Czyli gest złożonych dłąk pochodzi z... czego właściwie? Bo jeśli nie z obserwacji i nie z naszych rozmów z córką, to zostają dwie opcje - albo gdzieś to widziała i nie pamiętamy gdzie, albo ten obraz przyszedł inaczej. I tu wracamy do meritum całego wątku - dźwięk w ścianie, rysunek, lalka pod ścianą. To nie są osobne zdarzenia.
Złożone dłonie to bardzo powszechny gest który dzieci widzą wszędzie - w bajkach, na obrazkach w książkach, przy okazji świąt. Nie trzeba szukać nadprzyrodzonego źródła każdego szczegółu. Mam pytanie inne - ile wynosi odstęp między dźwiękami tego bicia? Bo jeśli mamy do czynienia z czymś w ścianie, to rytm powie więcej niż kolor kredki.
Regularny rytm to kluczowy szczegół którego brakowało mi od początku. Rury mają cykl ale nigdy tak spokojny. Szeptunie, a czy ten dźwięk zmienia się w zależności od pory roku? Bo teraz mamy inne ciśnienie, inne temperatury - rury reagują inaczej latem i zimą.
Luty to drugi miesiąc. Mama odeszła w listopadzie, czyli w jedenastym. Jedenasty miesiąc to liczba mistrza w numerologii, a dwa plus jeden to trzy. Trzy miesiące żałoby, potem pierwsze pojawienie. Nie twierdzę że to rządzi całą sytuacją, ale ten rytm dat jest niezwykły. Szeptunie, znasz datę urodzin mamy?
Wróćmy do lalki pod ścianą. To mnie nurtuje bardziej niż daty. Dziecko nie zostawia zabawki w konkretnym miejscu bez powodu - przynajmniej nie powtarzalnie. Czy ta lalka zawsze ląduje w tym samym kącie co dźwięk?
No to mamy spójność. Dźwięk w ścianie, rysunek postaci, lalka zostawiana w tym konkretnym miejscu, słowne komentarze córki - wszystko kieruje w jeden punkt. Szeptunie, ostatnie pytanie na teraz - czy kiedykolwiek sam coś widziałeś w tym kącie, choćby przez ułamek sekundy? Cień, zmianę światła, cokolwiek?
Pytanie Zenobii mnie zatrzymało. Widziałem coś raz. Nie wiem czy to był cień czy po prostu zmęczone oczy, ale kiedy wszedłem wieczorem do pokoju - nie zapalając światła - przez ułamek sekundy miałem wrażenie że kąt jest ciemniejszy niż reszta pomieszczenia. Nie przywiązywałem wagi. Teraz nie jestem pewien.
Ciemniejszy kąt to jeden z klasycznych sygnałów obecności rezydualnej. Nie mówię że tak jest na pewno, ale ten szczegół pasuje do reszty układanki. Szeptunie, czy to było jednorazowe czy zdarzyło się więcej niż raz?
Cień w kącie plus regularny dźwięk plus zachowanie dziecka plus rysunek - to już nie jest jeden przypadkowy element. Mam pytanie do Zenobii bo ma tu chyba największe doświadczenie - czy jest jakiś sposób żeby sprawdzić czy to rezydualna obecność czy coś aktywnego? Bo to robi różnicę.
Właśnie to mnie nurtuje od kilku stron wstecz. Córka mówi że pani jest zmęczona - to oznacza że coś od niej odbiera, nie tylko ją obserwuje. Czy trzylatki mogą być medium? Serio pytam, bo czytałam różne rzeczy na ten temat i opinie są podzielone.
To że mówi bez lęku jest ważne. Dzieci boją się obecności nieprzyjaznych, instynktownie. Jeśli córka jest spokojna, to albo ta obecność jest dla niej kimś znajomym - czyli babcią - albo jest po prostu neutralna. W obu przypadkach nie ma sygnałów alarmowych.
Albo dziecko po prostu nie rozumie co opisuje i mówi rzeczy które dorośli interpretują jako kontakt z duchem. Nie chcę być złośliwy, naprawdę, ale trzylatka nie ma jeszcze wykształconego pojęcia śmierci ani granicy między wyobraźnią a rzeczywistością. To jest etap rozwojowy.
Słyszę obie strony i mam mieszane uczucia. Jasiek, rozumiem twój punkt, serio. Ale znam córkę. Wiem co ogląda, gdzie bywa. Ten gest ze złożonymi rękami w tej konkretnej kompozycji - dwie sylwetki, jedna mała jedna duża, ta duża z rękami tak złożonymi - to nie jest coś z bajek dla dzieci.
Szeptunie, mam pytanie o ten rysunek które jeszcze nie padło. Czy dwie sylwetki były zwrócone do siebie, obok siebie, czy jedna stała za drugą? Bo to ma znaczenie dla tego jak można interpretować relację między nimi na rysunku.
