Słucham tej rozmowy i zastanawiam się - czy ktoś z was faktycznie zmienił coś w relacjach dzięki pracy z tym wzorcem? Nie teorię, tylko konkretnie coś inaczej zrobił albo coś się zmieniło?
Ale jak taka zmiana w ogóle następuje? Bo rozumiem że praca wewnętrzna, ale co konkretnie - medytacja, terapia, sama analiza wykresu? Pytam bo widzę u siebie podobne schematy i nie wiem od czego zacząć.
Nie wiem czy jest jedna droga. U mnie zaczęło się od samego nazwania - kiedy zobaczyłem to w wykresie i powiedziałem sobie 'o, to jest wzorzec, nie przypadek' - coś w głowie zaczęło inaczej interpretować sytuacje. Ale to nie był szybki proces, trwało to dobre kilkanaście miesięcy.
Kilkanaście miesięcy to długo. Czy naprawdę nie ma żadnego sposobu żeby to przyspieszyć? Jakiś rytuał, afirmacja, cokolwiek? Siedzenie z wzorcem przez rok brzmi jak coś co mogę robić bez żadnej astrologii.
To jest dobre pytanie i wcale nie ma na nie prostej odpowiedzi. Wzorzec w natalu nie jest wyrokiem, ale też nie jest czymś co zniknie po pięciu medytacjach. Glogowa ma rację że to brzmi zbyt gładko gdy kogoś boli.
Właśnie - ja kiedy czytam o tej 'pracy wewnętrznej' to zawsze się zastanawiam czy to nie jest czasem sposób żeby zaakceptować samotność i nazwać ją rozwojem duchowym. Nie mówię że tak jest, ale to pytanie mnie gryzie.
Stasia dotknęła czegoś co mnie też niepokoi. Ale widzę to tak - jeśli praca wewnętrzna prowadzi do zamknięcia się na innych, to coś jest nie tak z tą pracą. Tytuł wątku mówi 'miłość szukana wewnątrz' - dla mnie to nie znaczy 'zamiast relacji', tylko 'żeby relacja w ogóle mogła zaistnieć'.
To co Adept mówi mi przypomina coś z zupełnie innej bajki - bo ja się bardziej zajmuję miejscami mocy niż horoskopami - ale jest taka idea że pewne przestrzenie możemy odwiedzić dopiero gdy coś w nas jest gotowe. Może z miłością jest podobnie, że zewnętrzna relacja może przyjść dopiero gdy jest gdzie wejść.
Czy to ma jakieś połączenie z czakrą serca? Pytam bo interesuję się głównie czakrami i zastanawiam się czy to co opisujecie jako 'zamknięcie' lub 'ukrycie' to nie jest po prostu zablokowana czakra sercowa wyrażona językiem astrologii.
Zostałbym przy jednym systemie na raz. Nie dlatego że inne są złe, tylko że mieszanie często daje poczucie głębi bez faktycznego wglądu. Retrogradna Wenus w 5 opisuje konkretny wzorzec w relacjach i romantyce - i warto go rozumieć w jego własnym kontekście zanim zaczniemy go przekładać.
Porównanie do języka jest akurat całkiem trafne. Tyle że język astrologii ma gramatykę której nie można ominąć - dom, planeta, aspekt, ruch. Bez tego można błędnie odczytać. Czarek nie mówi żeby zapomnieć o czakrach, tylko żeby nie zakładać że to jest to samo.
Wracając do sedna - bo trochę odpłynęliśmy - ta kwestia którą Stasia poruszyła wcześniej nie daje mi spokoju. Że praca wewnętrzna może być ucieczką od relacji. Mam wrażenie że to jest prawdziwe niebezpieczeństwo przy tym wzorcu. Czy ktoś to u siebie widział, że używał 'samopoznania' jako wymówki żeby nie ryzykować?
Adept, tak, widziałam to u siebie. Przez jakiś czas byłam przekonana że 'pracuję nad sobą' a tak naprawdę po prostu odmawiałam każdemu kto się zbliżał i nazywałam to dojrzałością. Trudno było to rozróżnić od środka.
To jest ważna obserwacja. Wenus retro w 5 może tworzyć coś w rodzaju zamkniętej pętli interpretacyjnej - każde doświadczenie jest przepuszczane przez ten sam filtr i wychodzi z niego jako potwierdzenie że 'jeszcze nie czas'. Zewnętrzna perspektywa jest wtedy nie luksusem, tylko koniecznością.
