Słońce w Domu 12 to jedna z tych pozycji, które najczęściej są źle rozumiane, nawet przez osoby, które trochę znają astrologię. Często słyszę, że to "dom nieszczęść" albo "dom ukrytych wrogów" i na tym się kończy interpretacja. Ale mnie interesuje coś innego - czy osoby z taką pozycją faktycznie doświadczają życia bardziej od środka niż na zewnątrz? Mam kilka bliskich osób z tym ustawieniem i wszystkie, bez wyjątku, mają silną potrzebę regularnego wycofania się z ludzi. Nie z lenistwa, nie z depresji - po prostu muszą być same, żeby w ogóle funkcjonować. Pytanie do tych, którzy mają Słońce w Domu 12 - jak to u was wygląda w praktyce? I drugie pytanie, bo to mnie ostatnio bardzo zajmuje: gdzie macie Saturn w tej chwili? Bo tranzyt Saturna przez Dom 12 to zupełnie inna historia niż Saturn przez Dom 1 czy 7, i zastanawiam się, czy ktoś z was jest właśnie w tym cyklu.
Właśnie mam Słońce w Domu 12 i przeczytałem to z dużym zainteresowaniem. To co opisujesz z tym wycofywaniem się - to prawda, ale ja bym to opisał inaczej. To nie jest dla mnie kwestia wyboru. Jak za długo jestem wśród ludzi, to dosłownie czuję się jakbym tracił kontakt z czymś ważnym w sobie. Wracam do domu i przez kilka godzin po prostu siedzę w ciszy. Rodzina myśli, że coś jest nie tak, ale ja wtedy właśnie "ładuję akumulatory", żeby użyć banalnego określenia. Co do Saturna - mam go teraz w tranzycie przez Dom 10, więc chyba jestem w połowie cyklu licząc od Domu 12. Ale szczerze nie wiem, jak interpretować to przejście w kontekście tej pozycji Słońca. Czy to w ogóle ma znaczenie?
Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale co dokładnie oznacza, że ktoś ma Słońce w Domu 12? Ja znam tylko znaki zodiaku i wiem, że jestem Wagą, ale o domach to prawie nic nie wiem. Czy to jest coś innego niż znak słoneczny?
Słucham tej rozmowy i chcę się wtrącić, bo mam bliską osobę z Słońcem w Domu 12 i przez lata kompletnie jej nie rozumiałam. Myślałam, że unika mnie specjalnie albo że coś jest między nami nie tak. Dopiero kiedy zaczęłam głębiej wchodzić w astrologię, pojęłam, że ona po prostu funkcjonuje inaczej i że to ma korzeń w tej pozycji. Ale mam pytanie do Wierzbiny i do Mistyka - czy wy sami to rozumiecie jako coś pozytywnego, czy to wam sprawia trudności w codziennym życiu? Bo z zewnątrz to wygląda czasem jak zamknięcie się na świat.
Czytam tu od jakiegoś czasu i muszę zapytać. Mam Słońce w Domu 12 - sprawdziłem to dopiero kilka miesięcy temu i byłem dość zaskoczony, bo wiele rzeczy z tego co tu piszecie pasuje do mojego życia. Ale ja mam konkretny problem: mam teraz Saturna właśnie w tranzycie przez Dom 12, obliczałem to ze trzy razy żeby się nie pomylić. I od kilku miesięcy mam bardzo intensywne sny, takie których nie miewałem przez całe życie. Sny, gdzie pojawiają się osoby, których już nie ma. Rodzice, starszy brat. Nie wiem, czy to ma jakiś związek z tym tranzytem, czy szukam wyjaśnienia tam, gdzie go nie ma.
Ja to potwierdzam z własnego doświadczenia. Przez wiele lat próbowałem być bardziej "normalny" towarzysko. Chodziłem na imprezy, uśmiechałem się, byłem aktywny zawodowo na pierwszej linii. I zawsze po takich okresach miałem coś, co teraz rozumiem jako wypalenie energetyczne. Ciało dosłownie odmawiało współpracy. Dopiero kiedy przestałem walczyć z tą potrzebą wycofania i zacząłem ją traktować jako coś ważnego, a nie jako słabość - coś się zmieniło. Ale to zajęło dużo lat.
