Chcę tu wejść z innego kąta. Leokadia powiedziała że relacja między mamą a ciocią miała dużo rzeczy domyślnych. Ale czy mama wie co konkretnie nie zostało powiedziane? Bo to jest różnica, czy czuje się że coś wisi, czy wie co to jest.
rozumiem ten strach, ale zastanawiam się czy samo zadanie takiego pytania, nawet bez odpowiedzi, nie jest już jakimś otwarciem. Nie musisz wiedzieć co nie zostało powiedziane. Może ważniejsze jest żeby mama miała przestrzeń żeby się z tym zmierzyć.
To co mówi Wrotycz jest ważne. Pytanie do mamy nie musi brzmieć obwiniająco. Może brzmieć jak zaproszenie. Coś jest między tobą a ciocią co chce być wypowiedziane, czy czujesz co to jest? To nie jest pytanie o winę.
Wracam do tego wątku z opóźnieniem świadectwa, bo mam wrażenie że trochę nam odpłynął. Leokadia, czy zjawiska z bransoletką zmieniły się odkąd mamy już ten dokument? Czy jest jakaś różnica w częstości, charakterze?
ale to jest bardzo ważna różnica, to czy rzadziej się dzieje, czy mama rzadziej mówi. Czy mogłabyś zapytać mamę wprost czy nadal się to zdarza?
Ja chcę zapytać o coś innego. Cały czas mówimy o bransoletce i mamie, ale Leokadia, czy ty sama miałaś jakieś doświadczenie z tym obiektem? Coś co poczułaś albo zobaczyłaś, czy to jest naprawdę wyłącznie historia mamy?
To co Leokadia teraz napisała zmienia trochę obraz całej sytuacji dla mnie. Więc to nie jest tylko relacja mamy z ciocią, ty też jesteś gdzieś w tym. A wróćmy do tytułu wątku, bo mam pytanie, czy opóźnienie świadectwa wciąż jest dla ciebie ważne? Czy gdzieś w trakcie tej rozmowy przestało być centrum?
Henia zadała dobre pytanie. I mam wrażenie że odpowiedź jest w tym co Leokadia właśnie powiedziała o cieple w dłoni. Może dokument był pretekstem do pytania, a pytanie tak naprawdę jest inne.
Dokończę to co zaczęłam. Wróćmy do tytułu wątku, bo mam pytanie, czy opóźnienie świadectwa wciąż jest dla ciebie ważne? Czy gdzieś w toku tej rozmowy przestało być głównym pytaniem?
To co Leokadia teraz mówi jest dla mnie ważnym sygnałem. Pytanie o dokument było bezpieczne, bo formalne. Pytanie o ciepło w dłoni jest już zupełnie inne. I myślę że to drugie jest tym właściwym.
Zatrzymuję się przy tym co Leokadia napisała o cieple. Napisałaś że to nie była temperatura. Jak to rozróżniłaś? Co czułaś, że wiedziałaś że to nie jest fizyczne?
ma sens. Obiekt przewodzi temperaturę otoczenia, to co czujesz na dłoni powinno być zgodne z tym co ma wokół siebie. Jeśli czułaś coś innego, to jest pytanie skąd to przyszło.
Chcę zapytać o coś praktycznego. Kiedy trzymałaś tę bransoletę, czy mama była obok? Czy byłaś sama z tym obiektem?
To jest ciekawe. Mama nosi tę bransoletę, mama widzi jak się otwiera, mama jest bezpośrednio związana z ciocią. A ty dotykasz raz i czujesz coś czego mama może nie czuć. Jak to interpretujesz?
Wracam do opóźnienia świadectwa, bo mi to nie daje spokoju. Leokadia, czy jest jakakolwiek szansa że to opóźnienie było administracyjne, zwykłe urzędnicze zaniedbanie? Pytam nie po to żeby podważać, ale żeby wiedzieć czy to zostało sprawdzone.
chwila. To jest nowa informacja. Przy dziadku też? Czy mama jest wspólnym mianownikiem obu przypadków?
To zmienia obraz całej dyskusji. Nie mamy jednego zdarzenia, mamy wzorzec. I wzorzec jest powiązany z jedną osobą jako odbiorcą. To znaczy że pytanie o opóźnienie jest w rzeczywistości pytaniem o mamę, nie o system pocztowy ani o urzędy.
Bransoletka to dla mnie osobny wątek i nie chcę ich mieszać. Przy dokumencie mamy dwie daty i słowo mamy Leokadii przeciwko słowu urzędnika. Przy bransoletce mamy powtarzalne zjawisko fizyczne. To są różne jakości dowodów i powinniśmy je traktować osobno, zanim wyciągniemy jakiś wspólny wniosek.
Chcę zapytać Leokadię o coś konkretnego. Bransoletka otwiera się sama. Ile razy to widziałaś osobiście, a ile razy to relacja mamy?
Jaka to jest bransoletka pod względem zapięcia? Bo sprężynowe zamknięcia potrafią puszczać same przy zmianach temperatury albo gdy leżą na nierównej powierzchni. Zanim pójdziemy dalej, muszę wiedzieć z czym fizycznie mamy do czynienia.
Pudełeczkowe zatrzaski mają sprężynę wewnątrz i z czasem się zużywają. Ale Leokadia mówi że mama nosi ją od lat bez problemu. Jeśli zaczęło się to dopiero przy chorobie cioci, to albo zatrzask akurat wtedy się wyeksploatował, albo coś innego. Nie mówię co, pytam tylko czy ktoś to sprawdził mechanicznie.
To jest ważna informacja. Mama która zazwyczaj nie mówi o takich rzeczach, mówi teraz że wie co to jest i nie szuka potwierdzenia. To znaczy że ona już gdzieś doszła do jakiegoś wniosku. Leokadia, czy mama powiedziała ci wprost co jej zdaniem ta bransoletka robi albo kto ją otwiera?
Ten spokój mamy mnie uderza bardziej niż sama bransoletka. Osoby które mają autentyczny kontakt, często właśnie tak reagują. Nie ma dramatyzowania, jest po prostu pewność. Czy mama mówiła o tym też przed śmiercią cioci, czy dopiero po?
Czyli pierwsze otwarcie było tuż po śmierci. A to opóźnione świadectwo, kiedy przyszło w stosunku do śmierci? Próbuję zobaczyć czy te dwa zdarzenia były blisko siebie w czasie.
Więc bransoletka reaguje na stan emocjonalny mamy, a nie na konkretne zdarzenia administracyjne. A świadectwo to jednorazowe opóźnienie. Nie mówię że to bez znaczenia, ale to są jednak dwie różne rzeczy i powinniśmy uważać żeby ich nie sklejać tylko dlatego że obie są dziwne.
Mam pytanie do bardziej doświadczonych. Czy są znane przypadki gdzie obecność po drugiej stronie manifestuje się jednocześnie przez obiekt fizyczny i przez opóźnienia w świecie formalnym? Bo słyszałem o jednym takim ale nie wiem czy to nie było coś innego zupełnie.
Nie wiem czy to to samo co słyszałem, ale mój znajomy miał sytuację gdzie zegarek po śmierci ojca zatrzymał się na konkretnej godzinie i jednocześnie przez kilka tygodni miał problemy z urzędami, jakby wszystko się blokowało. Nie twierdzę że to identyczne, ale ten motyw opóźnienia w świecie formalnym przy jednoczesnym znaku fizycznym pojawia się u niego i u ciebie.
