To rozróżnienie które robisz - między pamięcią a sugestią - jest uczciwe i ważne. Ale nawet jeśli nie możesz być pewna, sam fakt że to skojarzenie przyszło odruchowo, a nie po zastanowieniu, jest wart odnotowania. Czy masz kogoś z rodziny kto mógłby potwierdzić z której strony babcia zwykle podchodziła?
Chcę się upewnić że dobrze rozumiem - rozmawiamy o tym że konkretna osoba mogła wrócić w konkretne miejsce i powtórzyć konkretny gest. To byłoby coś zupełnie innego niż ogólna energia czy zjawisko. Dziewanna, czy to w słowiańskich wierzeniach jest opisane? Że duch powtarza swój zwyczaj a nie przychodzi z jakimś przekazem?
A skąd wiadomo że to nie jest coś złego co tylko udaje ten nawyk? Przepraszam że tak brutalnie pytam, ale czy jest jakiś sposób żeby odróżnić?
Chcę wrócić do czegoś praktycznego bo widzę że Ruta jest tu w zawieszeniu - wie że coś się stało, ale nie wie co z tym zrobić. Ruta, czy w ogóle chcesz na to odpowiedzieć? Nie wszyscy muszą. Ale jeśli tak, to jest kilka prostych sposobów żeby dać sygnał że słyszysz i że jest dobrze.
Najprostsze rzeczy działają najlepiej w takich sytuacjach. Zapal świeczkę przy fotografii babci, powiedz głośno że ją pamiętasz, że jest tu mile widziana. Nie musisz budować ołtarza ani robić rytuału. Sam gest i słowa wystarczą. To jest raczej forma uznania niż zaproszenia.
Ja robiłem kiedyś coś podobnego po śmierci dziadka - miałem jego zegarek i kładłem go na parapecie w noc przed rocznicą. Nie wiem czy to cokolwiek zrobiło, ale spałem spokojniej. Może to placebo, może nie, ale czułem że zamknąłem jakiś okrąg. Ruta, masz coś takiego?
Ta chustka to nie przypadek. Rzeczy które trzymamy bez powodu zazwyczaj mają powód. Ruta, czy ta chustka ma jakiś zapach? Stare tkaniny czasem zachowują coś z osoby, nie metaforycznie, dosłownie - perfumy, mydło, cokolwiek. To ma znaczenie jeśli chodzi o ładunek jaki niesie przedmiot.
Nie sprawdzałam. Teraz po tym co napisałam wstałam i wyjęłam ją z szuflady. Jest lniana, ręcznie haftowana w czerwone wzory. Nie czuję zapachu. Ale jest... jest coś w trzymaniu jej w rękach. Nie wiem jak to opisać. Nie chcę przesadzać.
Nie przesadzaj i nie umniejszaj jednocześnie. To co czujesz trzymając przedmiot należący do bliskiej osoby jest realne - może być pamięć ciała, może coś więcej. Czy ta chustka była jej codzienną rzeczą czy odświętną? Bo to zmienia jak bardzo była nasycona jej obecnością.
To że dała ją świadomie jest ważne. W dawnym myśleniu o przedmiotach - i nie tylko dawnym - dar od osoby starszej dla młodszej był formą przekazania czegoś poza materią. Nie mówię że twoja babcia robiła to celowo w jakimś magicznym sensie, ale intuicja bywa mądrzejsza niż intencja. Ta chustka mogła być jej sposobem na zostawienie po sobie punktu kontaktu.
Coraz bardziej mi to wygląda na to że budujecie wokół Ruty narrację i ona w nią wchodzi. Zimne powietrze, lewa strona, chustka, babcia - wszystko się układa zbyt ładnie. Takie rzeczy rzadko są tak spójne.
Efekt potwierdzenia istnieje, to prawda. Ale Ruta zanim cokolwiek powiedzieliśmy już powiedziała o lewej stronie, o chustce którą trzymała bez powodu. Nie dopasowała tego po fakcie. Ruta, powiedz mi jedno - zanim napisałaś na tym forum, czy w ogóle myślałaś o babci w związku z tym co się stało? Czy to forum uruchomiło to skojarzenie?
