To mi coś wyjaśnia. Bo zastanawiałam się czy w ogóle ma sens robić jakąkolwiek pracę przy sakralnej jeśli nie jestem pewna gdzie stoję. Ale jeśli ona reaguje na 'teraz' a nie na jakiś ostateczny wyrok o sobie - to może to w ogóle nie jest warunek wstępny.
Właśnie, bo chyba nie chodzi o to żebyś 'wiedziała' zanim zaczniesz. Przynajmniej w mojej praktyce nigdy tak nie działa - najpierw coś czuję, dopiero potem ewentualnie rozumiem. Ty miałaś podobnie nie?
Chcę się upewnić że dobrze rozumiem Ulcię - czy mówisz że czakra sakralna jest jak barometr bieżącego stanu, nie jak detektor 'prawdziwej tożsamości'? Bo jeśli tak, to dużo rzeczy w tej dyskusji się układa.
Ale to znaczy że dwie osoby o tej samej orientacji mogą mieć zupełnie inny stan sakralnej? Jedna zaakceptowana, druga nie - i czakra będzie wyglądać kompletnie inaczej? To brzmi logicznie ale chcę się upewnić że dobrze to rozumiem.
To jest dla mnie naprawdę otwierające. Bo dotąd myślałem o czakrach jak o czymś co opisuje 'co jesteś', a wy mówicie że bardziej opisuje 'jak jesteś z tym co jesteś'. To subtelna różnica ale spora. Czy jest jakieś źródło albo tradycja która to tak ujmuje, czy to wasza interpretacja?
Okej, ale tu mam pytanie które mnie niepokoi - bo jeśli czakra 'reaguje na wstyd', to czy praca przy sakralnej może być czymś w rodzaju terapii? Bo to zaczyna brzmieć jak coś, co ma realne działanie psychologiczne. I czy to jest bezpieczne robić bez prowadzenia?
To pytanie mnie też dotyczy, bo robiłam to sama. I nie miałam prowadzenia w sensie terapeutycznym. Miałam tylko tę medytację i własne notatki. Nic dramatycznego mi się nie przydarzyło, ale to nie znaczy że tak jest dla każdego.
Mnie Franciszka pytanie niepokoii trochę w inne stronę - bo jeśli praca z sakralną dotyka wstydu, to co jeśli ktoś ma tego wstydu bardzo dużo? Czy nie ma ryzyka że zamiast przepływu to po prostu... więcej bólu?
Też się nad tym zastanawiałam. U mnie przy pewnych medytacjach przy sakralnej wychodziły rzeczy, których się zupełnie nie spodziewałam - i nie tylko przyjemne. Jeden raz po prostu płakałam bez powodu przez chwilę. Czy to normalna część pracy z tą czakrą?
To podobne do tego co opisywałam wcześniej - nie zawsze wiemy co się dokładnie wydarzyło. I może to nie jest warunek żeby coś się wydarzyło. Mnie ten wątek z płaczem bez przyczyny jest bliski, sama to przeżyłam i też nie umiałam tego do końca nazwać.
Słucham i mam jedno konkretne pytanie do tych z was które mają doświadczenie - czy w takich momentach jak ten płacz albo te myśli, czułyście że to ma związek z tematem orientacji, czy raczej to była jakaś szersza warstwa emocjonalna? Bo może sakralna wypuszcza 'wszystko' a nie tylko to co akurat przeżywamy.
To rozróżnienie które opisujesz - czy skupienie nadało kierunek, czy sakralna 'sama wiedziała' - jest dla mnie centralnym pytaniem tej całej dyskusji. Bo od odpowiedzi na to zależy bardzo dużo. Jak myślisz, co by się stało gdybyś weszła w tę samą medytację bez żadnego pytania w tle?
Mnie to pytanie Ulci bardzo uderzyło bo ja nigdy nie wchodzę w medytacje 'czysto'. Zawsze mam jakiś temat, jakieś pytanie które mnie gryzie. I nie wiem czy to jest wada czy po prostu tak u mnie działa. Czy ktoś próbował naprawdę bez intencji?
Zgadzam się z Franciszką, i to dotyczy też mojego płaczu który opisywałam. Nie miałam żadnego konkretnego pytania tamtego razu, ale miałam jakiś ogólny nastrój. Więc nie wiem co tak naprawdę 'wywołało' tę reakcję.
To pytanie Celestyny mnie zatrzymuje. Bo ja dużo energii włożyłam w to żeby zrozumieć co się wydarzyło, zamiast po prostu pozwolić żeby zostało. Może to był błąd? Albo po prostu mój styl - taki bardziej analityczny.
