Hmm świeca to interesujące. Ja mam notatki z kilku sesji i rzeczywiście te przy świecy wypadają bardziej równomiernie niż przy oknie. Ale zastanawiam się czy to efekt samego światła czy bardziej tego że świeca daje ciepło i zapach i w sumie wycisza całe otoczenie? Trudno to rozłożyć na czynniki pierwsze
Mam pytanie może trochę z boku - piszecie o Sahasrarze że to "przebywanie" a nie "robienie". To jak w ogóle poznać że sie tam jest? Co to znaczy że czakra korony jest otwarta w danej sesji? Bo dla mnie to nadal abstrakcja, nie czuję żadnej wyraźnej granicy
Z tego opisu wychodzi bardzo normalne na początku. Przy Sahasrarze nie chodzi o intensywne doznanie, raczej o pewien spokój który nie jest sennością. Czasem to delikatne mrowienie na czubku głowy, czasem po prostu poczucie że "nic nie trzeba". Trudno to opisać bo to nie jest jak ciepło przy Manipurze czy pulsowanie przy Anahata. To subtelniejsze
O matko,to brzmi paradoksalnie. znaczy rzeby poczuć koronę trzeba przestać próbować poczuć koronę? To jak to w ogóle zastosować w praktyce,poprostu... siedzieć i nic nie robić? Bo to brzmi jakbym mógł równie dobrze pójść spać i twierdzić że medytuję
No dobra, ale to jest właśnie ten rodzaj odpowiedzi który mnie denerwuje w tych rozmowach, przepraszam że tak wprost. "Nie próbuj, ale nie śpij, bądź obecna, ale nie oczekuj" - to brzmi jak przepis na frustrację dla kogoś kto nie ma punktu odniesienia. czy jest jakiś konkretny sygnał że idiesz w dobrą stronę, cokolwiek mierzalnego?
Hm, ten dystans do drobiazgów to coś co czułam ostatnio po sesjach, nie wiedziałam że to może być związane z koroną... Myślałam że po prostu byłam tego dnia spokojniejsza z innych powodów... Czy jest jakiś sposób żeby odróżnić efekt medytacji od zwykłego dobrego dnia?
A wracając do tego światła bo mi to nie daje spokoju - czy ktoś próbował medytacji na Sahasrarę przy fioletowym świetle? czytałam że fiolet to kolor tej czakry i zastanawiam się czy to w ogóle coś zmienia czy to tylko estetyka
Fioletowe swiatło - to mi trosze pachnie placebo ale nie mówię że jest złe. Jeśli pomaga wejść w stan to jest użyteczne niezależnie od mechhanizmu. Przy Sahasrarze wszystko co ułatwia psuzczenie kontroli jest ok. Kolor, zapach temperatura pokoju - to otoczenie przygotowuje umysł. Efekt jest prawdziwy nawet jeśli ścieżka do niegoe jest psychologiczna a nie energetyczna
Dobra, wracając do kwestii Ajny i Sahasrary bo to ciekawy trop - mam konkretne pytanie. Jeśli Ajna może "torować drogę" do korony, to ile czasu powinno się spędzić przy trzecim oku zanim się przejdzie wyżej? Bo to by zmieniało całą tę dyskusję o timingu dla Sahasrary.
Kurde to jakoś tak działa że im więcej się dowiaduję o tych czakrach tym bardziej czuję że nic nie wiem. Serio. zacząłem od prostego pytania "ile czasu na każdą czakrę" a teraz okazuje się że to zależy od Ajny, od blokad od tego czy jesteś drożny, od intencji... czy jest jakaś wersja dla ludzi którzy poprostu chcą prostej odpowiedzi?
Hej, a ma ktoś doświadczenie z amystemem gdzie każda czakra ma swój "czas naturalny" i po prostu zostaje się przy niej tak długo jak ciało samo sugeruje?? Czytałam gdzieś że niektórzy praktykują tak że nie ustawiają timera tylko czekają na sygnał że skończyć. Ale jak ten sygnał rozpoznać?
Czyli przy Sahasararze sygnałem jest cisza? Ale jak odróżnić ciszę-stan od ciszy-bo zasnęłam siedząc 😀 serio pytam bo u mnie często jedno przechodzi w drugie i potem sie budzę i nie wiem co było medytacją a co drzemką
Ja mam wrażenie że ta rozmowa cały czas krąży wokół czegoś ważnego a nie dotykamy tego wprost - mianowicie tego że dla Sahasrara nie ma "dobrego czasu" w sensie minutowym, bo ona w ogóle żyje trochę poza czasem sesji. Moje najlepsze doświadczenia z koroną były właśnie wtedy gdy NIE medytowałam aktywnie, tylko robiłam coś bardzo spokojnego i nagle to po prostu było. Ktoś ma podobnie?
