Mogę zapytać coś z boku? Bo słucham i mam wrażenie że jest tu ukryte założenie że sakralna i orientacja seksualna są ze sobą połączone. Ale skąd to założenie w ogóle pochodzi? Ktoś mi wcześniej powiedział że sakralna to czakra 'seksualności', ale czy to znaczy orientacja, czy po prostu energia seksualna, popęd? Bo to chyba nie to samo?
A czy ktoś tu w ogóle doświadczył jakiejś wyraźnej zmiany w sakralnej przy okazji zmiany w tym jak się identyfikuje seksualnie? Romcia opisała swoje doświadczenie na początku, ale ciekawe czy ktoś jeszcze ma coś z własnej praktyki. Bo trochę za dużo teorii, a mało konkretu.
Ja nie mam doświadczenia z orientacją, ale mam coś innego - gdy rozstałam się z partnerem po bardzo długim związku, to przez kilka tygodni czułam coś dziwnego właśnie w okolicach sakralnej. Jakiś rodzaj pustki albo chłodu. Nie wiem czy to 'praca czakry', ale było to fizycznie odczuwalne. Czy to może być powiązane z tym o czym mówicie?
Słucham Silarii i zastanawiam się czy moje doświadczenie jest w jakimś sensie podobne - bo u mnie też był moment jakiegoś 'odcinania', tylko nie od osoby, ale od własnego obrazu siebie, od tego kim myślałam że jestem. Może sakralna reaguje na każde głębsze zerwanie z tym co było, niekoniecznie związane z seksem wprost?
To co Romcia mówi jest ciekawe - zerwanie z obrazem siebie. Bo to by znaczyło że sakralna nie jest dosłownie 'czakrą seksu' tylko czymś szerzej - czakrą tożsamości związanej z tym jak siebie czujesz od środka, w ciele. A to już jest pomost między orientacją a innymi dużymi zmianami życiowymi. Tylko nie wiem czy to nie jest moje własne wymyślanie.
Franciszka słusznie studzi, ale chcę dodać jedną rzecz praktyczną. Niezależnie od tradycji i interpretacji - jeśli Romcia czuje coś w obszarze sakralnej gdy pracuje nad przyjęciem swojej orientacji, to to doświadczenie jest realne. Teoria ma pomagać w rozumieniu, nie negować to co czujesz. Romcia, czy w tej chwili, po całej tej rozmowie, masz poczucie że coś ci się ułożyło? Nie w sensie odpowiedzi, ale w sensie czy pytanie zmieniło kształt?
Tak, zmieniło. Przyszłam tu z pytaniem czy sakralna 'reaguje na orientację' - takim dość technicznym. A teraz myślę że to było za wąskie pytanie. Może ważniejsze jest to czy sakralna reaguje na procesy tożsamościowe w ogóle, a orientacja jest jednym z nich. To mnie spokojniej nastawia do całej tej pracy. Choć Tadkowe pytanie o to co było pierwsze - czakra czy zmiana - wciąż mi siedzi. I chyba zostanie.
To co Romcia napisała na końcu - że pytanie było za wąskie - to mnie uderzyło. Bo ja przyszłam do tego wątku zupełnie nie rozumiejąc czakr i myślałam że sakralna to po prostu 'ta od seksu'. A tu wychodzi że to jest coś dużo bardziej złożonego. Czy mogę zapytać głupio - czy to znaczy że każda czakra tak naprawdę działa szerzej niż się wydaje na pierwszy rzut oka?
Właśnie i dlatego myślę że moje doświadczenie ma sens w tym kontekście. Kiedy zaczęłam przyjmować inną orientację, to nie był proces 'seksualny' w wąskim znaczeniu - to był proces rozumienia siebie inaczej, czucia się inaczej w ciele. I to się przekładało na coś w obszarze sakralnej. Ale chciałam zapytać - czy ktoś wie czy ta zmiana może się też przejawiać fizycznie? Bo mnie w pewnym momencie bolał dosłownie ten obszar brzucha, dół.
Ten ból fizyczny - to jest coś o czym chciałam powiedzieć. U mnie przy silnych procesach emocjonalnych związanych z relacjami zawsze to ląduje w okolicach dolnego brzucha albo bioder. Nie wiem czy to 'jest' sakralna w sensie energetycznym, ale korelacja jest stuprocentowa. Może to po prostu ciało które trzyma napięcie w tym miejscu?
W bioenergoterapii mówi się że ból albo ucisk w obszarze czakry może oznaczać zarówno aktywację jak i blokadę - i że żeby je odróżnić, trzeba patrzeć na kontekst. Romcia opisuje czas dużych wewnętrznych zmian - to mi bardziej brzmi jak aktywacja, intensywna praca energetyczna ciała niż zablokowanie. Choć oczywiście to nie jest diagnoza, tylko wrażenie.
Słuchajcie, wróćmy na chwilę do oryginalnego pytania Romci, bo mi sie wydaje że trochę odpłynęłysmy. Ona pytała czy sakralna 'reaguje' na zmieniającą się orientację - i myślę że z tej całej rozmowy wyłoniła się odpowiedź: reaguje, ale nie bezpośrednio na orientację jako taką, tylko na procesy tożsamościowe z nią związane. Czy Romcia tak to rozumie? Bo chce się upewnić że dobrze to czytam.
Tak, tak to teraz rozumiem. Choć zostaje mi jedno pytanie, które wcześniej gdzieś mignęło i nie zostało rozwinięte - Eleonorka mówiła że orientacja to 'ustawienie anteny'. Czy to znaczy że kiedy orientacja się zmienia albo kiedy ją przyjmujesz, ta antena się przestawia i sakralna musi się do tego dostosować? Trochę jakby kalibracja?
