Słucham was i myślę że to jest chyba moje zadanie domowe - usiąść i naprawdę sprawdzić Muladharę, nie tylko Anahatę. Bo przez całe życie skupiałam się na relacjach i uczuciach, czyli na poziomie serca, a może problem jest dużo niżej i dużo wcześniejszy niż myślałam.
Forsycja, to brzmi jak dobry kierunek. I nie traktuję tego jako zamknięcie tematu - bo Anahata i jej związek ze współzależnością to wciąż otwarte pytanie. Ale myślę że teraz masz lepszy kontekst do tej pracy. Jedna rzecz którą bym zaproponował jako punkt startowy: przez kilka dni rano tuż po przebudzeniu zanim wstaniesz, połóż rękę na mostku i na żołądku. Obserwuj co czujesz w każdym miejscu bez oceniania. To daje dużo informacji.
To ćwiczenie od Dionizego brzmi tak prosto że aż się zastanawiam czy nie za prosto. Czy rzeczywiście codzienne kilkuminutowe skupienie wystarczy żeby cokolwiek poczuć? Czy trzeba do tego już jakiegoś przygotowania?
Przeczytałam wasz wymianę i chcę powiedzieć, że to co Klimcia opisuje - ten dylemat czy czuję czy wymyślam - to jest dokładnie moja codzienność. I chyba dlatego tak długo unikałam tej pracy, bo bałam się że wszystko co 'poczuję' to będzie moja własna projekcja. Dionizy, czy jest jakaś metoda żeby to weryfikować?
To jest naprawdę dobre pytanie i nie mam na nie prostej odpowiedzi. Jedna rzecz którą stosowałem - zapisywanie odczuć zanim zaczniesz interpretować. Czujesz coś w klatce? Opisz to jak najdokładniej, ale nie nadawaj nazwy. Potem obserwujesz czy to koreluje z czymś w życiu. Jeśli 'ucisk pojawia się zawsze gdy X' to masz dane. Ale chcę się też cofnąć do Forsycji - mówiłaś że wzorzec sięga dzieciństwa. Czy pamiętasz pierwszy moment kiedy poczułaś że musisz się dopasować?
Hej, trochę z boku tej rozmowy, ale słucham od dłuższego czasu i mam pytanie ogólne. Wszyscy mówicie o Muladharze jako fundamencie, ale jak ona właściwie 'mówi' że nie jest w porządku? Bo u mnie nie ma jakiegoś dramatycznego strachu ani biedy, a jednak coś nie gra. Czy to może być subtelniejsze?
Wchodzę tu bo Roch pyta o coś co mnie interesuje - czy da się odróżnić 'problem czakry' od stylu życia. Moim zdaniem to jest trochę fałszywa opozycja. Styl życia kształtuje energię i odwrotnie. Pytanie nie brzmi 'czy to czakra czy tryb życia', tylko 'gdzie zaczyna się ta pętla i jak ją przerwać'. Ale wracając do Forsycji - masz już jakiś obraz tego ćwiczenia z ziemią które proponował Dionizy, czy to wciąż teoria?
Ciepło w łydkach przy uziemieniu - czy to jest dobre czy złe? Pytam bo słyszałam kiedyś że ciepło to przepływ, a zimno to blokada, ale nie wiem czy to reguła.
To nie był błąd. To był dokładnie właściwy kierunek. Jeśli zaczniesz od klatki piersiowej bez zakorzenienia, możesz otworzyć coś na co nie ma jeszcze podstaw i skończyć z większą huśtawką emocjonalną niż przed ćwiczeniem. To zresztą nawiązuje do pytania Klimci o 'wymuszanie' otwarcia - ciało ma swoją kolejność i dobrze że twoje ciało samo poszło tam gdzie powinno zacząć.
To co mówi Dionizy ma sens, ale mam wątpliwość - skoro ciało samo idzie we właściwe miejsce, to po co nam w ogóle wiedza o czakrach? Tzn. czy nie wystarczyłoby po prostu słuchać ciała bez całego tego systemu?
Tak, zdecydowanie najpierw czułam. Przyszłam tu z konkretnym zestawem doznań których nie umiałam nazwać. Ta rozmowa dała mi język, ale nie sugestię co mam czuć. Zresztą zaskoczyłam się sama, bo myślałam że mój problem to serce, a okazuje się że korzenie sięgają dużo głębiej i to może być interesujące wyjście z tej pracy - że Anahata otworzy się sama jak poprawię fundamenty.
To co napisała Forsycja na końcu - że myślała że problem to serce, a korzenie sięgają głębiej - to jest chyba sedno całego tematu? Tzn. czy w ogóle można mieć prawdziwą blokadę Anahaty bez wcześniejszej blokady Muladhary? Bo jak słucham tej rozmowy, to zaczynam się zastanawiać czy to co u mnie rozpoznałam jako problem z relacjami i tę moją tendencję do zlepiania się z partnerem - czy to w ogóle zaczyna się w sercu.
Dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Ale mam inne - jak opisałabyś to 'zlepianie się'? Bo to słowo może oznaczać bardzo różne rzeczy energetycznie.
Gracja, to brzmi bardzo znajomo. Ja też to czułam i przez długi czas byłam przekonana że to Anahata, bo przecież dotyczy relacji. Ale to co Dionizy powiedział wcześniej o zakorzenienia jako fundamencie - zaczęłam łączyć kropki. Moje 'zlepianie' zawsze nasilało się kiedy czułam się niestabilnie finansowo albo życiowo. Jakby relacja była kotwicą, bo nie miałam własnej.
To jest naprawdę trafne rozróżnienie. Czy relacja jest kotwicą bo nie mam własnej - to brzmi jak Muladhara, nie Anahata. Anahata to raczej kiedy masz zakorzenioną kotwicę, ale mimo to boisz się kochać albo zamykasz serce. Ale nie wiem, to moja interpretacja, Dionizy co ty o tym myślisz?
Gracja, to co mówisz o mamie to mnie zatrzymało. Słyszałam kiedyś że wzorzec który tworzymy z matką jest pierwszym 'programem' dla Anahaty, jeszcze zanim zaczniemy tworzyć relacje romantyczne. Nie twierdzę że to pewnik, ale u siebie obserwuję że moje serce reaguje inaczej na osoby które czymś mi matkę przypominają. Ciekawa jestem czy ty też to czujesz.
Słucham tej rozmowy i jestem trochę przytłoczona tym jak głęboko to sięga. Myślałam że 'blokada serca' to znaczy że zamknęłam się po rozstaniu i tyle. A tu wychodzi że może być w tym mama, Muladhara, wzorce z dzieciństwa... Czy to nie jest za dużo naraz? Tzn. od czego w ogóle się zaczyna jak się chce to rozplątać?
