po lewej stronie!! to ma znaczenie chyba? bo czytałam że lewa strona to strona odbiorCZA, że tak trafiają sygnały od tych co odeszli. Celestyna czy to trwało przez całą rozmowę czy tylko jak mówiła??
Przez całą rozmowę, tak. I zniknęło zanim zdążyłam się odwrócić żeby sprawdzić gdzie poszła. To też mnie teraz uderza - to zniknięcie ciepła było natychmiastowe.
Natychmiastowe zniknięcie odczucia fizycznego przy zniknięciu postaci to jest bardzo charakterystyczny element takich relacji. Celestyna, jeszcze jedno pytanie bo to może być ważne - czy inni pasażerowie w jakikolwiek sposób reagowali na tę kobietę? Unikali jej spojrzenia, siadali dalej, cokolwiek?
A czy ktoś się z nią zderzył przy wyjściu albo ją przepuścił? Bo jak nikt jej nie widział to znaczy że dosłownie nikt nie musiał jej ominąć?
Brak dźwięku wyjścia, brak ruchu, natychmiastowe zniknięcie ciepła. Celestyna, to nie jest już kilka zbieżności - to jest kompletny schemat. Mam pytanie do Nyi i Jarzyny - czy w relacjach które znacie zdarzało się że byt pojawiał się w miejscu publicznym, z innymi ludźmi dookoła, i nikt poza jedną osobą nie zwrócił uwagi?
Ulga to nie to słowo. Było... jakieś rozluźnienie. Jakbym przez całą rozmowę nieświadomie trzymała coś napiętego. I to puściło nagle. Nie wiedziałam wcześniej jak to nazwać, ale teraz jak pytasz - tak, coś puściło dokładnie w tym samym momencie.
To rozluźnienie jest dla mnie ważniejsze niż samo ciepło. Bo ciepło można wytłumaczyć ogrzewaniem, słońcem przez okno, czymkolwiek. Ale nagłe puszczenie napięcia którego wcześniej nie byłaś świadoma - to jest reakcja ciała na coś, co on zidentyfikował jako obecność i zareagował gdy ta obecność odeszła. Barni, nawiązując do twojego pytania - znam kilka takich relacji i we wszystkich jest ten element: otoczenie reaguje na zero.
Ale 'rozluźnienie po rozmowie' to jest dosłownie to co czujemy po każdej intensywnej rozmowie z obcą osobą. Nie rozumiem dlaczego to od razu ma być dowód na coś nadnaturalnego. Celestyna może po prostu miała napięty dzień i rozmowa z kimkolwiek by ją rozładowała.
To uczciwe pytanie i chcę być dokładna. Nie mam stuprocentowej pewności co do kolejności. Ale pamiętam że odwróciłam się i jej nie było, i wtedy poczułam że coś puściło. Może ułamek sekundy różnicy, może jednocześnie. Nie jestem w stanie tego rozdzielić.
Celestyna, mam inne pytanie bo to nie dawało mi spokoju od jakiegoś czasu. Mówiłaś że babcia przekazała ci właśnie to zdanie - 'milczenie to nie spokój'. Czy od tej rozmowy zrobiłaś coś z tym? Zadzwoniłaś do mamy, do kogoś bliskiego? Bo jeśli to był przekaz, to może czekało na jakąś odpowiedź z twojej strony.
To jest właśnie chyba cały sens tego spotkania?? Nie żeby cię przestraszyć ani pokazać że duchy istnieją, tylko żebyś zadzwoniła do mamy i zaczęła tę rozmowę. Celestyna czy przed tą podróżą dużo rozmawiałaś z mamą o babci??
Prawie wcale. Mama nie lubi wracać do przeszłości. A po tej rozmowie telefonicznej... coś się otworzyło. Nie powiem że wszystko się zmieniło, ale coś było inaczej. Mama mówiła dłużej niż zwykle.
To jest właśnie ten typ przekazu który nie jest spektakularny ale jest celowy. Nie zjawisko dla efektu, tylko impuls do działania. I to że celestyna zadzwoniła kilka dni po podróży, bez poczucia że 'wykonuje polecenie', to jest ważne - zadziałało podprogowo, nie jako nakaz.
