Nie wiem jak wy, ale u mnie zaczęło się to gdzieś tak ze trzy zimy temu i do dziś nie potrafię tego wytłumaczyć. Tata palił fajki, takie najtańsze bez filtra, i ten zapach pojawia się w sypialni gdzieś około drugiej w nocy. Okna zamknięte, nikt w domu nie pali, sąsiedzi śpią - a tu nagle jakbyś wszedł do jego pokoju. I tak samo ze starą babcią, ona zawsze używała tego samego pudru w różowej puszce, i ten puder też wraca, ale tylko w kuchni i tylko jak jest naprawdę zimno na dworze. Macie podobne doświadczenia? Bo zaczynam myśleć że to nie przypadek.
No to akurat bardzo znany sygnał. Zapachy to jeden z najpewniejszych sposobów w jaki duchy dają znać o swojej obecności, bo zapach omija nasz racjonalny filtr w mózgu. Znaczy - nie możemy sobie wmówić że coś czujemy albo nie czujemy tak łatwo jak z obrazami czy dźwiękami. To sie nazywa clairalience i jest opisane w wielu źródłach.
Clairalience to jasność zapachowa, dosłownie. I tak, masz rację że to jeden z częstszych sposobów kontaktu. Ale zanim ktoś uzna to za pewnik - warto sprawdzić parę rzeczy. Czy te zapachy są naprawdę bez żadnego źródła? Czy może stary sweter w szafie, jakiś zapomniany przedmiot? Pytam serio, bo to ważne żeby wyeliminować to pierwsze. A jeśli już to zrobisz i dalej nie ma wytłumaczenia - to wtedy tak, to może być wizyta. Co czułeś przy tym, jakiś stan emocjonalny, spokój, niepokój?
ej ja tez mialem cos takiego i dokladnie jak piszesz - zimowe noce. u mnie to dziadek, on zawsze smarowal buty takim specyficznym smarem i ten zapach pojawia sie w przedpokoju. Sprawdzilem wszystko, nie ma zadnych butow, nie ma smarów, nic. Za kazdym razem czuje sie dziwnie spokojny, jakby ktos stanal obok. to trwa moze minute i znika
Dobra, ale poczekajcie - czy ktoś w ogóle próbował to jakoś racjonalnie wyjaśnić zanim pójdzie w duchy? Stare domy mają różne wentylacje, rury, szczeliny. Zimą ciśnienie powietrza się zmienia i mogą wydobywać się zapachy z miejsc gdzie normalnie nie docierają. Babcin puder mógł wsiąknąć w fugi albo pod podłogę lata temu. Mówię serio, nie złośliwie, ale chyba warto to rozważyć?
no to faktycznie to drugie jest dziwne, przyznam. Okej, puder babci w miejscu gdzie ona nie bywała to już ciężej tłumaczyć. Ale dym papierosowy potrafi wsiąkać dosłownie wszędzie, ściany, sufity, odzież. Nawet po latach może się uwalniać przy zmianach temperatury i wilgotności. Nie mówię że nie masz racji co do taty, naprawdę. Tylko że to akurat ma wytłumaczenie fizyczne. Z babcią - nie wiem.
Chcę zwrócić uwagę na coś co Wala napisała skrótowo, bo clairalience to jedno, ale ważniejsze jest to co czujesz w momencie kiedy ten zapach się pojawia. Strach, ciepło, smutek, obecność? To jest właśnie klucz do rozróżnienia czy to jest zwykłe zjawisko fizyczne, wspomnienie zapachowe - bo mózg potrafi generować zapachy sam - czy naprawdę kontakt. Opisz nam to dokładniej, bo bez tego to my tutaj tylko zgadujemy.
