słyszę tę historię ze zdjęciami i mam gęsią skórkę, naprawdę! to taki klasyczny element, nowe miejsce, pozostałości po poprzednikach, dziwne zjawiska. Sewer możesz zapytać sąsiadkę z naprzeciwka albo z dołu, starsze osoby w blokach z tamtych lat zazwyczaj wszystko wiedzą o każdym mieszkaniu 🙂
te zdjęcia to naprawdę ciekawy trop. Sewer, a nie próbowałeś zapytać administracji bloku albo starszej sąsiadki kto tam mieszkał? w starych blokach zawsze znajdzie się ktoś kto pamięta poprzednich lokatorów od początku. mogłoby to dużo wyjaśnić co do tego czy jest jakiś związek z wodą
przeniosłeś zdjęcia do salonu i teraz zjawisko przy wodzie nadal się dzieje tak samo czy coś się zmieniło? bo jeśli się zmieniło - to jest już bardzo konkretna wskazówka. przedmioty nie są tylko nośnikami, one mogą wyznaczać zasięg energii
no i to jest właśnie problem z całą tą dyskusją. 'może trochę rzadziej, ale nie wiem' to nie jest żadna obserwacja. Sewer, serio ci mówię - zacznij zapisywać. godzina, długość, temperatura przed i po jeśli możesz zmierzyć. bez tego to wszystko to są domysły na domysłach
a czy zdjecia mogą miec jakiś wplyw na czakry w mieszkaniu? pytam bo gdzies czytalam ze przedmioty po zmarlych moga blokowac energie w danym miejscu. nie znam sie za bardzo ale ta historia ze zdjeciami wydaje mi sie wazna
słuchajcie, wracając do sedna. Sewer, jest jeden bardzo stary sposób na sprawdzenie czy w miejscu jest obecność po kimś konkretnym. bierzesz świecę, najlepiej białą albo kremową, zapalasz ją w tej łazience i patrzysz jak płomień się zachowuje. jeśli drga bez powiewu albo ciągnie w jedną stronę - to jest znak. to nie jest moja inwencja, to jest znana technika
zostawmy świecę na chwilę. mnie bardziej zastanawia to uczucie spokoju które Sewer opisał. w pracy z runami mamy pojęcie progu - moment gdy energia miejsca wchodzi w kontakt z człowiekiem. spokój w takim progu to nie jest bierność, to może być sygnał rozpoznania. jakbyś to sam u siebie opisał - ten spokój pojawia się zanim wyczujesz zimno czy w trakcie?
czytam ten wątek od początku i mam pytanie ktore mnie nurtuje - czy ktoś z was miał kiedys podobnie z wodą konkretnie? bo gdzies mi sie krecilo w glowie ze woda jest czesto opisywana przy takich zjawiskach ale nie wiem czy to realne przypadki czy tylko legendy
o tak, ja miałam! albo właściwie moja mama miała coś podobnego po śmierci babci. kran w kuchni kręcił się sam jakieś 3 tygodnie, zimna woda. wtedy w to nie wierzyłam ale teraz jak czytam ten wątek to myślę że może jednak. mama mówiła że to babcia się meluje zanim 'odejdzie porządnie'. po 3 tygodniach ustało
Dianka, ale kran kręcący się sam to jest usterka hydrauliczna, nie? a ta historia ze zdjęciami u Sewera jest ciekawsza, bo zdjęcia i woda to nie jest jedna przypadkowa rzecz. ktoś powinien mu powiedzieć konkretnie co zrobić, nie tylko analizować
Sewer, niezależnie od tego co tu sobie dyskutujemy, spróbuj może po prostu porozmawiać z sąsiadami o poprzednikach. nie dlatego żeby szukać dramatycznej historii, ale żeby mieć jakiś kontekst. wiedza o tym kto mieszkał i jak długo może ci pomóc zdecydować co z tymi zdjęciami zrobić. a zdjęcia - oddaj do parafii albo zanieś na cmentarz jeśli masz po kim to mieszkanie, to godne i spokojne wyjście
chcę się odnieść do kwestii zdjęć, bo kilka osób już ją podniosło. niezależnie od tego czy wierzymy w obecność czy nie, oddanie obcych zdjęć jest po prostu ludzkim gestem i ma sens symboliczny. jeśli Sewer czuje że to nie wypada wyrzucać, to dobry instynkt. ale warto też zadać sobie pytanie - czy zjawisko w łazience zaczęło się przed znalezieniem zdjęć czy po? bo to zmienia całą perspektywę chronologicznie
wracam do tego co Sewer napisał o spokoju podczas zimna - to jest dla mnie ważny szczegół. w przypadkach które obserwowałam przez lata, nagłe zimno połączone z poczuciem spokoju to inny sygnał niż zimno z lękiem. to pierwsze bywa odczytywane jako obecność która nie ma złych zamiarów, drugie to już inna sprawa. ale mam pytanie: Sewer, czy to zimno zaczyna się od góry czy od dołu wanny? od nóg, od ramion, czy jakby z całej wody naraz?
ta różnica o której mówi Eleonorka - zimno ze spokojem vs zimno z lękiem - to zastanawiam sie czy to nie jest przypadkiem kwestia nastroju samej osoby w danym momencie a nie czegoś zewnętrznego? bo jak się boisz to wszystko wydaje sie bardziej złowrogie, a jak jesteś rozluźniony to samo zdarzenie interpretujesz inaczej. skąd wiadomo że to cecha 'obecności' a nie po prostu naszego stanu?
