no ale Ludka - "ciało nie kłamie" to też teza którą można podważyć. ciało reaguje na kortyzol, na zmęczenie, na niedobory, na cały milion rzeczy fizycznych. skąd wiadomo że to co czujemy w ciele to "prawda energetyczna" a nie np. po prostu za mało snu albo niedobór magnezu?
oj, chcę zapytać o jedną konkretną rzecz bo mi to doskwiera - czy jest jakiś sposób żeby szybciej wychodzić z tego stanu po wymuszonym uśmiechu? Anastazja pisała o oddechu i dźwięku, ale co jak np. jesteś w pracy i nie możesz ani głośno śpiewać ani siadać do medytacji?
wróćmy na chwilę do tej przestrzeni bo mi się wydaje że to wciąż nie zostało domknięte - jeśli jadalnia moze trzymać napięcie z poprzednich posiłków, to co z restauracjami? tam jedzą codziennie setki różnych ludzi ze swoimi emocjami, wymuszanymi uśmiechami obsługi itd. to powinny być energetyczne katastrofy a jakoś część restauracji ma super atmosferę i czujemy się tam dobrze...
no właśnie, to mnie też zastanawiało czytając ten wątek. restauracje i kawiarnie to hyba dobry test dla tej teorii o przestrzeni
mam takie pytanie na boku - czy ktoś z was probował kiedys jeść w calkowitej ciszy i skupieniu, tzn bez rozmow, tv, telefonu. bo czytam ten watek i mysle ze my w ogole nie dajemy sobie szansy POCZUC co dzieje sie z czakrami podczas jedzenia bo zawze jemy wielozadaniowo
czytam od dłuższego czasu i mam takie nieśmiałe pytanie - czy to napięcie o którym mówi Kupala może być po prostu nawykiem? 🙁 tzn ciało nauczyło sie być napięte przy stole bo tak było w domu przez lata, i teraz robi to automatycznie, niezależnie od tego czy sytuacja jest stresująca czy nie?
przepraszam że wchodzę może nie w tym miejscu ale to co Nefrytka napisała o kondycjonowaniu pola - to ma sens dla mnie bo ja jak wracam do rodzinnego domu to od progu czuję coś co mogę tylko opisać jako "ściśnięcie". i to jest fizyczne, w klatce. nie myśle nawet o niczym konkretnym, poprostu wchodzę i bam. czy to jest to samo zjawisko? 😉
wlasciwie to mnie ciekawi jedno - czy da sie świadomie "przepisać" takie skojarzenie przestrzeni. tzn przezyc kilka naprawdę dobrych chwil w tym samym miejscu i czy to zmienia energetykę?
słuchajcie, przepraszam że będę ta sceptyczna ale - skoro efekt fotela Ludwini może być w całości wyjaśniony przez pamięć i skojarzenie, to po co wprowadzać kategorie energetyczne? nie prościej powiedzieć że mózg używa kontekstu miejsca żeby regulować nastrój?
o proszę, to uczciwa odpowiedź, ok. Pragmatyczne podejście mogę szanować, nawet jeśli sama bym nie używała tego frameworku.
dobra, ale chciałem zapytać o coś praktycznego do Bolesława albo Marianny - bo wciąż się zastanawiam nad tym skanowaniem czakr u siebie. jak to wygląda w praktyce krok po kroku? bo "przenosisz uwagę i notujesz co czujesz" to troszke mało konkretne dla kogoś kto nigdy tego nie robił...
słuchajcie a ja mam pytanie moze trochę z boku - cały czas mówimy o napięciu i czakrach przy jedzeniu ale co z tymi sytuacjami gdzie jemy i jest nam naprawde dobrze? tzn czy to też coś robi ze sploty i sercem? bo intuicyjnie czuję że to nie jest po prostu "brak napięcia" tylko aktywnie coś innego, coś pozytywnego... czy to w ogóle ma sens?