Ojej, przeczytałam i mam ciarki. Bo u mnie jest prawie tak samo, mama używała konkretnych perfum i te perfumy czuję czasem w łazience wieczorami. Zawsze mi po tym jest jakoś inaczej, spokojnie, ale smutno jednocześnie. To trwa może chwilę i potem nic. Chciałam zapytać, czy to znaczy że ona chce coś powiedzieć czy po prostu przychodzi żeby być blisko?
Zimowe noce to nie przypadek. Zima to czas kiedy zasłona między światami jest najcieńsza, szczególnie po Samhain aż do przesilenia. Energia w tej porze roku sprzyja przekraczaniu. Duchy które są blisko nas mogą wtedy manifestować sie intensywniej i właśnie przez zapachy, bo to wymaga najmniejszego nakładu energii z ich strony.
Wracając do sedna - jest coś co mnie zastanawia w tym wątku. Autor pisze że każdy zapach jest inny i unikalny dla konkretnej osoby. To jest ważny szczegół. Bo jeśli to byłoby tylko zjawisko fizyczne, losowe uwalnianie się zapachu, to nie byłoby takiej konsekwencji. A tu mamy wyraźny wzorzec - konkretna osoba, konkretny zapach, konkretne miejsce. To wygląda bardziej jak intencja niż przypadek.
Właśnie o to chodzi, ta selektywność jest kluczowa. Bo gdyby to był fizyczny wycieku zapachu to pojawiałby sie kiedy kiedy i bez związku z porą roku. A tu zimowe noce, zawsze. Jakby coś aktywowało tę obecność właśnie wtedy. Mam pytanie do autora wątku - czy to zawsze te same godziny? Bo podobno między 2 a 4 w nocy to tzw. 'godzina duchów' kiedy aktywność jest największa.
Przepraszam że pytam coś może naiwnego ale - czy to może być niebezpieczne? Znaczy, czy duchy bliskich mogą w jakiś sposób zaszkodzić? Bo po jednej stronie są takie teorie że to opiekunowie, a po drugiej słyszałem że kontakt z duchami w ogóle jest ryzykowny bez względu na to kim są.
A czy można jakoś sprawić żeby te zapachy przychodziły częściej albo żeby przy okazji usłyszeć coś od tej osoby? Bo rozumiem że to kontakt ale trochę jednostronny jest ten kontakt. Czy jest jakiś rytuał żeby otworzyć to bardziej?
No dobra, Ulcia ma rację że ostrożnie ze świeczkami i rytuałami, ale to nadal jest trochę frustrujące bo właściwie nic nie możemy zrobić? Tylko siedzieć i czekać aż zapach przyjdzie sam? Bez możliwości odpowiedzi z naszej strony? Coś w tym jest nie tak…
Właśnie to mnie też zastanawiało, czy oni w ogóle wiedzą że my ich czujemy. Czy to jest komunikacja dwustronna czy oni po prostu są i nie mają pojęcia że my reagujemy na ich obecność. To dziwne pytanie może ale czy ktoś o tym myślał?
No właśnie, to mnie zawsze zastanawia w tej całej dyskusji. Jeśli to jest tylko 'ślad energetyczny' jak Izar napisała, to właściwie nie rozmawiamy z nikim, tylko z czymś w rodzaju nagrania. I wtedy cała ta rozmowa o kontakcie, o odwiedzinach, trochę się sypie. Ale z drugiej strony - jeśli zapach jest selektywny i pojawia się o określonych porach jak autor opisuje, to czy nagranie by tak działało?
To co Cezary pisze ma sens. Nagranie jest statyczne, nie dostosowuje sie do okoliczności. Tymczasem tu mamy wzorzec - zimowe noce, konkretne godziny, konkretna osoba konkretnym zapachem. To bardziej wskazuje na coś aktywnego niż pasywne echo. Choć rozumiem sceptycyzm, bo dowodem tego nie jest.
