Florek, rozumiem, że tak to brzmi, ale nie o to mi chodziło. Nie mówię, że Leokadia 'chce' boleć ani że jest to jej wina. Chodzi o to, że ciało czasem organizuje się wokół pewnego stanu - i to jest czysto biologiczne, nie moralne. Z perspektywy energetycznej to samo - jeśli jakaś czakra przez lata pracuje w konkretnym wzorcu, nawet bolesnym, to jest to wzorzec stabilny. Zmiana stabilnego wzorca wymaga czegoś więcej niż jednej sesji. Czy to jest zrzucanie odpowiedzialności? Myślę, że nie. To jest raczej przyznanie, że sprawa jest złożona.
To pytanie, które Florek zadaje, jest naprawdę centralne dla całego wątku. I uczciwa odpowiedź brzmi: nie zawsze wiadomo. Nie ma ostrej granicy. Ból chroniczny ma wymiar fizyczny, neurologiczny, emocjonalny i - jeśli ktoś w to wierzy - energetyczny. I te warstwy są ze sobą powiązane. Praca energetyczna nie zastępuje diagnozy, ale może działać równolegle. Problem zaczyna się, kiedy ktoś wybiera tylko jedną warstwę i ignoruje resztę.
Czytam to wszystko i mam wrażenie, że dobrze mi to układa w głowie. Mam diagnozę, byłam u specjalistów, mam za sobą fizjoterapię. Nie szukam zamiennika medycyny. Szukam czegoś, co może zadziałać obok, bo samo tamto już nie wystarcza. Czy to jest rozsądne podejście, czy mówię coś, z czym się tu nie zgadzacie?
To jest bardzo rozsądne podejście i myślę, że większość tu to rozumie. 'Obok, nie zamiast' to dobra zasada. Zastanawia mnie jedno - skoro masz już tyle informacji o swoim bólu, to czy rozmawiałaś kiedyś z kimkolwiek o emocjonalnym tle? Nie pytam, bo uważam, że to 'tylko' psychika, ale dlatego, że przy pracy z czakrami, szczególnie z sakralną i solarną, ten wątek często i tak wychodzi.
Ale czekajcie - mówimy teraz o sakralnej, bo ból jest w dolnych plecach? A może to jest muladhara? Bo czytałam, że korzeń odpowiada za bezpieczeństwo i zakorzenienie, a chroniczny ból chyba właśnie to rozbija. Nie wiem, czy nie mieszamy czakr.
Leokadio, wróćmy na chwilę do tej różdżki. Skoro mówimy o skanowaniu - miałaś ją w ręku przy którymkolwiek z tych momentów, kiedy czułaś, że ból jest wyraźnie zlokalizowany w jednym miejscu? Bo różnica między 'nic nie czuję' a 'czuję coś, ale nie wiem co' może wychodzić właśnie przy intensywniejszym stanie.
To zrozumiałe. Nie mówię, żeby to robić w środku silnego ataku. Ale może przy takim 'umiarkowanym', kiedy ból jest obecny, ale jeszcze możesz się skupić? Tylko po to, żeby zobaczyć, czy cokolwiek jest inne w odbiorze. Nie jako terapia, tylko obserwacja.
Mam wrażenie, że cała ta różdżkowa kwestia trochę za bardzo zdominowała wątek. Leokadia, czy w ogóle zrobiłaś cokolwiek z tymi medytacjami uziemiającymi, o których pisano wcześniej? Bo to wydaje mi się o wiele ważniejsze niż sprzęt.
Tylko że to jest łatwiej powiedzieć niż zrobić, nie? 'Bądź przy bólu, nie walcząc' - brzmi jak rada dla kogoś, kto nigdy nie miał chronicznego bólu. Jak niby się nie walczy z czymś, co trwa cztery lata?
A czy jest jakaś wersja tej medytacji, która jest dostosowana do kogoś z bólem? Pytam, bo sama mam migreny i zwykłe 'zamknij oczy i wycisz się' u mnie po prostu nie działa podczas napadu. Czy istnieje coś, co uwzględnia, że ciało nie jest w stanie spokoju?
Kontynuując to, co zaczęłam - przy bólu zamiast rozluźniać uwagę, często lepiej ją bardzo precyzyjnie zawęzić. Jeden punkt. Jeden oddech. Leokadio, czy próbowałaś kiedyś skupić się wyłącznie na odczuciu temperatury ciała, nie na bólu samym w sobie? Pytam, bo to jest inne wejście - przez zmysł, który nie jest tak naładowany jak ból.
Nie, nigdy o temperaturze nie myślałam. To brzmi... inaczej niż wszystko, co próbowałam. Jak to konkretnie działa? Czy chodzi o to, żeby poczuć, że dane miejsce jest zimniejsze albo cieplejsze niż reszta?
dokładnie tak. Miejsce bólu bardzo często ma inną temperaturę - albo jest przegrzane, albo zaskakująco zimne. Skupiasz się na tym jako fakcie, nie jako ocenie. 'Tu jest cieplej' zamiast 'tu mnie boli'. To nie wycisza bólu, ale daje umysłowi inny punkt zaczepienia. Skąd to wiem? Sama miałam okres z dyskopatią i ta technika pozwoliła mi w ogóle zacząć ćwiczyć ze swoim ciałem zamiast się od niego odcinać.
