To, co Cohen napisał - że woda nosi tylko jak przestajesz walczyć - to jest dokładnie to, co czuję w morzu i czego się boję. Boję się właśnie tego momentu odpuszczenia. Jakby moje ciało nie wierzyło, że woda mnie utrzyma.
to co opisujesz to jest klasyczny wzorzec związany z muladharą - ciało nauczyło się, że bezpieczeństwo zależy wyłącznie od ciebie, więc utrzymuje stały stan gotowości. Praca z wodą może to adresować, ale powoli. Nie przez jedno wejście do morza.
Przeczytałam tę rozmowę od początku i mam wrażenie, że mówicie o wodzie naturalnej jakby każda woda była taka sama. A co ze źródłami? Kilka postów wcześniej ktoś wspominał źródła w tytule. Czy woda źródlana działa inaczej niż morze albo jezioro przy tej pracy z muladharą?
Ja mam inne pytanie, bo zobaczyłam, że Lunarna opisuje coś bardzo konkretnego, taki wzorzec kontrolowania, i zastanawiam się - czy praca z wodą to jest jedyna droga przy tym lęku? Czy nie można przy tej samej muladharze pracować inaczej, bez wody, dla kogoś, kto wody się boi?
To, co Taurus napisał, jest ważne - że wybrałam wodę, bo sama o nią zapytałam. Ale chyba nie do końca tak było. Woda mnie pociąga i jednocześnie mnie blokuje, i właśnie dlatego o nią pytałam. Jakby wiedziałam, że tam jest coś do przepracowania, ale nie umiałam tego sama skoczyć.
To, co Lunarna mówi o granicy - to jest bardzo konkretna wskazówka przy pracy z muladharą. Czakra bazowa potrzebuje poczucia, że przestrzeń jest określona, przewidywalna. Jezioro daje ramę. Morze tej ramy nie daje i dla kogoś z lękiem bazowym to może być za dużo na raz.
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale mam pytanie do Hellana i Ballena. Mówicie, że ciało rejestruje granicę przez wzrok. A co z osobami niewidomymi? Czy praca z wodą i muladharą wygląda u nich inaczej?
Ja tak robiłam przy jeziorze właśnie - stałam i czułam kamienie pod stopami. I to było ważniejsze niż sama woda wokół mnie. Jakby kontakt z dnem był tym, co trzymało, a woda była tylko środowiskiem. Czy to ma sens przy tej pracy z czakrą bazową?
To, co Mirta mówi o przepłukiwaniu - czy chodzi o oczyszczanie? Bo tytuł tego wątku mówi właśnie o oczyszczaniu czakr przez wodę, a przez kilka ostatnich postów rozmawiamy głównie o uziemieniu i bezpieczeństwie. Czy to jest to samo, czy dwa różne procesy?
To, co Ballen napisał, pasuje do mnie. Nie jestem roztrzęsiona, jestem zablokowana. To różnica, której wcześniej nie widziałam. Ale teraz mam pytanie - jeśli oczyszczanie przez wodę ma cokolwiek pomóc przy tym blokowaniu, to jak podejść do morza, skoro morze mnie przeraża?
To, co napisała Caroletta, ma sens. Jezioro jest bliżej, jest bezpieczniejsze, znam je. Ale mam wrażenie, że właśnie dlatego od razu zaczęłam szukać wymówek, żeby tam nie iść. Jakby część mnie wiedziała, że to może coś ruszyć, i z góry broni dostępu. Czy to jest w ogóle normalne przy pracy z lękiem? Że opór rośnie dokładnie tam, gdzie coś jest trafione?
To, co opisujesz, to jest jeden z najbardziej klasycznych objawów zablokowanej muladhary. Opór jako mechanizm ochronny - ciało i psychika razem pilnują, żeby nie dopuścić do zmiany, bo zmiana jest nieznana, a nieznane jest niebezpieczne. Znam to z własnego doświadczenia i z tego, co obserwowałam u innych. Pytanie do ciebie: czy ten opór objawia się jako myśl, jako uczucie w ciele, czy jako jedno i drugie naraz?
to jest ważna obserwacja i chcę ją rozwinąć. Jeśli ciało nie stawia oporu, a racjonalizacja tak, to znaczy, że blok jest dość wysoko przetworzony. Muladhara może być zaangażowana na poziomie wzorców, ale sama reaktywność wygląda bardziej jak praca drugiej czakry albo mieszana. Czy ten lęk, o którym piszesz od początku tego wątku, ma jakiś konkretny obiekt? Czy to jest lęk przed czymś, czy lęk, który jest zawsze w tle?
