Mam pytanie, może z boku, ale mnie gnębi od początku tej rozmowy: skoro Słońce w 12 opisuje tożsamość ukrytą - to czy taka osoba może w ogóle mieć poczucie własnej wartości w normalnym sensie? Bo wszystko, co tutaj czytam, brzmi jakby osoby z tym układem były skazane na to, żeby zawsze być bardziej świadkiem niż aktorem własnego życia.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i muszę dopytać o jedną rzecz. Cały czas mówicie o "wychodzeniu Słońca" z 12 domu jak o czymś pożądanym. Ale czy jest możliwe, że dla niektórych osób ze Słońcem w 12 to właśnie bycie "w środku" jest ich naturalnym stanem i siłą, a nie deficytem do naprawienia?
samo nie przychodzi, ale mechanizm jest inny niż przy innych układach. Przy Słońcu w 12 praca nie polega na budowaniu czegoś od zera - bardziej na usuwaniu warstw, które zakrywają to, co już jest. I to dlatego bywa tak trwałe, kiedy już się odsłoni. Ale mam pytanie do ciebie: czy widziałaś przypadki, gdzie to odsłonięcie nastąpiło bez żadnego kryzysu? Przez samą praktykę, spokojnie?
Mam pytanie, które może być trochę z boku, ale wydaje mi się ważne: czy Dom 12 w ogóle ma "kierunek"? To znaczy - czy on zawsze jest o wycofaniu do środka, czy może też działać odwrotnie, jak jakaś przepuklina na zewnątrz? Pytam, bo znam osobę ze Słońcem w 12, która jest ekstremalnie ekspansywna i głośna, i za żadne skarby nie pasuje do tego, co tu czytam.
ojciec moglby to powiedziec o sobie? ze byl "glosny" jako pancerz? mam wrazenie ze on nigdy by sie nad tym nie zastanowil, nie dlatego ze jest glupi, ale ze po prostu nie ma do siebie takiego podejscia
Zastanawiam się nad czymś, co nie padło jeszcze wprost: czy Słońce w 12 u kobiety i u mężczyzny działa inaczej? Pytam bez żadnej teorii z góry, bo naprawdę nie wiem. Ale w tej rozmowie kobiety opisują to bardziej jako coś wewnętrznego i relacyjnego, a mężczyźni - jako pancerz albo zewnętrzne wycofanie. Może to tylko przypadek próby, ale rzuciłem.
Czytam tę dyskusję i mam jedno pytanie, które mnie gryzie od strony 12 domu i Saturna. Skoro Saturn w tranzycie przez 12 może być tym "przejściem przez ciemność" - to co dzieje się chwilę przed wejściem Saturna do 1 domu? Czy jest jakiś moment graniczny, który można rozpoznać, że coś się kończy i zaraz zacznie na nowo?
Czekajcie, bo trochę gubie się w tej progresowanej rozmowie. Progresowane Słońce to co innego niż Słońce w horoskopie urodzeniowym, tak? Czy ono w ogóle ma związek z tym, co ten wątek porusza, czyli ze Słońcem natywnym w 12 domu? Nie chcę przerywać, ale mam wrażenie, że kilka osób z mniejszym doświadczeniem też może się tu pogubić.
Tak, widziałam. I to jest chyba najtrudniejszy przypadek - osoby, które przez tranzyt Saturna w 12 weszły w rodzaj duchowej sztywności. Zamiast otwarcia na to, co ukryte, zabetonowały to jeszcze mocniej za pomocą przekonań, systemów, dogmatów. Jakby Saturn zamiast drążyć, zbudował tam ścianę z porządku. To nie jest wcale rzadkie, szczególnie jeśli w horoskopie brakuje łagodzącego kontaktu Słońca z Neptunem albo Jowiszem.
nie rozumiem jednego - jeśli ktos ze Sloncem w 12 jest "duchowo" introwertyczny, to co to znaczy w praktyce? ze sie modli sam? ze nie chodzi do kosciola? bo juz pare razy padlo to slowo i nie wiem jak to odroznic od zwyklego zamkniecia sie w sobie bez zadnej duchowosci
Słucham tej rozmowy o ciele i zastanawiam się, czy nie wchodzimy za bardzo w osobiste strategie radzenia sobie, a trochę gubimy sam układ. Bo pytanie było o Słońce w 12 jako takie. Czy ktoś tu ma to Słońce z trudną dyspozycją - na przykład władca 12 w złym stanie albo Saturn aspektuje natywne Słońce? To może zmieniać wszystko w tym, co tu opisujecie.
Mam pytanie, bo trochę się boję odpowiedzi - jeśli Saturn jest teraz w 11 domu, jak sprawdziłem, i dopiero wejdzie do 12, to jak długo to trwa? Czytam tu o latach i nie do końca rozumiem, czy to jest coś, co trwa miesiącami czy dłużej.
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam takie poczucie, że cały czas mówimy o trudach, o pułapkach, o tym, co może pójść nie tak. Czy jest coś dobrego, co przynosi Słońce w 12 samo w sobie, niezależnie od tranzytu Saturna? Bo trochę ten temat zaczął mi się kojarzyć wyłącznie z problemami.
To ważne pytanie. Słońce w 12 domu to jeden z najbardziej niedocenianych układów w horoskopie, właśnie dlatego, że nie eksponuje się na zewnątrz. Ale ta osoba często ma dostęp do warstw rzeczywistości, których inne nie widzą - wrażliwość na to, co ukryte, zdolność do pracy z nieświadomością, intuicja, która działa cicho, ale celnie. Problem nie jest w tym, że ten układ jest trudny. Problem jest w tym, że świat nie nagradza tego rodzaju obecności.
