Wie ktoś, czy zastanawiał sie kiedyś co się dzieje z czakrami kiedy zmuszamy się do uśmiechu? Mam na myśli taką sytuację konkretną - wiesz, jadasz z rodziną, atmosfera ciężka, ktoś się pokłócił, ale wszyscy udają, że wszystko gra i serwują te sztuczne grzeczne miny. Ostatnio byłam u teściów na niedzielnym obiedzie i siedziałam przy stole z tym wymuszonym uśmiechem przez dobre dwie godziny. Potem czułam się strasznie, jakby coś mnie ściskało w klatce i w gardle. Czy to możliwe że ta fałszywa mina ma jakiś wpływ na przepływ energii? Bo mi się wydaje ze anahata i wisuddha mogą na tym szczególnie cierpieć.
To bardzo dobre spostrzeżenie i nie jesteś pierwsza z takim doświadczeniem. Czakra serca i czakra gardła to właśnie te ośrodki, które jako pierwsze reagują na tłumienie emocji. Kiedy zmuszamy twarz do wyrazu, który nie odpowiada temu co czujemy, wysyłamy cialu sprzeczny sygnał - umysł mówi jedno, ciało czuje drugie. Anahata moze wtedy jakby się kurczyć, bo autentyczne uczucie nie ma gdzie ujść. A wisuddha - no, gardło to przecież centrum prawdy i wyrazu. Jeśli tłumisz co naprawdę czujesz, ta czakra zaczyna pracować na ograniczonych obrotach. Pytanie do ciebie: czy zauważyłaś przy tym może jakieś fizyczne odczucia właśnie w okolicy szyi albo klatki?
mam podobnie tylko u mnie to sie objawia napienciem barków po takich rodzinnych obiadach 😀 jak długo siedze z taką maską to potem mam dosłownie skaminiałe plecy. myślalem ze to tylko stres ale jakis czas temu zaczalem sie interesowac czakrami i teraz to inaczej to widze. te napięcia fizyczne to hyba nie przypadek co.
Napięcia w barkach i gornej części pleców to klasyczny objaw zablokowanej wisuddhy albo przeładowanej anahaty. Nie każde napięcie mięśniowe to oczywiście blokada energetyczna, ale korelacja jest na tyle częsta że warto zwrócić uwagę. Ethereal_52, ten twój przykład z teściami jest ciekawy bo dodaje do tego jeszcze jeden wymiar - przestrzeń jadalnia, przy stole, wspólny posiłek. Energetycznie jedzenie razem to sytuacja, w której pola energetyczne osób dosłownie sie nakładają. Jeśli ktoś przy tym stole tłumi złość, a ktoś inny udaje spokój, ta dynamika przekłada się na energię całego pomieszczenia.
Właśnie chciałam zapytać o ten aspekt przestrzeni bo mi się wydaje, że nie przypadkowo po jedzeniu w napiętej atmosferze czuję się gorzej niż po jedzeniu np. w samochodzie w pośpiechu... tzn mówię o tym samym fizycznym jedzeniu ale inne odczucie potem. Czy to znaczy że jadalnia jako miejsce zbiera jakos tą energię emocji? Przepraszam jeśli to głupie pytanie, dopiero się uczę.
Romualda, to nie jest głupie pytanie ale zanim ktoś tu zacznie mówić że jadalnia magazynuje energię i trzeba ją oczyszczać kadzidłem, warto rozgraniczyć dwie rzeczy. Jedno to realne odczucia psychosomatyczne - napięcie mięśni podczas stresu, gorsze trawienie w stresie, to ma twarde podstawy fizjologiczne i nie trzeba tu czakr. Drugie to interpretacja energetyczna, którą każdy sobie moze stworzyć. Nie mówię że energetyka przestrzeni nie istnieje, ale wrzucanie wszystkiego od razu na karb zablokowanej anahaty to troche na skróty. 🙁
kurde, no właśnie, to że opisujemy to samo innymi słowami to jest kluczowa kwestia. Tylko że z nauki wynika że żołądek reaguje na kortyzol, a nie na "zablokowaną manhipurę". To nie jest kwestia słów - za jednym podejściem stoją mechanizmy ktore można zbadać, za drugim nie. Nie jestem tu po to żeby wszystkim psuć zabawę, ale precyzja w języku jest wazna żeby nie mylić trafnych obserwacji z wnioskami które z nich nie wynikają.
