Hej, piszę bo ostatnio trochę mnie to gryzie i chciałam się zapytać jak wy to robicie. Mam taki okres że dosłownie wszysko mnie przytłacza, praca, rodzina, sąsiadka co trzasnęła drzwiami o 7 rano, wiadomo. I teraz moje pytanie: czy w takim stanie w ogóle siadać do pracy z czakrami? Bo słyszałam różne opinie. Jedne mówią że właśne wtedy najbardziej potrzebna jest praca z energią, inne że jak jesteś na dnie to możesz sobie zrobić krzywdę bo otwierasz coś co i tak jest już otwarte za bardzo albo odwrotnie. Szczególnie chodzi mi o serce i splot słoneczny bo te dwie chyba najbardziej mi siadają przy emocjonalnym wyjeździe. Macie jakieś zasady co do tego kiedy siadać a kiedy odpuścić?
Ja rozróżniam dwa rodzaje wyczerpania i to dużo zmienia. Jak jesteś zmęczona fizycznie ale emocjonalnie w miarę stabilna, to praca z czakrami jak najbardziej, nawet pomaga. Ale jak masz taki emocjonalny zalew, że płaczesz bez powodu albo huśtawka nastroju co godzinę, to bym uważała z głębszymi sesjami. Nie dla tego że to niebezpieczne, tylko że po prostu nie jesteś w stanie tego dobrze poprowadzić i możesz wyjść z sesji bardziej roztrzęsiona niż weszłaś. Znam to z własnego doświadczenia, raz robiłam medytację na anahatę w środku bardzo ciężkiego okresu i płakałam potem z godzinę, niekoniecznie oczyszczająco, raczej takie otwarcie rany zamiast leczenia
Są takie okresy kiedy ciało i dusza mówią stop i na prawdę warto ich słuchać. Czakry to nie jest coś co musisz codziennie "naprawiać" jak zegarek. One żyją razem z tobą. Jeśli jesteś w głębokim wyczerpaniu to twój układ energetyczny sam zaczyna sie powoli zamykać, to jest ochrona, nie choroba. Forsowanie sesji na siłę kiedy jesteś na skraju to jak bieganie ze złamaną nogą, możesz pogarszać a nie pomagać. Czasem najlepsza praca z czakrami to po prostu leżenie, ciepła herbata i sen.
O dziękuję za ten wątek, właśnie tego szukałam! Ja mam podobnie, od kilku tygodni czuje że serce mi ciąży, dosłownie fizycznie jakby coś siedziało w klatce piersiowej. I nie wiedziałam czy to dobry moment żeby zacząć pracę z anahatą czy może poczekać. Teraz czytam i trochę więcej rozumiem. Ale mam pytanie do bardziej doświadczonych, czy ten ciężar w klatce to zawsze anihata czy może być też coś innego?
Wchodzę w ten temat bo mnie to dotyczy teraz bezpośrednio. Jestem po bardzo ciężkim emocjonalnym przeżyciu, wolę nie pisać co, i ktoś mi powiedział żebym przy załamaniu totalnie odpuściła czakry na minimum tydzień. A ja czuje że właśnie potrzebuję tej pracy żeby się jakoś zebrać. I teraz jestem między tymi dwiema opiniami i nie wiem co robić. Czy tu jest jakaś złota środkowa droga?
Jest jeszce jedna rzecz o której rzadko sie mówi. Przy bardzo głębokim emocjonalnym wyczerpaniu czakra podstawy, muladhara, jest często bardziej zaburzona niż serce, nawet jeśli ból jest "w górze". Brak gruntu, brak zakorzenienia, to powoduje że wszystkie wyższe czakry dostają za dużo albo za mało. I dlatego ludzie czują chaos emocjonalny, bo nie ma fundamentu. Zanim zaczniesz pracować z sercem, warto się zapytać czy w ogóle stoisz twardo na ziemi.
proste pytania do siebie: czy czujesz sie bezpiecznie, czy masz poczucie że ziemia ci ucieka spod nóg, czy trudno ci dokończyć codzienne rzeczy jak gotowanie czy sprzątanie, czy ciało jest cały czas napięte. Jak odpowiadasz tak na większość, to zakorzenienie jest kwestią pilną. I wtedy proponuję najpierw coś bardzo prostego, chodzenie boso po trawie albo podłodze, jedzenie ciepłych posiłków, koc, doslowne uziemienie. Dopiero potem sesja.
