Słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że mgła i urywanie myśli to są tak powszechne stany, że każdy je zna niezależnie od podejścia do czakr. Czy jest w ogóle jakiś objaw, który byłby charakterystyczny wyłącznie dla energetycznego przeciążenia, a nie dla zwykłego zmęczenia? Szukam czegoś, co by naprawdę rozróżniało.
No ale przecież każdy zna to, że się wyśpi i nadal jest zmęczony. To się zdarza po intensywnym tygodniu, po stresie, po chorobie. Nie trzeba od razu czakr. Mam wrażenie, że tutaj każdy normalny objaw dostaje etykietkę energetyczną.
Mnie też interesuje odpowiedź na to pytanie Ildefons82, bo sama nie wiem co właściwie robić kiedy mam to co Smiertka opisuje. Medytować? Ale jak jestem zmęczona, to medytacja mi nie wychodzi, bo myśl się urywa i odpływam.
Ja się tu rozpoznaję, Goryczka55. Z medytacją przy takim zmęczeniu mam identyczny problem. Właśnie dlatego zaczęłam szukać czegoś innego. I ostatnio trafiłam na pomysł z uziemianiem, ale przez czakrę podstawy, nie głowy. Logika była taka, że może problem jest na górze, bo za mało energii schodzi w dół. Ale nie wiem czy to ma sens, czy to moje wymyślanie.
Chodziłam boso po trawie, serio. Czytałam że to proste, a działa. I po kilkunastu minutach to urywanie myśli było mniejsze. Ale nie wiem, czy to była energia, czy po prostu chłód i dotyk trawy odciągnęły uwagę od głowy. Sama siebie nie wiem jak to interpretować.
A czy do tego uziemiania przez czakrę podstawy można też używać kamieni? Czytałam o czarnym turmalinie, że pomaga przy uziemianiu, ale nie wiem czy to akurat przy takim przeciążeniu głowy miałoby sens, czy raczej do innych celów.
To co mówisz o niezdolności do zinterpretowania własnego doświadczenia jest chyba kluczowe dla całej tej rozmowy. Bo jeśli sama Smiertka, która to przeżyła, nie wie czy to był chłód trawy czy energia, to jak my możemy w ogóle mówić o rozróżnianiu zmęczenia czakr od zmęczenia mózgu? Czy nie jest tak, że to rozróżnienie jest z definicji niemożliwe do sprawdzenia?
Ale spacer boso po trawie to jest też po prostu wyjście z domu, ruch, świeże powietrze, oderwanie od ekranu. To wszystko robi coś z głową bez żadnych czakr. Skąd wiadomo, że nie to zadziałało?
Ja tak robiłam, siadałam w ogrodzie bez butów i bez spacerowania. I coś się zmieniało, ale nie umiem powiedzieć co konkretnie. Głowa stawała się mniej natłoczona. Ale nie wiem czy to spokój miejsca, czy ziemia, czy rzeczywiście czakra podstawy. Nigdy nie umiałam tego rozdzielić.
Mnie bardziej zastanawia pytanie Smiertki z początku wątku, które trochę zaginęło w tej rozmowie o trawie. Czy w ogóle doszłyśmy do jakiegoś sposobu na rozróżnienie zmęczenia czakry od zmęczenia mózgu? Bo czytam od początku i wciąż nie jestem pewna.
Goryczka55, też nie jestem pewna, że doszłyśmy, i to jest może ważniejsza odpowiedź niż gdybyśmy miały gotowy przepis. Ale coś zaczyna mi się układać po tej rozmowie. Zmęczenie mózgu odpowiada na odpoczynek od bodźców. Zmęczenie czakry odpowiada na coś innego, na zmianę jakości energii, nie ilości.
Zmiana jakości energii, nie ilości, to brzmi sensownie, ale jak to w praktyce odróżnić zanim sprawdzisz co pomaga? Bo żeby wiedzieć, że odpoczynek nie pomaga, trzeba najpierw odpocząć i nie mieć efektu. A co jeśli ktoś po prostu nie daje sobie czasu na ten odpoczynek i myśli, że nie pomaga?
Szczerze? Nie mam. Dlatego mnie to drażni, bo czuję że powinno być jakieś kryterium, a go nie ma ani z jednej, ani z drugiej strony.
To jest uczciwa odpowiedź Ildefons82 i trochę mnie to rozbraja, bo spodziewałem się inaczej. Ale wracając do tematu, bo mam wrażenie że krążymy, jest jedna rzecz której nie sprawdziłyśmy. Ktoś tutaj próbował pracować z konkretną czakrą i obserwować czy zmęczenie tego rodzaju mija szybciej? Nie uziemianie ogólne, tylko celowa praca z konkretnym ośrodkiem.
