Chcę szybko zrobić sesję regresingu, bo niedługo wyjeżdżam za granicę i zależy mi żeby to ogarnąć przed wyjazdem. Problem w tym, że terapeuta powiedział że muszą minąć co najmniej 3 miesiące od ostatniej dawki leku psychotropowego. Ja brałem te leki 2 miesiące temu, ale powiedziałem mu że 4 miesiące temu. Mówiąc wprost - skłamałem.
Teraz zastanawiam się czy terapeuta (regresar) jest w stanie jakoś to wyczuć albo wykryć, że nie minął jeszcze pełny wymagany czas? I czy w ogóle może to mieć poważniejsze konsekwencje jeśli odbędę tę sesję mimo że nie upłynęły te 3 miesiące?
Moim zdaniem ryzyko jest raczej niewielkie, bo szczerze mówiąc nie odczuwałem jakiegoś silnego wpływu tych leków na swój organizm. Ale nie jestem ekspertem i wiem że mogę się mylić. Proszę piszcie jeśli coś wiecie na ten temat.
Szczerze powiem, że takie kombinowanie z terapeutą to nie jest dobry pomysł. Zamiast próbować go przechytrzyć, lepiej po prostu mu wyjaśnić swoją sytuację i powiedzieć wprost, dlaczego ta sesja jest dla ciebie ważna. Gry w kotka i myszkę w relacji z własnym terapeutą to moim zdaniem igranie z czymś, czym nie należy igrać, czyli własnym zdrowiem psychicznym... zdecydowanie to odradzam.
Terapeuta prowadzi terapię i to do niego należy ostatnie słowo w takich kwestiach. Pacjent powinien być z nim szczery i zdyscyplinowany, bo bez tego ta współpraca po prostu nie ma sensu.
Każdy przypadek jest indywidualny i nikt, kto nie zna ciebie, twojej historii ani przebiegu tej konkretnej terapii, nie powinien radzić ci żebyś oszukiwał prowadzącego. Nawet jeśli wydaje ci się, że konsekwencje tym razem nie byłyby poważne.
