Hej, piszę bo nie wiem do kogo się zwrócić i trafiłam tutaj szukając czegoś o czakrach. Chodzi o to że od kilku miesięcy mam takie myśli... no wiecie, te ciemne. Nie będę owijać w bawełnę - suicydalne. Chodzę do psychologa, to nie tak że nic nie robię, ale zastanawiam się czy to nie jest też kwestia energetyczna, bo czytałam że zablokowana Sahasrara może powodować takie poczucie odcięcia od sensu życia, jakby wszystko było bez sensu i nic nie ma znaczenia. Dokładnie tak to czuję. Medytowałam na koronę, próbowałam wizualizacji fioletowego światła, ale nie czuję żeby cokolwiek się zmieniało. Czy ktoś miał coś podobnego i czy praca z tą czakrą naprawdę może pomóc przy takich stanach? Czuję się jakby coś mi odcięło połączenie z... nie wiem, ze wszystkim.
Zatrzymaj się chwilę. Piszesz że masz myśli suicydalne i chodzisz do psychologa - to ważne że to napisałaś, naprawdę. Ale zanim ktokolwiek tutaj zacznie ci tłumaczyć co zrobić z Sahasrarą, powiedz mi jedną rzecz: psycholog wie o tych myślach? Nie ogólnie że 'jest ciężko', ale że masz konkretnie takie myśli? Bo to jest pierwsza sprawa, ważniejsza niż jakakolwiek praca energetyczna. Pytam serio, nie po to żeby cię zbyć.
No właśnie, ja bym tu powiedział że Sahasrara zablokowana to rzeczywiście może dawać takie odczucia pustki i braku sensu, to jest klasyczny objaw. U mnie kiedyś byłao podobnie, i po pracy z koroną dużo się poprawiło. Metoda z ametystem na czubku głowy podczas medytacji, plus mantra OM, działa naprawde dobrze. Ale to co pisze Ines jest ważne - powiedz psychologowi dokładnie co czujesz. Praca energetyczna może iść równolegle.
Dobrze że masz opiekę, to naprawdę ważne. Mam jedno pytanie do ciebie - jak długo masz te leki? Bo zanim zaczniemy rozmawiać o czakrach, chce żebyś wiedziała że leki psychiatryczne czasem potrzebują kilku tygodni żeby zaczął działać i ten czas oczekiwania bywa naprawdę ciężki. To nie jest praca energetyczna tylko fizjologia. Nie mówię że czakry nie mają znaczenia, ale żeby nie mieszać przyczyn.
Ja rozumiem co piszesz z tym odcieciem, to jest specyficzne uczucie ktore faktycznie koreluje z Sahasrara ale tez z Anahata. jak jest z czakra serca? Bo czasem ta ciemnosc to nie tyle brak sensu co brak polaczenia z innymi ludzmi i ze soba. Te dwie czakry razem moga dawac taki efekt tunelu. Probowalas w ogole skanowac siebie dłonią albo wahadelkiem? Ciekaw jestem jak to u ciebie wyglada od strony energetycznej.
Cieszę się że piszesz i że masz już opiekę. To co piszesz - to odcięcie, ta pustka - znam to z własnego doświadczenia i wiem jak realne to jest. Ale z mojej perspektywy praca energetyczna w takim stanie to jest coś innego niż zwykła praca z czakrami. Kiedy człowiek jest tak nisko, pole energetyczne jest porowate i podatne. Nie mówię żeby nie pracować, ale pytanie jak i czy na własną rękę. Miałaś kiedyś kontakt z bioenergoterapeutą? Nie pytam żeby cię gdzieś odesłać, pytam bo to może być ważne w tej chwili.
Ojej, czytam i serce mi się ściska. Cieszę się bardzo że napisałaś tutaj i że nie jesteś sama z tym. Ja nie jestem ekspertem od czakr tak jak niektórzy tutaj, ale chciałam po prostu napisać że to odważne co zrobiłaś - i że dobrze że masz lekarzy. Mam pytanie do bardziej doświadczonych - czy w ogóle jest sens pracować z Sahasrarą kiedy ktoś jest na lekach psychotropowych? Czy leki mogą jakoś wpływać na pracę energetyczną? Nigdy nie wiedziałam jak to działa.
To konkretne pytanie Edytka. Sama się nad tym zastanawiałam. Spotkałam się z różnymi opiniami - jedni mówią że leki 'wyciszają' pole energetyczne i praca jest wtedy trudniejsza, inni że wręcz przeciwnie, stabilizacja chemiczna pomaga bo człowiek jest bardziej zakorzeniony. Szczerze? Nie wiem. Nikt chyba nie wie na pewno.
Leki mam od 5 tygodni. Coś się zmienia ale wolno, bardzo wolno. To odcięcie o którym piszę - to nie jest nowe, to chyba miałam od dawna, jakby nigdy nie czułam tego połączenia z czymś większym. Czakra korony od zawsze taka jakby... zapomniana. Runolog pytałeś o serce - tam też coś jest, to prawda. Ale Sahasrara mnie najbardziej niepokoi, bo to jakby góra była zamknięta.
To co u siebie opisujesz z tą 'zapomniana' gora to brzmi dla mnie jak chroniczna niedoczynnosc nie nagla blokada. To inna sprawa niz kiedy czakra jest zablokowana przez jakieś wydarzenie. chroniczne zamkniecie Sahasrary to czesto kwestia tego ze czlowiek nigdy nie mial kontaktu z wymiarem duchowym albo mial i cos go od tego odcęiło dawno temu. czy w dziecinstwie byla jakas religia, duchowosc cos co dawalo poczucie sensu? Albo cos co to zabralo?
