Wracam do wątku, bo przez ostatnie posty dużo myślałam. To rozróżnienie, które zrobiła Promyczka - między wyborem a lękiem - ja tego nie umiałam nazwać, ale dokładnie o to mi chodziło z moją mamą. Ona CHCE być miła dla wszystkich, czy ona się BOI nie być miła? I teraz nie wiem, jak to odróżnić, kiedy obserwuję kogoś z zewnątrz.
I znowu wracamy do muladhary, chyba. Bo ten lęk selektywny, o którym mówi Otylka - to jest lęk o podstawowe bezpieczeństwo, prawda? Że jak przestanę być miła, stracę coś ważnego. I żadna praca z gardłem tego nie ruszy, jeśli ta podstawa jest tak napięta.
To co Promyczka powiedziała o muladhara i selektywnym lęku - to mnie bardzo uderzyło. Bo to znaczy, że ta osoba nie jest 'nieszczera' w złym sensie. Ona po prostu ma system alarmowy, który odpala się przy określonych ludziach. I żaden apel do autentyczności nie dotrze, dopóki ten alarm nie zostanie rozbrojony. Czy ktoś ma doświadczenie z pracą właśnie od tej strony - od dołu, od podstawy, nie od gardła?
Mam i to dość konkretne. Kilka lat temu pracowałam z kobietą, która bardzo chciała 'być sobą', rozumiała teorię, znała swoje wzorce - a mimo to przy bliskich zamykała się automatycznie. Zaczęłyśmy od uziemienia, ziemi, ciała. Nie od żadnej rozmowy o czakrach. I dopiero po kilku tygodniach ona powiedziała, że po raz pierwszy poczuła, że stoi na nogach. Nie metaforycznie - dosłownie, fizycznie.
Zastanawiam się, czy to co Elwirka opisuje - ta kolejność od dołu ku górze - jest w ogóle zawsze możliwa do zrealizowania samodzielnie, bez kogoś z zewnątrz. Bo mam wrażenie, że właśnie przy głębszych blokadach potrzeba kogoś, kto trzyma przestrzeń. Sama sobie trudno jest 'trzymać'.
Henio napisał coś, co mnie zatrzymało - 'relacja leczy to, co relacja uszkodziła'. Czy to znaczy, że np. samo forum też może być jakimś elementem tego? Bo tu też jesteśmy z ludźmi, też można coś powiedzieć i zobaczyć czy coś się stanie złego.
Ja bym tu oponowała trochę. Zanim tu pisać zaczęłam, to w ogóle nikomu nie mówiłam pewnych rzeczy. Pierwsze 'powiedzenie' czegoś - nawet anonimowe, nawet bez twarzy - dla mnie miało znaczenie. Może to nie leczy głęboko, ale coś odblokuje na początku? Chociaż żeby potem pójść dalej, to pewnie tak, potrzeba prawdziwych relacji.
Krysia dotknęła czegoś ważnego, bo ja też pamiętam, że pisanie tutaj o pewnych rzeczach było pierwszym razem kiedy w ogóle to wyartykułowałam. I samo to - że wybrałam słowa, że to zapisałam - zrobiło coś z moim poczuciem, że to 'jest prawdziwe'. Może to jest właśnie praca z czakrą gardła w najprostszej formie? Wyrażenie - nawet pisemne?
Chcę tutaj wprowadzić pewne rozróżnienie, bo mam wrażenie, że pojęcie 'autentyczności' w tym wątku zaczyna oznaczać coraz więcej rzeczy naraz. Autentyczność jako mówienie prawdy, autentyczność jako czucie własnych potrzeb, autentyczność jako bycie bez maski. To nie jest to samo. I praca czakrami przy każdym z tych wariantów będzie wyglądała inaczej. Czy możemy to rozplątać?
Przepraszam że wracam, bo poprzednio mnie tu trochę utemperowałyście - i słusznie. Ale właśnie przez to myślę intensywniej o tym co tu piszecie. To 'przeżyć' które napisała Otylka - to mocne słowo. Dosłownie tak to czujecie? Że pokazanie się grozi jakimś niebezpieczeństwem?
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i bardzo mi pomogło to co tu piszecie, bo sama z tym się zmagam. Mam pytanie do wszystkich - czy jest jakiś moment, po którym człowiek wie, że to przełom? Że coś się naprawdę ruszyło, a nie tylko myśli się, że się ruszyło?
Romcia to jest pięknie proste kryterium. Choć mam pytanie - czy można takie zachowanie wywołać 'z zewnątrz', zanim poczucia dotrzyma? Czyli najpierw zrobić, a emocje przyjdą potem? Czy to jest bezpieczne?
I wracamy do muladhary. Znowu. 🙂 Chyba ten wątek ma swoją czakrę bazową i ona jest właśnie tu - w pytaniu o bezpieczeństwo. Chcę zapytać Elwirki i Henio - bo oboje macie praktyczne doświadczenie - czy w waszej pracy jest jakiś znak w ciele, po którym rozpoznajecie, że ktoś jest gotowy żeby się otworzyć? Że grunt jest wystarczający?
Promyczka pyta o znaki w ciele - to bardzo konkretne pytanie i cieszę się, że tu wróciłaś do niego. U mnie to jest takie rozluźnienie w okolicach mostka, które przychodzi bez intencji. Nie szukam go, po prostu w pewnym momencie zauważam, że oddycham głębiej i że nie mam już tego charakterystycznego 'nasłuchiwania' - tego stanu czujności, który towarzyszy mi kiedy jestem w trybie maskowania. Ale Henio, ciekawa jestem czy ty opisałabyś to podobnie - bo podejrzewam, że każde ciało ma swój sygnał.
