To co opisujesz to klasyczne przeładowanie tej czakry - jest dużo do powiedzenia, ale kanał jest zablokowany z powodu lęku. I tu żadna technika biurowa nie rozwiąże sedna sprawy, to wymaga głębszej pracy. Ale techniki mogą dać ulgę w tym co czujesz na co dzień, żebyś miała energię w ogóle do tej głębszej pracy. Nie zamiast, tylko jako wsparcie.
To co powiedziałaś Kasiu o pomijaniu twoich pomysłów - to jest bardzo konkretna informacja. Gardło nie blokuje się bez powodu. Pytanie które mam: czy to napięcie w szyi pojawia się tylko przy szefie, czy też przy innych osobach na tych zebraniach?
To bardzo ważne rozróżnienie. Jeśli to jest reakcja na wzorzec zachowania, a nie na człowieka, to praca z czakrą gardła musi uwzględniać właśnie ten wyzwalacz. Czy pamiętasz czy kiedyś wcześniej w życiu byłaś w sytuacji gdzie mówiłaś coś i byłaś ignorowana?
Wracam od razu. Czasem nawet mam kolejne spotkanie zaraz po. Nie ma żadnego przejścia.
To jest coś co można zmienić bez żadnej ezoteryki na razie. Dwie minuty w toalecie po zebraniu, nic więcej. I w tych dwóch minutach można zrobić coś prostego dla gardła - kilka głośnych wydechów przez otwarte usta, dosłownie wypuszczenie powietrza z dźwiękiem. Nie musi być mistycznie, ciało reaguje na to samo.
Dodam do tego - po takim rozluźnieniu gardła warto przez chwilę pomyśleć co tak naprawdę chciałaś powiedzieć na tym zebraniu. Nie żeby analizować, tylko żeby to sformułować dla siebie, nawet w myślach. To trochę jak wirtualne wypowiedzenie tego co zostało zablokowane. Brzmi dziwnie ale mi pomagało.
Wracam do czegoś co Pajeczyna powiedziała wcześniej - że tu potrzeba głębszej pracy. Zgadzam się z tym ale chcę doprecyzować. Czy mówimy o pracy z czakrami samodzielnie, czy sugerujesz Kasi coś z pomocą kogoś z zewnątrz? Bo to są dość różne ścieżki.
No i znowu to samo - zamiast dać Kasi konkretny plan to każdy mowi ze trzeba głębszej pracy albo terapeuty. Prosto - rano przed pracą 10 minut na muladhara, wieczorem afirmacje dla vishuddhi i po sprawie. Nie trzeba tu filozofii.
Obaj macie rację w różnych miejscach. Systematyczna praca ma sens, ale Kasia powiedziała nam że nie ma teraz zasobów na rano ani na wieczór. Więc pytanie jest inne - co zrobić przy bardzo ograniczonym czasie i energii, żeby cokolwiek zaczęło się zmieniać. Kasia, mam do ciebie pytanie praktyczne: czy jest jakiś moment w ciągu dnia pracy który należy do ciebie? Przerwa obiadowa, kawka, cokolwiek?
Zazwyczaj chodzę wokół budynku, czasem siadam na ławce jak jest dobra pogoda. Głównie chodzi o to żeby nie siedzieć w środku. Ale jakoś tak bezrefleksyjnie - wychodzę, trochę oddycham, wracam. Nie myślę o tym jako o czymś konkretnym.
To jest właśnie to. Masz już nawyk wychodzenia - to nie jest mało. Pytanie czy możesz dorzucić do tego jeden element który nie zajmie czasu, tylko zmieni jakość tego co już robisz. Na przykład - czy podczas tego chodzenia zwracasz uwagę na to jak stawiasz nogi? Kontakt stopy z ziemią, dosłownie fizyczny?