Dobra, ale wróćmy do tego co Stasia powiedziała - że dowiedziała się od kogoś z zewnątrz. Czy to znaczy że żeby rozpoznać ten wzorzec naprawdę potrzebujemy kogoś drugiego? Bo to trochę ironiczne przy konfiguracji która z założenia każe szukać w sobie.
Mnie to przypomina trochę pracę z czakrą gardła - można godzinami medytować w ciszy ale dopiero kiedy faktycznie zaczniesz mówić głośno co czujesz, coś się otwiera. Może tu jest podobnie - praca wewnętrzna bez żadnego wyrażenia na zewnątrz to nie jest pełna praca?
Czarek ma rację że to dwa etapy. I teraz myślę że u mnie te etapy się mocno poplątały - próbowałem pracować z czymś czego jeszcze nie widziałem w całości. Dopiero ta zewnętrzna informacja o której Stasia mówi - czy to od kogoś bliskiego, czy od astrologa - daje jakiś punkt odniesienia.
Jest w tym coś co mi przypomina stare przekonanie o lustrzanych miejscach - pewne przestrzenie w krajobrazie mówiły ludziom prawdę o nich samych, ale tylko wtedy gdy ktoś inny wskazał gdzie patrzeć. Może relacje działają tak samo przy tej konfiguracji - muszą być lustrem zanim będą miłością.
Czyli ten schemat który Adept opisywał na początku - wchodzenie w relacje które nie pasują do siebie - to może być właśnie skutek tej pomyłki? Szukasz świadka, a próbujesz stworzyć romans?
Ale chwilę - czy to znaczy że osoba z tą konfiguracją jest skazana na nieporozumienia dopóki tego nie nazwie? I czy w ogóle da się to komuś wyjaśnić, że 'potrzebuję żebyś był moim lustrem zanim będę mógł cię kochać'?
No ale to znowu wracamy do tego samego miejsca - że rozwiązaniem jest nazwanie, a nie jakieś konkretne działanie. Czy przy tej konfiguracji jest w ogóle coś do zrobienia poza rozumieniem?
No dobra, Norbert85 mówi że nie ma skrótu przez rytuał czy afirmację, ale to mnie trochę zniechęca szczerze mówiąc. Czy naprawdę nie ma niczego co można zrobić żeby przyspieszyć to rozumienie? Bo siedzieć i czekać aż samo do mnie dotrze to nie jest żaden plan.
Mnie ta rozmowa o szukaniu świadka zamiast partnera bardzo uderzyła. Sama przez długi czas wchodziłam w relacje i czułam że ta druga osoba mnie nie widzi. Nie umiałam powiedzieć co to znaczy, tylko że jest coś nie tak. Teraz zaczynam rozumieć że może po prostu szukałam kogoś kto zobaczy mnie w określony sposób, a oni próbowali mnie kochać po swojemu.
Słucham tej rozmowy o świadku i coraz bardziej myślę że to trafniejsze słowo niż cokolwiek czego sam szukałem do opisania tego. Ale mam jedno pytanie do Norberta - czy ta potrzeba bycia widzianym kiedyś odpuszcza? Czy po przepracowaniu tego wzorca człowiek nadal jej szuka, tyle że inaczej?
Szczerze? Nie znam osoby z Wenus retro w domu pięć która całkowicie przestała szukać tego bycia widzianym. Zmienia się raczej jakość tej potrzeby - przestaje być warunkiem wstępnym, a staje się czymś co może rosnąć w relacji stopniowo. Ale żeby to powiedzieć z pewnością, musiałbym zapytać - ile masz teraz lat i ile mniej więcej trwa ta świadomość wzorca u ciebie?
Wtrącę się bo mi coś siedzi od dłuższego czasu w tej rozmowie - wszyscy mówimy o tym co osoba z Wenus retro w 5 potrzebuje, ale czy ktoś ma tu doświadczenie z bycia po drugiej stronie? Z kochania kogoś kto właśnie tak działa?
Słucham od chwili i mam jedno zastrzeżenie - zaczynamy budować z tej konfiguracji coś w rodzaju wyjątkowego wymagania dla partnera, a Wenus retro w 5 dotyczy jednak dość sporego odsetka ludzi. Czy naprawdę każda z tych osób szuka czegoś tak specyficznego, czy może część z nich po prostu żyje normalnie i nie ma żadnego problemu z relacjami?
