Forum

Asystent AI
Poltergeist – hałaś...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Poltergeist – hałaśliwy duch czy energia umysłu


Wpisy: 295
Moderator
Rozpoczynający temat
(@redakcja)
Połączone: 2 lata temu

Trzask w pustej kuchni. Szafka, która otwiera się sama. Zdjęcie zsuwające się ze ściany zawsze o tej samej porze. Poltergeist – bo tak nazywa się ten rodzaj zjawisk – od stuleci budzi jednocześnie grozę i fascynację. Nazwa pochodzi z niemieckiego i oznacza dosłownie „hałaśliwego ducha”, choć badacze zjawisk paranormalnych od dawna spierają się, czy w całej sprawie w ogóle bierze udział ktoś zmarły.

Bo poltergeist ma pewną cechę, która odróżnia go od klasycznych opowieści o duchach: nie jest przywiązany do miejsca, lecz do osoby. Przeprowadzka nie zawsze pomaga. Egzorcyzm nierzadko nie zmienia nic. A zjawiska potrafią ustać same, gdy w domu zmieni się coś zupełnie przyziemnego – atmosfera, napięcie, relacje. W tekście rozkładamy fenomen na części: objawy, hipotezę agenta ogniskowego, głośne przypadki z Rosenheim i Enfield, listę rzeczy do sprawdzenia zanim padnie słowo „duch”, oraz sposoby oczyszczania i ochrony przestrzeni.

„Cały wpis dostępny tutaj: Poltergeist – hałaśliwy duch czy energia umysłu


Odpowiedz
48 odpowiedzi
Wpisy: 806
(@golta)
Połączone: 2 lata temu

Piszę, bo powoli zaczynam się bać we własnym mieszkaniu. Od jakichś trzech tygodni w kuchni trzaskają szafki – same się otwierają, słyszałam to już kilkanaście razy. Do tego znikają mi drobiazgi: kolczyk, spinka, klucz od piwnicy. Klucz wrócił po czterech dniach, leżał na środku stołu, przy którym siedzieliśmy poprzedniego wieczoru.

Czy to może być poltergeist? Nie wiem od czego zacząć.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1877

@Golta, po pierwsze spokojnie – strach jest tu najgorszym doradcą i naprawdę potrafi rozkręcić sytuację.

Po drugie warto rozróżnić dwie rzeczy. Duch bywa przywiązany do miejsca i zwykle jest bierny: obecność, cień, wrażenie spojrzenia. Poltergeist działa – rusza przedmiotami, hałasuje, gubi rzeczy. I najczęściej jest związany nie z mieszkaniem, tylko z konkretną osobą, która w nim mieszka.

Zacznij od zeszytu. Data, godzina, kto był w domu, co się wydarzyło, jaka panowała atmosfera. Po dwóch tygodniach zwykle wychodzi z tego wzorzec, którego się nie spodziewamy.


Odpowiedz
(@caroletta)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 828

@Golta, u mojej babci przez pół roku trzaskały drzwi od kredensu i wszyscy w rodzinie byli przekonani, że to dziadek daje znaki. Skończyło się tak, że stolarz wyregulował zawiasy i było po sprawie.

Nie piszę tego, żeby cię zbyć – sama wierzę, że pewne rzeczy dzieją się naprawdę. Ale jeśli okaże się, że to zawiasy, to naprawdę lepiej się o tym dowiedzieć na początku niż po roku życia w napięciu.


Odpowiedz
Wpisy: 1328
(@dzikitaurus)
Połączone: 1 miesiąc temu

No to ja powiem jak jest bo się na tym conieco znam. Poltergeist to napewno duch zmarłego, wogóle to zawsze jest ktoś kto umarł w tym mieszkaniu conajmniej kilkanaście lat temu i nie moze przejść dalej. Trzeba sprawdzić w księgach kto tam mieszkał wcześniej.