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie że wyłania się z tego coś ciekawego - że praca z sakralną to nie jest procedura którą można zrobić 'poprawnie albo nie'. Czy dobrze to czytam? Bo jeśli tak, to skąd w ogóle wiadomo że coś 'zadziałało'?
Ja mam podobny problem jak Tadek, ale z innej strony. Bo skoro nie wiadomo kiedy 'zadziałało', to też nie wiadomo kiedy przestać. Czy jest jakiś punkt w którym mówisz - okej, sakralna jest teraz w porządku, nie muszę już na niej pracować?
Więc to jest coś co się zmienia razem z życiem? Nie raz ustawiasz i masz spokój, tylko raczej... ciągła rozmowa z samą sobą przez ciało? Tak to rozumiem i wydaje mi się to i sensowne i trochę przytłaczające jednocześnie.
Wracając do tego co mówiła Ulcia - że zmieniają się tematy i głębokości - to mnie zastanawia w kontekście tytułu tego wątku. Bo jeśli moja orientacja albo stosunek do niej się zmienił, to znaczy że sakralna też pracuje nad innym 'materiałem' niż wcześniej? To by tłumaczyło dlaczego te same medytacje dają różne efekty w różnym czasie.
To jest ciekawe spostrzeżenie, ale mam do niego jedno ale. Czy nie ma tu ryzyka że zaczynamy projektować? Znaczy - widzę zmianę w swoim życiu, widzę zmianę w tym jak czuję sakralną, i łączę to razem. Ale czy to połączenie jest prawdziwe, czy tylko opowieść którą sobie tworzę?
Myślę że Franciszka i Celestyna dotykają tutaj czegoś bardzo fundamentalnego i nie chcę żeby to przeszło bez uwagi. Bo to jest właściwie pytanie o to czy ezoteryka ma wartość jeśli nie da się jej zweryfikować. I to jest pytanie na które każda z nas musi odpowiedzieć dla siebie. Ja nie uznaję go za retoryczne.
Dla mnie to pytanie zawsze kończy się na tym samym miejscu - co zmieniło się w moim codziennym życiu. Nie w czasie medytacji, nie w teorii, tylko po. I jak to sprawdzam, to najczęściej coś jednak jest inne. Czy to czakra czy opowieść o czakrze, nie wiem. Ale różnica jest.
To chyba jest moja odpowiedź na pytanie z pierwszego mojego posta w tym wątku. Nie wiem czy sakralna 'reaguje na orientację'. Ale wiem że coś w tej pracy z nią reaguje na to co przeżywam w związku z orientacją. I to dla mnie wystarczy żeby kontynuować. Chociaż nadal mam pytania.
Romcia, jakie pytania Ci zostały? Pytam bo mam wrażenie że ten wątek zaraz dobiegnie końca, a chcę wiedzieć czy jest coś co dalej nie jest jasne - bo może ja albo ktoś inny ma coś do dodania.
Wikusia, zostały mi dwa pytania, które nie dają mi spokoju. Pierwsze to czy ta praca z sakralną ma jakiś kierunek - znaczy, czy jest coś 'dalej' po niej, czy zawsze krąży się w tym samym miejscu. I drugie, bardziej konkretne - czy zmiana orientacji albo samego stosunku do niej to jest coś co inicjuje pracę czakry, czy odwrotnie, praca z czakrą to inicjuje zmianę? Bo ja cały czas nie wiem co było pierwsze.
To pytanie o kierunek - czy sakralna ma coś 'dalej' - jest bardzo sensowne i chcę się przy nim zatrzymać. W tym systemie siedmiu czakr sakralna nie jest ostatnią stacją, jest drugą od dołu. Nad nią jest splot słoneczny, serce, gardło... Więc teoretycznie 'dalej' jest kolejna czakra. Ale czy to znaczy że idziesz po schodach? Nie do końca. Raczej wszystko pracuje równocześnie, a ty masz w różnych momentach różne ogniska uwagi. Romcia, a co cię skłoniło do myślenia o tym jako o czymś sekwencyjnym?
Romcia, ja przez długi czas robiłam dokładnie to samo - mieszałam co się dało. I wiesz co, nie sądzę żeby to był problem sam w sobie. Ale Franciszka ma rację że jeśli używasz pojęcia z jednego systemu, a metody z drugiego, to czasem nie wiesz co właściwie sprawdzasz. Ja to rozwiązałam tak, że jak coś mnie naprawdę interesuje, to zaczynam od jednego źródła i staram się zostać przy nim przez jakiś czas zanim przeskoczę.