Wchodzę tu z trochę innej strony. To co Ethereal opisała, czyli to ściśnięcie w klatce i gardle po wymuszonym uśmiechu, to w tradycji czakrowej ma bardzo konkretną nazwę - blokada wynikająca z konfliktu między tym co wyrażamy a tym co czujemy. I tu nie chodzi tylko o uśmiech jako gest. Chodzi o to że przez dwie godziny kierowałaś energię anahaty w fałszywym kierunku. Serce czuje jedno, ale twoja twarz, głos, całe ciało mówi coś innego. To jest jak próba przepuszczenia prądu przez kabel zbyt mały na napięcie - coś musi gdzies iskrzyć. W tradycji jogicznej takie napięcie między maską a wnętrzem nazywa się blokadą między czakrami a ciałem manomaja kosha, czyli ciałem umysłowym. Przestrzeń jadalni ma tu znaczenie drugorzędne, ważniejsza jest dynamika między siedzącymi przy stole ludźmi.
ha, przepraszam ze sie wtrącam, ale to co Ludka napisała o tym "konflikcie wyrazu" brzmi ciekawie. to znaczy że kłamstwo albo udawanie kogoś innego blokuje czakry? bo jak tak, to chyba połowa ludzi chodzi z porzadnie zablokowanym wszystkim 😀 serio pytam bo zastanawiam się czy to jest taki jednorazowy efekt czy kumuluje się jak się długo tak żyje?
O matko, dopiero przeczytałam ten wątek i myślę że trafił idealnie! Ja mam tak w pracy cały czas, obsługa klienta, trzeba sie uśmiechać nawet jak ktoś jest nieznośny. I faktycznie po całym dniu czuje się jakby mnie ktoś wycisnął jak cytrynę. Czy są jakieś szybkie sposoby na odblokowywanie tych czakr po takim dniu? Coś co można zrobić w domu od razu po powrocie?
Trochę mi ta dyskusja odpływa od głównego pytania, które było o autentyczność i czakry, a zaczyna być o tym jak szybko naprawić efekty. Warto się zatrzymać przy tym co Ludka napisała o długotrwałym efekcie, bo to jest moim zdaniem clou. Jeśli ktoś wymusza uśmiech raz na jakiś czas, to nie ma wielkiego sensu szukać rytuałów naprawczych. Jeśli robi to każdego dnia przez lata, to tu nie pomoże pięć minut oddechu. Tu potrzeba głębszej pracy. Pytanie do dyskusji: czy uważacie że w ogole da się autentycznie funkcjonować energetycznie w sytuacjach społecznych, które wymagają jakiejś maski? Bo to jest chyba nieuniknione.
Zaneczka, to ciekawe pytanie ale ja mam wątpliwości czy w ogole da się te dwie rzeczy rozgraniczyć - maskę i autentyczność. Bo my wszyscy cały czas trochę dostosowujemy wyrazy twarzy do sytuacji, to jest zwykła socjalizacja. Gdzie jest granica między grzecznościowym uśmiechem który nie blokuje nic, a wymuszonym uśmiechem który robi szkodę? Bo jeśli nie ma wyraźnej granicy, to ta cała koncepcja jest trochę nieoperacyjna.
Czytam ten wątek od początku i chciałam zapytać bo może to głupie, ale jak wogole można sprawdzić czy swoje czakry ma się zablokowane przez takie rzeczy? Tzn jakiś sposób żeby to zobaczyć albo poczuć wyraźnie, nie tylko przez to ogólne "cięszko mi"? Ja mam dużo sytuacji w domu w których też udaję spokój i zastanawiam się czy to mnie dotyka energetycznie.
Też mam podobne pytanie co Wahadlarka, bo słyszałam o skanowaniu czakr ale nie wiem czy to można robić samemu czy tylko ktoś z zewnątrz moze to ocenić. I wracając do tego wątku z jadalnią - Bogumil pytał czy miejsce ma znaczenie i nikt nie odpowiedział do końca, a mnie tez to ciekawi. Mam wrażenie że w moim domu jest jedno krzesło przy stole które jakby jest cięższe, zawsze jak tam siadam to mam gorszy nastrój. Może to tylko skojarzenie ale może nie.
Skanowanie czakr można zacząć robić samodzielnie przez medytację skanującą ciało - to technika gdzie świadomie przenosisz uwagę przez kolejne obszary ciała od podstawy kręgosłupa w górę i notajesz co czujesz. Zablokowane czakry często dają specyficzne odczucia: ciężkość, pulsowanie, brak odczucia wogole, gorąco albo zimno w danym miejscu. Ale szczerość nakazuje powiedzieć, że ocena przez kogoś doświadczonego jest o wiele bardziej miarodajna na początku, bo sami sobie domalowujemy to co chcemy zobaczyć. Co do pytania o miejsce: przestrzeń ma znaczenie, ale nie jako niezależna zmienna. To co Przeclawa opisała z tym krzesłem to może być skojarzenie z konkretnymi rozmowami ktore przy nim miały miejsce. Energie ludzi zostawiają ślad, szczególnie w miejscach gdzie regularnie dochodzi do silnych emocji.
ludzie, to krzesło o którym mówi Przeclawa... wiesz, miałam kiedyś podobnie z fotelem po babci. Zawsze jak w nim siadałam to coś mnie ściskało w żołądku. Przez lata myślałam że to zwykła nostalgia ale kiedy zaczęłam pracować z czakrami to spojrzałam na to inaczej. Przedmioty i miejsca przy których dzieje się dużo emocji mogą jakby zapamiętać tą energię. To jest jak akord który wibruje jesze długo po uderzeniu w struny. Nie chcę Wahadlarce i Przecławie dawać gotowych odpowiedzi bo każdy jest inny, ale u mnie czakra splotu słonecznego reaguje pierwsza kiedy coś jest nie tak z energią miejsca, właśnie tym uczuciem w brzuchu.
