Hej, zaczęłam ostatnio mocniej drążyć temat pranajamy i natknęłam się na kilka sprzecznych informacji dotyczących Muladhary. Jedne źródła mówią że oddychanie brzuszne to podstawa dla zakorzenienia, inne że konkretna technika z zatrzymaniem oddechu (kumbhaka) robi robotę. Sama próbowałam prostego oddychania przeponowego i faktycznie po jakimś czasie czułam coś w okolicach kości ogonowej, takie ciepło albo mrowienie. Ale nie wiem czy to naprawdę działa na czakrę korzenia czy po prostu rozluźniają mi się mięśnie i tyle. Macie jakieś doświadczenia z konkretnym oddychaniem pod kątem Muladhary? Chodzi mi o to czy widzicie realną różnicę między różnymi technikami bo trochę się w tym gubię.
Dobrze trafiłaś z tym pytaniem i cieszę się, że ktoś to wreszcie poruszył bo faktycznie w sieci jest dużo sprzeczności. Pranajama a Muladhara to temat,ktury wymaga rozróżnienia kilku rzeczy. 😀 po pierwsze,samo oddychanie przeponowe rzeczywiście angażuje dolną część ciała i to już samo w SOBIE działa na obszar tej czakry, ale to trosze jak powiedzieć, że wejście do pokoju to już sprzątanie tego pokoju. Działa powierzchownie. Jeśli chodzi o głębszą pracę, to techniki z Mulabandha (zamkiem korzenia) w połączeniu z zatrzymaniem oddechu dają zupełnie inny efekt. Czy próbowałaś kiedykolwiek łączyć oddychanie z Mulabandha? Bo to chyba kluczowe rozróżnienie.
Sam od jakiegos czasu pracuje z pranajama i moge powiedzieć że to nie jest tak prosto jak wiele osob tlumaczy. Bo okej oddychanie przeponowe to podstawa, ale zauważam że u mnie różne techniki daja różne odczucia w roznych miejscach. Nadi Shodhana (naprzemienne nozdrza) działa u mnie bardziej na głowę i Ajnę niż na dol ciała. Bhastrika z kolei generalnie "rusza" wszystko na raz i nie czuje rzeby szczegolnie skupiala energię przy korzeniu. A o czym tu Klimcia mówi z ta Mulabandha, to jest ciekawe bo ja właśnie nigdy nie łączyłem świadomie zamkow z pranajamą, robiłem osobno.
Czytam ten wątek z ciekawością bo do tej pory bylam dość sceptyczna wobec całego "oddychania na czakry". Ale mam pytanie do Klimci, bo piszesz o koncentracji energii w obszarze i o efektach po tygodniach. ^^ Jak to wlasciwie odróżnić od zwykłego rozluźnienia mięśni dna miednicy i lepszego ukrwienia tej okolicy? Serio pytam, nie przytykam. Bo z fizjologicznego punktu widzenia kumbhaka z Mulabandha to jest poprostu cwiczenie dna miednicy plus zatrzymanie oddechu co robi całkiem realną fizyczną robotę. Skad wiesz że to idzie dalej?
No właśnie Orlikowa trafia w sedno. Mrowienie i cieplo kture opisuje autorka wątku to są normalne odpowiedzi układu nerwowego na zmiane wzorca oddychania, zwiększone natlenienie rozluznienie napiętych mięśni. Nie twierdzę ze pranajama nie dziala bo działa i to bardzo. Ale na co konkretnie dziala to już inna rozmowa. Przypisywanie kazdego ciepłego odczucia przy kości ogonowej "otwarciu czakry korzenia" to trosze nadinterpretacja imo.
