wiem że Frania mnie wcześniej zganiła i rozumiem ten punkt, ale chcę doprecyzować - nie mówiłam że ametyst WYSTARCZY. Mówiłam że pomaga jako element całości. Czarny turmalin przy łóżku też świetnie przy uziemianiu, ma dużo mocniejsze działanie na muladharę niż ametyst. Przy tej sytuacji którą opisuje Faustynka pewnie właśnie turmalin byłby lepszym wyborem.
hej, chcę powiedzieć że bardzo doceniam całą tę dyskusję, naprawdę. Ale chcę doprecyzować jedną rzecz bo widzę że część rozmowy poszła w kierunku czy to dysocjacja kliniczna czy nie. Ja funkcjonuję, pracuję, rozmawiam, po prostu mam to dziwne tło bycia obserwatorem. Nie padam, nie mam ataków, nie jestem roztrzęsiona. Czy to zmienia coś w waszej ocenie?
Faustynka, to ważna informacja i tak, zmienia trochę kontekst. To co tu opisujesz - funkcjonowanie przy tym tle bycia obserwatorem - to klasyczny obraz tego co wcześniej nazywałem nieintegracją po intensywnej pracy z górą. Nie musi to być kliniczny problem. Ale też nie powiem że na pewno nie jest, bo to nie moja kompetencja. Moje pytanie do ciebie jest takie: jak długo masz te stany i czy się nasilają, stabilizują czy może trochę falują?
to że mija przy aktywności fizycznej i nasila się wieczorami jest bardzo wymowne. Energia która nie ma zakorzenienia szuka ujścia i przy ruchu ciała jakby się odprowadza. A wieczorami, kiedy ciało jest spokojne a umysł aktywny, ta niezakorzeniona świadomość zaczyna 'dryfować'. To jest właśnie ten wzorzec który mówi o słabej Muladharze i Swadhisthanie przy zbyt otwartej koronie.
albo po prostu że aktywność fizyczna i świeże powietrze działają dobrze na samopoczucie ogólnie, a wieczory są cięższe bo zmęczenie i spowolnienie myśli, i tyle. Renia, naprawdę nie możemy z tego schematu wyciągać wniosków o konkretnych czakrach jakby to był dowód diagnostyczny.
a nikt nie zapytał czy Faustynka robiła wahadełkiem nad sobą? Bo to byłoby jakieś konkretne uzupełnienie tego co obserwuje. Przy Sahasrarze zablokowanej albo nadaktywnej wahadełko reaguje inaczej niż przy otwartej i zintegrowanej.
wahadełko diagnozuje czakry? serio? tzn. jak to fizycznie działa, pytam bez ironii bo naprawde nie wiem
okej tzn. rozumiem schemat, ale 'ideomotoryka współgra z intuicją' to trochę jak powiedzieć że wynik zależy od tego co podświadomie myśli ta sama osoba która testuje. Co nie czyni tego dowodem na stan czakry, raczej na stan przekonań testującego.
wracam do wątku bo go śledzę od rana i chcę powiedzieć że to co Faustynka opisuje - gorsze wieczory, lepiej przy aktywności - u mnie jest dokładnie tak samo od tamtej jesieni którą wcześniej wspominałam. i teraz się zastanawiam czy wahadełko cokolwiek by mi powiedziało, czy to naprawdę coś pokazuje. Kazia, ty to stosujesz na sobie?
ale jak długo to uziemianie ma trwać zanim coś się zmieni? bo śledzę ten wątek i wyobrażam sobie że chodzę boso po trawie przez tydzień i... nic. ile czasu realnie zajmuje żeby to poczuć?
dorzucę swoje trzy grosze bo przez chwilę czułam coś podobnego do Faustynki, chociaż u mnie to był krótszy epizod. To co mi naprawdę pomogło to nie były żadne formalne medytacje, tylko po prostu bardzo uważne jedzenie. Brzmi śmiesznie, ale siadałam przy posiłku bez telefonu i skupiałam się na smaku, zapachu, teksturze. Taka praca z sacrum przez ciało. po kilku dniach to 'dryfowanie' zdecydowanie zelżało.
dobra, skoro wahadełko mierzy własne przekonania testującego to pytanie do Kazi - jak w takim razie odróżnić wynik który 'coś pokazuje' od wyniku który po prostu odzwierciedla to czego się spodziewasz? bo jakby pomyśleć, jeśli wiem że mam problem z koroną i trzymam wahadełko nad głową, to może po prostu moje ręce lekko drżą w kierunku który pasuje do oczekiwań. jak to kontrolować?
to co napisałam o jedzeniu - chcę dorzucić że nie chodzi tylko o sam akt jedzenia, ale o to żeby w trakcie naprawdę być w ciele. dotykać talerza, czuć ciepło, smak. to brzmi banalnie ale jak się jest w tym stanie bycia obserwatorem to naprawdę jakby zapomina się że ma się ciało. i te małe zakotwiczenia przez zmysły robiły u mnie więcej niż niejeden rytuał. Faustynko, próbowałaś czegoś takiego?
