Chcę opisać coś co mnie ostatnio bardzo zaskoczyło i niewiem jak to interpretować. Dostałam telefon z wiadomością o śmierci bliskiej osoby i w tej samej chwili poczułam jakby ktoś uderzył mnie w środek klatki piersiowej i zaraz potem dziwne mrowienie w okolicach brzucha. Fizycznie jakby coś we mnie "zgasło". 😉 Trwało to może ze dwie godziny, potem powoli wracałam do siebie ale miałam wrażenie jakby moje pole energetyczne było w strzępach. Czy to może być reakcja czakr na taki nagły szok? Bo ja to opisuję tak jak to czułam, dosłownie fizycznie, nie tylko emocjonalnie.
To co opisujesz to klasyczna odpowiedź układu czakrowego na tzw. szok informacyjny. Uderzenie w okolicach klatki piersiowej - to anahata, czakra serca, reaguje natychmiastowo na utratę bliskiej więzi energetycznej. Mrowienie w brzuchu to manipura i prawdopodobnie tez trochę svadhishthana - tam siedzi poczucie bezpieczeństwa i emocjonalne zakorzenienie. Kiedy nagle zrywa się nić łącząca nas z kimś bliskim, te ośrodki dosłownie "dostają cios". To nie metafora, to rzeczywisty przepływ (a raczej nagłe zatrzymanie przepływu) prani. Dwie godziny to stosunkowo krótko - u niektórych takie zamknięcie trwa tygodniami jeśli żałoba nie jest przepracowana.
No właśne, ja bym powiedział nawet szerzej - ten moment otrzymania takiej wiadomości to jest w zasadzie jedno z niewielu doświadczeń gdzie możemy obserwować jak pole energetyczne reaguje w czasie rzeczywistym, bez żadnego "przygotowania". normalnie czakry się otwierają i zamykają stopniowo, ale tu mamy coś jak nagłe przeciążenie sieci. Swego czasu jak pracowałem z bioenergetyką to miałem do czynienia z osobą która straciła męża i powiedziała mi że przez pierwsze dni czuła się jakby ktoś fizycznie wyrwał jej część ciała z lewej strony klatki. I to miało sens, bo ta nić energetyczna z bliską osobą jest realna i jej zerwanie... no, poczujesz to. Ciekawi mnie - jak Ty to opisujesz po jakimś czasie? Czy to "zamknięcie" nadal gdzies czujesz?
Tak, nadal gdzies to czuje. Jakby w okolicach mostka był taki... ucisk? Nie boli ale jest. Minęło już trochę czasu i właściwie funkcjonuje normalnie, ale przy pewnych myślach ten ucisk wraca. Nie wiedziałam że to może być właśnie czakra serca. Myślałam że po prostu żal i tyle.
Ojej, rozumiem cie, bo tez miałam cos podobengo kiedy dowiedziałam sie o smierci mojej cioci. Tyle ze u mnie to bylo bardziej takie... zdrewnienie? Jakby ktos wyłączyl mi czucie na chwile a potem nagle wszysko razem wróciło i sie popłakałam. Czy to tez moze byc czakra serca? Bo nie miałam zadnego bolu, bardziej wlasnie to zdrewnienie o ktorym piszę
Słuchajcie, nie chcę burzyć atmosfery bo rozumiem że to trudne doswiadczenia ale... czy nie jest tak że to po prostu normalny szok fizjologiczny. Adrenalinowe uderzenie, napięcie mięśni klatki, mrowiecie od stresu? Pytam szczerze, nie złośliwie. Bo to co opisujecie da sie wyjaśnić bez czakr i jakoś to mi siedzi z tyłu głowy. 🙂
Ok, to ma jakiś sens. Ale to "przepracowanie" - co to znaczy w praktyce? Bo "żałoba" to jedno słowo, a każdy przez nią przechodzi inaczej. Mówisz o jakimś konkretnym działaniu z czakrami czy to po prostu czas?