To jest uczciwe pytanie, Lurisk i powiem wam jak to wygladalo u mnie. Zaczalem regularnie pracować z oddychaniem przeponowym plus probowalem tej Mulabandhy po radzie znajomej jogini. Po jakimś czasie,może po miesiacu codziennej praktyki, zauważyłem że mniej panikuję w sprawach finaansowych przestałem się budzic w nocy z myslami o pieniądzach. Teraz czy to przez pranajame przez to ze w ogóle zacząłem medytować regularnie, przez placebo, przez to ze poprostu czas zrobil swoje, szczerze nie wiem. Nie mam kontrolnej próby bez prnaajamy 🙂 Ale zmiana była realna
Wracając do meritum, bo ciekawa jestem konkretów Wlodzimira pisałaś o ciepłe przy kości ogonowej podczas oddychania przeponowego. To jest jedno. Ale mam pytanie, czy robiłaś to z jakąś wizualizacją z mantrą LAM, czy czysto techniczne oddychanie bez żadnych dodatków? Bo moim zdaniem to robi sporą różnicę i żeby porównywać efekty to trzeba wiedzieć co dokładnie robiłaś
No właśnie, i tu jest sedno. U mnie same odczucia fizyczne pojawiały się podobnie ale dopiero kiedy zaczęłam dołączać mantrę LAM (nie głośno, wewnętrznie podczas zatrzymania oddechu) poczułam że to idzie głębiej że to nie jest tylko rozluźnienie ciała. Trudno to opisać słowami, ale jakby ten obszar stawał się bardziej "obecny" i mniej odcięty. Spróbuj przez kilka dni z LAM na zatrzymaniu oddechu i napisz jak było.
przepraszam że wchodzę ale nie bardzo rozumiem co to jest kumbhaka, czy to jest to samo co wstrzymanie oddechu czy coś więcej? i czy to jest bezpeiczne robić samemu bez nauczyciela? czytałam gdzies ze nieodpowiednie pranajamy moga zaszodzic
Chcę dodać coś co często umyka w tych dyskusjach. pranajama w tradycji jogi nie była nigdy traktowana jako coś oddzielnego od całego systemu praktyki. Sama Muladhara to nie tylko "czakra bezpieczeństwa",to fundament całej struktury energetycznej i jej praca przez oddech wymaga pewnej gotowości na poziomie ciała. jeśli człowiek żyje w chronicznym stresie, ma napięte dno miednicy, oddycha płytko od lat, to sama pranajama nie wystarczy, potrzebna jest praca z ciałem równolegle. Warto o tym pamiętać zamiast szukać jednej techniki-klucza.
to co pisze Syriusza.2 brzmi sensownie, ale trochę mnie to przytłacza szczerze. jakby żeby cokolwiek zrobić to trzeba wszystkiego naraz i w odpowiedniej kolejności. a co jeśli ktoś ma zablokowaną Muladharę i po prostu chce zacząć od czegoś konkretnego? czy pranajama sama w sobie jest złym miejscem na start, nawet jeśli nie jest "kompletna"?
No to ja dorzuce: w tym watku jest sporo różnych głosów i dobrze bo Muladhara to czakra która lubi konkret, nie abstrakcję. Mam takie spostrzezenie z wieloletniej praktyki: oddech na prawdę jest bramą do tej czakry ale nie w sensie bezpośredniego "uderzenia". Raczej tak jak woda ktora powoli zmienia skałę. Widziałem osoby kture robiły intensywną pranajame przez miesiąc i nic. I widzialem osoby ktore przez rok robiły proste, spokojne oddychanie brzuszne codziennie rano i miały realne przesuniecia w poczuciu bezpieczenstwa,stabilnosci. Regularnosc i intencja bija technikę.
ok ale ja mam konkretne pytanie bo ta dyskusja robi się troche filozoficzna a ja potrzebuje wiiedziec co konkretnie robic. ile minut dziennie, jaka technika, i po ilu dniach mozna spodziewac sie czegos? bo czytam ten watek i mam wrazenie ze kazdy mowi co innego i nie wiem od czego zaczac
Na pytanie Elzuni odpowiem konkretnie: najpierw samo oddychanie co najmniej przez 2-3 tygodnie. Mulabandha jest prosta w teorii ale ludzie często napinają nie to co trzeba i potem mają bóle lędźwi. Lepiej mieć dobrą bazę przeponową zanim zaczniesz kombinować z bandami.
auć, ja bym dodała do tej kumbhaki że czerwony jaspis leżący na kosci ogonowej podczas pranajamy bardzo przyspiesza pracę z korzeniem. u mnie dalo mega efekty szybciej niż samo oddychanie. może połączyć?