Ale czy to nie jest trochę za prosto? Znaczy, cały ten wysiłek - manifestacja, fizyczna obecność, ciepło, zdanie o milczeniu - żeby ktoś zadzwonił do mamy? Nie mówię złośliwie, naprawdę pytam. Czy nie można było po prostu śnić tego zdania albo cokolwiek łatwiejszego?
To właśnie potwierdza że energetycznie taka forma była potrzebna. Przez sen kanał jest za słaby, przekaz się rozmywa. Fizyczna manifestacja to silniejszy poziom czakry gardła, konkretne słowo, konkretny przekaz. Celestyna, chcę zapytać - czy babcia za życia miała jakiś niezałatwiony temat z twoją mamą? Bo 'milczenie to nie spokój' brzmi jak coś co się długo nosiło.
Celestyna, to jest chyba najważniejszy post w całym tym wątku. Mam jeszcze jedno pytanie, bo jakoś nie mogę tego puścić - czy od tej rozmowy telefonicznej z mamą coś jeszcze się wydarzyło? Jakiś sen, odczucie, cokolwiek co mogłoby być kolejnym sygnałem? Albo może właśnie nic - i cisza jest odpowiedzią.
Po tej rozmowie telefonicznej... nie było żadnych snów. Żadnych wyraźnych sygnałów. Ale jest coś dziwnego - od tamtej podróży jeżdżę tym samym pociągiem regularnie i zawsze gdy mija ten odcinek trasy, to znaczy mniej więcej ten sam kilometr, czuję coś w klatce piersiowej. Nie ból, nie strach. Takie... przypomnienie. Jakby coś zaznaczało że tu byłam.
To jest bardzo precyzyjny szczegół - ten sam odcinek trasy. Celestyna, czy to uczucie pojawiło się od razu przy pierwszym kolejnym przejeździe, czy może po którymś?
Miejsca potrafią trzymać energię, to nie jest zaskakujące. Ale mnie bardziej ciekawi co się dzieje z tą relacją z mamą. Celestyna, mówiłaś że mama powiedziała że żałuje. Czy po tej jednej rozmowie coś poszło dalej, czy utknęło znowu w tym milczeniu?
Właśnie chciałam zapytać o to samo! Bo jedno zdanie mamy to może być dużo ale też może być za mało żeby naprawdę coś sie zmieniło. Czy rozmawiałyście jeszcze potem??
Rozmawiałyśmy. Kilka razy. Nie zawsze o babci, ale... inaczej. Mama jest bardziej obecna w rozmowie. Nie wiem jak to lepiej opisać. Jakby ta jedna szczelina którą otworzyła przepuściła trochę powietrza.
Ta metafora ze szczeliną i powietrzem jest bardzo trafna i myślę że to ważniejsze niż jakikolwiek kolejny 'sygnał'. Przekaz był o milczeniu, działanie było w relacji, efekt jest w relacji. To jest zamknięty krąg. Natomiast to uczucie w klatce na tym odcinku trasy - czy jest za każdym razem tej samej intensywności, czy słabnie?
Słabnięcie może oznaczać że to co miało zostać przekazane zostało przyjęte. Ale to przyzwyczajenie jako alternatywa jest uczciwe - jak odróżniasz jedno od drugiego? Masz jakieś kryterium?
No właśnie. Czyli albo 'energia odpływa bo misja wykonana', albo 'mózg przestaje reagować na znane bodźce'. Oba wyjaśnienia działają tak samo dobrze. Jak z tym pracujecie?
Szarpnięcie a potem dotknięcie - to brzmi jak coś co stopniowo się wycofuje, nie? Jak gdyby ta obecność była na początku intensywna bo miała coś ważnego do przekazania, a teraz już tylko... sprawdza?
Albo to zwykła pamięć ciała. Ciało uczyło się że w tym miejscu coś się stało, reagowało silnie, teraz reaguje słabiej bo bodziec jest znany. Naprawdę nie widzę tu niczego co wymaga nadnaturalnego wyjaśnienia.
Nie przeszkadza. Nawet... lubię to. To głupie może, ale mam wrażenie że w tym miejscu trasy coś jest wciąż obecne. Nie straszne, nie niepokojące. Po prostu obecne.