Mam i to często. Prysznic, spacer, gotowanie przy ciszy. Wiem że to brzmi jak "nie muszę medytować żeby medytować" i to trochę irytujące zdanie samo w sobie, ale z koroną naprawdę tak bywa. Co nie znaczya że formalna praktyka jest bez sensu, bo ona przygotowuje grunt pod to żeby te spontaniczne momenty w ogóle się zdarzały
no wiesz, to jest ciekawe co mowicie o spontanicznych momentach bo ja miałem coś podobnego raz pod czas jazdy autobusem po prostu nagle taka cisza w głowie i poczucie że wszystko jest okej mimo że generalnie byl to srogi poniedziałek. Zastanawialem sie potem co to było. Morze to wlasnie cos związanego z korona?? Albo po prostu sie zdrzemnąłem na hwile i nie pamiętam 😀
Właśnie tak jak Anielcia mówi, mnie też uderzyło to ze wzorcem... Zaczęłam prowadzić coś w rodzaju notatek po sesjach, bardzo krótko, dosłownie 2-3 zdania, i po kilku tygodniach dopiero zobaczyłam że te "spokojne" dni jednak się skupiają wokół regularnej praktyki... Bez notatek bym tego nie połączyła.
Hej, czytam to wszystko i mam jedno konkretne pytanie bo nie mam czasu na miesiące eksperymentów: ile czasu realnie potrzeba na Sahasrare w jednej sesji? Nie "zależy", nie "poczuj to sam", tylko jakieś widełki. 10 minut? 20? Pół godziny? Czy jest jakas praktyczna odpowiedz?
Dodam do tego co Boleslaw mówi - jest jeden szkołowy błąd który widzę u wielu osób zaczynających od Sahasrara, mianowicie siedzenie zbyt długo przy niej i "odpływanie". Powyżej 30-40 minut na koronę bez odpowiedniego uziemienia przed i po to prosta droga do rozkojarzenia i lekkiego dezorientowania przez resztę dnia... Szczególnie jeśli niższe czakry nie są wyrównane... Krócej i świadomie lepiej niż długo i dryfując.
ojej no, o, to ważne co mówi Edytka o uziemieniu po sesji z koroną. Bo ja robiłam raz długą medytację skierowaną głównie na Sahasrarę i potem przez jakieś dwie godziny czułam się jakby trochę "nie stąd". Chodziłam po mieszkaniu i miałam problem żeby skupić się na zwykłych rzeczach. myślałam że to dobry znak, teraz nie jestem taka pewna. :/
Słuchając tej dyskusij o spontanicznych momentach i o tym co Mystria piszę o uziemieniu - mam pytanie czy to znaczy że wogóle nie powinnam zaczynać od Sahasrara jesli nie mam jeszcze przpracowanych dolnych czakr? Bo gdzieś czytałam że praca z koroną bez stabilnej podstawy to trosze jak budowanie domu od dahu i teraz się zastanawiam czy to ma sens w kontekście tej medytacji ze światłem
To nie jest takie zero-jedynkowe. Jeśli masz bardzo niestabilną Muladharę, intensywna praca z Sahasrarą rzeczywiście może pogłębiać poczucie oderwania. Ale krótka sesja z koroną w ramach medytacji na całość czakr to nie jest żaden wyczyn który wymaga "przepracowania" wszystkiego co niżej. Problem zaczyna się wtedy kiedy ktoś spędza pół godziny tylko na koronie i potem wychodzi z sesji w kosmosie, tak jak opisywała Jaskier. może się mylę.
ooo, potwierdzam to z jedzeniem, u mnie działa. po tej swojej sesji gdzie totalnie "odpłynęłam" zjadłam kanapkę i w ciągu paru minut byłam z powrotem. wcześniej nawet nie wpadłam na to żeby cokolwiek jeść po medytacji bo myślałam że to zaburzy jakiś stan. teraz zawsze mam pod ręką coś małego
ok dobra ale wracajac do mojego pytania bo nie dostałem konkretnej odpowiedzi na konkretne czakry - jeśli robię sesję na całość czakr ile minut na SAHASRARĘ vs ile na np Muladharę? czy to powinien byc równy podział czy korona dostaje więcej? bo te 20-30 minut co Boleslaw podał to chyba dla sesji tylko z koroną a nie dla sesji całościowej
akurat przy sesji całościowej mam wrażenie że czas na poszczególne czakry to nie jest kwestia minut tylko kwestia tego gdzie utykasz. Mi Manipura potrafi "zatrzymać" sesję na 15 minut a potem Sahasrara przejdzie gładko w 5. to zależy co aktualnie pracuje
mam pytanie trosze z innej beczki ale zwiazane z tym co Tojadek_O mowila wczesniej o koronę "poza czasem sesji" - czy to znaczy że regularna medytacja na Sahasrare wogole nie jest potrzebna jeśli te momenty przychodzą same?? Bo szczerze to z moja nieregularnością zastanawiam sie czy ma sens inwestować w formalne sesje akurat w ten obszar
te spontaniczne chwile są cenne ale nie zastąpią regularnej praktyki, przynajmniej z mojego doświadczenia. to trochę tak jak z oddechem - oddychasz automatycznie cały czas, ale ćwiczenia pranajamy robią coś innego niż sam fakt że nie umierasz z braku tlenu. formalna sesja z Sahasrarą uczy cię rozpoznawać ten stan, zapraszać go świadomie, nie czekać na łaskę autobsu w poniedziałek 🙂
w sumie te dwa podejścia nie muszą się wykluczać. ale chcę wrócić do pytania Toli.2 bo uważam że zostało trochę zbyte. sprawa z kolejnością czakr w medytacji ze zmiennym światłem jest istotna właśnie dlatego że to konkretna technika a nie ogólna medytacja na spokój. przy pracy ze spektrum kolorów od dołu do góry, Sahasrara naprawdę dostaje energię po drodze przez wszystkie poprzednie i to zmienia dynamikę czasu jaki jej poświęcasz.