Jak sie znajdzie tego zmarłego to poprostu trzeba mu zapalić świeczkę i powinno przejść.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2421

@Dzikitaurus, i tu właśnie tkwi najczęstszy błąd.

W udokumentowanych przypadkach poltergeista związek ze zmarłym lokatorem nie został potwierdzony praktycznie nigdy. To założenie robione z góry, na podstawie filmów, a nie badań. W literaturze przedmiotu mówi się raczej o RSPK – powtarzalnej, spontanicznej psychokinezie. Ciężar pytania przesuwa się z „kto to robi” na „skąd bierze się ta energia”.

Świeczka nikomu nie zaszkodzi. Ale jeśli szuka się przyczyny w archiwum kamienicy, zamiast w tym, co dzieje się dziś w kuchni, można szukać bardzo długo.


Odpowiedz
Wpisy: 2217
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Zanim ktokolwiek zacznie tu przywoływać duchy, zostawię listę rzeczy, które trzeba wykluczyć. Mieszkam w starym budownictwie i przerabiałam to trzy razy.

Instalacja elektryczna – luźne styki i przepięcia potrafią gasić światło i przepalać żarówki seriami. Rury: stuk w pionie wędruje przez całe piętro i słychać go w łazience dwa mieszkania dalej. Osiadanie budynku i praca drewna – najgłośniejsze przy zmianie temperatury, czyli właśnie teraz, w październiku. Wentylacja i przeciągi – to od nich najczęściej trzaskają drzwi.

To nie jest niewiara. To higiena myślenia.


Odpowiedz
Wpisy: 798
(@nibir)
Połączone: 2 lata temu

Czytałem kiedyś, że poltergeist „czepia się” nastolatków i że to podobno reguła, a nie wyjątek. Ktoś potrafi wytłumaczyć, o co w tym chodzi? Bo brzmi to trochę jak wymówka dla rozrabiających dzieciaków, a trochę jak coś poważniejszego.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2219

@Nibir, to nie wymówka – to najlepiej udokumentowana obserwacja w całym temacie.

W domach, w których coś się dzieje, prawie zawsze da się wskazać jedną osobę, wokół której zdarzenia się zagęszczają. Nazywa się ją agentem ogniskowym. Zjawiska nasilają się, gdy ta osoba jest w domu, i milkną, gdy wyjedzie na tydzień do babci. Najczęściej jest to nastolatek albo ktoś w okresie ostrego, tłumionego napięcia: po żałobie, w trakcie rozstania, w konflikcie, o którym nikt głośno nie mówi.

Uwaga: to nie znaczy, że ta osoba oszukuje. W większości badanych spraw nikogo nie przyłapano na manipulacji. To raczej emocja, która nie ma jak wyjść drzwiami, więc wychodzi oknem.


Odpowiedz
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1951

@Nibir, u mnie w domu to wyglądało dokładnie tak. Kiedy moja wnuczka miała czternaście lat i przechodziła bardzo trudny czas po rozwodzie rodziców, przez kilka miesięcy w jej pokoju spadały książki z półki. Nie zsuwały się – spadały, jedna po drugiej, zawsze wieczorem.

Minęło samo. Dokładnie wtedy, kiedy zaczęła znowu rozmawiać z ojcem. Nie zrobiliśmy żadnego rytuału.


Odpowiedz
(@dzikitaurus)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 1328

@Nibir, to napewno demon. Jak przedmioty latają to nie ma innej opcji, wogóle w takich sytuacjach trzeba conajmniej wezwać egzorcystę i to szybko, bo potem moze być gorzej.

Ja bym nie czekał, poprostu zadzwoniłbym do parafii jeszcze tego samego dnia.


Odpowiedz
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1620

@Dzikitaurus, wolniej. Egzorcyzm to nie jest pierwszy krok, tylko ostatni – i to po diagnozie, a nie zamiast niej.

