Trzask w pustej kuchni. Szafka, która otwiera się sama. Zdjęcie zsuwające się ze ściany zawsze o tej samej porze. Poltergeist – bo tak nazywa się ten rodzaj zjawisk – od stuleci budzi jednocześnie grozę i fascynację. Nazwa pochodzi z niemieckiego i oznacza dosłownie „hałaśliwego ducha”, choć badacze zjawisk paranormalnych od dawna spierają się, czy w całej sprawie w ogóle bierze udział ktoś zmarły.
Bo poltergeist ma pewną cechę, która odróżnia go od klasycznych opowieści o duchach: nie jest przywiązany do miejsca, lecz do osoby. Przeprowadzka nie zawsze pomaga. Egzorcyzm nierzadko nie zmienia nic. A zjawiska potrafią ustać same, gdy w domu zmieni się coś zupełnie przyziemnego – atmosfera, napięcie, relacje. W tekście rozkładamy fenomen na części: objawy, hipotezę agenta ogniskowego, głośne przypadki z Rosenheim i Enfield, listę rzeczy do sprawdzenia zanim padnie słowo „duch”, oraz sposoby oczyszczania i ochrony przestrzeni.
„Cały wpis dostępny tutaj: Poltergeist – hałaśliwy duch czy energia umysłu”
Piszę, bo powoli zaczynam się bać we własnym mieszkaniu. Od jakichś trzech tygodni w kuchni trzaskają szafki – same się otwierają, słyszałam to już kilkanaście razy. Do tego znikają mi drobiazgi: kolczyk, spinka, klucz od piwnicy. Klucz wrócił po czterech dniach, leżał na środku stołu, przy którym siedzieliśmy poprzedniego wieczoru.
Czy to może być poltergeist? Nie wiem od czego zacząć.
No to ja powiem jak jest bo się na tym conieco znam. Poltergeist to napewno duch zmarłego, wogóle to zawsze jest ktoś kto umarł w tym mieszkaniu conajmniej kilkanaście lat temu i nie moze przejść dalej. Trzeba sprawdzić w księgach kto tam mieszkał wcześniej.
Jak sie znajdzie tego zmarłego to poprostu trzeba mu zapalić świeczkę i powinno przejść.
Zanim ktokolwiek zacznie tu przywoływać duchy, zostawię listę rzeczy, które trzeba wykluczyć. Mieszkam w starym budownictwie i przerabiałam to trzy razy.
Instalacja elektryczna – luźne styki i przepięcia potrafią gasić światło i przepalać żarówki seriami. Rury: stuk w pionie wędruje przez całe piętro i słychać go w łazience dwa mieszkania dalej. Osiadanie budynku i praca drewna – najgłośniejsze przy zmianie temperatury, czyli właśnie teraz, w październiku. Wentylacja i przeciągi – to od nich najczęściej trzaskają drzwi.
To nie jest niewiara. To higiena myślenia.
Czytałem kiedyś, że poltergeist „czepia się” nastolatków i że to podobno reguła, a nie wyjątek. Ktoś potrafi wytłumaczyć, o co w tym chodzi? Bo brzmi to trochę jak wymówka dla rozrabiających dzieciaków, a trochę jak coś poważniejszego.
Skoro padło pytanie o ochronę, to zostawię swoją listę kamieni. Nie jako zaklęcie – jako narzędzie do pracy z atmosferą domu.
Czarny turmalin i obsydian – tam, gdzie jest ciężko i gęsto. Kryształ górski – żeby rozjaśnić i uporządkować przestrzeń. Kamienie warto rozłożyć w rogach pomieszczenia, w którym najwięcej się dzieje, i raz w tygodniu przepłukać pod bieżącą wodą.
Prowadzę zeszyt od tygodnia i zaczyna mi się układać obrazek, którego zupełnie się nie spodziewałam.
Prawie wszystko dzieje się wieczorem, między osiemnastą a dwudziestą pierwszą. Czyli dokładnie wtedy, kiedy moja córka odrabia lekcje w kuchni. W zeszłym tygodniu była dwa dni u koleżanki – i nie wydarzyło się nic. Ani razu.
Ona ma trzynaście lat i od września ma naprawdę ciężko w szkole. Nie wiem, co o tym myśleć.
A wracając do słynnych spraw – ta cała historia z Enfield to było w Ameryce, chyba w latach sześćdziesiątych, moze się myle ale wogóle to była najgłośniejsza sprawa w Stanach. Podobno FBI się tym zajmowało.
Skoro już przy klasykach: dla mnie najciekawszy jest Rosenheim z 1967 roku, bo to jedyny przypadek, w którym zjawiska mierzono przyrządami.
Bawarska kancelaria adwokacka. Pękały i gasły lampy jarzeniowe, telefony wybierały numery same z siebie, licznik rejestrował skoki napięcia bez obciążenia. Sprawę badał Hans Bender, a technicy od energetyki nie znaleźli usterki. Wszystko koncentrowało się wokół jednej młodej pracownicy i ustało, kiedy odeszła z firmy.
Pytanie, które chyba wszystkich tu nurtuje: czy poltergeist może zrobić komuś realną krzywdę? Bo w filmach kończy się to zawsze bardzo źle.
Aha i jeszcze jedno, bo mi się przypomniało. Ten Rosenheim to napewno był poltergeist w kościele, chyba gdzieś w Bawarii, dzwony same biły i świece gasły. Tez o tym czytałem conieco.