Hej, ale to 'nagranie' to ciekawa analogia - czy nikt nie słyszał o teorii miejsca, gdzie silne emocje zostają niejako zakodowane w fizycznej przestrzeni? Widziałem gdzieś że to stosunkowo popularne wyjaśnienie w środowiskach paranormalnych, nie wymaga zakładania że duch ma świadomość. Nie wiem jak to się fachowo nazywa ale brzmi mniej więcej sensownie jako hipoteza.
A może właśnie te czynniki fizyczne są takim jakby oknem? Tzn. nie chodzi o to że duch jest silniejszy zimą, ale że warunki zimowe stwarzają coś w rodzaju szczeliny gdzie to co niematerialne może się przebić łatwiej. Czy to jest spójna teoria czy robię z siebie głupca?
Właśnie to rozróżnienie mnie interesuje. Bo jeśli to my lepiej postrzegamy zimą, to nie ma zadnego 'odwiedzania', jest tylko lepsza nasza czułość na coś co jest cały czas. A to znowu otwiera pytanie czy te zapachy są przez cały rok i my je po prostu nie łapiemy latem? Wieszczbiarz, czy próbowałeś w lecie zwracać uwagę? Może jest i wtedy tylko słabsze?
A mnie zastanawia coś innego - czy te zapachy pojawiaja sie jak jest spokoj w mieszkaniu, czy tez kiedy sie cos dzieje? Bo czytalam że duchy bliskich czesto manifestuja sie w momentach emocjonalnych, nie losowo. Jakies smuty, trudne chwile, albo odwrotnie, coś radosnego. Czy Wieszczbiarz moze jakis wzorzec emocjonalny u siebie zauwazyl?
O, to jest naprawdę dobre pytanie i muszę się zastanowić. Tata pojawia się w środku nocy kiedy i tak nie sypiam dobrze, czyli może w chwilach gdy jestem bardziej… otwarty? Rozbudzony, myślę o przeszłości. Babcia to mniej oczywiste. Raz był trudny dzień w pracy i był ten zapach pudru. Może coś jest w tym co Rezedaa pisze.
Wzorzec emocjonalny to jeden z tych elementów, który faktycznie odróżnia przypadkowe zjawisko fizyczne od czegoś więcej. Przypadkowe wydobywanie się zapachu nie koreluje z twoim stanem emocjonalnym, nie ma jak. Ale jeśli zapach pojawia się kiedy jesteś w konkretnym nastroju, to albo twoja percepcja wtedy jest szersza, albo jest odpowiedź na twój stan. Oba warianty są zresztą interesujące.
Czytam ten wątek od początku i nie pisałam nic bo nie wiem za dużo o duchach ale mam pytanie - czy można jakoś 'odpowiedzieć' na ten zapach? Znaczy powiedzieć coś na głos, czy to ma sens czy po prostu śmiesznie wygląda jak się mówi do pustego pokoju
ja tak robilem i cos w tym jest. po tym jak powiem krotko 'czesc dziadek' to jest jakis spokój. moze to tylko ja i moj umysl ale nie przeszkadza mi to. lepiej miec spokój niz udawac ze nic sie nie czuje
Okultysta napisał coś bardzo ważnego, że nieważne czy to 'prawdziwy' duch czy nie, spokój który po tym zostaje jest realny. I to chyba jest sedno całej tej dyskusji prawda? Dla kogoś kto stracił bliskich, każdy znak obecności, nawet jeśli ma fizyczne wyjaśnienie, może być źródłem czegoś dobrego. Czy w tym jest coś złego?
Nikodema, nikt nie mówi że w tym jest coś złego. Ale jest różnica między pocieszeniem które przynosi wspomnienie a przekonaniem że mamy kontakt z duchami. To pierwsze jest zdrowe i piękne. To drugie może prowadzić do miejsc które nie są zdrowe, szczególnie jak ktoś zaczyna organizować życie wokół oczekiwania na znaki od zmarłych. Mówię to bez złośliwości, bo widziałam jak to się potrafi potoczyć.