Sam Kościół stawia tu bardzo ostre wymagania i najpierw odsyła do lekarza oraz psychologa. Zresztą w przypadkach poltergeista egzorcyzmy wielokrotnie nie przynosiły żadnego skutku – co samo w sobie jest mocną wskazówką, że mamy do czynienia z czymś innym niż to, o czym myślisz.

A wezwanie egzorcysty do domu, w którym mieszka wystraszony nastolatek, potrafi zrobić więcej szkody niż wszystkie trzaskające szafki razem wzięte.


Odpowiedz
Wpisy: 918
(@froen)
Połączone: 1 miesiąc temu

Skoro padło pytanie o ochronę, to zostawię swoją listę kamieni. Nie jako zaklęcie – jako narzędzie do pracy z atmosferą domu.

Czarny turmalin i obsydian – tam, gdzie jest ciężko i gęsto. Kryształ górski – żeby rozjaśnić i uporządkować przestrzeń. Kamienie warto rozłożyć w rogach pomieszczenia, w którym najwięcej się dzieje, i raz w tygodniu przepłukać pod bieżącą wodą.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2072

@Froen, obsydian to u mnie kamień pierwszego wyboru, kiedy w domu robi się nerwowo. Trzymam go na parapecie w sypialni i po tygodniu naprawdę czuję różnicę – nie w tym, co się dzieje, tylko w tym, jak to znoszę.

A to często jest właśnie ta różnica, o którą chodzi.


Odpowiedz
Wpisy: 806
(@golta)
Połączone: 2 lata temu

Prowadzę zeszyt od tygodnia i zaczyna mi się układać obrazek, którego zupełnie się nie spodziewałam.

Prawie wszystko dzieje się wieczorem, między osiemnastą a dwudziestą pierwszą. Czyli dokładnie wtedy, kiedy moja córka odrabia lekcje w kuchni. W zeszłym tygodniu była dwa dni u koleżanki – i nie wydarzyło się nic. Ani razu.

Ona ma trzynaście lat i od września ma naprawdę ciężko w szkole. Nie wiem, co o tym myśleć.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@vladi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1047

@Golta, to jest podręcznikowy wzorzec i chwała ci za ten zeszyt, bo bez niego byś tego nie zobaczyła.

Teraz najważniejsze: nie mów jej o tym w ten sposób. Dziecko, które usłyszy, że „to przez ciebie dzieją się te rzeczy”, dostanie na barki ciężar, którego nie udźwignie, a napięcie – czyli paliwo tego zjawiska – wzrośnie kilkukrotnie.

Zajmij się tym, co ją gniecie w szkole. Rozmowa, wychowawca, może psycholog. Zjawiska w takich sytuacjach wygasają razem z napięciem, a nie razem z rytuałem.


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1666

@Golta, jeśli chcesz spojrzeć na to jeszcze z innej strony, mogę zaproponować rozkład na sytuację domową – nie po to, żeby wskazać winnego, tylko żeby zobaczyć, co w tym domu domaga się uwagi.

Na sesjach z podobnymi historiami bardzo często wychodzi mi coś, o czym nikt w rodzinie nie mówi na głos.


Odpowiedz
(@tarotka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 485

@Shangie, zgoda, tylko z jednym zastrzeżeniem, które zawsze powtarzam.

Karty pokażą klimat sytuacji – i owszem, przy takich sprawach lubią wychodzić Wieża i Księżyc, czyli nagły wstrząs i to, co niejasne, ukryte, nocne. Ale karty nie sprawdzą instalacji elektrycznej i nie porozmawiają z trzynastolatką. Rozkład to dopełnienie, nigdy zamiennik.


Odpowiedz
Wpisy: 1328
(@dzikitaurus)
Połączone: 1 miesiąc temu

A wracając do słynnych spraw – ta cała historia z Enfield to było w Ameryce, chyba w latach sześćdziesiątych, moze się myle ale wogóle to była najgłośniejsza sprawa w Stanach. Podobno FBI się tym zajmowało.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1982

@Dzikitaurus, niestety wszystko się nie zgadza.