To tłumaczenie z tym korkiem jest dla mnie pierwsze co naprawdę rozumiem w tej rozmowie. Czy to jest podejście które ktoś zna z jakiegoś konkretnego systemu pracy z czakrami, czy to własna interpretacja Smiertki?
Szczerość przede wszystkim, po prostu wyszłam. Czytałam wcześniej o uziemianiu, ale kiedy stałam na tej trawie to myślałam głównie o tym żeby mi było lepiej, nie o czakrach. Dopiero potem zaczęłam to łączyć. Więc nie wiem czy intencja coś zmieniała w tym wypadku, czy zadziałał sam kontakt z ziemią.
I właśnie to mnie zastanawia po całej tej rozmowie, bo intencja to jest coś o czym dużo się mówi w kontekście pracy z czakrami, ale jeśli u mnie zadziałało bez niej, to co to właściwie znaczy? Że ciało samo sobie coś zrobiło? Albo że intencja jest dodatkiem, a nie warunkiem koniecznym? Nie wiem jak to ugryźć.
To akurat jest ciekawy punkt, bo w wielu tradycjach intencja jest traktowana jako wzmacniacz, nie jako silnik. Silnikiem ma być sama energia miejsca albo materiału. Więc może twoje stopy na trawie zadziałały niezależnie od tego co myślałaś, a gdybyś stała z pełną intencją, efekt byłby głębszy? Albo dłużej utrzymany. Tego nie sprawdzisz bez porównania.
Ja prowadziłam przez jakiś czas coś w rodzaju dzienniczka, zapisywałam jak się czuję przed i po różnych rzeczach. Ale szybko przestałam, bo zaczęłam zauważać że samo zapisywanie zmieniało moje nastawienie, a potem nie wiedziałam czy zapisuję obserwację czy już sugestię samą dla siebie.
No właśnie, i teraz wracamy do punktu który podnosił Bard, że nie ma narzędzia, nie ma miary, jest tylko wrażenie. I to wrażenie jest zmieniane przez samą obserwację. To chyba jednak zamknięte koło.
Mam wrażenie że to koło istnieje też w zwykłej psychologii, placebo, efekt nocebo, sugestia. Tam też obserwacja zmienia wynik i jakoś ludzie nie mówią że cała psychologia jest bezwartościowa. Dlaczego tutaj to ma być od razu dyskwalifikacja?
To, o czym tu mowa, jest dla mnie ważne, bo ja też najpierw poczułam coś przy stopach, a dopiero potem przeczytałam że to ma związek z uziemieniem. Oczywiście mogłam wcześniej gdzieś to wchłonąć i nie pamiętać, ale jakiś czas między odczuciem a przeczytaniem jednak był. Nie wiem czy to cokolwiek dowodzi.
To jest właśnie ta kategoria doświadczeń która mnie zawsze najbardziej interesuje, kiedy odczucie poprzedza wiedzę. Bo wtedy przynajmniej wiesz że nie było prostej autosugestii. Ale pytanie do ciebie Smiertka, czy to odczucie przy stopach miało jakiś związek ze zmęczeniem umysłowym który zaczął wątek, czy to był inny stan?
Wracam do tego pytania które gdzieś zginęło, czy ktoś wie jak w teorii czakr tłumaczy się ten stan kiedy głowa jest pełna ale nie śpiącą? Bo to brzmi jak coś specyficznego i ciekawi mnie czy tradycja ma na to jakieś konkretne wyjaśnienie, nie tylko ćwiczenie.
Pasuje bardziej niż cokolwiek co czytałam wcześniej. Ten opis, energia na górze bez odpływu, to jest właśnie to. Jakby głowa była zatkaną rurą. I to by też tłumaczyło dlaczego uziemianie pomagało, bo tworzyło ujście. Ale nadal nie wiem jak to odróżnić w momencie od zwykłego przepracowania zanim sprawdzi się co pomaga.
I tu znowu wracamy do punktu wyjścia. Nie ma jak odróżnić przed faktem. Ale słyszę że Smiertka ma teraz lepszy opis tego stanu niż na początku wątku. Może to jest właśnie wynik tej rozmowy, nie gotowy przepis, ale lepszy słownik do własnych odczuć?
Mam jeszcze jedno pytanie do Smiertki, bo od początku wątku kręcimy się wokół tego momentu rozróżnienia. Czy po tej całej rozmowie masz jakiś sygnał, choć jeden, którym możesz się kierować zanim sprawdzisz co pomaga? Coś co twoje ciało robi inaczej w tym jednym stanie niż w drugim?