To jest dla mnie kluczowe. Pierwsze skojarzenie po przebudzeniu zanim mózg zaczyna analizować - to jest najczystszy sygnał. Ruta, a czy babcia żyje jeszcze czy już odeszła? Bo zakładam że nie, ale nie padło to wprost.
Byłaś przy niej na końcu - to tworzy bardzo silną więź. Często słyszę że osoby które były przy śmierci bliskich mają potem intensywniejsze doświadczenia kontaktu niż te które były dalej. Czy ktoś tu to potwierdza z własnych obserwacji? Celtyk, Dziewanna?
Trzy lata to nie jest długo i nie jest krótko. Czasem takie rzeczy nie przyzdarzają się od razu - potrzeba jakiegoś wyzwalacza. Ruta, czy ostatnio coś się zmieniło w twoim życiu? Przeprowadzka, jakaś ważna decyzja, coś co babcia by chciała wiedzieć?
To że decyzja zbiegła się z tym przebudzeniem - tego nie można zignorować. Ruta, a ta decyzja była dla ciebie ulżeniem czy raczej nadal czujesz niepokój w związku z nią?
To jest właśnie ten moment kiedy warto zapytać - czy przyszła do ciebie z przestrogą, czy z czymś innym? Bo zimny oddech może być różny w odbiorze. Czy poczułaś jakiś lęk kiedy to czułaś, czy coś neutralnego, a może wręcz spokój?
Brak strachu przy takim kontakcie to dla mnie jeden z ważniejszych sygnałów. Jeśli ktoś bliski, ciało to rozpoznaje zanim świadomość zdąży się obudzić. To sie zdarza regularnie w takich relacjach.
Wróćmy do Ruty. Ta decyzja, babcia miałaby inne zdanie - czy to znaczy że ona by cię od niej odwodziła, czy po prostu miałaby komentarz? Bo to zmienia interpretację tego co mogła chcieć przekazać.
To brzmi jak ktoś kto przychodziłby żeby porozmawiać, nie żeby ostrzec. Ruta, czy w tym co poczułaś nocą było coś co wyglądało jak komunikat, czy to było bardziej jak czyjaś obecność bez przekazu?
To nie brzmi sprzecznie. Zimne powietrze to temperatura fizyczna, a ciepło to odczucie czakry serca albo energii emocjonalnej. To może być dwa różne rejestry jednocześnie. Selenka, ty miałaś coś podobnego kiedyś z dwuwarstwowym odczuciem?
Szczegół z cieniem latarni - to jest kotwica. Ktoś kto śni nie rejestruje takich rzeczy albo przetwarza je inaczej, deformuje. To że to było precyzyjne i banalne jednocześnie więcej mi mówi niż jakikolwiek mistyczny detal. Ruta jesteś wiarygodna.
Ja miałem kiedyś podobne przebudzenie - nie zimny oddech, ale wyraźne poczucie że ktoś siedzi na łóżku. Też nie był lęk. U mnie to było po śmierci ojca, może pół roku po. I też się zdarzyło akurat kiedy miałem przed sobą coś trudnego. Więc to co Ruta opisuje nie jest odosobnione.
...nie jest odosobnione. To co mnie wtedy uderzyło to właśnie ta kombinacja - trudny moment w życiu i nagle nocna wizyta. Jakby coś czekało aż będziesz potrzebować.
Obudziłam się z dziwnym spokojem, tak. Ale nie wiem czy to przez to co w nocy, czy po prostu miałam wreszcie dobry sen po długim czasie stresu. Nie potrafię tego rozdzielić.
To rozdzielenie może nie być konieczne. Jeśli kontakt - czy nazwiemy go energetycznym, psychicznym czy jakkolwiek - zostawia spokój, to jest to już informacja sama w sobie. Pytanie raczej brzmi: czy ten spokój był trwały, czy tylko poranny?
Nie dramatyzujesz. Tydzień to konkretny czas, nie poranek. To nie jest efekt dobrego snu - to zostawia taki spokój może na dzień, dwa. Tydzień to brzmi jak coś co naprawdę dotknęło głębszej warstwy.