Ale czekajcie, bo ja tego nie rozumiem - czy to jest medytacja, czy to jest praca z czakrami? Bo mi się miesza. Jeśli skupiamy się na temperaturze, to co to ma do energii? Czy to nie jest po prostu zwykłe ćwiczenie uważności bez żadnego wymiaru energetycznego?
Ale właśnie tu mam wątpliwość - skoro Leokadia nie czuje nic przy różdżce, to może jej zdolność do odbierania sygnałów energetycznych jest po prostu zablokowana? Czy chroniczny ból może blokować ten rodzaj percepcji? Bo to by tłumaczyło też problemy z medytacją.
To jest właściwie kluczowe pytanie dla całego wątku. Jak odróżnić 'nie umiem jeszcze tego robić' od 'coś mi blokuje odbiór'? Bo to dwie zupełnie różne sprawy i wymagają innego podejścia. Leokadia - czy rozmawiałaś z kimś, kto pracuje z różdżką od lat, o tym, jak wyglądały ich początki?
Bo te entuzjastyczne opisy są często pisane z perspektywy czasu i trochę upiększone. Sam zaczynałem z wahadłem i przez pierwsze kilka tygodni byłem przekonany, że to moja ręka, nie żaden sygnał. Dopiero z czasem nauczyłem się odróżniać. Ale przy bólu - nie wiem. Nigdy nie byłem w takiej sytuacji i nie chcę mówić czegoś, czego nie wiem.
Ja pracowałam z osobą, która miała fibromialgię. I mogę powiedzieć tyle - skanowanie wychodziło inaczej niż u zdrowej osoby. Pole było jak gdyby niestabilne, trudniejsze do odczytania. Ale to nie znaczy, że nic nie było. Znaczy tylko, że trzeba więcej czasu i mniej z góry przyjętych oczekiwań co do tego, jak to 'powinno' wyglądać.
Zastanawiam się, czy nie wchodzimy tutaj w pułapkę nadinterpretacji braku sygnału. Bo jest też inna możliwość - różdżka po prostu wymaga wprawy i Leokadia jej jeszcze nie ma, a ból jest osobnym tematem. Niekoniecznie te dwie rzeczy muszą być ze sobą powiązane. Może warto je traktować oddzielnie zamiast tworzyć jeden spójny obraz?
Oboje macie rację i to nie jest sprzeczność. Można jednocześnie nie mieć wprawy i mieć zablokowaną percepcję przez ból. To nie jest zero-jedynkowe. Leokadio, mam do ciebie pytanie z innej strony - czy przed pojawieniem się chronicznego bólu próbowałaś kiedyś czegoś z zakresu energii, nawet pobieżnie?
To, co mówi Leokadia o braku punktu odniesienia, jest dla mnie kluczowe w całej tej rozmowie. Jak masz ocenić, czy coś się zmieniło, skoro nie wiesz, jak było wcześniej? Przy skanowaniu czakr to jest naprawdę trudne - pracujesz z kimś, kto nie ma żadnego 'zanim'. Czy ktoś tu miał podobną sytuację - zaczął pracę energetyczną dopiero w momencie, kiedy coś już było nie tak?
To mnie trochę uspokaja, bo miałam poczucie, że jestem w gorszej pozycji przez to, że zaczęłam tak późno i w takim stanie. Ale mam pytanie do Martynki - mówisz 'ciało sygnalizuje teraz', ale jak to odczytywać, skoro nie czuję nic przy różdżce? Czy to znaczy, że ciało w ogóle nie sygnalizuje, czy że ja nie potrafię odebrać tego sygnału?
To jest dokładnie to rozróżnienie, które ma znaczenie. I szczerze - nie da się tego rozstrzygnąć na odległość, bez pracy z tobą bezpośrednio. Ale mogę zapytać inaczej: czy jest jakieś miejsce w ciele, gdzie ból jest mniej intensywny albo inne - nie koniecznie bez bólu, ale po prostu inne? Cokolwiek, co wyróżnia jedno miejsce od drugiego?
Właściwie wtrącę się, bo to pytanie Martynki przypomniało mi coś z pracy z wahadłem. Zanim nauczyłem się rozpoznawać sygnały, zaczynałem od szukania różnic, nie odpowiedzi. Nie pytałem 'czy tu jest energia', tylko 'czy tu jest inaczej niż tam'. To zmieniło podejście całkowicie. Może Leokadia mogłaby spróbować czegoś podobnego z różdżką?
Ale czy 'pasywne odbieranie' jest w ogóle możliwe, kiedy ciało jest w stanie bólowym? Bo stres bólowy to przecież aktywność układu nerwowego na wysokim poziomie. Zastanawiam się, czy to nie jest fundamentalna sprzeczność - żeby odebrać sygnał energetyczny, potrzebujesz wyciszenia, ale żyjesz z czymś, co wyciszenia nie daje.
Nie, zawsze gdy ją trzymam, to mam z tyłu głowy 'no to teraz poczuję'. Nie umiałam tego wyłączyć. Może właśnie na tym polega problem, o którym mówi Anetta?
Ale jak w ogóle wyłączyć intencję? To chyba niemożliwe. Jak mam coś w ręku i wiem, po co to trzymam, to zawsze będę miała jakieś oczekiwanie. Może różdżka po prostu nie jest dla każdego i powinnaś spróbować czegoś innego?