Zostawię swój sposób na dom, w którym zrobiło się ciężko. Robię to od czterdziestu lat i nie zamierzam przestać.
Miseczki z solą w rogach pokoi, wymieniane co tydzień. Otwarte okna na oścież, nawet zimą, na kwadrans. Dzwonek albo zwykłe klaśnięcie w każdym kącie – dźwięk rozbija zastój. Na koniec porządek: wyniesione rzeczy, których nikt nie używa od lat.
Brzmi to jak babcine gusła. Działa lepiej, niż wypada się przyznać.
Meldunek. Był elektryk, wymienił dwa gniazdka i całą listwę w kuchni – twierdzi, że instalacja była w opłakanym stanie. Stolarz wyregulował szafki. Od tamtej pory nie ma ani trzasków, ani spadających rzeczy.
Ale drobiazgi nadal znikają. Wczoraj zniknął pilot, dziś rano leżał w łazience, na pralce. Nikt z nas go tam nie zaniósł. I nadal dzieje się to tylko wieczorami.
Zrobiłam sobie rozkład na ten wątek, z ciekawości i za zgodą sumienia – trzy karty: co jest źródłem, co pomoże, czego unikać.
Źródło: Ósemka Mieczy. Ktoś czuje się związany, bezradny, nie widzi wyjścia, chociaż ono jest. Pomoc: Umiarkowanie – powolne, cierpliwe mieszanie dwóch rzeczy, które nie chcą się połączyć. Unikać: Rydwan. Czyli siłowego rozwiązania, szarży, „załatwiamy to dziś”.
Nie będę udawać, że to dowód na cokolwiek. Ale do tej historii pasuje aż nieprzyjemnie dobrze.
Powiem to wprost, bo w tym wątku krąży wokół tematu, ale nikt nie nazwał go po imieniu.
Poltergeist bardzo często pojawia się w domu, w którym trwa konflikt, o którym się nie mówi. Nie zdrada, nie awantura – właśnie ta cicha wersja: milczenie przy stole, złość przełykana codziennie, dziecko, które wszystko czuje i nie ma tego jak nazwać.
Można okadzać mieszkanie latami. Dopóki ktoś nie powie na głos tego, czego wszyscy się domyślają, hałas znajdzie sobie inne ujście.
Wracam z pytaniem praktycznym: co z pentagramem jako ochroną? Widziałem, że ludzie noszą go jako wisiorek albo rysują nad drzwiami. To ma jakikolwiek sens, czy to już czysty folklor?
Wtrącę coś od siebie, bo mnie ten wątek ruszył. W moim poprzednim mieszkaniu przez dwa miesiące gasło światło w łazience i spadały ręczniki. Dokładnie w tym czasie mieliśmy z mężem najgorszy okres w związku i praktycznie ze sobą nie rozmawialiśmy.
Kiedy w końcu usiedliśmy i pogadaliśmy o wszystkim, co nas gryzło, to się skończyło. Ot tak. Wtedy uznałam to za zbieg okoliczności. Dziś już tak nie myślę.
Miałam kiedyś na sesji klientkę z bardzo podobną historią: znikające rzeczy, trzaski w nocy, przerażona rodzina. Karty uparcie pokazywały jej syna – nie jako sprawcę, tylko jako kogoś, kto dusi w sobie coś ogromnego.
Okazało się, że chłopak był od pół roku zastraszany w szkole i nikomu o tym nie powiedział. Kiedy sprawa wyszła na jaw i rodzice się nią zajęli, w domu zrobiło się cicho. Dosłownie.
Chciałam zamknąć swoją część tej historii, bo dostałam od Was ogromnie dużo.
Poszłam do szkoły i porozmawiałam z wychowawczynią. Okazało się, że córka od września siedziała sama w ławce, bo klasa się przemieszała i została odstawiona na bok. Nie mówiła o tym w domu ani słowem. Od dwóch tygodni chodzi na zajęcia teatralne i wróciła do dawnego siebie.
Od dwóch tygodni w mieszkaniu nic nie znika. Nic nie trzaska. Cisza.
Dobra, muszę coś napisać, bo nie byłoby uczciwie tego zostawić.
Sprawdziłem te dwie sprawy o które się tu spierałem. Enfield to faktycznie Londyn i lata 77-79, nie żadna Ameryka i nie lata sześćdziesiąte. Rosenheim to biuro adwokackie a nie kościół, wogóle się pomyliłem. No i to z demonem tez wziąść trzeba było spokojniej, bo widać po całym wątku ze najpierw sprawdza się instalację i człowieka a dopiero potem szuka duchów.
Dzieki wszystkim za cierpliwość, narazie wkońcu conieco rozumiem z tego tematu.
Skoro wątek się domyka, to rzucę pytanie, które chodzi za mną od kilku dni i chyba zasługuje na osobną rozmowę.
Cały czas mówiliśmy o domach. A co ze zjawiskami w miejscach publicznych – biurach, szkołach, magazynach, hotelach? Rosenheim był przecież kancelarią, nie mieszkaniem. Czy tam też da się wskazać agenta ogniskowego, skoro ludzie się zmieniają, a zjawiska podobno trwają latami?
Ma ktoś doświadczenie z czymś takim w pracy?