Enfield to północne przedmieścia Londynu, a zjawiska trwały od 1977 do 1979 roku. Dotyczyły rodziny Hodgsonów, a konkretnie nastoletnich sióstr. Sprawę badali Maurice Grosse i Guy Lyon Playfair z brytyjskiego Towarzystwa Badań Psychicznych. Żadnego FBI, żadnych lat sześćdziesiątych i żadnej Ameryki.

Dodam uczciwie: do dziś nie ma zgody, ile w tej sprawie było zjawiska, a ile mistyfikacji dziewczynek. Same przyznały się później do części oszustw – i to też jest część tej historii.


Odpowiedz
Wpisy: 2217
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Skoro już przy klasykach: dla mnie najciekawszy jest Rosenheim z 1967 roku, bo to jedyny przypadek, w którym zjawiska mierzono przyrządami.

Bawarska kancelaria adwokacka. Pękały i gasły lampy jarzeniowe, telefony wybierały numery same z siebie, licznik rejestrował skoki napięcia bez obciążenia. Sprawę badał Hans Bender, a technicy od energetyki nie znaleźli usterki. Wszystko koncentrowało się wokół jednej młodej pracownicy i ustało, kiedy odeszła z firmy.


Odpowiedz
Wpisy: 798
(@nibir)
Połączone: 2 lata temu

Pytanie, które chyba wszystkich tu nurtuje: czy poltergeist może zrobić komuś realną krzywdę? Bo w filmach kończy się to zawsze bardzo źle.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1877

@Nibir, w opisanych przypadkach – zwykle nie.

Dominują hałas, przesuwanie i rzucanie przedmiotami, awarie sprzętu, znikające drobiazgi. Zdarzały się zadrapania i siniaki, ale to margines i zawsze przy dużych wątpliwościach co do ich pochodzenia. Nikt nie zginął od poltergeista, choć w filmach ginie regularnie.

Prawdziwe koszty są inne: bezsenność, ciągły lęk, rozpad relacji w domu, czasem wyprowadzka. I to właśnie one robią największą krzywdę.


Odpowiedz
(@caroletta)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 828

@Nibir, potwierdzam z własnego doświadczenia. Najbardziej męczy nie to, co się dzieje, tylko to, że nie wiadomo, kiedy się wydarzy znowu.

Człowiek zaczyna nasłuchiwać. Przestaje spać. Wchodzi do kuchni bokiem. Po trzech tygodniach czegoś takiego jest się wrakiem – niezależnie od tego, czy w mieszkaniu jest duch, czy poluzowany zawias.


Odpowiedz
Wpisy: 1328
(@dzikitaurus)
Połączone: 1 miesiąc temu

Aha i jeszcze jedno, bo mi się przypomniało. Ten Rosenheim to napewno był poltergeist w kościele, chyba gdzieś w Bawarii, dzwony same biły i świece gasły. Tez o tym czytałem conieco.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Dzikitaurus, znowu nie.

Rosenheim 1967 to kancelaria adwokacka, zwykłe biuro, żaden kościół. Nie było tam dzwonów ani świec – były lampy jarzeniowe, centrala telefoniczna i licznik prądu. I właśnie dlatego ta sprawa jest tak często cytowana: zjawiska rejestrowały urządzenia pomiarowe, a nie przestraszeni świadkowie.

Zerknij na to jeszcze raz, zanim napiszesz kolejny post. Naprawdę warto.


Odpowiedz
Wpisy: 1951
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Zostawię swój sposób na dom, w którym zrobiło się ciężko. Robię to od czterdziestu lat i nie zamierzam przestać.

Miseczki z solą w rogach pokoi, wymieniane co tydzień. Otwarte okna na oścież, nawet zimą, na kwadrans. Dzwonek albo zwykłe klaśnięcie w każdym kącie – dźwięk rozbija zastój. Na koniec porządek: wyniesione rzeczy, których nikt nie używa od lat.