A ja mam pytanie, może trochę z innej strony. Dom 12 jest związany też z instytucjami zamkniętymi, ze szpitalami, klasztorami, więzieniami - to klasyczna interpretacja. Ale czy to nie znaczy, że Słońce w Domu 12 może się realizować właśnie przez pracę w takich miejscach, zamiast przez izolację prywatną? Znam lekarzy, pielęgniarki, pracowników hospicjów z tą pozycją i oni wydają się bardzo na swoim miejscu. Może to jest alternatywna ścieżka dla tej energii?
Ja teraz sprawdziłam swoją godzinę urodzenia i podobno mam Słońce w Domu 11. To bardzo blisko Domu 12 - czy to w ogóle ma jakiś związek? Czy "sąsiadujące" domy jakoś na siebie wpływają?
Wracając do Saturna i cyklu, bo to mnie najbardziej interesuje w tym wątku - skoro Dom 12 jest ostatnim domem przed "nowym początkiem" przy Domu 1, to czy Saturn kończący swój cykl przez Dom 12 to coś w rodzaju zamknięcia pewnego etapu życia? Pytam, bo sama jestem teraz w momencie, gdzie kilka długich spraw się kończy jednocześnie i zastanawiam się, czy to nie jest właśnie taki tranzyt, tylko u mnie Saturn jest w Domu 12 bez Słońca w tym miejscu.
Ta "przepuszczalność" to dobre słowo. Właśnie tak opisywała to moja bliska osoba, o której pisałam wcześniej. Że ona nigdy nie wiedziała, skąd biorą się jej stany emocjonalne - czy to jej własne, czy wzięte od kogoś z otoczenia. Czy to jest coś, co można jakoś ćwiczyć? Żeby się bardziej odgraniczać, mając Słońce w Domu 12?
Ja tu siedzę i czytam o tej przepuszczalności i muszę powiedzieć, że coś w tym jest. Przez całe życie miałem tendencję do przejmowania nastrojów innych. Byłem na przyjęciu i czułem się świetnie, a potem się okazywało, że to był nastrój sąsiada, nie mój własny. Myślałem, że to po prostu moja wrażliwość. Dopiero teraz zaczynam rozumieć, że może to ma związek z tym, gdzie stoi moje Słońce.
Wtrącę się przy tym karma-bilans, bo to ważna różnica. W tarota Dom 12 kojarzy mi się ze Słońcem odwróconym albo z Księżycem - nie jako przekleństwo, ale jako wezwanie do spojrzenia w głąb, a nie na zewnątrz. Czy ktoś z was pracuje z kartami przy interpretacji domów? Ciekawi mnie, jak to się nakłada na tranzyt Saturna.
Ja mam pytanie, może naiwne - czy te domy w ogóle zmieniają się przez życie, czy są stałe od urodzenia? Bo zrozumiałam z tej rozmowy, że natalne Słońce to jest jedno, a tranzyt Saturna przez dany dom to drugie. Ale czy sama pozycja domów może się jakoś zmieniać, jak człowiek się zmienia?
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i chciałam zapytać, bo się trochę gubię. Mam Słońce w Domu 12 i przez lata czułam, że jestem jakaś "nie z tego świata", ale nigdy nie wiedziałam jak to nazwać. W numerologii mam Ścieżkę Życia 7, która podobno też jest ścieżką wycofaną i duchową. Czy ktoś wie, czy te dwa układy mogą się w jakiś sposób potwierdzać nawzajem? Bo mam wrażenie, że u mnie obydwa wskazują na to samo.
Czekam na tę odpowiedź, bo trochę mnie to niepokoi - że może się mylę co do siebie. Jak sprawdzić, czy to nakładanie jest trafne, czy tylko sobie to wmawiam? W numerologii to w ogóle jest problem, że można wszystko interpretować na swoją korzyść.
Księżyc jako zamęt - to mi coś mówi. Przez wiele lat myślałem, że mam słabą psychikę, bo nie umiałem odróżnić, co jest moje, a co przejęte z zewnątrz. Potem ktoś mi powiedział o Domu 12 i... nie powiem, że wszystko nagle zrozumiałem, ale przynajmniej miałem jakiś język do opisania tego.
