Wracając do tego czego szukam w tym wątku - mam Chirona w ósmym i przez długi czas czytałam to jako cos negatywnego, ciężkiego. Ale Saturnina na początku pisała o darze szamanów. Kiedy ten dar w ogóle zaczyna być widoczny? Czy jest jakiś punkt w życiu gdzie coś się otwiera?
Przeglądam tę rozmowe od poczatku i jedno mnie zastanawia. Mówicie o darze o szamańskim wymiarze, o uzdrowieniu przez rane - ale jak ktoś w ogole ma rozpoznać że jego trudne doświadczenia ze smiercia czy kryzysem tozsamosci to wlasnie dzialanie Chirona, a nie po prostu trudne życie?
Dodam do tego co Modrzewka pisze - z perspektywy pracy energetycznej rozpoznaję te osoby po tym jak reagują na cudzy ból i umieranie. Jest w tym coś spokojnego, co nie pochodzi z obojętności, tylko z jakiegoś wewnętrznego obycia z ciemnością. To jest coś czego nie da się nauczyć z książki.
Czytam to z boku i mam trochę inne spojrzenie - zastanawiam sie czy to nie jest trochę tak, że jak ktoś duzo przeżył trudnych rzeczy, to naturalnie staje się spokojniejszy wobec cudzego bolu. Czy astrologiczny Chiron tutaj cos dodaje do prostego wyjasnienia że życie uczy?
Okej to mnie trochę zatrzymuje. Mowisz o "kierunku w stronę glebi" - ale czy to nie jest torchę tak, że to, co opisujesz jako cechę Chirona, pasuje do bardzo wielu ludzi ktorzy po prostu duzo przeżyli? Pytam serio, nie złośliwie.
Muszę sprawdzić dokładniej, nie pamiętam stopni na pamięć. Ale to co Saturnina napisała o tym że walka z głębią ósmego domu musi się skończyć żeby dar się ujawnił - to siedzi we mnie od kilku postów. Jak ta walka w ogóle wygląda? Czy to zawsze jest ucieczka przed jakimiś tematami?
Z perspektywy pracy z energią ciała ta walka wygląda często jak niemożność zatrzymania się przy czymś co boli. Osoby z silnym ósmym domem, zwłaszcza z Chironem tam, mają jakiś instynkt żeby przeskakiwać z jednej transformacji do następnej bez przeżycia tej poprzedniej do końca. Jakby sama głębokość ich dotyka, ale siedzenie w niej jest nieznośne.
Ale tu mam pytanie do Lonia75 albo Saturniny - czy jest coś co pomaga w tym "siedzeniu" w głębi zamiast przeskakiwania? Jakies praktyki albo może jakies tranzytowe okna kiedy jest to łatwiejsze?
A mozna zapytac - czy to sie robi kiedy czlowiek jest gotowy, czy mozna to jakoś zaplanowac pod trasyt? Bo czytam o tych oknach czasowych i mysle czy nie warto czekac na dobry moment zamiast robić na oślep.
To co Saturnina napisała o gotowości wewnętrznej mnie uderzyło, bo właśnie o to mi chodziło kiedy pytałam o tranzyty. Sprawdziłam stopnie - Chiron mam na 14 stopniu, a węzeł Południowy na 19 ósmego domu. To chyba jednak nie jest koniunkcja, prawda? Ale i tak w tym samym domu. Jak to czytać kiedy nie ma aspektu ścisłego? 🙁
A jaka jest różnica w interpretacji gdy są w tym samym domu ale nie w koniunkcji, kontra gdy mają ścisłą koniunkcję? Bo rozumiem że niby inne, ale w praktyce co to zmienia w tym co człowiek przeżywa?
Wchodze trochę z bku do tej dyskusji o stopniach, bo mam trochę inne zdanie wezly maja taka nature że ich poel jest szersze niż standardowe orby planetarne - są punktami osiowymi, nie ciałami niebieskimi. Myślę że pięć stopni od Chirona to wciaz bardzo blikso jak na wezel
Ale czy to zlewnaie sie razem to nie jest właśnie cecha osmego domu ogólnie? Mam wrażenie że on sam w sobie nie daje latwych rozgraniczeń, bo jest domem tego co ukryte i transformacyjne. Pytam bo zastanawiam się czy trudnosc z odróżnieniem Chirona od węzła u Szafirowej to nie jest po prostu natura tego domu
Serio, przeglądam tę rozmowę i myślę o tym co Lonia75 mówiła wcześniej o rytualach żałobnych. Zrobiłam coś podobnego kilka miesięcy temu, nieświadomie właściwie - napisałam list do wersji siebie sprzed lat i go spaliłam. Nie wiedziałam że to jest jakiś rytuał, po prostu miałam taką potrzebę. Czy to może działać nawet jeśli się nie wie co się robi?
Odpowiadając na to co Pola_N opisuje - tak, intencja i gotowość są ważniejsze niż forma. Ciało wie co robi kiedy jest gotowe. Rytuał może być bardzo prosty albo złożony, ale to co uruchamia zmianę to nie forma zewnętrzna, tylko coś wewnętrznego co w tym momencie pozwala na przekroczenie. Chiron w ósmym to właśnie ta jakość - gotowość do przeprowadzenia siebie przez próg.
Ale mam tu pytanie praktyczne - jak rozpoznac że sie jest gotowym, a nie że sie tylko myśli że jest się gotowym? Bo chyba można to pomylić? Sama przez długi czs byłam przekonana że jestem gotowa na jakas zmianę i nic się nie ruszało.
Hmm, ale jak to jest z tym szamanizmem z tytułu? Bo czytam calą tą rozmowe i wszyscy mówia o transformacji, bólu, gotowosci - a gdzie ta szamańskość? Czy to jest tylko metafora czy naprawdę jest jakis związek między Chironem w osmym a pracą szamańską?
Dobrze że wracasz do tytułu. Chiron jest centaurem - przekracza granicę między ludzkim i nieludzkim, między tym co widzialne i ukryte. W mitologii byl nauczycielem i uzdrowicielem, ale sam miał ranę ktorej nie mógł uleczyć. To jest wlasnie ten paradoks ktory leży u podstaw szamańskiej ścieżki - nie chodzi o to że nie boli, tylko o to że potrafisz być przewodnikiem dla innych właśnie dlatego że sam byłaś w tym miejscu. Osmy dom to drzwi między światami. To połączenie jest jak najbardziej poważne, nie metaforyczne.
Okej, czyli Chiron jako centaur to jest ten klucz do szamanizmu - bo przekracza granice. Ale czy to znaczy ze kazda osoba z Chironem w osmym ma jakis potencjal szamański, czy to jest tylko dla niektorych? Bo nie chce myslec ze automatycznie jestem szamanką tylko dlatego ze mam tam Chirona 🙂
A to obranianie się przed głębią - jak ono wygląda w praktyce? Pytam bo zastanawiam się czy mój własny Chiron (nie w ósmym, ale blisko) też może tak działać. Czy to jest takie aktywne unikanie trudnych tematów, czy raczej człowiek nie zdaje sobie sprawy że się broni?
To co Lonia75 opisuje to jest coś co rozpoznaję u siebie, choć nie wiem czy mam Chirona w ósmym - musialabym sprawdzic dokładnie. Ale ten wzorzec pomagania innym zamiast patrzenia na siebie - to jest bardzo znajome. Czy to jest coś co można po prostu zobaczyć i już się zmienia, czy potrzeba jednak czegoś więcej niż samo uświadomienie?
