Ojoj
Zdarzylo ci się kiedyś pomyśleć o kimś kto po chwili niespodziewanie dzwoni? Albo natrafic na tę sama liczbę kilka razy w ciągu dnia aż trudno bylo uznać to za czysty przypadek? Takkie momenty w ktorych świat zewnetrzny zdaje sie odpowiadac na to co dzieje się w srodku maja swoją nazwe to synchroniczność zjawisko w którym pozornie niepowiązane zdarzenia ukladaja sie w sensowną, znaczaca calosc.
W nowym wpisie przyglądamy sie temu skąd wzięło się to pojęcie czym rozni się od zwyklego przypadku i jak rozpoznawac znaki które podsuwa codzienność. Zapraszamy do lektury i do rozmowy podzielcie sie w watku swoimi wlasnymi historiami synchroniczności.
Cały wpis dostepny tutaj: Synchroniczność, ukryty jezyk wszechświata
Ojej ten temat to strzał w dziesiątkę 🙂 Ostatnio kilka razy w ciagu dnia trafłam na godzine 11:11 i zaczelam sie zastanawiac czy to cos znaczy. Zawsze myslalam, że to zwykly przypadek. Czy takie powtarzające sie godziny to już synchronicznosc?
Ciekawe, bo mnie ostatnio przydarzyło sie cos podobnego pomyślałem o starym znajomym z którym nie gadałem od lat i tego samego wieczoru sam sie do mnie odezwal. Czytalem że to zbieg okolicznosci ale poczulem że to było cos więcej... no jak odróżnić jedno od drugiego?
No dobra ale zeby byla jasność, synchroniczność napewno wymyślił Freud gdzieś to czytałem. Wogole Freud to podstawa jak chodzi o takie rzeczy z podświadomością. on to chyba tez opisał w swoich pracach.
Mnie ten temat zawsze fascynował. Kiedyś rozważałam zmianę pracy i strasznie się wahałam, a tego samego tygodnia trzy różne osoby, zupelnie niezależnie, poleciły mi to samo miejsce. Uznałam to za znak i posłuchałam, do dziś nie żałuję. Czułam sie wtedy naprwdę prowadzona.
A czy synchroniczność da się jakos wywolac? fajnie byloby czesciej dostawać takie podpowiedzi zwłaszza jak człowiek stoi przed wazna decyzja.
Ja od lat zapisuję takie momenty w notesie i naprawdę polecam. Obserwowałam u siebie, że kiedy jestem wypoczęta i spokojna synchroniczności jakby się mnożą, a gdy żyję w biegu, znikają. Chyba nie chodzi o to, że ich wtedy nie ma tylkko że nie mam głowy, zeby je dostrzec.
No ale zaraz, skoro to znaki to conajmniej znaczy ze jedno zdarzenie POWODUJE drugie, nie? czyli jak pomyśle o kimś to moze go to jakoś przywołuje. no nie wiem, taka przyczyna i skutek poprostu...
Dla mnie najpiekniejsze jest właśnie to, że nie trzeba tego rozumieć jak mechanizmu. to nie jest maszyna „myśl efekt”, to bardziej jak mrugniecie porozumienia między mna a światem. Może dlatego tak trudno zamknąć to w sztywnej definicji.
🙂
W moim wieku człowiek widział już niejedno. Pamiętam, jak myślałam o mojej babci w rocznicę jej smierci i akurat wtedy z radia poleciała jej ulubiona piosenka, ktorej nie słyszałam od dekad. Mój mąż też to zauważył. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale zrobiło mi się ciepło na sercu.
Warto dodać, że w różnych tradycjach te „znaki” odczytywano na wiele sposobów, przez zwierzęta, liczby, żywioły. Sama ostrożnie podchodzę do gotowych słowników symboli, bo znaczenie bywa bardzo osobiste. To samo zwierzę dla jednej osoby będzie ostrzeżeniem, dla drugiej pocieszeniem, więc kontekst waszego życia jest tu kluczowy.
Z mojej praktyki dodam, że synchroniczność świetnie widać przy pracy z Tarotem. Karta, ktora „przypadkiem” wypada, często idealnie trafia w sytuacje pytającego. Sam Jung interesował się takimi narzedziami właśnie jako przykładami zasady laczacej bez przyczynowości. To nie karta „powoduje” wydarzenia, ona je tylko odzwierciedla.