Rozpad fasady - to jest dokładnie to, co czułem w swoim własnym tranzycie Saturna przez Dom 12. Miałem całą narrację o sobie, która trzymała się przez lata, i Saturn po prostu... ją wyczerpał. Nie dramatycznie, nie przez jakiś jeden moment. Przez znużenie tą narracją. Czy ktoś jeszcze miał to uczucie?
Mam wrażenie, że skupiliśmy się głównie na tym, co trudne przy Słońcu w Domu 12 i przy tranzycie Saturna. Ale czy te energie mogą być też... korzystne? Bo czytam i mam wrażenie, że Dom 12 to jakiś wyrok. A przecież Słońce tam to też coś daje, nie tylko zabiera?
Sąd odwrócony jako "zablokowane rozpoznanie" - to brzmi bardzo psychologicznie, nie astrologicznie. Czy wy w ogóle rozdzielacie te dwa języki, astrologia i tarot, czy traktujecie je jako jeden system? Bo dla mnie to są dwa różne narzędzia, które mogą mówić inne rzeczy o tej samej osobie.
ale jak mozna wiedziec czy sie ucieka czy po prostu sie jest wewnatrz siebie? bo to chyba wyglada tak samo z zewnatrz? jak roznic swoja introwersje od ucieczki jesli masz Slonce w 12?
Czytam ten wątek i bardzo mi to daje do myślenia. Mam pytanie może trochę z boku - Wierzbina wcześniej mówiła o "dostępie do warstw zamkniętych dla innych". Czy to jest coś, co się po prostu ma, czy coś, co można rozwijać? I czy jeśli ktoś ma Dom 12 aktywny, ale nigdy tego nie ćwiczył, to ta zdolność jest uśpiona?
Dużo tu czytam o Słońcu w Domu 12 i tranzytach, ale nie padło pytanie o inne planety w tym domu. Co jeśli ktoś ma tam nie Słońce, ale na przykład Merkurego albo Wenus? Czy Dom 12 działa wtedy tak samo, czy inaczej?
Ten wątek Merkurego w Domu 12 mnie zatrzymał. Bo ja mam tam Wenus i przez lata myślałam, że po prostu "nie umiem w relacje". A teraz czytam to i zastanawiam się - czy to nie jest tak, że Wenus w Domu 12 powoduje, że miłość jest odczuwana tak głęboko i tak wewnętrznie, że żaden zewnętrzny związek nie jest w stanie temu dorównać? I stąd to poczucie, że coś nie gra?
Wróćmy na chwilę do Słońca, bo to jest główny temat. Mam wrażenie, że rozmowa o innych planetach w 12 jest ważna, ale gubi nam podstawowe pytanie Wierzbiny. Dla mnie Słońce w Domu 12 to nie jest kwestia tego, czy ktoś jest introwertykiem - to kwestia tego, gdzie szuka swojej tożsamości. I ona jest zawsze gdzieś głębiej niż tam, gdzie inni jej szukają.
czytam to i mysle o moim ojcu, ktory ma chyba slonce w 12 i cale zycie mam wrazenie ze go nie znam. nie dlatego ze jest nieobecny, bo jest, ale jakby zawsze byl za szybą. czy to wlasnie to? ze on sam siebie tak chowa?
czytam to i mysle ze moj ojciec nigdy nie mial zadnego kryzysu, przynajmiej nie takiego widocznego, i dalej jest "za szybą". wiec moze nie kazde slonce w 12 samo z siebie wychodzi? moze niektore tam zostaja?
To mnie zmienia. Przez całą rozmowę myślałam, że Dom 12 to coś, co się "przepracowuje" i potem jest lepiej. A teraz słyszę, że niektórzy po prostu żyją w tym całe życie i niekoniecznie coś jest z nimi nie tak. Tylko - jak wtedy rozumieć Saturna w 12 u kogoś, kto tej świadomości nie ma? Czy ten tranzyt coś zmienia nawet bez wiedzy?