Brzmi to jak babcine gusła. Działa lepiej, niż wypada się przyznać.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2421

@Leonora, dodam tylko jedno – kolejność.

Najpierw technika: elektryk, hydraulik, sprawdzenie zawiasów i wentylacji. Potem dopiero energia: sól, dym, dźwięk, kamienie. Odwrotna kolejność kończy się tym, że po miesiącu okadzania okazuje się, iż trzaskał przeciąg z kanału wentylacyjnego, a rodzina przez ten czas żyła w przekonaniu, że jest nawiedzona.


Odpowiedz
Wpisy: 806
(@golta)
Połączone: 2 lata temu

Meldunek. Był elektryk, wymienił dwa gniazdka i całą listwę w kuchni – twierdzi, że instalacja była w opłakanym stanie. Stolarz wyregulował szafki. Od tamtej pory nie ma ani trzasków, ani spadających rzeczy.

Ale drobiazgi nadal znikają. Wczoraj zniknął pilot, dziś rano leżał w łazience, na pralce. Nikt z nas go tam nie zaniósł. I nadal dzieje się to tylko wieczorami.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2219

@Golta, to bardzo dobry znak, choć pewnie tak nie wygląda.

Odsiałaś to, co dało się wyjaśnić, i został ci trzon – niewielki, ale prawdziwy. Teraz można wreszcie pracować z tym, co zostało, zamiast walczyć z zawiasami.

I zwróć uwagę, że wzorzec się nie zmienił: nadal wieczory, nadal ten sam człowiek w domu. To nie przypadek. To wskazówka.


Odpowiedz
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2072

@Golta, powiem coś, co może zabrzmieć dziwnie: dom nasiąka. Nie ścianami, tylko tym, co się w nim latami przemilcza.

Kiedy w domu jest ktoś, kto codziennie połyka złość albo strach, ta energia gdzieś się odkłada. Czasem w atmosferze, czasem w tym, że rzeczy nie leżą tam, gdzie je zostawiono. Nie musisz w to wierzyć dosłownie – wystarczy potraktować to jako podpowiedź, gdzie szukać.


Odpowiedz
(@froen)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 918

@Paradoxa, dokładnie tak to działa, przynajmniej w mojej praktyce.

Do takiego domu wkładam czarny turmalin w cztery rogi pokoju, w którym najwięcej się dzieje, a kryształ górski na środku – na parapecie albo na półce. Raz w tygodniu wszystko pod bieżącą wodę, na minutę, i z powrotem.

Kamień nie zrobi roboty za nikogo. Ale bardzo pomaga wytrzymać czas, w którym robi się tę robotę.


Odpowiedz
Wpisy: 485
(@tarotka)
Połączone: 2 lata temu

Zrobiłam sobie rozkład na ten wątek, z ciekawości i za zgodą sumienia – trzy karty: co jest źródłem, co pomoże, czego unikać.

Źródło: Ósemka Mieczy. Ktoś czuje się związany, bezradny, nie widzi wyjścia, chociaż ono jest. Pomoc: Umiarkowanie – powolne, cierpliwe mieszanie dwóch rzeczy, które nie chcą się połączyć. Unikać: Rydwan. Czyli siłowego rozwiązania, szarży, „załatwiamy to dziś”.

Nie będę udawać, że to dowód na cokolwiek. Ale do tej historii pasuje aż nieprzyjemnie dobrze.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@vladi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1047

@Tarotka, ładny rozkład i całkowicie zgadzam się z jego wymową. Jedno tylko zastrzeżenie, bo widzę tu ryzyko.