Czytam ten wątek i mam pytanie bo trochę zgubiłam wątek - to że krzesło albo fotel mogą trzymać jakąś energię to rozumiem, ale czy to dotyczy też np. stołu przy którym jemy? Bo mamy w domu stary stół po dziadkach i zastanawiam sie czy to moze mieć wpływ na to jak się czujemy podczas jedzenia. Nie mam pojecia o czakrach za bardzo ale to pytanie Przeclawej mnie zaciekawiło.
Stół jak najbardziej. Przedmioty które przez lata nasiąkają określonymi emocjami... to troche jak biblioteka wspomnień zakodowana w materii. Przy stole po dziadkach jadło się wspólnie, kłóciło, płakało, śmiało - to wszystko zostaje. Pytanie tylko jakie emocje dominowały bo i to ma znaczenie dla tego co "oddaje" taki mebel podczas posiłku.
no dobra ale wracajac do tego co Ethereal_52 pisala na poczatku - to ze wymuszony usmiech cos robi z czakrami to jedno ale pytanie jest takie: czy mozna sie "nauczyc" ze sztuczny usmiech staje sie prawdziwy? takie przeprogramowanie. bo slyszalem ze jesli usmiechasz sie nawet sztucznie to mozg i tak produkuje jakies tam hormony szczescia. to by znaczylo ze rownez na poziomie energetycznym cos sie zmienia?
to co Anastazja pisze o wdzięczności... próbowałam tego raz w pracy przed trudnym spotkaniem i coś w tym jest, naprawde., ale ciekawi mnie - Boleslaw pisał wcześniej o medytacji skanującej. czy takie skanowanie przed jedzeniem albo przed sytuacją stresową ma sens? tzn jako profilaktyka, zanim czakry zdążą sie zablokowac?
czytam tę rozmowę i nasuwa mi się pytanie ktore może być głupie - czy jak się w ogóle nie uśmiecham, nawet jak chcę, to też może być blokada?, bo ja mam tak że czasem czuje że powinnam się uśmiechnąć, coś mnie nawet bawi, ale twarz jakby nie współpracuje. nie wiem czy to ma związek z czakrami czy po prostu jestem nieśmiała...
eee, romualda, to nie jest głupie pytanie, przeciwnie. To co opisujesz - uczucie w środku które nie moze dojsc do wyrazu - to jeden z wzorców blokady wisuddhy, ale często z korzeniem w manipurze. Centrum woli, centrum "ja mogę", "mam prawo wyrażać". Czasem jest tak, że ciało nauczyło się powstrzymywać ekspresję jako formę ochrony. I wtedy nawet autentyczne emocje nie przechodzą swobodnie na zewnątrz. Czy pamiętasz skąd to masz.
Właśnie to jest często mylone - wisudda to kanał, ale manipura to napęd. Jeśli w centrum woli jest coś co mówi "nie masz prawa", to wisudda tylko wykonuje ten zakaz. Można pracować nad gardłem ile chcesz, ale jeśli nie dotkniesz splotu słonecznego, efekty będą powierzchowne. to trochę jak odblokowanie rury bez sprawdzenia czy pompa w ogole działa.
O, to nagle wszysko nabiera sensu! Ja właśnie mam tak, że ćwiczę te techniki z wizuddą, głosowe, śpiewanie itd. i niby coś się dzieje, ale po tygodniu wracam do punktu wyjścia. to może właśnie o to chodzi że manipura leży. jak wogóle sprawdzić czy to ona? 😀
Słabo działająca manipura to między innymi: trudność z podejmowaniem decyzji, poczucie że nie ma się prawa głosu albo że inni zawze wiedzą lepiej, problemy z granicami, często też fizycznie - niestrawność, problemy z żołądkiem, napięcie w okolicach przepony. Ale uwaga - to nie diagnostyka, to wskazówki do własnej obserwacji. Jedna osoba może mieć wszystkie objawy z innego powodu
ojej, właśnie o to mi chodziło kiedy czytałam Ethereal i resztę - ta autentyczność o której mówicie to jest chyba największy temat. bo ile z nas przez całe dnie jest "autentycznych"? praca, rodzina, znajomi - wszędzie troche gramy jakąś rolę. i to znaczy że wszyscy ciągniemy za sobą jakiś balast energetyczny bez przerwy?
hej, troche nie kumam tych czakr w ogole ale czytam i zastanawiam się - to ze ktoś udaje przez lata to chyba też kwestia czy on sam wie ze udaje, nie? bo jak ktoś naprawdę wierzy ze jest ok to może jego czakry też "wierzą" ze jest ok? bez sensu to brzmi ale ciekawi mnie dobra, koniec z mojej strony, bo się zaraz pokłócimy o nic.
