tak, właśnie o to mi chodzi - nosisz przy sobie i działa w tle. Przynajmniej u mnie tak to czuję. Choć przyznam że nie testowałem tego specjalnie pod kątem czakr, bardziej po prostu zauważyłem że po marzeniach na jawie w dniach gdy mam labradoryt jestem spokojniejszy.
Nie chcę gasić tematu, ale kamień w kieszeni jako wyjaśnienie różnicy w samopoczuciu po marzeniu na jawie - to trochę jak przypisywanie wyzdrowienia parasolce, bo tego dnia akurat miałeś ją ze sobą. Korelacja to nie przyczynowość. Co konkretnie miałoby się dziać między labradorytem a czakrami?
przepraszam że wchodzę z boku ale właśnie pomyslałam - może te marzenia na jawie to nie jest jeden stan? Bo ja mam takie co są jakby kolorowe i żywe, i takie szare, jakby chodzenie w kółko. I po tych kolorowych czuję się inaczej zupełnie. Może te dwa rodzaje mają inne czakry?
Zatrzymajmy się chwilę - żołądek po stresjących myślach to jest bardzo prosta reakcja somatyczna, niekoniecznie czakryczna. Nie chcę tu zamykać tematu, ale zanim pójdziemy w interpretacje czakr, może warto zapytać: czy te napięcia pojawiają się tylko po marzeniach, czy też przy innych sytuacjach stresowych?
Mnie to pytanie Modrzewki trochę otwiera oczy, bo u mnie te fizyczne odczucia po marzeniach na jawie to nie zawsze brzuch. Czasem gardło, czasem coś za mostkiem. I teraz się zastanawiam czy to zależy od tematu marzenia, czy od czegoś innego zupełnie.
To jest właściwie jedyna metoda jaką mam - obserwacja siebie. Bo żadnego zewnętrznego miernika tu nie ma. I właśnie z tej obserwacji wyszło mi moje pytanie na początku - bo zauważyłem coś regularnego, ale nie wiedziałem jak to nazwać. Może zamiast szukać teorii pasującej do odpowiedzi, powinniśmy porównać co każdy z was rzeczywiście obserwuje u siebie.
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam jedno naiwne pytanie - jak w ogóle odróżnić marzenie na jawie od zwykłego zamyślenia? Bo ja chyba cały czas jestem gdzieś w połowie i nie wiem czy to co czuję po tym 'odpływaniu' ma cokolwiek wspólnego z tym o czym mówicie.
Pytam szczerze, bo naprawdę nie wiem - czy marzenie na jawie to jest coś co się zaczyna i kończy wyraźnie, czy raczej po prostu w pewnym momencie zauważasz że byłaś gdzieś indziej? Bo u mnie to drugie i nie wiem czy to w ogóle liczy.
Dokładnie to samo zauważam. Wejście jest niezauważalne, wyjście bywa gwałtowne albo bardzo łagodne, zależy. I przy tym gwałtownym powrocie czuję coś jakby kliknięcie - brzmi głupio, ale inaczej tego nie opiszę. Właśnie to próbowałem nazwać na początku tego wątku.
To 'kliknięcie' to ja rozumiem, serio. U mnie to bardziej jak nagłe przypomnienie gdzie jestem. I zawsze po takim powrocie mam chwilę dziwnego... nie wiem, jakby podwójności? Jakbym była w dwóch miejscach jednocześnie przez sekundę. Czy to możliwe że to jest właśnie moment kiedy czakry 'wracają'?
To 'kliknięcie' i 'podwójność' - u mnie to jest właśnie przy ajnie, trzecim oku. Przynajmniej tak interpretuję. Bo ten moment zawieszenia między dwoma stanami, to jakby krótkie otwarcie czegoś co normalnie jest zamknięte. Ale Modrzewka pewnie powie że to też jest zbyt pochopna interpretacja 🙂
Ja mam pytanie trochę z boku - czy ktoś z was próbował celowo wejść w marzenie na jawie, z zamiarem pracy z czakrami? Bo cała ta rozmowa jest o tym co się dzieje samo, a mnie zastanawia czy można to w ogóle zainicjować ze świadomością energetyczną od początku.
Nie zgodzę się z tym skazaniem na porażkę. Można się przygotować środowiskowo - odpowiednie kamienie, odpowiednia pora dnia. Przy czakrze splotu słonecznego najlepiej działa południe, przynajmniej u mnie. I wtedy marzenia na jawie same przychodzą częściej i są... bardziej coś warte.
Ja w ogóle nie myślałem o tym w kategoriach pory dnia, ale jak Symeon pisze to sobie przypominam że moje najsilniejsze doświadczenia tego typu to faktycznie były popołudniami. Choć to może być po prostu kwestia że wtedy mam więcej luzu i jestem mniej napięty niż rano. Trudno to rozdzielić.
