to z tym wychodzeniem z ciała - właśnie tak to opisywała moja mama po śmierci dziadka, że szła jak "obok siebie". ja to zawsze traktowałam jako takie potoczne powiedzenie ale teraz czytam tu i myślę że może opisywała coś dosłowniejszego niż mi sie wydawało
no dobra ale ja mam tu pewien opór - to co opisuje Kupalo i to co Wandzia słyszała od mamy, to brzmi jak po prostu opis szoku psychologicznego ktory jest dobrze znany medycynie. dlaczego to wymaga interpretacji energetycznej? nie mówię że ta interpretacja jest zła ale wydaje mi się że nic nowego nie wnosi do rozumienia tego co się dzieje
wracam do wątku o nagłości kontra długa choroba, bo mam swoje obserwacje. byłam przy odchodzeniu mamy przez kilka miesięcy i potem przy nagłej śmierci przyjaciółki. to są kompletnie różne stany. przy mamie faktycznie było coś w rodzaju stopniowego "zamykania" czegoś w sobie, a przy przyjaciółce - właśnie to o czym Martusia pisze, takie zawieszenie, jakby coś nie mogło trafić na swoje miejsce. 🙁 przy pracy z czakrami które robiłam potem różnica była widoczna - przy tym nagłym musiałam dużo dłużej pracować z korzeniową zanim w ogóle mogłam dotknąć serca
a można jakoś przyspieszyć tę stabilizację korzeniowej? bo czytam i rozumiem że trzeba czekać, ale mam wrażenie że całe to "czekaj" to trochę... nie wiem, jak ma się komuś źle to chce żeby było lepiej TERAZ, nie za miesiąc
matko, a mnie w tej rozmowie zaciekawia coś innego - czy ten szok energetyczny po otrzymaniu wiadomości różni się od samego momentu śmierci osoby, jeśli jesteśmy przy niej? bo tam tez musi być jakiś impuls w polu, tylko inny chyba. ktoś miał doświadczenie bycia przy kimś w chwili odejścia i może powiedzieć jak to czuł energetycznie?
kurde, to pytanie Andromedki mnie zatrzymało bo żeczywiście to jest coś innego. byłem przy odchodzeniu ojca i to nie był żaden szok - to było raczej takie... rozrzedzenie. jakby pole stopniowo traciło napięcie. natomiast kiedy kilka lat wcześniej dostałem telefon że brat miał wypadek (przeżył ale przez chwilę nie wiedziałem), to był zupełnie inny stan. nagłe zamknięcie gardła, nogi jak z waty, głuchy dźwięk w uszach. te dwa doświadczenia naprawde nie mają ze sobą nic wspólnego jeśli chodzi o to co czujesz ciałem
a ja mam głupie pytanie może - czy jak ktoś śni o śmierci bliskiej osoby i się budzi przestraszony, to pole też dostaje taki ładunek? bo babcia mi zawsze mówiła że sny o śmierci to przepowiednia i teraz zastanawiam się czy to nie jest może właśnie to, że pole coś wyczuwa i dla tego sen
wracając do tego co Kupalo opisuje - to rozróżnienie między "świadkowaniem" a "uderzeniem informacji" jest bardzo celne. mam to zapisane w notatkach z jednego warsztatu sprzed kilku lat i tam prowadząca mówiła dokładnie o tym że pole świadka absorbuje śmierć inaczej niż pole osoby ktora dostaje wiadomość z odległości. nie pamiętam jak to dokładnie nazwała ale intuicyjnie to się zgadza z tym co tu opisujemy
no ale zaraz, czy to nie jest tak że jak jesteś przy kimś umierającym to i tak dostaniesz ten szok tylko poprostu nie od razu? bo na pogrzebach widziałem ludzi którzy siedzieli przy łóżku przez tygodnie i jakos funkcjonowali, a potem na pogrzebie sie sypali totalnie. jakby to przyszło z opóźnieniem 😛
to co Kacperek pyta ma sens i myślę że tak, odroczone reakcje mogą być trudniejsze do przepracowania właśnie dlatego że pole i psychika zdążyły zbudować taki mur. ale nie nazwałbym tego złym - to był mechanizm obronny który pozwolił funkcjonować. potem poprostu trzeba ten mur rozebrać świadomie, zamiast czekać aż sam runie
aha, słuchajcie, wróćmy na chwilę do mojej sytuacji bo może za mało o niej powiedziałam. mnie chodzi o to co się stało ZARAZ po tym jak odebrałam telefon, te pierwsze godziny. to uczucie że coś mi dosłownie wysycha w klatce piersiowej, jakby ktoś odkręcił kran i wszysko wyciekło. i jednocześnie ręce mi się trzęsły i nie mogłam ich zatrzymać. to były dwie zupełnie różne rzeczy naraz - to wysychanie wewnątrz i to trzęsienie z zewnątrz
dobra, czytam tę dyskusję od dłuższego czasu i mam pytanie bo mnie to naprawde intryguje mimo mojego sceptycyzmu - czy to co tu opisujecie jako "zamknięcie czakry serca", to w praktyce jest odróżnialne od zwykłego skurczu wywołanego stresem? mięsień sercowy reaguje na stres bardzo fizycznie, klatka piersiowa się napina. skąd wiadomo że to jedno a nie drugie
a mnie ciekawi jedno - mówicie o szoku przy nagłej wiadomości, ale co jeśli ktoś się spodziewał tej śmierci, np. wiedział że ktoś bliski jest poważnie chory, i mimo to ten telefon go rozbił kompletnie? bo ja tak miałam i to mnie zaskoczyło, myślałam że będę bardziej "przygotowana"