hmm, o tak, Anastazja ma rację i to jest właśnie ta ironia uważności - zanim zaczniesz praktykować to praktycznie całą uwagę dajesz temu co boli albo jest trudne, a to co idzie dobrze po prostu... mija. ja dopiero od kiedy robię to uważne jedzenie o którym pisałam wcześniej, zaczęłam w ogóle rejestrować takie "dobre" stany fizycznie. przedtem jakby przelatywały niezauważone
no i tu mam pewien opór wobec tego wszystkiego co piszecie. Bo wydaje mi się, ze jak zaczynamy analizować każde jedzenie pod kątem czakr to zamieniamy coś prostego w projekt badawczy. Czy to nie zabija właśnie tej spontanicznej przyjemności? pytam serio, nie złośliwie.
mam takie podstawowe pytanie bo jestem tu nowa w temacie czakr - czy to w ogóle jest coś co można "wyczuć" bez żadnego przygotowania czy treningu, czy to wymaga miesięcy praktyki zanim człowiek poczuje cokolwiek? bo czytam ten wątek i wszyscy piszą jakby to było oczywiste że coś czujecie, a ja jak próbuję skupić uwagę na brzuchu to po prostu... czuję brzuch i tyle
czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam wrażenie że wracamy właściwie cały czas do tego samego pytania, ktore Ethereal postawiła na początku - wymuszony uśmiech kontra autentyczność. i nie wiem czy ktoś to powiedział wprost ale dla mnie to jest tak: wymuszony uśmiech przy stole to nie tylko kwestia czakr, to jest coś co zatruwa całe jedzenie. dosłownie siedzimy z ludźmi i gramy role i ciało to wie, nawet jesli głowa sie zgadza na tę grę. co myślicie?
Wahadlarka, tak - i to jest ten wątek ktury uważam za najciekawszy w tym temacie. Ale chciałam dopytać o jeden aspekt: czy "wymuszony uśmiech" to zawsze coś złego? Mam na myśli sytuacje kiedy świadomie decydujesz, że teraz nie będziesz wylewać żalu przy stole, bo szanujesz innych albo bo czas na to nie jest odpowiedni. To też jest wymuszony uśmiech w pewnym sensie, ale inaczej zakorzeniony. Czy czakra odróżnia intencję?
To jest bardzo precyzyjne pytanie, Zaneczka. I moja intuicja mówi - tak, ciało odróżnia. Nie słownie, nie intelektualnie, ale jest różnica między "tłumię bo sie wstydzę" a "odkładam bo to nie czas i miejsce i wiem że do tego wrócę". Pierwsze to suppresja, drugie to regulacja. W pracy z ciałem te dwa stany wyglądają i czują się zupełnie inaczej, nawet jeśli z zewnątrz wyglądają tak samo - ktoś siedzi i się uśmiecha.
ja chce wrocic na chwile do tego co Bogumil pisał (czyli ja :P) o jedzeniu w ciszy - bo Kupala potwierdziła ze to działa ale chcialbym dodac jeden konkretny aspekt. jak jem sam w ciszy i naprawde sie skupiam to pierwsze co czuje to nie jest zadna czakra tylko to ze DOKONUJE WYBOROW co do jedzenia inaczej. tzn normalnie nakladam i jem machinalnie, a w ciszy zaczyna sie cos pytac "czy to chce?" i to jest moim zdaniem powiazane z czakra solarna bo to jest wlasnie ten osrodek wolnej woli i samostanowienia
Manipura i jedzenie to jest temat rzeka, szczerze. Ta czakra odpowiada między innymi za to jak traktujemy pożywienie jako "paliwo" kontra "karanie się" albo "nagradzanie". Zaburzenia w tym obszarze często korelują z trudną relacją z jedzeniem w ogóle. Ale żeby nie robić wykładu - Denarka, jeśli chodzi o materiały, to Anodea Judith "Wheels of Life" ma dobry rozdział o manipurze i jedzeniu. Jest po angielsku, ale hyba jest też tłumaczenie.