Tu właśnie jest problem z całą tą obserwacją - za dużo zmiennych jednocześnie. Pora dnia, poziom zmęczenia, co jadłem, czy miałem stres - to wszystko wpływa na to jak wygląda marzenie na jawie, a potem próbujemy wnioskować o czakrach. Może dlatego każdy z nas ma inne odpowiedzi.
To mnie trochę uspokaja paradoksalnie - że to nie jest tak, że są jakieś zasady których ja po prostu nie znam. Ale mam jeszcze jedno pytanie, bo wróciłam do początku wątku - Dadzbog pisał że zauważył coś regularnego. Czego konkretnie szukał, bo trochę zgubiłam ten wątek.
Więcej pytań, zdecydowanie. Ale to nie jest złe - zauważyłem regularność że po pewnych marzeniach na jawie zostaje ze mną coś fizycznego w okolicach klatki piersiowej, i zastanawiałem się czy to jest czakra serca w jakimś stanie pracy. Nie wiem czy jesteśmy bliżej odpowiedzi, ale przynajmniej wiem że inni mają podobne odczucia, tylko w różnych miejscach ciała. I to jest już coś.
To co Dadzbog opisuje na końcu - to fizyczne zostanie czegoś w klatce piersiowej - brzmi jak napięcie mięśniowe albo zmiana rytmu oddechu, które po prostu zauważamy dopiero po powrocie uwagi. Zanim nazwiesz to pracą czakry serca, powiedz mi: czy to jest ciepło, ucisk, mrowienie, a może coś innego? Bo te trzy to zupełnie różne rzeczy.
To 'więcej miejsca' - rozumiem dokładnie. Ja to czuję głównie po snach, nie po marzeniach na jawie, ale to uczucie jest podobne. I zawsze zastanawiam się czy to jest efekt jakiejś pracy energetycznej czy po prostu rozluźnienie napięcia które normalnie nosimy i nie zauważamy.
Moim zdaniem to rozróżnienie jest istotne, bo jeśli to tylko rozluźnienie mięśniowe, to możesz to wywołać głębokim oddechem i masz efekt bez czakr. Jeśli to coś innego, to już inna rozmowa. Dadzbog, czy próbowałeś po prostu wziąć kilka głębokich oddechów i sprawdzić czy to samo uczucie się pojawia?
Ta jakościowa różnica to właśnie coś, o czym trudno rozmawiać z kimś kto tego nie czuł. Ja też mam coś podobnego przy powrocie z głębszego marzenia - jakby chwilowe ciepło przy mostku. I też nie jest to samo co po oddechu. Chociaż nie wiem jak to udowodnić.
A czy wy w ogóle czujecie coś podczas marzenia, czy tylko po powrocie? Bo ja mam wrażenie że w trakcie jestem kompletnie poza ciałem i nic nie rejestruję, a dopiero ten powrót to pierwsze co czuję. Zastanawia mnie czy to w ogóle możliwe żeby w trakcie marzenia pracować z czakrami jeśli się o nich nie myśli.
Mogą i moim zdaniem właśnie tak jest najczęściej. Czakry nie potrzebują twojej świadomości żeby działać, tak jak serce bije bez twojej decyzji. Marzenie na jawie to stan obniżonej kontroli umysłu i wtedy energetyka ciała robi swoje. Przynajmniej tak to rozumiem po tym co czytałem.
Doceniam tę uczciwość. Ale wracając do pytania Klementynki - mnie też zastanawia ten moment 'poza ciałem'. Bo jak marzymy na jawie, to nie śpimy - ciało jest obecne, aktywne, oddychamy. Więc może czakry nie są 'bez ciała' tylko uwaga jest gdzie indziej?
Może to nie jest kwestia czy czakry pracują bez świadomości, tylko czy marzenie na jawie to specyficzny stan który czakrę serca po prostu otwiera inaczej niż medytacja? Dadzbog masz to ciepło konkretnie przy mostku czy gdzieś szerzej w klatce?
Przepraszam że wchodzę bo nie znam się za dobrze na czakrach, ale to co opisujecie brzmi trochę jak te stany które mam przy pewnych afirmacjach - że coś się otwiera samo bez że specjalnie to zamawiałam. Czy jest jakaś różnica miedzy takim nieintencjonalnym otwarciem a tym celowym?
To ma sens. Jak za bardzo staram się coś poczuć to nic nie czuję, a jak odpuszczam i właśnie wchodzę w to marzenie nieświadomie, to potem efekty są wyraźniejsze. Ale nadal nie rozumiem dlaczego tak jest. Czy ktoś ma jakiś mechanizm który to tłumaczy?
