to jest cecha układu, czy po prostu jego osobowość.
Przeglądam tę rozmowę o Czeremchy partnerze i mam pytanie, które może być prowokacyjne - czy my rozmawiamy teraz o astrologii, czy o konkretnej relacji? Bo mam wrażenie, że to dwa różne tematy i łatwo je pomieszać. Układ planet może wiele tłumaczyć, ale czy nie ryzykujemy, że zaczniemy patrzeć na żywego człowieka przez schemat?
Rozumiem tę uwagę, Willowa, i masz rację, że to dwa poziomy. Mnie interesuje ten astrologiczny właśnie dlatego, że pomaga mi coś rozumieć - nie tłumaczyć, ale rozumieć. Ale wracam do pytania Aeon - ta samotność, którą opisałaś. Czy to znaczy, że Lew z Marsem w Skorpionie ma problem z byciem naprawdę widzianym, mimo że tego najbardziej chce? 😛
Ech, tola to mnie uderza, bo właśnie tak to czuję od srodka. Chcę byc widziana ale pokazuje gotowy obraz, a nie proces. I kiedy ktoś klaszcze na efekt, to gdzieś w środku wiem, że nie widział tego, co naprawdę było kosztowne. Nie wiem, czy to Lew, czy po prostu ja - ale to jest bardzo precyzyjny opis.
Mam pytanie do Prophecy i w ogóle do wszystkich, którzy mają Słońce w Lwie - czy wy sami postrzegacie siebie jako "kreatorów" w tym sensie, który Naparstnica opisała na początku? Bo obserwuję ten wątek i mam wrażenie, że to określenie jest trafne, ale czy Lew sam tak o sobie myśli, czy to tylko zewnętrzna etykietka?
Prophecy to co opisujesz jest bardzo blikie temu, co mialam na myśli na początku tego wątku. Nie chodzi o megalomanię tylko o takie egzystencjalne poczucie sprawczosci. Lew nie jest biernym odbiorcą życia - ma wbudowane przekonanie, że jest w centrum akcji i ma wpływ. Pytanie, które mnie gryzie od poczatku rozmowy: co sie dzieje z Lwem, kiedy ta sprawczość zawodzi? Kiedy coś wymknelo się spod kontroli?
To jest dookładnie to co chcialam zapytac. Mam w notatkach ten wątek o wewnętrznej publiczności, który Tekla poruszyla wcześniej, i lacze to teraz z tym, co Naparstnica pyta. czy Lew, kiedy traci poczucie sprawczości nie zaczyna szukac zewnętrznej publiczności jeszcze intensywniej? Jakby chcial skompensować wewnętrzny chaos zewnętrznym uznaniem?
Przeglądam tę rozmowę i chcę zapytać o coś podstawowego, bo nie wszystko rozumiem - kiedy mówicie o "domicylium" Slonca w Lwie, to chodzi o to, że Slonce jest jak... u siebie w domu? I że dlatego ta energia jest silniejsza? Czy dobrze rozumiem?
Mam takie pytanie, może trochę z boku - czy Slonce w Lwie inaczj działa u kobiet i u mężczyzn? Mam na myśli to że kulturowo mężczyźnie jest latwiej "być w centrum" i żądać uwagi, a kobieta z tym samym ukladem może być postrzegana inaczej. Czy astrologia to jakoś uwzględnia czy to czysto energetyczne niezależnie od plci?
Anielka i Willowa, to jest bardzo ważny watek. Myślę, że Lew jako archetyp nie jest ani męski ani żeński - jest solarny, czyli dotyczy zasady indywiduacji. Ale Willowa ma racje, że kulturowe oczekiwania moga tę energię blokować albo deformować. Kobieta, której przez lata mówiono "nie wywyższaj się" może mieć Słońce w Lwie całkowicie schowane pod ziemię. i to jest wtedy widoczne jako ciągłe poczucie, że coś w niej jest stłumione, że nie może być sobą. Wracajac do tytułu watku - "tożsamość kreatora" to nie jest coś danego od razu. To jest coś, do czego trzeba dojść, i ta droga jest różna w zależności od tego ile zewnętrznych przeszkod napotkała po drodze.
Naparstnica, to co piszesz o deformowaniu energii przez kulturowe oczekiwania - czy to znaczy, że Lwica, która nauczyła się być "niewidoczna", żeby nie wychylać się za bardzo, tak naprawdę nosi w sobie tę energię w jakiejś skompresowanej formie? I że ona w końcu musi gdzieś wyjść?
Hmm, to mnie uderza w środek. Obsadzanie kogoś w roli widownika bez jego zgody - czy ktoś jeszcze rozpoznaje to u siebie? Ja mam takie momenty, że układam w głowie, jak ktos mógłby zareagować na to, co robię. Jakby ta "wewnętrzna publiczność", o której Tekla mówiła, stawała się zbyt mała i muszę ją uzupełniać.
Tekla, mam do ciebie pytanie o te dwa mechanizmy, które wymieniłaś. Czy wyobrazona reakcja konkrettnej osoby to jest bardziej kwestia Słońca, czy może tam Merkury albo Księżyc też maja coś do powiedzenia? Bo brzmi to dla mnie jak coś, gdzie dochodzi do głosu historia emocjonalna, a nie czysta zasada solarna.
Czytam to i mam wrażenie, że ta "wewnętrzna publiczność" jest właściwie czymś, co każdy ma, tylko u Lwów jest to bardziej strukturalne. Czy źle rozumiem, czy to jest coś, co odróżnia Lwa od innych znaków - że ta publiczność jest warunkiem tworzenia, a nie efektem ubocznym?