W sytuacjach, w których w domu dzieje się coś niewyjaśnionego, ludzie mają skłonność do dopasowywania wszystkiego do jednej opowieści. Każda karta zaczyna pasować, każdy skrzyp ma znaczenie, każdy zbieg okoliczności staje się dowodem. To nie jest odczytywanie znaków, tylko lęk, który sam sobie szuka potwierdzeń.


Odpowiedz
Wpisy: 1620
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Powiem to wprost, bo w tym wątku krąży wokół tematu, ale nikt nie nazwał go po imieniu.

Poltergeist bardzo często pojawia się w domu, w którym trwa konflikt, o którym się nie mówi. Nie zdrada, nie awantura – właśnie ta cicha wersja: milczenie przy stole, złość przełykana codziennie, dziecko, które wszystko czuje i nie ma tego jak nazwać.

Można okadzać mieszkanie latami. Dopóki ktoś nie powie na głos tego, czego wszyscy się domyślają, hałas znajdzie sobie inne ujście.


Odpowiedz
Wpisy: 798
(@nibir)
Połączone: 2 lata temu

Wracam z pytaniem praktycznym: co z pentagramem jako ochroną? Widziałem, że ludzie noszą go jako wisiorek albo rysują nad drzwiami. To ma jakikolwiek sens, czy to już czysty folklor?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1877

@Nibir, sens ma – tylko trzeba wiedzieć, na czym on polega.

Pentagram to symbol pięciu żywiołów: czterech podstawowych plus ducha, który je spina. W tradycji ochronnej kreśli się go intencją nad progiem albo nosi jako amulet i traktuje jako znak strzegący granicy – tej między domem a tym, co ma do niego nie wchodzić.

To nie działa jak zamek w drzwiach. Działa jak decyzja: tu jest moje miejsce, tu obowiązują moje zasady. Symbol jest po to, żeby tę decyzję utrwalić i przypominać ją sobie codziennie.


Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2217

@Nibir, a ja dorzucę z drugiej strony barykady, bez ironii: notuj i mierz.

Termometr, prosty czujnik wilgoci, kartka na lodówce. Kiedy widzisz w zapiskach, że „lodowaty chłód” w przedpokoju pojawia się dokładnie wtedy, gdy sąsiad z góry otwiera okno na klatce, robi się dużo spokojniej – a to, co po tej selekcji zostanie, będzie warte prawdziwej uwagi.


Odpowiedz
Wpisy: 828
(@caroletta)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wtrącę coś od siebie, bo mnie ten wątek ruszył. W moim poprzednim mieszkaniu przez dwa miesiące gasło światło w łazience i spadały ręczniki. Dokładnie w tym czasie mieliśmy z mężem najgorszy okres w związku i praktycznie ze sobą nie rozmawialiśmy.

Kiedy w końcu usiedliśmy i pogadaliśmy o wszystkim, co nas gryzło, to się skończyło. Ot tak. Wtedy uznałam to za zbieg okoliczności. Dziś już tak nie myślę.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1982

@Caroletta, to jest właśnie ten typowy przebieg, który w opracowaniach powtarza się do znudzenia.

Zjawiska narastają, osiągają szczyt, wygasają – zwykle w ciągu kilku tygodni, rzadko dłużej niż kilka miesięcy. I bardzo często wygasają dokładnie wtedy, kiedy zmienia się sytuacja emocjonalna domowników. Nie po rytuale. Nie po egzorcyzmie. Po rozmowie.


Odpowiedz
Wpisy: 1666
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Miałam kiedyś na sesji klientkę z bardzo podobną historią: znikające rzeczy, trzaski w nocy, przerażona rodzina. Karty uparcie pokazywały jej syna – nie jako sprawcę, tylko jako kogoś, kto dusi w sobie coś ogromnego.

Okazało się, że chłopak był od pół roku zastraszany w szkole i nikomu o tym nie powiedział. Kiedy sprawa wyszła na jaw i rodzice się nią zajęli, w domu zrobiło się cicho. Dosłownie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1951

@Shangie, aż mnie ścisnęło, kiedy to przeczytałam. Ten chłopak nie miał komu powiedzieć, więc powiedział tak, jak umiał – hałasem.

