ona sama mówiła, że czuje się jakoś inaczej od kiedy córka zaszła w ciążę. Używała słów, że jest jej raźniej, lżej. Nie łączyła tego z żadną energetyczną interpretacją, po prostu to czuła. Więc trudno mi powiedzieć czy to zbieżność, ale dla mnie jako obserwatora te dwa fakty były ze sobą powiązane.
kilka spotkań przez jakieś dwa miesiące. Za każdym razem coś się przesuwało w jej polu, szczególnie w okolicy serca i gardła. Jakby te dwie czakry stopniowo się odblokowywały. Ciekawe było to, że ona tego nie inicjowała świadomie, to działo się samo.
Zastanawiam się czy to co Rasphul opisuje nie jest przypadkiem procesu, który w starszym wieku naturalnie rusza, gdy pojawia się nowe życie w rodzinie. Coś w rodzaju reaktywacji przez kontekst. Bo babcia to nie jest neutralna rola energetycznie, prawda?
Chcę zapytać o coś praktycznego. Keijla mieszka z mamą, mama jest w żałobie, Keijla jest w ciąży. Czy ktoś wie jak to powinno wyglądać od strony jakiejś codziennej rutyny? Nie mówię o wielkich rytuałach, ale o małych rzeczach, które mogłyby pomóc obu na co dzień.
Mam pytanie trochę z innej strony. Wszyscy mówimy o mamie Keijli jakby to był problem do rozwiązania. A może ta relacja jest po prostu dobra i Keijla nie musi się za bardzo martwić? Czy nie przesadzamy z szukaniem ryzyk tam gdzie jest po prostu bliskość?
Ale to że relacja jest dobra i że warto być uważną to nie jest sprzeczność, nie? Można robić coś na co dzień nie dlatego że jest niebezpiecznie, ale dlatego że to po prostu dobre dla obu. Ja tak to rozumiem przynajmniej.
Mam doświadczenie z pracy z kilkoma osobami po siedemdziesiątce, bez żadnego kontekstu ciąży w ich życiu. To co zauważałem to pewne wyraźne spowolnienie w dolnych czakrach, ale jednocześnie u niektórych osób bardzo mocno aktywna ajna. Jakby energia z dołu podnosiła się ku górze z wiekiem. Nie wiem czy to regułą, ale widziałem to kilka razy.
To jest akurat coś czego nie podważam, bo intuicja u starszych osób to jest coś bardzo wyraźnego i potwierdzonego nawet poza ezoteryką. Choć my to nazywamy ajna, ktoś inny nazwie to doświadczeniem życiowym. Może to jest to samo tylko inny język?
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i chcę zapytać o coś czego jeszcze nikt nie ruszył. Czy u starszych osób zmiana przepływu energii zależy też od tego jak żyły przez całe życie? Bo wyobrażam sobie, że ktoś kto pracował ze swoją energetyką przez dekady ma inaczej rozłożone czakry na starość niż ktoś kto nigdy o tym nie myślał.
Czekajcie, bo to co Rasphul mówi jest naprawdę ciekawe i trochę wywraca to co myślałem. Czy możesz powiedzieć coś więcej o tym przypadku? Co konkretnie było trudniejsze u tej osoby?
Tu jest sedno sprawy i chcę się wtrącić. Rasphul opisuje coś czego ja też doświadczałem w pracy z seniorami, że identyfikacja z konkretnym stanem energetycznym może stworzyć pułapkę. Ale to nie jest argument przeciwko praktyce, tylko przeciwko przywiązaniu do efektu. Czy to się rozumiemy?
Czytam to i zastanawiam się jak to się ma do mojej mamy. Ona nigdy nie pracowała z energetyką świadomie, nic z tych rzeczy. Ale ma tę żałobę i teraz ciążę córki w otoczeniu. Czy to znaczy że jej przepływ idzie jakimś swoim torem bez żadnego wzorca który znamy?
Wracam do szerszego pytania z tytułu, bo chcę żebyśmy nie zgubili wątku. Mamy tutaj dwa fenomeny które się nakładają. Jeden to zmiana energetyki z wiekiem jako taka, niezależnie od kontekstu. Drugi to wpływ ciąży w otoczeniu na starszą osobę. Czy jest sens te dwa rzeczy rozdzielić i omówić osobno, czy one są nierozłączne?