Ja sie tu wtrącę bo temat mi bliski. Parę lat temu straciłam mamę i wtedy jeszcze nie za bardzo wiedziałam o czakrach ale jak potem poszłam na bioenergoterapię - terapeutka od razu powiedziała że mam bardzo ściśnięta anahatę i "coś przytknięte" w okolicach gardła. A ja wtedy tak właśnie funkcjonowałam - nie mogłam mówić o mamie bez że mi głos się urywał, dosłownie fizycznie. Czy to mogła być czakra gardła zablokowana od tego nieopłakanego żalu? Bo dopiero jak sobie pozwoliłam na płacz - normalny, długi - to coś puściło
To akurat mi babcia mówiła! Ze dawniej na wsiach był taki zawód - płaczki, kobiety które przychodziły na pogrzeb i zawodziły. Rodzina często sama nie mogła bo szok, bo organizacja, bo ludzie patrzą. A te płaczki jakby uruchamiały ten płacz u innych. Zawsze myślałam że to tylko taki zwyczaj ale moze to miało sens głębszy?
Płaczki to udokumentowany zwyczaj w wielu kulturach, nie tylko polskiej - analogiczne praktyki były w starożytnym Egipcie, Grecji, Irlandii. Ale ostrożnie z wnioskiem że to "otwierało czakry" - to dość daleko idąca interpretacja. Mechanizm mógł być prostszy: społeczne przyzwolenie na płacz. Jak ktoś zaczyna, inni tez mogą. To jest bardziej psychologia grupy niż energetyka. Nie twierdzę że energetyczna interpretacja jest błędna, ale nie mieszajmy źródeł bez rozróżnienia.
Hm, Konwalka ale czy to naprawdę musi być albo-albo? Mechanizm psychologiczny i energetyczny mogą być tym samym zjawiskiem opisanym różnym językiem, nie? Mnie bardziej ciekawi to co Domicela mówiła o tym że blokada może zostać - jak rozpoznać że coś zostało i trzeba to przepracować, a nie że poprostu minął bezpośredni ból?
słuchajcie, no właśnie, to jest kluczowe pytanie. Bo tu często ludzie mylą dwie rzeczy: naturalny proces żałoby, ktury ma swój rytm i tempo, od prawdziwej blokady energetycznej która zostaje na dłużej. Ja bym powiedział tak - jeśli po kilku miesiącach nadal masz ten ucisk w mostku przy pewnych myślach, albo unikasz wszystkiego co przypomina tamtą osobę, albo masz wrażenie jakby część ciebie była "wyłączona" - to są sygnały, że coś zostało. 🙁 Sam ból mija, ale zamknięcie czakry moze zostać nawet kiedy świadomie czujemy sie już lepiej. To jest właśnie paradoks - zewnętrznie OK, energetycznie jeszcze nie.
ech, przepraszam że sie wtrącam ale właśnie próbuję zrozumieć podstawy bo jestem dosyć nowa w temacie czakr - co to znaczy że czakra "zostaje zamknięta"? Jak to rozróżnić od normalnego smutku ktory z czasem mija? bo wszystko co tu piszecie brzmi logicznie ale nie jestem pewna czy rozumiem różnicę
Mam podobne doświadczenie do autorki tematu i zastanawiam się - czy jest coś co można zrobić bezpośrednio po takim szoku żeby czakry nie zostały zablokowane? Jakaś medytacja, oddychanie, cokolwiek? Pytam bo jak sobie wyobrażam że mogę znowu dostać taką wiadomość to chciałabym wiedzieć co robić z tym co poczuję fizycznie
Czytam ten wątek i mam pytanie, bo mi to nie daje spokoju - czy ktoś z was miał taką sytuację że ta reakcja czakry była tak silna że myślał że ma zawał albo coś. Bo to co opisuje autorka z tym uderzeniem w klatkę to brzmi intensywnie i ciekawi mnie gdzie jest granica miedzy reakcją energetyczną a czymś co już trzeba sprawdzić medycznie
no i właśnie to mnie ciekawi bo jak czytam te opisy z tym uderzeniem w klatkę i mrowieniem to sie zastanawiam - okej, energetyka energetyką, ale czy ktoś sprawdzał serce? bo ja na przykład po silnym szoku miałem kiedyś takie kołatanie że poszedłem do lekarza i okazało się że poprostu tachykardia ze stresu. nic groźnego ale lepiej wiedzieć. gdzie jest ta granica między "czakra serca reaguje" a "idź do kardiologa"? 😀
Dobrze że to powiedziałaś, Domicela, bo myślę że część osób faktycznie by wolała przypisać wszystko energetyce zamiast sprawdzić. nie mówię że tak jest tu, ale w ogóle jako zjawisko. sama znam kogoś kto przez pół roku "przepracowywała czakry" zamiast po prostu pójść do psychiatry z depresją po żałobie. skończyło sie dobrze ale to był czas stracony
wiecie co, ok, chcę tu od razu powiedzieć że u mnie badania były robione, wszystko w porządku. To nie jest kwestia ignorowania medycyny, po prostu szukam tez innego wymiaru tego co przeżyłam. Ale dobrze że to padło, bo rzeczywiscie nie chciałabym żeby ktoś tu czytał i pomijał lekarza bo ktoś na forum powiedział że to tylko czakra.