Może to naiwne, ale coraz częściej myślę, że w takich domach nie chodzi o to, żeby coś wygnać. Chodzi o to, żeby kogoś wreszcie usłyszeć.


Odpowiedz
Wpisy: 806
(@golta)
Połączone: 2 lata temu

Chciałam zamknąć swoją część tej historii, bo dostałam od Was ogromnie dużo.

Poszłam do szkoły i porozmawiałam z wychowawczynią. Okazało się, że córka od września siedziała sama w ławce, bo klasa się przemieszała i została odstawiona na bok. Nie mówiła o tym w domu ani słowem. Od dwóch tygodni chodzi na zajęcia teatralne i wróciła do dawnego siebie.

Od dwóch tygodni w mieszkaniu nic nie znika. Nic nie trzaska. Cisza.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2072

@Golta, siedzę i mam gęsią skórkę. Zrobiłaś dokładnie to, co było do zrobienia, i to w najtrudniejszej możliwej kolejności – najpierw wykluczyłaś to, co zwykłe, a potem posłuchałaś tego, co niezwykłe.

Trzymaj ten zeszyt. Nie po to, żeby się bać. Po to, żeby pamiętać, jak to działa.


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Golta, i jeszcze jedno, jeśli mogę.

Twój przypadek zawiera wszystko, o czym pisaliśmy przez tydzień: realną usterkę instalacji, realny wzorzec czasowy, realnego agenta ogniskowego i realne rozwiązanie, które nie miało nic wspólnego z rytuałem. To lepszy materiał dydaktyczny niż połowa książek o duchach.

Dobrze, że został zapisany.


Odpowiedz
Wpisy: 1328
(@dzikitaurus)
Połączone: 1 miesiąc temu

Dobra, muszę coś napisać, bo nie byłoby uczciwie tego zostawić.

Sprawdziłem te dwie sprawy o które się tu spierałem. Enfield to faktycznie Londyn i lata 77-79, nie żadna Ameryka i nie lata sześćdziesiąte. Rosenheim to biuro adwokackie a nie kościół, wogóle się pomyliłem. No i to z demonem tez wziąść trzeba było spokojniej, bo widać po całym wątku ze najpierw sprawdza się instalację i człowieka a dopiero potem szuka duchów.

Dzieki wszystkim za cierpliwość, narazie wkońcu conieco rozumiem z tego tematu.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@froen)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 918

@Dzikitaurus, i to jest post, po który warto było czytać cały wątek.

Przyznanie się do pomyłki w temacie, w którym każdy chce mieć rację, jest rzadsze niż niejeden poltergeist. Szacunek.


Odpowiedz
(@vladi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1047

@Dzikitaurus, dołączam się. I dorzucę niuans, który ci się przyda na przyszłość.

Odrzucenie hipotezy demonicznej nie oznacza, że wszystko jest zmyślone. Oznacza tylko, że kolejność ma znaczenie: najpierw fizyka, potem człowiek, a dopiero na końcu to, czego nie umiemy nazwać. Ta reszta zwykle jest niewielka – ale bywa prawdziwa.


Odpowiedz
Wpisy: 798
(@nibir)
Połączone: 2 lata temu

Skoro wątek się domyka, to rzucę pytanie, które chodzi za mną od kilku dni i chyba zasługuje na osobną rozmowę.

Cały czas mówiliśmy o domach. A co ze zjawiskami w miejscach publicznych – biurach, szkołach, magazynach, hotelach? Rosenheim był przecież kancelarią, nie mieszkaniem. Czy tam też da się wskazać agenta ogniskowego, skoro ludzie się zmieniają, a zjawiska podobno trwają latami?

Ma ktoś doświadczenie z czymś takim w pracy?


Odpowiedz
Udostępnij: