Zastanawiam się od jakiegoś czasu, czy osoby neurodywergentne - autystycy, osoby z ADHD, z dysleksją - mają inaczej zbudowane pole energetyczne albo inaczej działające czakry. Mam diagnozę ADHD i od kiedy zaczęłam pracować z czakrami, zauważam, że moja czakra korony i czakra splotu słonecznego są jakby permanentnie przeładowane albo rozkręcone. Jednocześnie mam wrażenie, że jestem wyjątkowo podatna na energetyczne wysysanie przez innych ludzi. Czy ktoś z was miał podobne odczucia? Szczególnie ciekawi mnie ten drugi aspekt - jak się bronicie przed tym, żeby inni świadomie lub nieświadomie nie pobierali waszej energii?
Interesujące pytanie, bo sam od dawna myślę, że neurodywergencja to nie tylko kwestia neurologiczna, ale też energetyczna. U siebie (Asperger) obserwuję coś odwrotnego niż ty - moja czakra korony wydaje się bardzo aktywna, wręcz nadaktywna, ale splotu słonecznego jakby nie ma. Zero granic energetycznych na poziomie woli i tożsamości. Efekt jest taki, że wchodzę do pokoju pełnego ludzi i po godzinie jestem dosłownie pusty. Tylko nie wiem, czy to rzeczywiście pobieranie energii przez innych, czy może po prostu mój system nerwowy przepala się szybciej i to tłumaczę sobie w kategoriach energetycznych.
To co opisuje Lurisk jest bardzo charakterystyczne dla osób z wysokofunkcjonującym autyzmem - ta rozbieżność między koroną a splotem. Pytanie do was obojga: czy zauważacie, że pewne osoby robią wam to częściej niż inne? Mam na myśli konkretne typy ludzi, nie jednostki. Bo u moich klientów z ADHD i autyzmem często widzę wzorzec, gdzie energię pobierają głównie osoby bardzo emocjonalne, dramatyczne, takie które "potrzebują" ciągłej uwagi.
Mnie bardziej zastanawia kwestia, którą Lurisk poruszył mimochodem - czy w ogóle możemy odróżnić "pobieranie energii przez innych" od po prostu przeciążenia sensorycznego, które jest charakterystyczne dla wielu neurodywergentnych osób? Bo jeśli ktoś z autyzmem jest wyczerpany po przebywaniu w grupie, to może to być czysto neurologiczne, a my nakładamy na to narrację energetyczną. Nie mówię, że ta narracja jest zła, bo może być pomocna, ale warto to rozróżniać.
Czytam ten wątek z dużym zainteresowaniem, bo mam ADHD i zawsze myślałam, że to co opisujecie to po prostu nadwrażliwość emocjonalna, jeden z objawów. Nigdy nie patrzyłam na to przez pryzmat czakr. Jak wy w ogóle zaczęłyście to łączyć? Coś konkretnego was do tego doprowadziło?
Chcę wrzucić trochę inne spojrzenie. Pracuję z czakrami od wielu lat i obserwuję, że neurodywergencja często idzie w parze z bardzo nieregularnym przepływem energii - nie tyle zablokowanym, co zmiennym. Czakry nie są "inaczej zbudowane" u tych osób, ale rytm ich aktywności jest nieregularny, jakby pulsowały w innym tempie niż u osób neurotypowych. To może tłumaczyć, dlaczego ochrona energetyczna działa inaczej i wymaga innych technik.
Jestem tu nowy w tym temacie, ale mam jedno pytanie do ogólnej dyskusji - czy dysleksja też tutaj pasuje? Bo tytuł wątku ją wymienia, a nikt jej jeszcze nie dotknął. Mam dysleksję i głęboko czuję, że moje postrzeganie przestrzeni jest inne, ale nie wiem jak to przekłada się na czakry.
Ja do tego dodaję uziemienie tuż po kontakcie, nie tylko przed. Bo nawet jeśli się zabezpieczę, zawsze coś przenika i to trzeba odprowadzić. Wyobrażam sobie, że ta energia schodzi przez nogi w dół, do ziemi. Brzmi banalnie, ale działa lepiej niż cokolwiek bardziej skomplikowanego, co próbowałem.
Właśnie zaczęłam pracować z czakrami i ten wątek bardzo mi pomaga, ale mam pytanie, może podstawowe - czy te techniki ochrony trzeba powtarzać codziennie, czy tylko przed konkretnym kontaktem? Bo czytałam gdzieś, że codzienna praca z czakrami jest konieczna, ale nie rozumiem, czy to znaczy, że bez niej te doraźne metody nie zadziałają.
Pytanie Keijli jest moim zdaniem kluczowe dla całego wątku. Jeśli intencja musi być wyraźna i skupiona, to wiele technik energetycznych jest po prostu zaprojektowanych pod neurotypowy tryb działania umysłu. Czy ktoś z praktyków próbował czegoś, co działa na zasadzie odruchu zamiast świadomego aktu woli?
Ten wątek o odruchu kontra intencji jest naprawdę ciekawy. Ale wracając do sedna tematu - czy mamy tutaj kogoś, kto ma i neurodywergencję, i długi staż pracy z czakrami? Bo większość rozmowy toczy się albo od strony praktyki bez neurodywergencji, albo od strony neurodywergencji bez praktyki.
Chyba jestem gdzieś pośrodku, ale staż mam krótki. Diagnozę ADHD mam od niedawna i dopiero zaczynam rozumieć, że dużo rzeczy, które robiłam intuicyjnie przez lata, mogło być właśnie nieświadomą pracą energetyczną. Chociażby to moje chowanie się do łazienki po trudnych rozmowach - zawsze myślałam, że to dziwactwo.