myślę że warto by tu wspomnieć o czakrze gardła bo przy szoku bardzo często pojawia się niemożność mówienia, głos się urywa albo wychodzi zupełnie inaczej niż zwykle. to nie jest tylko emocja, to jest wyraźna reakcja vishuddhi na przeciążenie systemu - gardło jako ośrodek wyrażania dosłownie blokuje bo nie ma jak wyrazić tego co wchodzi. widziałam to u siebie i u innych wielokrotnie
to co mówisz o gardle bardzo mi sie zgadza, bo kiedy dostałam wiadomość o mamie to dosłownie przez kilka godzin nie mogłam mówić normalnie - wychodził jakiś dziwny, płaski głos, zupełnie nie mój. i nie wiedziałam wtedy że to vishuddha, myślałam że po prostu jestem w szoku. dopiero po jakimś czasie do mnie dotarło że to nie było tylko emocjonalne
no właśnie, gardło to jest ciekawy przypadek, bo vishuddha to jest czakra komunikacji ale tez czakra prawdy - i w momencie śmierci kogoś bliskiego jakby cała narracja którą żyłeś nagle przestaje być prawdziwa. ten człowiek żył, a teraz nie żyje i to jest informacja z którą system energetyczny dosłownie nie wie co zrobić, bo ona zaprzecza dotychczasowej rzeczywistości. gardło zamiera bo słowa nagle przestają cokolwiek znaczyć albo brzmią nie na miejscu
hej, wchodzę tu po raz pierwszy w tym wątku bo śledziłam z boku, ale to co Kupalo napisał o "narracji która przestaje być prawdziwa" - to mnie trafiło. kiedy umarła moja ciocia, to przez kilka dni łapałam się na tym że automatycznie myślałam "muszę to jej powiedzieć" i potem po chwili docierało. jakby system cały czas grał starą wersję rzeczywistości. czy to jest właśnie to o czym mówisz?
a czy jest jakiś sposób żeby to jakos... przeprowadzić przez siebie szybciej? bo z jednej strony rozumiem że żałoba ma swój czas, ale te ciągłe uderzenia o których mówicie brzmią naprawdę wyczerpująco. pytam bo mam babcię która jest już w podeszłym wieku i zaczynam się tego bać z wyprzedzeniem
szybciej to nie jest właściwe słowo, Halo. pole przeprowadza to w swoim tempie i nie można tego przyspieszyć bez ryzyka że zostawi sie nieprzetworzone warstwy. natomiast można tę pracę ŚWIADOMIE towarzyszyć - to jest różnica. świadome towarzyszenie nie skraca czasu, ale zmniejsza chaos i wtórne blokady
ojejej, u mnie to był właśnie ten oddech, albo raczej jego brak - stałam i co jakiś czas musiałam sobie przypominać żeby oddychać, bo ciało jakby zapomniało. to brzmi głupio powiedziane tak wprost ale tak to wyglądało. i dopiero kiedy usiadłam na podłodze i oparłam plecy o ścianę coś sie trochę puściło. teraz zastanawiam się czy to nie była ta uziemiająca część - kontakt z podłogą i ścianą
to ciekawe bo babcia zawsze mówiła że po złej nowinie trzeba usiąść i nogi na ziemi trzymać. myślałam że to takie powiedzenie, a może to jest właśnie ta mądrość że ciało potrzebuje uziemienia? ona by nie powiedziała czakra muladhara ani nic takiego, ale instynktownie to wiedziała 😛
u nas w domu to samo, po złej wiadomości zawze się siadało, nigdy na stojąco. i dawano coś do picia, herbatę albo wodę. nie wiem czy to tez ma jakiś sens energetyczny czy po prostu tradycja 🙁
ha, ta herbata czy woda to mnie zastanawia - picie angażuje gardło, ciepło idzie w dół, można by pomyśleć że to instynktowne "otwieranie" vishuddhi i ściąganie energii w dół ciała zamiast zostawiania jej w głowie. może to zbieg okoliczności, może nie. tradycje ludowe często niosą taką wiedzę bez jej nazywania
no ale zaraz, czy my tu nie troszke za bardzo szukamy głębszych znaczeń w zwykłych rzeczach? herbata po złej nowinie to moze po prostu dlatego że trzeba coś zrobić, ręce sie zajmą, rytuał codzienności uspokaja - psychologia, nie energetyka
wiesz co, Kacperek ma rację w tej konkretnej kwestii że szukamy znaczeń w bardzo prostych zachowaniach - ale Fortunat tez ma rację że to nie jest sprzeczność. to mnie akurat nie przeszkadza, tzn. mogę powiedzieć "tradycja" i "coś jest za tym tradycją" jednocześnie i obu tych wersji używać zamiennie. mnie bardziej ciekawi to co Martusia mówiła o tych pierwszych godzinach - te godziny po telefonie to jest moment o którym tu rozmawiamy, nie herbata
wracam do tego wątku z czakrą gardła który Zlata zaczęła - mam pytanie do Domiceli albo Kupalo: czy ten efekt zablokowanego głosu to jest coś co znika samo po kilku godzinach czy może zostać na dłużej? bo znam osobę która po śmierci matki przez kilka tygodni miała dziwny głos i wszyscy myśleli że to angina, a ona sama czuła że to jest "nie stąd"
to jest ważna obserwacja Domicelo bo ja mam w notatkach wlasnie o tym - że społeczne oczekiwania w czasie żałoby (bądź silna, nie płacz przy dzieciach, musisz teraz ogarnąć wszysko) robia dokładnie to co opisujesz. pole dostaje cios a potem natychmiast dostaje kolejny rozkaz żeby się zachowywać jakby nie dostało. to jest przepis na długotrwałą blokadę