W tradycji wedyjskiej to chyba jest opisane jakoś przy pranamayakoshe, nie? Czytałem gdzieś że w starszym wieku energia zaczyna się naturalnie unosić w górę bo muladhara robi się jakby mniej potrzebna. Chociaż może źle to rozumiem.
Czy to co Czulu mówi o mokshy nie jest trochę podobne do tego co w jodze nazywa się vairagyą? Chodzi mi o ten stan odpuszczania. Wydaje mi się że gdzieś o tym czytałem w kontekście starszych praktykantów ale nie jestem pewien czy dobrze to pamiętam.
To jest naprawdę dobre pytanie Ismer. Ja bym powiedział że zależy od tego na jakim etapie żałoby jest ta osoba. Na początku żałoby potrzeba jest zakorzenienia, a nie unoszenia. Jakiekolwiek przyspieszanie tego procesu w górę gdy ktoś jest niestabilny może być destabilizujące. Dlatego muladhara jest wtedy tak ważna.
Mam wrażenie że ta rozmowa zaczyna mi bardzo pomagać poukładać w głowie co się dzieje. Mama jest dopiero na początku tej drogi, tata odszedł nie tak dawno. Rozumiem teraz dlaczego Arbogi wcześniej mówił o muladharze. Czy jest coś prostego co mogę dla niej zrobić w tej chwili bez wielkich rytuałów, tylko na co dzień?
Szuka kontaktu, ale na swój sposób. Dużo mówi o tacie, wspomina, pokazuje zdjęcia. Córka jest w szóstym miesiącu, więc mama też jest przy niej, pomaga. Nie wiem czy to ją wspiera czy może jest zbyt dużo na raz.
To co opisujesz, czyli ten ruch między żałobą a nowym życiem, jest bardzo charakterystyczne. Ciąża w rodzinie przy jednoczesnej stracie to dla starszej osoby energetycznie coś wyjątkowego. Manipura i svadhisthana są mocno aktywowane z obu stron jednocześnie, co może być wyczerpujące nawet jeśli wygląda na zdrowe i normalne. Mam pytanie, czy mama sygnalizuje jakieś fizyczne zmęczenie, coś w okolicy splotu słonecznego, problemy trawienne?
Może być ze stresu, to jest spójna interpretacja. Ale z punktu widzenia energetycznego te dwie rzeczy się pokrywają. Stres i przeciążenie manipury to dwa opisy tego samego. Nie twierdzę że jedno wyklucza drugie.
No ale żołądek od stresu to normalna fizjologia, nie? Nie trzeba od razu wchodzić w czakry żeby to wyjasnić. Keijla, czy mama była u gastrologa czy tylko u ogólnego?
Wracam do wątku ogólnego bo myślę że mamy tu coś ważnego. Rasphul mówi o manipurze i svadhisthanie aktywowanych jednocześnie przez żałobę i ciążę. Ale ciąża jest cudza, to ciąża córki, nie mamy. Czy ta aktywacja działa tak samo przez więź rodzinną jak przez własne doświadczenie ciała?
To ciekawe bo ja zawsze myślałem że jak ktoś jest blisko kobiety w ciąży to po prostu przejmuje trochę tej energii. Jakby ciąża promieniowała. Czy to jest opisane gdzieś w tradycji czy sam to zmyśliłem?
Dobra, ale zanim przejdziemy do robienia czegokolwiek, bo widzę że rozmowa zmierza w tę stronę, muszę zapytać, Keijla, czy mama wie że rozmawiasz o niej w tym kontekście? I czy byłaby otwarta na jakąkolwiek świadomą pracę z energetyką? Bo to robi ogromną różnicę.
Mam pytanie do całej rozmowy, trochę z boku. Cały czas mówimy o tym jak wspierać energetycznie osobę starszą w żałobie. Ale wróćmy do pytania z tytułu wątku, czy samo starzenie się zmienia przepływ energii w czakrach niezależnie od takich wydarzeń? Tzn. czy jest jakaś naturalna mapa zmian z wiekiem?
Ale jak w ogóle weryfikujecie takie obserwacje? Rasphul mówi że widział, Czulu cytuje tradycję, Arbogi mówi o praktyce. Skad wiadomo że nie nakładacie własnych oczekiwań na to co widzicie albo co czujecie przy drugiej osobie? Serio pytam, nie złosliwie.
A więc to jest tak, że z wiekiem energia jakby wędruje ku górze? Jeśli tak, to czy to jest coś co należy korygować, czy to może naturalny etap? Bo może to nie jest patologia, tylko zmiana fazy.