To co Honorata opisuje to bardzo częsty wzorzec. Łazienka, samochód, jakiekolwiek miejsce z zamkniętymi drzwiami - to instynktowne tworzenie bufora energetycznego. Fakt, że robiłaś to intuicyjnie, mówi coś o tym, jak bardzo twój system energetyczny potrzebował tej ochrony.
Muszę tu trochę pohamować ten kierunek, bo zaczyna to brzmieć jak - każde doświadczenie można opisać energetycznie, więc wszystko jest słuszne. Jakie byłyby kryteria, które pozwoliłyby odróżnić sytuację, gdzie naprawdę dochodzi do pobierania energii przez kogoś, od sytuacji, gdzie to czysto neurologiczne przeciążenie? Bo bez takiego kryterium tracimy możliwość konkretnej pracy.
Czy mogę się tu wtrącić z czymś z zupełnie innej strony? Czytam tę dyskusję i zastanawiam się - co z osobami, które nieświadomie pobierają energię? Może ktoś z ADHD robi to nieintencjonalnie i sam o tym nie wie? Bo dotąd mówiliśmy głównie o tym jak się chronić, ale nie o tym, czy sami możemy być po drugiej stronie.
To co Herga opisuje jest trochę niepokojące, bo teraz zaczynam się zastanawiać, czy ja czasem też tak nie robię. Skąd mam wiedzieć, że to, co czuję jako "dobra rozmowa", nie jest właśnie taką sytuacją? Czy da się to w ogóle rozróżnić bez zewnętrznej obserwacji?
Chcę wrócić do wątku z neurodywergencją, bo wydaje mi się, że ten fragment dyskusji trochę się od niego oddalił. Pytanie o nieświadome pobieranie energii jest ważne, ale szczególnie w kontekście ADHD - impulsywność, potrzeba stymulacji, trudność z regulacją pobudzenia. Czy ktoś widzi tu bezpośredni związek z tym, jak działa czakra sakralna u takich osób?
A jak to wygląda przy autyzmie? Bo ja rozumiem ADHD w tym kontekście, ale autyzm często wiąże się z wycofaniem z kontaktu, nie z szukaniem go. Czy to oznacza, że czakra sakralna u osoby autystycznej działa odwrotnie, czy jest po prostu zablokowana?
To co Lurisk opisuje bardzo mi coś mówi, chociaż ja mam ADHD, nie autyzm. Mam znajomą ze spektrum i często po czasie z nią czuję się tak, jakbym rozmawiała z kimś, kto jest za szybą. Jej energia jest, ale nie wycieka na zewnątrz. Zastanawiam się, czy to oznacza, że takie osoby są naturalnie lepiej chronione przed zewnętrznym pobieraniem energii, bo ten "obwód wewnętrzny" działa jak bufor?
Zatrzymuję się przy tym "obwodzie wewnętrznym", bo to ciekawy obraz, ale czy nie jest to po prostu opis dysocjacji albo trudności z mentalizacją, ubrany w język energetyczny? Nie mówię, że opis jest fałszywy, ale chciałbym wiedzieć, czy ktoś z was pracował z takimi osobami na tyle długo, żeby sprawdzić, czy ta metafora prowadzi do czegoś użytecznego, czy tylko opisuje sytuację.
Przepraszam że się wtrącam, ale zastanawiam się - czy w takim razie lepiej w ogóle nie dawać takim osobom tych metafor? Brzmi jak coś, co ma pomóc, ale czy naprawdę pomaga, skoro może być pułapką? Trochę mnie to dezorientuje.
Ale wracając do praktyki - Honorata zaczęła ten temat od pytania o obronę przed pobieraniem energii. Cała ta rozmowa o autyzmie, ADHD i czakrze sakralnej jest świetna, ale czy możemy też zebrać jakieś konkretne metody, które działają przy neurodywergencji? Bo mam poczucie, że doszłyśmy do czegoś ważnego, ale praktyki jeszcze nie ma.
To z miejscem z książki to coś, czego nie brałam pod uwagę, a mam kilka takich miejsc, w których spędziłam setki stron. Zastanawiam się, czy to nie jest właśnie coś, co działa u osób z ADHD, bo mamy to hiperkoncentrację, gdzie pochłaniamy światy dosłownie - może te ślady sensoryczne są wystarczająco gęste, żeby służyć jako kotwica. Muszę to sprawdzić.
To z hiperkoncentracją i pochłanianiem światów to interesujący trop. Ale chcę dopytać Honoratę - czy chodzi ci o to, że miejsca z książek mogą działać jako kotwice sensoryczne, czy raczej o to, że energia zainwestowana w te światy zostawia jakiś ślad, do którego można wrócić? Bo to są dwa dość różne mechanizmy.
Chyba oba naraz? Ale szczerze, jak teraz próbuję to rozgryźć, to myślę, że u mnie bardziej chodzi o ślad emocjonalny niż o szczegóły sensoryczne. Pamiętam jak się czułam w danym miejscu z danej książki, nie zawsze jak wyglądało.
a to właśnie mnie zastanawia - czy ten ślad emocjonalny wystarczy do uziemienia? Bo kiedy próbuję pracować z emocjami jako kotwicą, to one mnie raczej wciągają, zamiast stabilizować. Może dlatego miejsca mi nie działają - bo wchodzę w uczucie, a nie w miejsce.
Chcę wrócić do pytania Mirty o techniki niewymagające długiego skupienia, bo to jest konkretny problem, który warto potraktować poważnie. Ismer wspominał wcześniej o impulsywności w ADHD - czy jest ktoś, kto faktycznie wypracował jakąś krótką, niemal odruchową metodę ochrony? Interesuje mnie, jak ona wygląda od środka, nie z podręcznika.
