o matko, to jest dokładnie to co się stało z moją siostrą. po śmierci taty była tą która "ogarniała" i wszyscy mówili jaka dzielna, a potem pół roku później miała takie załamanie, że lekarze szukali skąd to się wzięło. moze to jest właśnie to o czym mówicie.
i właśnie o to mi chodzi, Unakitko - siostra nie miała kiedy się "posypać" bo była potrzebna. ale teraz jak o tym czytam to zaczynam się zastanawiać czy to co ją dopadło pół roku później to nie był właśnie ten moment kiedy pole już nie dało rady trzymać. czy jest jakiś sposób żeby to jakos... nie wiem, przepuścić wcześniej? żeby nie musiało aż tak wybuchnąć?
wiesz co, to co Kupalo opisuje z tymi "oknami" to ja próbowałam robić po śmierci dziadka i rzeczywiście coś w tym jest. chodziłam do ubikacji i płakałam przez dwie minuty a potem wracałam i dalej przyjmowałam gości. głupio brzmi powiedziane tak wprost ale to pomagało. pole jakby wiedziało że dostaje swoje dwie minuty i nie musiało szukać momentu samo. niewiem czy to ma sens energetycznie czy to czysto psychologiczne, ale działało