Elwirka dobrze to ujęła, choć u różnych osób ten sygnał jest naprawdę różny. Ja w pracy z innymi uczę się pytać: 'co się zmienia, kiedy czujesz się bezpiecznie?' - i odpowiedzi są bardzo różnorodne. Ktoś mówi o ciepłym brzuchu, ktoś o tym, że ramiona opadają, ktoś że głos staje się niższy. Dlatego nie daję gotowego przepisu. Ale jest jedna rzecz wspólna - to zawsze jest zmiana, nie stan. Coś odpuszcza, coś opada. Czy to coś mówi wam obu?
Zatrzymałam się na tym, co Henio powiedział - że to jest odpowiedź na kontekst. Bo to zmienia całe moje myślenie o autentyczności. Jeśli czakra bazowa reaguje na środowisko, to może pytanie nie brzmi 'jak być sobą', tylko 'w jakich warunkach mogę być sobą'? I wtedy praca polega na tworzeniu tych warunków, a nie na przełamywaniu się na siłę?
Elwirka, to co napisałaś o ciele, które 'nie czyta' bezpieczeństwa - to jest pierwszy raz kiedy gdzieś przeczytałam coś, co opisuje mnie dokładnie. Zawsze myślałam, że to moja wada, że jestem jakoś zepsuta. Mam pytanie - czy da się to 'przeprogramować'? I czy praca z czakrami w ogóle tu sięga?
Tygrysica, ja mam podobne pytanie do twojego, ale postawię je inaczej - czy można w ogóle odróżnić, kiedy to jest blokada energetyczna w muladharze, a kiedy to jest coś, z czym powinien pracować terapeuta, a nie praktyk energetyczny? Bo mam wrażenie, że te granice są tu trochę rozmyte.
Wahadlarz73 zadał pytanie, które mam poczucie, że jest właśnie sednem tego wątku. Bo cały czas rozmawiamy o autentyczności i o przystosowaniu, ale może to jest też pytanie o to - czy mam odwagę zobaczyć, czego naprawdę potrzebuję? Nawet jeśli odpowiedź brzmi: nie sesja z kamieniami, tylko coś trudniejszego. I tu wracam do muladhary - bo ta odwaga żeby zobaczyć siebie uczciwie, to też jest kwestia poczucia bezpieczeństwa.
Słucham tej rozmowy i myślę o sobie. Mam swoje lata i przez długi czas w ogóle nie miałam słów na to, co tu opisujecie. Teraz je mam, ale nie wiem, czy to zmienia cokolwiek w moim zachowaniu. Romcia wcześniej powiedziała, że prawdziwy przełom to zmiana zachowania. Mam takie poczucie, że rozumieć to za mało i jednocześnie - że nie mam już tyle czasu na powolne dochodzenie do tego. Nie wiem, czy to jest blokada, czy po prostu realia.
Krysia, to jest ten moment. Właśnie o tym mówiła Romcia - 'powiedziałam i nie przeprosiłam'. I to drżenie po fakcie to nie jest znak, że coś poszło nie tak. To jest ciało, które musi na nowo kalibrować to, że 'zagrożenie' się nie ziściło.
Krysia, mam gęsią skórkę od tego co napisałaś. I mam pytanie - czy była jakaś konsekwencja? Co córka powiedziała lub zrobiła? Bo myślę, że to jest właśnie ten moment testowania, o którym mówił Henio - czy można pokazać siebie i przeżyć.
Krysia, to zdanie 'to było prawie trudniejsze do przyjęcia niż awantura' - to jest właśnie sedno. Ciało przez lata trzymało się przekonania, że okazanie siebie = niebezpieczeństwo. I nagle okazuje się, że nie. I zamiast ulgi - dezorientacja. Czy miałaś potem jakiś impuls, żeby zadzwonić z powrotem i jednak wytłumaczyć albo przeprosić? Właśnie to byłoby ciekawe - co się działo zaraz po tej chwili siedzenia.
Słucham tej rozmowy o Krysi i mam pytanie do wszystkich - czy to jest normalne, że czytając o kimś innym, człowiek nagle widzi siebie w tym dużo wyraźniej niż w jakiejkolwiek rozmowie o sobie? Bo ja właśnie tak mam. I zastanawiam się, czy to ma jakieś znaczenie energetyczne, czy po prostu bezpieczniej jest zobaczyć coś przez cudzą historię.
Tygrysica, to co opisujesz to ciekawe - bo właściwie to forum działa tutaj jak przestrzeń do ćwiczenia właśnie tej autentyczności. Możesz napisać coś o sobie pod cudzym postem, nie zaczynając od 'mam problem'. I to też jest forma bycia sobą - tylko z mniejszym ryzykiem. Zastanawiam się, czy nie o to chodzi Promyczce w tym temacie - że lęk przed byciem sobą jest też lękiem przed byciem zobaczonym, nie tylko przed mówieniem.
Wiciokrzew, tak, dokładnie. Kiedy zakładałam ten temat, myślałam głównie o relacjach z ludźmi, z bliskimi. Ale teraz widzę, że ten lęk działa wszędzie - i na forum, i w gabinecie, i w kolejce w sklepie. I że autentyczność to nie jest jednorazowa decyzja 'od teraz będę sobą', tylko... coś co się testuje w małych momentach. Tak jak to, co zrobiła Krysia z tym telefonem.
Mam pytanie, bo trochę zgubiłam wątek - kiedy mówimy o muladharze i tym poczuciu bezpieczeństwa, to mówimy o konkretnej czakrze odpowiedzialnej za ten lęk przed byciem sobą? Czy może każda czakra ma swój udział? Bo czytałam różne rzeczy i jedne źródła mówią, że to muladhara, inne że wishuddha - gardło, bo to o wyrażaniu siebie. Ktoś może mi to jaśniej ułożyć?