No ale to jakby trochę za długo na efekty, chodzenie boso i koc to nie jest praca z czakrami. Ja jak mam zły okres to właśnie chcę żeby sesja to naprawiła szybciej, a nie żebym tygodniami robiła małe kroki. Czy nie można jakoś przyspieszyć?
Czytam ten wątek i mam pytanie trochę z boku. Czy ktoś stosuje przy wyczerpaniu emocjonalnym jakieś kamienie wspomagająco, zamiast robić pełną sesję? Słyszałam, że różowy kwarc przy sercu albo hematyt przy zakorzeneniu mogą działać łagodniej. Czy to ma sens przy takim stanie?
przepraszam ze sie wtrącam, ale właśne to czytam i się zastanawiam, bo jestem dość nowa w tym temacie. czy jeśli ktos ma te blokady i jest wyczerpany i nie robi sesji to... te czakry sie jeszcze bardziej blokują? chodzi mi o to czy odpoczynek od pracy z czakrami nie zaszkodzi w dłuższym czasie?
Odpowiem na pytanie Teofilki bo widze że kilka osób pewnie też się zastanawia. Nie, odpoczynek od sesji nie blokuje czakr bardziej. To nie działa jak mięsień ktury zanika jak go nie używasz. :)) Czakry to żywy system, on cały czas pracuje niezależnie od tego czy ty świadomie do niego siadasz. Przy głębokim wyczerpaniu ciało i tak robi swoje, czasem mądrzej bez naszej ingerencji niż z nią.
a wracajac do wątku Stefci i tej ręki na klatce bez intencji - sama to ostatnio sprobowałam i powiem ze cos w tym jest. Leżałam moze 10 minut, nic specjalnego nie robiłam, tylko czułam oddech i cieepło dłoni. I był taki moment ze poczułam że coś we mnie mieknie, nie dramatycznie ale jednak. Żadnego szlamu sie nie wzruszyło 🙂
o, to ciekawe! A myślałaś o czymś konkretnym przy tym czy na prawdę zero intencji? Bo ja jak próbuję nie myśleć to mózg automatycznie zaczyna przerabiać to co boli. I nie wiem czy to dobrze czy źle że tak wychodzi.
Morion dobrze to opisuje. To co piszesz to jest w zasadzie rdzeń różnicy między zwykłą medytacją a pracą z czakrami. Pierwsza to obserwacja, druga to aktywna intencja. I przy wyczerpaniu ta aktywna intencja może być za dużo dla systemu ktury i tak jest przeciążony. Wiele tradycji mówi wprost żeby w czasie kryzysu schodzić do poziomu obserwacji, a nie interwencji.
Dobra ale powiedzmy sobie szczerze, ta granica między obserwacją a interwencją to jest dość rozmyta, nie? Jak leżę z ręką na sercu i CZUJĘ ciepło, to już interpretuję, przetwarzam. 🙁 Skąd wiem że to nie jest już ingerencja w energię? Pytam serio bo wydaje mi sie że trochę to wszystko jest bardzo subiektywne i trudno mówić o jakichś zasadach.