no właśnie, 'sugestia nie tłumaczy zmiany temperatury' - ale czy ta zmiana w ogóle jest mierzalna? bo na razie mamy tylko subiektywne odczucie że woda zrobiła się zimna. skóra jest kiepskim termometrem, szczególnie gdy siedzi się w ciepłej wannie długo i kończy się aklimatyzacja. proszę, nie traktujcie tego jako atak, ale to jest naprawdę istotna kwestia zanim zaczniemy budować interpretacje
jest coś co mnie uderza w tej rozmowie. skupiamy się bardzo na 'czy to prawdziwe zimno' i 'czy coś tam jest', a mało kto pyta co Sewer chce z tym zrobić. bo to chyba jest ważniejsze pytanie. jeśli obecność jest spokojna i nie sprawia problemów poza tym zimnem - czy to wymaga w ogóle działania?
a mnie ciekawi wątek z tymi zdjeciami bo kilka osob o tym wspominało - czy ktoś wie skąd ten zwyczaj że fotografie mogą 'trzymać' osobę? czy to jest jakiś konkretny system wierzeniowy czy raczej powszechne przekonanie ludowe, bo szczreze nie spotkałam sie z tym nigdzie poza forumami
dodam do tego co Felicytka napisała - w kontekście energetycznym fotografia to rzeczywiście specyficzny obiekt, bo zawiera podobizne twarzy, a twarz jest z punktu widzenia bioenergetyki miejscem o dużej koncentracji energii osobistej. czy to 'trzyma duszę' w sensie dosłownym? nie powiedziałabym. ale że może być nośnikiem śladu energetycznego osoby - to jest coś czego nie odrzucam. różnica jest ważna
właśnie właśnie, i dlatego mówiłam wcześniej że samo przeniesienie zdjęć do szuflady to za mało. szuflada to nie jest neutralne miejsce, to nadal mieszkanie Sewera, nadal jego przestrzeń. żeby naprawdę coś zmienić to trzeba albo oddać zdjecia, albo przeprowadzic jakis prosty rytuał zamknięcia. coś tak prostego jak świeca i kilka słów z intencją wystarczy na początku żeby zobaczyc czy cokolwiek sie zmienia
chciałem tu wrzucić coś co trochę zmienia perspektywę. w numerologii adres mieszkania ma własną wibrację liczbową i ta wibracja wpływa na to jakie doświadczenia przyciągają się do danego miejsca. nie mówię że to wyjaśnia konkretnie zimną wodę, ale pytanie o to kiedy Sewer się tu wprowadził i jaki jest numer tego mieszkania mogłoby dać dodatkowy kontekst. czy ktoś tu kiedyś liczył wibrację adresu?
liczyłam! dla swojego mieszkania. ale Sewer, co to za numer mieszkania masz jesli mozna spytac? bo to naprawde zmienia obraz. moje mialo wibracje 4 i numerolożka mi tłumaczyła że to miejsce które 'trzyma' energie długo, dobro i złe tak samo - moze masz podobnie
hej, przepraszam że się wtrącę, ale numerologia adresu i zimna woda to jednak dość luźny związek. Numerolog04, czy mógłbyś wyjaśnić mechanizm? bo 'adres przyciąga doświadczenia' brzmi dla mnie jak twierdzenie którego nie da się ani potwierdzić ani obalić, i trochę boję się że to wykolei Sewera z szukania realnych odpowiedzi
słuchajcie to może głupie pytanie ale zastanawiam się - czy ktoś zapytał Sewera jak dawno zaczęło się to zimno i czy zbiegło się z czymś konkretnym w jego życiu? bo w moim przypadku z mama i tym kranem to był akurat czas po pogrzebie babci, bardzo konkretny moment. a u Sewera nie wiem czy to wynikło z nicości czy był jakiś punkt startowy
eee właściwie to się zastanawiam teraz. zaczęło się może z jakieś 3-4 miesiące temu? wtedy przeprowadziłem sie do tego mieszkania. wiec może od razu, od początku. ale nie mam pewnosci bo na początku mogłem po prostu nie zwracac uwagi na cos takiego
to by trochę zmieniało sprawę. bo jeśli to zaczęło się od wprowadzenia to pytanie brzmi: czy to jest coś co BYŁO w tym mieszkaniu zanim Sewer przyszedł, czy coś co on PRZYNIÓSŁ ze sobą. te zdjęcia miał już wcześniej? czy znalazł je w mieszkaniu?
te zdjęcia miałem już wcześniej, zanim się tu przeprowadziłem. to zdjęcia mojego dziadka, który zmarł jakieś dwa lata temu. leżą w szufladzie w sypialni, nie gdzieś na widoku. chyba nigdy nie łączyłem tych dwóch rzeczy, ale teraz jak czytam co piszecie to… nie wiem. może powinienem był.
no to to jest ważna informacja i trochę zmienia obraz sytuacji. jeśli zdjęcia były z tobą zanim się przeprowadziłeś, a zjawisko zaczęło się dopiero po przeprowadzce, to albo to miejsce coś 'uruchomiło', albo zbieżność czasowa jest przypadkowa. ale jest jeszcze trzecia opcja - może w poprzednim miejscu też coś się działo i po prostu nie zwracałeś uwagi, bo mieszkałeś tam dłużej i środowisko było bardziej 'swoje'. nowe miejsce = nowa czujność. Sewer, a czy w poprzednim mieszkaniu zdarzało ci się cokolwiek podobnego, nawet małego?