Dorzucę coś do tego, co Hellan mówi o nakładaniu się czakr. W pracy z żywiołami rzadko celuje się w jedną konkretną czakrę z chirurgiczną precyzją. Woda jako żywioł ma swoje naturalne powinowactwa i ciało samo rozdziela, co z tego bierze. Niekoniecznie trzeba z góry wiedzieć, czy to muladhara czy swadhisthana. Wystarczy być w kontakcie z wodą i obserwować, co się uruchamia.
A co, jeśli po wyjściu z wody czuję się po prostu zmęczona i nic więcej? Chodzę nad rzekę regularnie i nie mam żadnych tych efektów, które tu opisujecie. Może po prostu nie mam w sobie nic do oczyszczenia, albo ta praca po prostu u mnie nie działa?
Przepraszam, że wchodzę z takim prostym pytaniem, ale skoro mowa o intencji - czy tę intencję trzeba jakoś wypowiedzieć, ustawić przed wejściem do wody, czy można to zrobić już stojąc w środku?
Czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i mam pytanie do całej grupy, nie do jednej osoby. Mówicie o intencji, o obserwacji, o tym żeby być obecnym. Ale Lunarna na początku mówiła o konkretnym lęku, o kontroli, o tym że jest zablokowana. Czy te ogólne wskazówki o uważności przy wodzie w ogóle docierają do czegoś tak konkretnego? Czy to nie jest zbyt miękkie sposób do twardego problemu?
Wróćmy na chwilę do tytułu wątku, bo mam wrażenie, że trochę odeszliśmy od oczyszczania. Czy jezioro oczyszcza tak samo jak morze albo źródło? Czy rodzaj naturalnej wody ma znaczenie dla tej pracy, czy chodzi po prostu o kontakt z wodą naturalną w ogóle?
Dodam do tego, co Hellan mówi o ruchu. Tradycja pracy z wodą stojącą i płynącą różni się właśnie dlatego. W wodzie stojącej, takiej jak jezioro, ruch własnego ciała staje się tym, co wprawia żywioł w działanie. To ty jesteś czynnikiem.
Słucham tego wszystkiego i mam poczucie, że mówicie o czymś, co wymaga już pewnej wrażliwości na te subtelności. A co, jeśli ktoś tej wrażliwości jeszcze nie ma? Czy wchodzenie do jeziora z intencją coś da, jeśli i tak nie poczuję różnicy między "energetycznym trzymaniem" a po prostu zimną wodą?
To co Cohen napisał trochę zmienia moją perspektywę. Więc rozumiem tak: woda może działać bez naszej świadomości, ale jeśli chcemy żeby to miało przełożenie na konkretny lęk, trzeba coś zrobić z tym po fakcie? Czy dobrze to rozumiem?
Wróćmy na chwilę do wątku czakr, bo mam wrażenie, że trochę odpłynęliśmy. Cały czas mówimy o jeziorze, morzu, ruchu, intencji - ale co z samą muladharą? Czy przy wodzie jest jakaś konkretna praktyka do tej czakry, czy to zawsze jest praca ogólna?
To co Lunarna powiedziała o kontroli i o tym że morze "wyprowadza poza granice" brzmi bardzo konkretnie jak praca drugiej czakry, nie muladhary. Albo obydwu naraz. Czy można tak pracować jednocześnie z dwiema, przez ten sam kontakt z wodą?
Przepraszam, że wchodzę, bo może to głupie pytanie, ale zastanawiam się nad tym co Lunarna powiedziała o kontroli. Czy to jest tak, że lęk przed morzem i potrzeba kontroli to są dwie strony tego samego? Czy można nad morzem pracować właśnie z tym, żeby kontroli odpuścić, nawet jeśli to trudne?
myślę, że nie chodzi o niewalczenie z falami w sensie fizycznym, bo to mogłoby być po prostu niebezpieczne. Raczej o to, co dzieje się w środku kiedy fala przychodzi. Czy zaciskasz się, zatrzymujesz oddech, wyprzedzasz następną falę myślami? To jest to, na co możesz patrzeć.
Ale czy to nie sprawia, że tak naprawdę każda uważna aktywność przy wodzie mogłaby być "pracą z czakrami"? Siedzenie nad jeziorem i obserwowanie oddechu to też to? Pytam szczerze, bo zaczynam się gubić gdzie jest granica.
Wracając do muladhary, bo Honorata słusznie wcześniej przypomniała - jest jeden konkretny aspekt tej czakry, który rzadko się tu pojawia. Muladhara to nie tylko poczucie bezpieczeństwa jako stan emocjonalny, ale też relacja z tym, co pod stopami. W kontakcie z wodą ta relacja zanika, bo nie ma gruntu. To może być cel sam w sobie dla kogoś, kto z bezpieczeństwem ma problem.