Tak, to jest dobry sposób myślenia o tym. Nie zmienia się sama czakra jako ośrodek energetyczny - zmienia się to na co jest nastawiona, czego szuka, co przyciąga. Przy głębokiej zmianie tożsamościowej ta kalibracja może być odczuwalna właśnie jako intensywność, ból, chaos energetyczny albo wręcz przeciwnie - nagła ulga i ciepło. Zależy od osoby.
Franciszka, to co mówisz jest ważne i to czuję - że to nie jest coś co się kończy. To bardziej jak... długi prąd rzeki niż jednorazowe przestawienie czegoś. Chyba dlatego też sakralna mi 'reaguje' w falach - raz spokój, raz znowu coś się kręci.
Ten obraz rzeki jest dobry. Moje doświadczenie po rozstaniu też nie było jednorazowe - ta pustka i chłód wracały falami przez długi czas. Może w sakralnej chodzi właśnie o to że jest to czakra przepływu i kiedy przepływ jest zaburzony - przez zmianę, stratę, odkrycie czegoś nowego w sobie - to te fale są właśnie dowodem że coś się porusza?
Czytam ten wątek od dawna i nigdy nie piszę, ale muszę się odezwać, bo to co Silaria i Romcia opisują jest bardzo bliskie temu co sama przeżywałam. Też miałam takie etapy gdzie sakralna była raz intensywna, raz spokojna. I zastanawia mnie - czy praca z sakralną podczas takich procesów powinna wyglądać inaczej niż normalna praktyka czakrowa? Czy coś powinno być ostrożniej?
Ten obraz przepływu i fal daje mi do myślenia jeszcze w jednym kierunku. Jeśli sakralna jest czakrą przepływu, to czy to znaczy że właśnie ona jako pierwsza wyczuwa, że coś w nas chce iść w innym kierunku - zanim my sami zdajemy sobie z tego sprawę? Czy ktoś miał takie doświadczenie, że ciało wiedziało wcześniej niż głowa?
To pytanie mnie zatrzymuje. Bo tak - jest coś takiego. Zanim nazwałam pewne rzeczy w sobie, te okolice brzucha i bioder były niespokojne, jakby szukały czegoś. Dopiero kiedy pozwoliłam sobie to świadomie poczuć, ten niepokój się uspokoił. Ale nie wiem czy to 'sakralna wiedziała' czy po prostu ciało przetwarza napięcie emocjonalne szybciej niż umysł je formułuje.
Słuchajcie ale właśnie to jest ciekawe co Romcia opisuje - że ciało wiedziało wcześniej niż głowa. Bo w kontekście orientacji to ma sens niezależnie od tego czy wierzymy w czakry dosłownie. Wiele osób opisuje że najpierw czuły 'coś nie gra' zanim w ogóle dopuściły do siebie jakąś myśl. I tu wraca pytanie czy sakralna jest tym miejscem gdzie to się zbiera.
Właśnie to chciałam dopowiedzieć do swojego poprzedniego pytania - mnie też interesuje ten moment 'przed słowami'. U mnie wyglądało to tak, że miałam takie ciągłe poczucie dyskomfortu, które nie miało nazwy, i lokalizowało się nisko w ciele. Dopiero znacznie później zrozumiałam do czego się odnosiło. Czy Romcia miała podobnie - że najpierw był ten fizyczny sygnał, bez rozumienia?
Jagodzianka, tak - dokładnie tak. Najpierw było jakieś niepokojące ciepło i intensywność w tym obszarze, a ja nie wiedziałam do czego to przypisać. Przez długi czas myślałam że to stres albo że coś ze mną nie tak fizycznie. Dopiero kiedy zaczęłam pracować z medytacją, zaczęłam to łączyć z czymś głębszym. Ale nawet teraz nie wiem czy to była sakralna 'mówiąca' czy po prostu napięcie szukające ujścia.
To co opisujecie obie - ten sygnał bez nazwy - jest czymś o czym dużo się mówi w pracy z ciałem. W somatoterapii nazywa się to 'felt sense', poczucie cielesne przed konceptualizacją. I właśnie obszar miednicy i bioder jest jednym z miejsc gdzie napięcia emocjonalne i tożsamościowe często się lokalizują. Niezależnie od tego jak to nazwiemy energetycznie - to jest wzorzec który pojawia się bardzo często.
Celestyna, to ciekawe pytanie. Anahata też pracowała, to prawda - ale inaczej. Serce miało taki ból który rozumiałam jako żałobę za starym ja. Natomiast ta niskobrzuszna intensywność była inna jakościowo - bardziej żywotna, mniej bolesna, bardziej jak... przebudzenie czegoś. Dlatego intuicyjnie lokalizowałam to przy sakralnej.
To co Romcia mówi o jakości - że jedno było żałobą a drugie przebudzeniem - to mi się wydaje ważnym rozróżnieniem. Może różne czakry procesowały różne aspekty tej samej zmiany? Serce - stratę, sakralna - nowe ustawienie. Czy tak to mniej więcej wyglądało?
Silaria, tak, to jest dobry opis. Jakby ta sama zmiana była wielowątkowa i każdy wątek lądował gdzie indziej w ciele. Choć nie wiem czy to jest tak 'czyste' jak to brzmi - były momenty gdzie wszystko było razem i nie umiałam nic rozróżnić.
A właśnie - czy praca z sakralną w tamtym czasie w ogóle pomagała, czy raczej było tak że ona sama robiła swoje a ty obserwowałaś? Pytam bo wcześniej Jagodzianka pytała o to czy aktywna praca jest wskazana w intensywnych momentach i zostało to trochę zawieszone.