A ja podłączę temat od strony kamieni, bo to moja działka. Wiele osób twierdzi, że praca z minerałami wyciszajacymi umysł, jak choćby przezroczysty kwarc pomaga wyłapywać subtelne sygnały. ja bym to ujł ostrożnie, kamień nie „ściąga” synchroniczności, ale skupienie i spokój które jej towarzyszą realnie zwiększają uwaznosc.
Mam jeszcze jedno pytanie, czy sny tez moga być częcią synchronicznosci? Bo czasem sni mi sie cos a potem nastepnego dnia to sie poniekąd sprawdza.
Aha, czyli wogóle to jest to samo co déjà vu, no bo tam tez masz uczucie ze cos juz bylo... zawsze mi sie to myliło, ale narazie mam jasność.
Wracając do zapisywania, po roku prowadzenia takiego dziennika zauważyłam u siebie powtarzający się motyw. Za każdym razem, gdy miałam podjąć decyzję finansową, pojawiały mi się w otoczeniu sowy. Zdjęcia, figurki, przypadkowe rozmowy. Do dziś nie wiem, co o tym myśleć, ale nauczyłam się przy nich przystawać.
W kontekście relacji tez się to pięknie pokazuje. Wiele par opowiada, że poznali się w łańcuchu „przypadków”, kórych żadne z nich nie planowało. Takie historie warto pielegnowac, nie jako dowód „przeznaczenia” ale jako coś, co dodaje relacji głębi i poczucia sensu.
Zaczynam rozumiec, że w tym wszystkim chodzi bardziej o postawe niz o „magiczną moc”. otwartosc i uwaznosc zamiast doszukiwania sie sensacji. dobrze sie o tym rozmawia.
Zgadzam się z tym, co przed chwilą padło o uziemieniu. Z doświadczenia powiem, że najspokojniej żyje się wtedy, gdy traktuje się te znaki jak miłe drobiazgi, a nie jak instrukcje obslugi życia. Moja wnuczka mówi, że to „mruganie od wszechświata” i coś w tym jest.
Słuchajcie a wracajac do tego przykładu Junga, to napewno był motyl co przylecial do okna, tak zapamietalem... ładna była ta historia z motylem.
Skoro padł skarabeusz, w symbolice egipskiej oznaczał on odradzanie się i przemianę. Dlatego pojawienie się go w gaabinecie tak mocno podzialalo, pacjentka akurat „utknęła” i potrzebowała wewnętrznej przemiany. Znaczenie symbolu spięło się z jej sytuacją i to dla mnie esencja synchroniczności.
Oj
Ten wątek to kopalnia wiedzy zapisałam już sobie kilka rzeczy do wlasnego dziennika. Zaczynam tez inaczej patrzec na te swoje 11:11, bez presji, po prostu z uśmiechem 🙂
No dobra, ale zaraz. czy my sami sobie tego czasem nie dorabiamy? mozg uwielbia widzieć wzory tam gdzie ich nie ma. gdzie jest granica między prawdziwym zbiegiem okoliczności a zwykłym wmawianiem sobie, ze to znak...
Oj tam tylko się nie kłóćcie 🙂 Chyba każdy ma tu trochę racji. Najzdrowiej jest gdzieś pośrodku, nie odrzucać wszystkiego jako urojeń, ale i nie brać każdego drobiazgu za wyrocznię. Ja obserwuję, notuję i zostawiam sobie margines watpliwosci.
Musze przyznać, że wszedłem tu jako totalny sceptyk a wychodzę z czymś w rodzaju „ostrożnej ciekawosci”. zacznę zwracać uwage na te momenty i zobaczę co z tego wyjdzie. dzięki wszystkim, naprwdę fajnie sie gadalo.
No to ja się przyznam, wszedłem w ten wątek z głową pełną bzdur. Dzieki wam wkońcu se to poukładałem: to Jung a nie Freud, chodzi o brak przyczyny a nie o to ze jedno powoduje drugie no i był żuk a nie motyl. sporo się nauczyłem, naprawde doceniam cierpliwość.
Ładnie ten wątek się rozwinął. Cieszę się, że tyle osob podzieliło się swoimi historiami. Dużo mi to dało, a przy okazji przypomniało kilka własnych momentów, o których zdążyłam zapomniec.