Runolog poruszył ważną rzecz. Chroniczna niedoczynność to jest naprawdę inny proces niż ostra blokada i praca z nią jest dłuższa, delikatniejsza. Nie da się tego odblokować kilkoma medytacjami z ametystem, przepraszam że to mówię tak wprost. To wymaga czasu i często wsparcia kogoś z zewnątrz - właśnie dlatego pytałam o bioenergoterapeutę.
przepraszam ze wchodze ale mam pytanie troche z boku - ta czakra korony to tylko przez medytacje mozna ja otworzyc czy sa jakies inne sposoby? bo czytalam ze modlitwa tez dziala na Sahasrare i ze nie trzeba byc jakas zaawansowana. pytam bo sama mam czasem to takie uczucie ze nic nie ma sensu i sie zastanawiam czy to tez moze byc to
Czytam tę rozmowę od początku i muszę powiedzieć jedną rzecz. Praca energetyczna przy głębokich stanach depresyjnych to jest jak próba naprawy fundamentów domu kiedy leje. Możesz, ale efekty będą ograniczone i jest ryzyko że się więcej narobisz niż zyska. Nie mówię że nie warto, mówię że to nie jest czas na samodzielną głęboką pracę z koroną. Korona to jest czakra która gdy się otwiera, otwiera też wszystko inne i to nie zawsze jest bezpieczne kiedy człowiek jest niestabilny.
nie chciałam cię przerazić, przepraszam. Nie mówię że medytacja jest niebezpieczna - mówię że głęboka praca energetyczna z koroną bez uziemienia i bez stabilnego fundamentu może pogłębiać to oderwanie zamiast je leczyć. Masz otwartą górę a spód niezabezpieczony - to jest jak okno otwarte bez podłogi. Cicha medytacja, oddech, kontakt z ziemią - to jest okej. Intensywna praca z otwieraniem Sahasrary - poczekaj aż będziesz stabilniejsza.
Dziunia dobrze mówi i jest jeszcze jedna rzecz którą chcę powiedzieć wprost. Piszesz że szukasz 'czegoś od tej strony' i rozumiem to - chcesz poczuć że masz sprawczość, że coś możesz zrobić. To jest naturalne. Ale uważaj żeby praca energetyczna nie stała się sposobem na unikanie tych trudnych rzeczy które wychodzą w gabinecie psychiatry czy psychologa. Jedno nie zastępuje drugiego i jedno nie jest łatwiejszą drogą do tego samego celu. Możesz robić obie rzeczy, ale nie jako alternatywę.
to wlasnie jest kluczowe co napisala Ines - ta potrzeba sprawczosci. i to jest ok, to jest zdrowe. tylko pytanie w jaka sprawczosc sie zaangazowac teraz. i tu mam propozycje do Kasieńkaa - zamiast korony, co z uziemieniem? muladhara. fizyczna prosta bez ryzyka tego odlotu o ktorym mowila Dziunia
tak, Runolog to ma sens. Uziemienie zanim cokolwiek innego. I to może być bardzo fizyczne - dosłownie bose nogi na ziemi, ogród, las, gotowanie, sprzątanie. Nie mówię to ironicznie. Korzeniowa czakra kotwi i bez niej praca z górą to jest budowanie na piasku.
przepraszam że pytam ale nie rozumiem jednej rzeczy - jak mozna pracowac z muladharą jesli problem jest z koroną? to znaczy ze zaczynacie od nowa od dolu? bo myslalam ze sie pracuje przy tej czakrze ktora jest problem
Mikolajek ma rację w tym konkretnym przypadku. Choc generalnie to zalezy od sytuacji - czasem pracuje sie punktowo. Ale tutaj gdzie jest i chroniczne odcięcie i stan depresyjny i dopiero 5 tygodni leków - tutaj uziemienie to jest naprawde priorytet. Kasieńkaa, czy masz jakis kontakt z naturą na co dzień? Las w pobliżu, ogród, cokolwiek?
mam park niedaleko ale ostatnio tam nie chodzi. Wiesz jak to jest - jak jest ciemno w środku to i wyjście z domu jest ciężkie. Ale rozumiem co mówisz. Może spróbować chociaż raz dziennie wyjść. To brzmi mniej przerażająco niż medytacja z ametystem szczerze mówiąc 🙂
to jest mądre podejście. I wiesz co - park to jest naprawdę praca z Muladharą, nie pomniejszaj tego. Kiedyś miałam taki okres gdzie jedyne co mogłam to siedzieć na ławce i patrzeć w trawę. I to robiło coś. Powoli ale robiło. Ciało zapamiętuje kontakt z ziemią nawet jeśli głowa mówi że bez sensu.
ojej, to co Ninka napisała o trawie i ławce to mnie jakoś tak... tak bardzo. sama miałam coś takiego rok temu, choć to było zupełnie inne niż to co opisuje Kasieńkaa. I naprawdę - te małe rzeczy mają znaczenie. Nie muszą być wielkie rytuały ani zaawansowane medytacje. Kasieńkaa, czy poza tym parkiem jest coś co ostatnio choć trochę ci przynosi ulgę? Cokolwiek małego?
wtrącę się bo czytam i mam inne zdanie niż Dziunia w jednej kwestii. Ona mówiła żeby nie robić intensywnej pracy z Sahasrarą - zgoda. Ale czy ktoś wspomniał o krysztale górskim? Bo to jest zupełnie inne działanie niż ametyst. Górski kryształ nie otwiera, on oczyszcza i wzmacnia to co jest, delikatnie. Miałam klientkę w podobnym stanie i-