Ochrona. To jest gest ochronny, nie nawiedzenia. Jedna ręka trzyma dziecko, druga złożona - jakby jednocześnie była przy dziecku i przy modlitwie. To bardzo spójny obraz jeśli to rzeczywiście wspomnienie lub przekaz.
Mam gęsią skórkę czytając ten opis. To nie jest rysunek potwora ani czegoś strasznego. To jest rysunek kogoś kto pilnuje. Szeptunie, jak zareagowałeś kiedy to zobaczyłeś pierwszy raz?
Kwadrans w ciszy po obejrzeniu rysunku trzylatki. To dużo mówi o tym jak bardzo to w ciebie uderzyło. Czy córka pytała dlaczego wyszedłeś?
Wróćmy na chwilę do dźwięku, bo to jest tytuł tego wątku i trochę odpłynęliśmy. Bicie serca w ścianie, regularny rytm od lutego, zawsze ta sama ściana, przy której ląduje lalka i w której kącie bywa ciemniejszy cień. Czy ktoś oprócz Szeptuna słyszał ten dźwięk? Czy cokolwiek w tym pokoju zmieniło się od pierwszego razu?
Wróćmy na chwilę do dźwięku, bo to jest tytuł tego wątku i trochę odpłynęliśmy. Bicie serca w ścianie, regularny rytm od lutego, zawsze ta sama ściana, przy której ląduje lalka i w której kącie bywa ciemniejszy cień. Czy ktoś oprócz Szeptuna słyszał ten dźwięk? Mam na myśli konkretnie - gość, sąsiad, ktokolwiek kto był w tym pokoju?
Teściowa słyszała. Raz. Usiadła na chwilę w tym pokoju kiedy córka spała i po kilku minutach wyszła i powiedziała że jakoś tak nieswojo jej tu. Zapytałem czy coś słyszała - najpierw powiedziała nie, a potem po chwili milczenia dodała że może jakieś cykanie. Nie użyła słowa bicie serca, ale opisała rytm palcem na stole - i to był ten sam rytm.
Teściowa opisała rytm palcem na stole. Szeptun, ten rytm był regularny jak puls czy miał jakieś synkopy, przerwy, nieregularności? Bo to ma znaczenie przy diagnozowaniu źródła - instalacje hydrauliczne mają swój charakterystyczny wzorzec, ale też obecności rezydualne powtarzają wzorzec dokładnie, bez odchyleń.
Spokojne tempo ma znaczenie. Przyspieszony rytm to często ślad po silnym emocjonalnym zdarzeniu - strachu, bólu. Spokojny, miarowy - to bardziej pasuje do kogoś kto po prostu był, kto żył w tym miejscu i zostawił ślad swojej obecności bez dramatycznego ładunku. Szeptunie, czy wiesz ile ta osoba miała lat kiedy mieszkała w tym domu?
To co mówi Edek ma sens, ale mam pytanie które mnie nurtuje od jakiegoś czasu w tym wątku. Czy to mieszkanie było wcześniej własnością rodziny Szeptuna, czy kupił je od obcych? Bo to zmienia kontekst - jeśli to babcia którą wymyśliła córka, to skąd babcia wiedziałaby o tym miejscu?
Skoro to nie babcia rodzinna, to córka widzi kogoś zupełnie obcego i opisuje ją z czułością. To jest dla mnie jeszcze bardziej wymowne niż gdyby to był ktoś z rodziny. Trzylatka nie przywiązuje się do obcych bez powodu, prawda? Czy córka kiedykolwiek powiedziała jak ta pani ma na imię?
Pani nie mówi - ale córka wie że jest zmęczona. To znaczy że komunikacja nie jest werbalna. Małe dzieci odbierają stany emocjonalne przez coś co można by nazwać empatycznym odczytem, bez słów. Czy córka kiedy opisuje zmęczenie tej pani robi to spokojnie, czy widać że to ją obciąża?
Nie zauważam żeby była bardziej zmęczona po takich rozmowach. Mówi to i idzie dalej bawić się. Martwię się trochę samym faktem że w ogóle to opisuje, ale jej zachowanie jest absolutnie normalne. Śpi dobrze, je dobrze, jest wesoła. Zero sygnałów że coś ją obciąża.
Chcę wrócić do teściowej, bo to dla mnie najciekawszy element tego wątku. Teściowa najpierw powiedziała że nie słyszała nic, a potem po chwili milczenia opisała rytm. Czy to nie jest klasyczny przykład sugestii? Szeptun zapytał czy coś słyszała - a człowiek zapytany w ten sposób zaczyna sobie rekonstruować wspomnienie i może nieświadomie dopasować je do oczekiwanej odpowiedzi.
