Ostatnio siedzę nad tym tematem i nie daję sobie spokoju. Chodzi mi o zazdrość - ale nie tę zwykłą, życiową, tylko o to, co ona robi energetycznie. Bo kiedy patrzę na kogoś i czuję to charakterystyczne ściśnięcie w klatce, to zastanawiam się, czy to splot słoneczny, czy może serce. I czy w ogóle da się to przepracować na poziomie czakr, czy trzeba iść głębiej. Macie jakieś przemyślenia? Bo gdzieś czytałam, że zazdrość to zablokowana czakra serca, ale też że to manipura, bo chodzi o ego i porównywanie statusu. Nie wiem, które podejście jest bliższe prawdy.
To zależy od rodzaju zazdrości, bo to nie jest jedna emocja. Jeśli chodzi o zazdrość dotyczącą tego, że ktoś "ma więcej" - karierę, pieniądze, uznanie - to bym szukała w manipurze. Ale jeśli chodzi o relacje, uczucia, bliskość z drugą osobą, to serce. Zresztą często działa to na obu poziomach jednocześnie i trudno to rozdzielić. Mam jedno pytanie do ciebie - czy kiedy czujesz to ściśnięcie, to jest raczej wyżej czy niżej? Bo to może dużo powiedzieć.
Powiem wam tyle - z tego co obserwuję, to porównywanie się z innymi samo w sobie nie jest problemem czakry serca ani manipury. To jest sposób ego i poczucia odrębności, które siedzą dużo głębiej, w muldharze i swadhistanie. Jeśli ktoś ma dobrze zakorzenioną pierwszą czakrę, to porównanie nie zagraża jego poczuciu bezpieczeństwa. A jeśli jest chwiejny na poziomie korzenia, to każde porównanie staje się egzystencjalnym zagrożeniem i wtedy dopiero wchodzi manipura z tym całym napięciem.
Czytam i zastanawiam się nad jednym - czy to znaczy, że praca z zazdrością powinna zaczynać się od dołu, od korzenia, a nie od serca? Bo wydawało mi się, że większość ludzi idzie prosto w serce, a wy mówicie o czymś zupełnie innym.
To tłumaczy trochę, dlaczego pewne medytacje na sercu mi nie pomagały, kiedy próbowałam przepracować zazdrość. Siedziałam, wizualizowałam zieloną energię, nic - a może nawet było gorzej. A jak teraz myślę o tym, skąd ta zazdrość pochodzi, to ma związek z poczuciem, że nigdy nie jestem wystarczająco dobra. I to brzmi bardziej jak korzeń niż serce.
Jest teoria, że w różnych etapach życia dominują różne czakry - nie znaczy to, że reszta nie działa, ale że dana czakra jest niejako "w centrum" danego okresu. W dzieciństwie i wczesnej młodości to podstawa i sacrum - bezpieczeństwo, tożsamość, seksualność. Potem wchodzi manipura - ambicja, porównywanie, kariera. I jeśli te etapy nie są przepracowane, to zostają z nami, ale przybierają inne formy. Dlatego ta zazdrość Faddiego "zeszła niżej" - może wcześniej była w manipurze, a teraz dotknęła głębszych warstw w swadhistanie albo właśnie korzeniu.
Czytam i mam pytanie, które może brzmieć naiwnie - ale czy te etapy czakrowe są jakoś stałe dla wszystkich, czy każdy ma swój rytm? Bo wydaje mi się, że niektórzy ludzie w wieku 40 lat wciąż żyją manipurą, a inni jakby "przeskoczyli" do wyższych czakr wcześniej.
A to jest trochę przytłaczające, jeśli mam być szczera. Znaczy - że można utknąć w jednym miejscu na dekady? I nie wiedzieć o tym? Jak w ogóle to rozpoznać, gdzie się jest zablokowanym?
Nigdy bym nie pomyślała, że zazdrość może być czymś... użytecznym. Zawsze mi się wydawało, że to po prostu zły uczucie i koniec. Ale jak to opisujecie, to wychodzi na to, że ona sama w sobie nie jest problemem, tylko to co z nią robimy? Dobrze rozumiem?
Słucham tego i zastanawiam się - czy ktoś z was w ogóle próbował pracować z tym przez ciało, nie przez głowę? Bo ja generalnie słabo rozumiem medytacje, ale raz robiłam coś z rozciąganiem i oddechem i miałam wrażenie, że coś puściło. Nie wiem co, ale puściło.
A ja mam pytanie trochę z innej strony - czy jak ktoś jest chronicznym perfekcjonistą i ciągle porównuje swoje wyniki z innymi w pracy, to to też jest kwestia manipury? Bo wydawałoby mi się, że to bardziej głowa, nie emocje.
Czytam to od jakiegoś czasu i mam jedno pytanie, bo może głupie, ale się boję że źle zrozumiem - jak ktoś mówi, że "energia idzie do góry" to mówi o czymś dosłownym czy to jest metafora? Bo nie bardzo czuję takie rzeczy i nie wiem czy to znaczy, że u mnie nic nie działa czy po prostu jestem na to głuchy.
I tu wracam do samego początku tego wątku, bo gdzieś nam to trochę odpłynęło - czy to możliwe, że inspiracja i zazdrość to są te same czakry zaangażowane, tylko różne kierunki przepływu? Że to nie jest kwestia tego, które centrum jest aktywne, tylko w jaki sposób ta energia przez nie przechodzi?