Faustynka zadała niegłupie pytanie i chce żeby ktoś spróbował na nie uczciwie odpowiedzieć. bo 'odprowadza uwagę od dyskomfortu' to może być po prostu poprawna odpowiedź, a nie gorsza. mechanizmy odwracania uwagi i uziemienie działają na poziomie psychologicznym bez potrzeby odwoływania się do czakr. czy ktoś tu naprawdę potrafi rozróżnić jedno od drugiego?
sorry że wchodzę bo wcześniej pytałam o wahadełko i to co Kazia napisała jest dla mnie pomocne. ale mam teraz inne pytanie - czy jak ktoś inny testuje twoje czakry wahadełkiem to ta osoba powinna być jakoś przygotowana? bo wyobrażam sobie że moja mama weźmie wahadełko i sprawdzi i to chyba nie jest to samo co bioenergoterapeuta
wracając do pytania Faustynki - czy 'uziemianie przez zmysły' działa na czakrę czy tylko odwraca uwagę. z mojego doświadczenia te dwie rzeczy nie są tak rozdzielne jak się wydaje. jeśli ciało przestaje być tłem i staje się pierwszym planem, to energetycznie rzeczywiście przesuwa się środek ciężkości w dół. ale nie twierdzę że wiem co dokładnie wtedy dzieje się z Sahasrarą. znam wzorzec, nie mechanizm.
a ja chce sie zapytac bo czytam ten watek od poczatku i mam podobne odczucia do Faustynki, to znaczy to poczucie ze sie jest z boku i patrzy na siebie. i u mnie to sie zaczelo po kilku sesjach medytacji z YouTube, tych prowadzonych z otwieraniem czakry korony. czy to mozliwe ze te medytacje cokolwiek zepsuly? bo teraz sie troche boje kontynuowac
dobra to mam pytanie do Lunelli bo ona to ladnie ujela - jak dlugo ta nieintegracja moze trwac jezeli sie nic nie robi? bo Faustynka pisze ze ma to juz od jakiegos czasu i jak rozumiem nie robiła aktywnie uziemienia. czy to sie samo nie wyrownuje?
dobra ale to troche straszne jak tak o tym myslę. czyli mozna przypadkowo sobie cos namieszac medytacja i potem miec to tlo obserwatora przez miesiace? i to jeszcze bez wiedzenia ze cos nie gra?
Topielica, rozumiem ze to brzmi niepokojaco ale tu naprawde trzeba zatrzymac narrację - 'namieszac medytacja' to bardzo duze uproszczenie. to co opisuje Faustynka to nie jest uszkodzenie. to jest stan który ma przyczyny i rozwiązania. jeżeli ktoś czyta ten wątek i teraz się boi w ogóle medytować, to jest zły skutek tej dyskusji.
zgadzam sie z Franią w tym konkretnym punkcie. i dodam ze ta sama logika dotyczy kamieni - nie namieszasz sobie ametystem, jak nie namieszasz medytacją prowadzoną. energia nie działa przez przypadkowe uszkodzenia, to nie jest tak ze coś pęka. to kwestia równowagi i kierunku pracy.
Dominisia, ale skąd ta pewność? bo z jednej strony mówimy że te praktyki coś robią, a z drugiej że nie mogą nic złego zrobić. to trochę jak mówić że lek działa ale skutki uboczne są niemożliwe. nie możesz mieć obydwu twierdzeń naraz.
Glifmistrz.ka poruszył coś istotnego. choc myslę że różnica jest taka - te praktyki działają, ale nie działają mechanicznie jak lek. to bardziej jak zly dobor cwiczen fizycznych. moesz przeciazyc mięsień jeśli nie masz podstawy. ale to przeciążenie nie jest 'uszkodzeniem energetycznym', to jest po prostu sygnał że ciało (albo pole energetyczne) potrzebuje czegoś innego. poprawiam sie wiec: nie namieszasz trwale, ale mozesz sie rozregulować tymczasowo.
hej, czytam całą tę dyskusję i jest dla mnie bardzo pomocna. chcę tylko powiedzieć że coraz bardziej skłaniam się ku temu żeby po prostu zacząć od uziemiania i zobaczyć co się zmienia w ciągu, nie wiem, kilku tygodni. bez wahadełka, bez sesji, bez dramatyzowania. i to uczucie obserwatora potraktuję jako sygnał do obserwacji zmian a nie problem do naprawienia od razu. czy to brzmi rozsądnie?
Faustynka, to brzmi bardzo rozsądnie. i powiem więcej - ten sposób podchodzenia do tego, obserwacja zamiast naprawiania na siłę, jest sam w sobie formą uziemienia. bo bycie obecnym przy własnych doświadczeniach bez oceniania ich jako błąd to dokładnie coś czego brakuje przy tym typie rozregulowania. życzę cierpliwości.
i jeszcze jedno do Faustynki - notuj. dosłownie zapisuj w jakich sytuacjach jest mniej tego tła i kiedy więcej. po kilku tygodniach taki zapis powie ci więcej niż wahadełko.
ok więc żeby podsumować co rozumiem z tej dyskusji - Faustynka idzie w kierunku uziemienia przez kilka tygodni i obserwuje, i to brzmi jak plan. ale mam pytanie które mnie gryzie od paru postów: czy ta obserwacja o której mówi Renia (notowanie) nie jest czasem kolejnym krokiem w głowę? bo zapisujesz, analizujesz, oceniasz - to chyba nadal praca z poziomu umysłu, nie ciała?