czytam ten watek od jakiegos czasu i mam pytanie z troche innej beczki. czy są jakies sygnały żeby jednak NIE odpuszczać sesji nawet przy wyczerpaniu, jakis przypadek kiedy przerwa byłaby gorsza? pytam bo moja partnerka jest w bardzo złym stanie i stara sie przekonac ze powinna kontynuowac cotygodniowe sesje u terapeuty choc ledwo wstaje rano
wracam do wątku o kamieniach bo Marcelinka pytała wcześniej i trochę to urwało się w połowie. czy przy emocjonalnym wyczerpaniu macie jakiś kamien ktory działa u was lepiej niż inne? ja ostatnio pracuje z larymaritem i czuje ze to takie lagodne, nie "czyści" gwałtownie jak obsydian tylko bardziej uspokaja. ale ciekawa jestem co inne osoby stosują
no nie, dzięki Urszulka za rozwinięcie 🙂 a mam pytanie do całej dyskusji ogólnie, bo widzę że dużo mówimy o tym żeby "nie robić za dużo" podczas wyczerpania. ale co konkretnie oznacza za dużo? jak ma wyglądać ta delikatna sesja krok po kroku, chociaż w zarysie? bo jak mówicie "nic nie otwieraj" to ja niewiem co dokładnie jest otwieraniem a co nie
dobra, to moze ktoś mi rozpisze krok po kroku co to znaczy "delikatna sesja"? bo cały czas słyszę żeby nie robić za dużo ale nikt nie mówi co to za dużo oznacza w praktyce. ja na przykład nie wiem czy 20 minut to już za dużo czy za mało
ha, dopiszę do tego co Elwirka napisała, bo sama to testuje od jakiegoś czasu. to co mi pomaga to żeby w ogóle nie nazywać tego sesja, bo sama ta nazwa powoduje że zaczynam coś "chcieć osiągnąc". jak robię to poprostu jako "lezenie z ręką na klatce" to jestem bardziej neutralna i chyba to działa lepiej podczas wyczerpania
znaczy to co Morion mówi ma sens psychologicznie, intencja kształtuje doświadczenie. ale mam pytanie do Elwirki, bo 10-15 minut to skąd ta granica? to jest jakaś zasada z konkretnej tradycji czy bardziej ogólne zalecenie "bo tak"?
boże, i właśne to "co czujesz po" jest chyba najlepszym wskaźnikiem. nie czas trwania. jeśli po sesji jesteś bardziej rozedrgana, płaczesz bez powodu, masz trudności z zasypianiem tej nocy, to był za duży bodziec. jeśli czujesz coś w stylu spokojnego zmęczenia albo lekkości, to skala była odpowiednia. 🙂 to nie jest rocket science ale trzeba się tego nauczyć obserwować
a co z płakaniem?, bo ja zawsze płaczę przy takich rzeczach i nie wiem czy to "za dużo bodźca" czy po prostu tak mi idzie to wychodzenie emocji. jak to rozróżnić? bo jakby to był zawsze zły znak to ja chyba w ogóle nie powinnam nic robić 🙂
ja mam inne pytanie, troche z boku ale jednak o tym samym. czy podczas takiej delikatnej sesji w ogóle cokolwiek się dzieje, czy to tylko relaks? bo czytam ten wątek i mam wrażenie że im delikatniej tym mniej efektów, a ja jednak chcę żeby coś się zmieniło, nie tylko poleżeć
no dobrze ale to może trwać tygodniami i miesiącami zanim cos poczuję? mnie cierpliwość do takich rzeczy zawze zawodziła, wolę wiedzieć ile czasu potrzeba mniej więcej
cierpliwość w tej pracy to nie jest opcja, to jest podstawa. i nikt ci uczciwie nie powie ile czasu, bo to zależy od głębokości wyczerpania, od tego jak długo to trwa, od historii osoby. ktoś kto jest wyczerpany od trzech miesięcy to inne zadanie niż ktoś kto ma to od kilku lat
wracam do pytania Alojzego bo mi się gdzies urwało w wątku. on pytał o partnerkę która jest pod opieką psychiatry i czy ma sens kontynuować pracę energetyczną. czy ktoś odpowiedział konkretnie? bo widzę odpowiedź Rydwana ale nie do końca rozumiem czy to tak czy nie szczerze? trochę mnie to irytuje jak ktoś tak stawia sprawę.