Ten temat kammieni mnie trosze odciaga od rzeczy bo wracając do pytania kture Cezary zadał Zaklinacz.ce kilka postów wyzej (przepraszam że o sobie w trzeciej osobie, he)h - czy rzeczywiście technika ma mniejsze znaczenie niz regularnosc? Bo jak dla mnie Nadi Shodhana daje mi zupełnie inne efekty niż samo oddychanie przeponowe. Nie mogę powiedzieć że to obojętne co robisz.
ojej, ten wątek to jest kopalnia wiedzy! czytam od początku i mam pytanie bo może głupie ale - czy pranajama dla korzenia nadaje się też jak ktoś ma ogólnie duże lęki? bo czytałam że Muladhara to właśnie bezpieczeństwo i lęk. czy oddychanie faktycznie to może ruszać?
lęk i poczucie braku bezpieczeństwa są rzeczywiście kojarzone z Muladharą, to prawda. ale uwaga, bo pranajama przy silnych stanach lękowych może działać w obie strony. Hiperwentylacja albo zbyt długie kumbhaki potrafią wywołać atak paniki u kogoś z podatnością. Jeśli lęki są naprawdę duże, polecam zacząć od samego spokojnego oddechu przeponowego, bez żadnych zatrzymań.
wracam do tego co pytałam wczesniej i jakos zginelo w dyskusji. Klimcia, Cezary, wszyscy piszecie o "poczuciu zakorzenienia" po pranajamie. ale jak długo to trwa? tzn. czy to jest efekt na godzinę po sesji, czy jednak jakoś sie kumuluje i zmienia na stałe? bo mam wrazenie że relaksacja po oddychaniu to jedno a "przepływ w czakrze" to co innego i chce wiedziec czy ktoś ma na to jakies obserwacje długoterminowe
mam obserwacje z jakichś... może 8 miesięcy regularnej pranajamy. na początku efekty były "na sesję" - podczas i może godzinę po. potem po kilku tygodniach zaczęłam zauważać że w OGÓLE inaczej reaguję na stres w ciągu dnia. bardziej jak ziemia pod nogami, mniej jak "zaraz się przewrócę". nie wiem czy to Muladhara, czy po prostu nervus vagus dostał nauczkę, ale coś się zmieniło trwale.
Bardzo ciekawa ta obserwacja Inkantki bo ja dopiero zaczynam i nie mam tych 8 miesięcy, ale właśnie o to mi chodziło w tym wątku - czy to się kumuluje czy nie. Skoro mówisz że tak, to daje mi motywację żeby nie odpuszczać jak przez tydzień nic nie poczuję.
a ja mam takie pytanie może trochę z boku - czy sama pozycja podczas pranajamy ma znaczenie dla Muladhary? tzn. siedząc na podłodze vs na krześle vs leżąc? gdzieś czytałam że kontakt z ziemią jest ważny dla korzenia i że siedzenie bezpośrednio na podłodze działa lepiej, ale nie wiem czy to ma sens czy to taki ezteryczny urban legend
przepraszam ze znowu pytam ale chcialam sie upewwnic - jak sie robi to oddychanie przeponowe to jak sie upewnić że to robi się dobrze? tzn brzuch ma sie unosic czy coś innego? bo czytałam różne rzeczy i jedno źródło mówi jedno a inne drugie i nie wiem co właściwie
okej, rozumiem! dzieki Komecik, to bardzoe jasne. spróbuję dziś wieczór z ta ręką na brzuchu. tylko teraz mam pytanie - ile minut takiego oddychania przeponowego żeby w ogóle coś poczuć w tym korzeniu? bo boję się że za krótko i będzie bez sensu
aaa, ja czytam cały wątek i ciągle wracam do tego co napisała Syriusza o panice. bo u mnie lęki są dość duże i teraz się zastanawiam - czy w ogóle powinnam próbować jakiejkolwiek pranajamy samodzielnie czy jednak najpierw do kogoś? jakoś nikt nie odpowiedział mi na to do końca
a wracajac do pytania Jagusieńki o czas - nie ma zlotej reguły ale większość tradycji mówi że ponizej 5 minut to za mało rzeby uklad nerwowy w ogole zaczął reagować. ja zaczynałem od 10 minut i po jakims czasie zwiekszalem. ale powiema szczerze że pierwsze efekty w sensie "czuję coś w okolicach podstawy kręgosłupa" poczułem dopiero hyba po 3 tygodniach regularności, nie po jednej sesji
to akurat potwierdza to co pisała Inkantka o kumulacji. i właśnie to mnie przekonuje bardziej niż jednorazowe doswiadczenia po sesji bo sama mam ten pattern że coś czuję i po godzinie jakby nic. ale jeśli to działa dopiero po tygodniach to sie zastanawiam czy w ogole jestem w stanie to ocenić po miesiacu praktyki