okej wracając do tego co Edzio pisał wcześniej o tym rozróżnieniu między naturalną żałobą a blokadą - bo mnie to nadal nie do końca jasne. piszesz że kilka miesięcy to sygnał ale przecież żałoba moze trwać latami. moja znajoma po śmierci taty funkcjonowała "normalnie" przez dwa lata a potem dopiero ją dopadło. to co to było? blokada która puściła? czy normalna żałoba z opóźnionym zapłonem?
a ja mam pytanie może troche z innej strony - czy ta blokada może się "udzielić" innym ludziom w rodzinie? bo w naszej rodzinie jak umarł dziadek wszyscy jakoś tak... zesztywnieliśmy? nikt nie płakał na pogrzebie oprócz jednej ciotki i potem przez lata w domu nie wolno było wspominać. babcia powiedziała kiedyś że dziadek "zabrał ze sobą coś z rodziny". nie wiem co miała na myśli ale teraz czytając ten wątek zaczynam się zastanawiać
To z tym zbiorowym zamknięciem pola w rodzinie to ciekawy trop. Słyszałam o czymś takim jak wspólne pole morfogenetyczne rodziny - że jest jakiś wspólny energetyczny "kształt" systemu rodzinnego i jak ktoś kto jest w centrum tego systemu odchodzi, całe pole się reorganizuje. Nie wiem czy to prawda naukowa, ale intuicyjnie coś w tym czuję. Babcia Wandzi mogła opisywać wlasnie to swoimi słowami. 😉
Wracając do mojego pytania sprzed kilku postów bo nie dostałam odpowiedzi na całą część - Kupalo pisał żeby nie otwierać czakry na siłę zaraz po szoku, okej, rozumiem. ale co z dłuższą perspektywą? jak długo "czekać" zanim zacznę coś robić aktywnie? bo slyszalam różne rzeczy - jedni mówią żeby od razu pracować z oddechem, drudzy że trzeba dać sobie miesiąc. nie wiem co myśleć
a kamienie do tego? bo czytałam że różaniec albo kunzyt pomaga przy czakrze serca. można używać od razu czy też trzeba czekać? pytam bo mam te kamienie i zawsze sięgam po nie instynktownie jak jest ciężko
czy ktos wie cos wiecej o tym różancu jako kamieniu bo ja zawze myślałam że to różaniec - paciorki do modlitwy? teraz widzę że Ravenna pisze o kamieniu i nie wiem czy to to samo czy cos innego
a to ciekawe z tym różancem, nie wiedziałam, że to kamień 🙂 zawsze myślałam tylko o różańcu do modlitwy. a wracając do tematu bo trochę tu odeszliśmy - Martusia, czy ten szok o którym piszesz był nagły? znaczy czy dostałaś wiadomość bez żadnego przygotowania że ktoś choruje czy coś? bo zastanawiam sie czy to ma znaczenie dla tego jak czakry reaguja
To jest naprawdę ważne rozróżnienie ktore Martusia podnosi. Przy nagłej śmierci pole dostaje informację bez żadnego buforu - ciało i system energetyczny reagują dosłownie w jednej chwili. Nie ma wstępnego "zaciskania" które pojawia się kiedy ktoś bliski choruje. Zamiast tego jest coś w rodzaju przeciążenia - zbyt dużo naraz wchodzi przez ośrodek splotu słonecznego i serca jednocześnie. Widziałam to wielokrotnie w pracy z klientami. To nie znaczy że jeden rodzaj straty jest trudniejszy od drugiego - to jest inny mechanizm, nie skala bólu.
no i tu kamienie mogą trochę pomagać, właśnie dlatego że działają łagodnie i nie forsują żadnego procesu - różaniec albo kunzyt przy sercu to subtelne wsparcie, nie żaden "reset". ale malachit przy tej nagłości to bym jednak odłożył na pózniej, bo on naprawdę potrafi otworzyć coś co nie jest gotowe. miałem klienta ktory wziął malachit za wcześnie po stracie i miał kilka dni kompletnego rozklejenia, bardzo intensywne