wracając do tego co Ludka i Zaneczka pisały o intencji za uśmiechem - mam takie osobiste pytanie. co jeśli człowiek sam nie wie czy suppresuje czy reguluje. tzn siedzę przy stole z rodziną i myślę że jestem okej i potem wychodzę stamtąd i jestem wykończona. czy to znaczy że przez cały czas suppresowałam i nie wiedziałam? 😛 to troszke przerażające jeśli tak
to co Nefrytka pisze do Reginki to jest właściwe opis tego co mi się przytrafia z tą moją babcią - siedzę, wydaje mi się że daję radę, myślę sobie "no idzie nieźle", a potem w drodze do domu czuję że ledwo żyję. i przez długi czas myślałam że to ona mnie jakoś "energetycznie wyczerpuje" ale teraz po tym wątku zaczynam myśleć że to ja cały czas tłumię i ona jest tylko kontekstem ktury to uruchamia. co nie znaczy że przy niej jest mi łatwo, ale odpowiedzialność jest jakoś inaczej rozłożona 🙁
i właśnie to przesunięcie o którym Wisia pisze - z "ona mnie wysysa" na "ja przy niej wchodzę w pewien tryb" - to jest coś co mnie kompletnie rozłożyło kiedy to zrozumiałam. bo co to jest ten "tryb"? u mnie to jest taki jakby wymuszony spokój, taka maska okej-jestem, i teraz myślę że to jest właśnie ten wymuszony uśmiech z tytułu tematu tylko bardziej złożony. nie jeden uśmiech tylko cała sesja udawania. i potem ta manipura musi być dosłownie w kawałkach po czymś takim
to co Przeclawa opisuje to jest według mnie klasyczny wzorzec przeciążenia czakry gardła połączonego z blokadą w sercu. wizudhha zaciska sie dla tego że nie można powiedzieć tego co się czuje, anahata zamyka się żeby nie być zranionym, a cały nadmiar energii emocjonalnej leci w dół do manipury i tam zostaje. stąd to wyczerpanie. to nie jest "wysysanie przez babcię", to jest własny system obronny który kosztuje mnóstwo zasobów. pytanie do Przecławy: czy to wyczerpanie jest bardziej fizyczne - nogi z waty, chce się spać - czy bardziej emocjonalne, takie płaskie i szare.
przepraszam, że wchodzę w środek bo śledzę ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie do Boleslawa albo do kogo to wie - czy to napięcie w gardle ktore Przeclawa opisuje można jakoś odróżnić od zwykłego napięcia mięśniowego? bo ja też to czuję przy pewnych rodzinnych sytuacjach i niewiem czy to wizuddha czy poprostu szczękościsk od stresu. jest jakaś różnica którą można poczuć?
okej ale mam tu problem z tym całym rozumowaniem. jeśli "napięcie losowe to stres a napięcie w konkretnych sytuacjach to czakra" to to jest trochę tautologia, nie? bo każde napięcie jest w jakieś sytuacji. jak odróżnić że to czakra a nie po prostu mięsień reagujący na bodziec stresowy tak jak mięsień zawsze reaguje? pytam poważnie, nie złośliwie, bo mam wrażenie że to rozróżnienie jest trudne do uchwycenia bez ogromnej subiektywności
przepraszam ale "fałszywa alternatywa" to tu troszke za łatwe wyjście. to że coś jest subiektywne nie znaczy że jest nieweryfiowalne, tyle że wymaga innych metod. problem polega na tym że te "inne metody" w kontekście czakrowym są albo niesprawdzalne albo zdefiniowane tak szeroko że wszystko do nich pasuje. to nie jest atak na całą tradycję, ale na sposób w jaki się tu argumentuje. czy ktoś może podać kryterium ktore pozwoliłoby stwierdzić że jednak coś NIE jest blokadą czakry?
