Powiem szczerze - trochę mnie gubi ta rozmowa. Bo zaczęło się od autentyczności versus przystosowanie, a teraz jesteśmy przy 'prawie do istnienia'. To są inne pytania, nie? Albo może jedno wynika z drugiego? Bo jeśli dobrze rozumiem - nie mogę być autentyczny, bo nie czuję, że w ogóle mam prawo się pojawić? To jest ta sekwencja?
Weszłam tu przez przypadek, szukając czegoś zupełnie innego, i zostałam. Mam pytanie może naiwne - skąd wiadomo, że to jest 'muladhara' a nie po prostu niska samoocena albo coś, co ma nazwę w psychologii? Pytam serio, bez złośliwości, bo nie rozumiem gdzie jest granica między energetycznym wyjaśnieniem a psychologicznym.
Glogowa, ja miałam dokładnie to samo pytanie lata temu i odpowiedź Elwirki jest taka, którą sama doszłam po czasie. Ale dodam coś z praktyki - kiedy pracowałam tylko 'psychologicznie', rozumiałam swoje wzorce, ale czułam je w ciele dalej. Kiedy zaczęłam pracę z ciałem i energią, zaczęło się coś zmieniać na poziomie fizycznym - napięcia, oddech, to jak stoję. Czy to był efekt placebo? Możliwe. Ale co z tego - działało.
Nie chcę przerywać temu wątkowi o kamieniach, ale wróćmy na chwilę do Krysi - bo ona napisała i potem zamilkła. Krysia, jesteś? Zastanawiam się, czy ta cisza po tym co napisałaś też nie jest czymś znaczącym. Nie musisz nic tłumaczyć, pytam z troski.
Jestem. Siedziałam i czytałam wszystko co piszecie i nie wiedziałam co dodać. Ale to zdanie Henia - 'czy mam prawo być' - zostało ze mną przez całe popołudnie. I wiesz co? Chyba po raz pierwszy w życiu zadałam sobie to pytanie wprost. Nie wiem jeszcze jaka jest odpowiedź. Ale to że je zadałam - to chyba coś.
Krysia, to co napisałaś jest ważne. Nie śpiesz się z odpowiedzią na to pytanie - 'czy mam prawo być' to nie jest coś, na co się odpowiada w jeden wieczór. Ale samo to, że je postawiłaś sobie wprost, że nie uciekłaś od niego w żart ani w zmianę tematu - to jest już ruch muladhary. Małe, ale realne.
Romcia, dziękuję. Powiem wam jeszcze jedno, bo chyba dopiero teraz to widzę. Przez całe życie starałam się być taka, żeby innym było wygodnie. Nie wiem nawet kiedy to się zaczęło. I to, co Henio napisał o muladharze - że to nie jest gardło ani serce, tylko coś głębiej - to mi coś wyjaśniło. Bo ja zawsze myślałam, że mój problem to 'nie umiem powiedzieć tego co czuję'. A może to jest właśnie wcześniej. Może ja po prostu nie wiedziałam, że w ogóle mam co czuć. Czy to ma sens?
Słucham Krysi i coraz bardziej mi się wydaje, że to co ona opisuje - ten wewnętrzny głos, który gasi - to jest coś, co chyba każda tu ma w jakiejś wersji. Tylko u jednych jest głośniejszy, u innych cichszy. Mam pytanie do Elwirki albo Henia - czy to możliwe, że ten głos z czasem dosłownie milknie? Czy zawsze zostaje gdzieś w tle?
To co Otylka pisze o dystansie jest ważne, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem - czy to jest dystans od własnych emocji, czy dystans od automatycznej reakcji na emocje? Bo to brzmi podobnie, ale chyba jest inaczej. Pierwszy kojarzy mi się z odcinaniem, drugi z uważnością.
Dobrze, to mi coś rozjaśniło, bo jak czytałem wcześniej o tej muladharze i uziemieniu, to myślałem, że chodzi o bycie zimnym z głową. A to jednak coś innego. Ale mam pytanie praktyczne - jak w ogóle sprawdzić, czy mam tę dysocjację czy rzeczywisty spokój? Czy jest jakiś test, jakieś ćwiczenie?
Czytam ten wątek od rana i nie bardzo wiedziałam czy mogę tu się odezwać, bo tu są osoby które dużo wiedzą a ja dopiero zaczynam. Ale to pytanie Wahadlarza jest też moje. I ta odpowiedź Dzidki - z tymi stopami - to jest chyba pierwsza rzecz w tym wątku, którą mogę po prostu zrobić sama. Czy to jest jakieś konkretne ćwiczenie z pracy z czakrami czy po prostu taki test?
Wracam do tego co Krysia napisała - 'przez całe życie starałam się być taka, żeby innym było wygodnie'. Bo ja to znam do bólu. I zastanawiam się czy to jest kwestia czakry, czy kwestia tego, że nikt nas nie nauczył, że mamy prawo być sobą. Tzn. czy czakra się blokowała dlatego, że tak 'wychowali', czy wychowanie zadziałało dlatego, że czakra była słabsza? Kura i jajko?
Obie macie rację i obie mówią o czymś innym. Blanka ma rację, że 'dlaczego' może być ucieczkowym pytaniem - kręcisz się w przeszłości zamiast działać. Jasnoslyszka ma rację, że kontekst daje mapę. Kluczowe pytanie jest: czy to 'dlaczego' otwiera cię czy zamyka? Jeśli po tym pytaniu czujesz więcej zrozumienia i luzu - mapa działa. Jeśli po tym pytaniu czujesz winę albo bezradność - to jest pułapka.
Henio, to jest świetne kryterium. Zapisuję. I właściwie to się przekłada z powrotem na ten tytuł wątku - autentyczność versus przystosowanie. Bo to 'dlaczego' może być autentycznym szukaniem, albo może być kolejnym sposobem na to, żeby nie musieć być sobą teraz, bo przecież 'jeszcze nie rozumiem skąd to pochodzi'. Znacie to?
Romcia, znam to aż za dobrze. Ja latami 'rozumiałam' swoje wzorce i nic się nie zmieniało. Dopóki nie zaczęłam po prostu próbować zachowywać się inaczej, nawet jeśli nie byłam gotowa. Ale wróćmy do tematu czakr - bo mam pytanie: czy jest jakaś praktyka, medytacja, cokolwiek, co konkretnie pomaga tej muladharze kiedy ten lęk 'czy mogę być sobą' jest bardzo głęboko zakopany? Nie ogólnie, ale coś co któraś z was faktycznie robiła?
Czaromira, ja próbowałam różnych rzeczy i powiem wam co u mnie zrobiło największą różnicę - nie medytacja, nie kamień, tylko jedno proste pytanie, które zadawałam sobie każdego ranka przez kilka tygodni: 'co chcę dziś zrobić dla siebie, nie dla kogoś'. Brzmi prosto, ale po kilku dniach zorientowałam się, że nie umiem odpowiedzieć. I to było dla mnie ważniejsze niż jakakolwiek sesja. To był moment kiedy muladhara zaczęła się budzić - przez kontakt z własną wolą, nie przez technikę.
Promyczka, to pytanie 'co chcę dziś zrobić dla siebie' brzmi prosto, ale podejrzewam, że dla wielu z nas na początku była totalna cisza jako odpowiedź. Tak było u ciebie? Bo ja jak próbowałam czegoś podobnego, to pierwsza myśl zawsze była - 'ale co by chciała mama' albo 'co byłoby wygodniej dla X'. Jakby ta warstwa była pierwsza, a moja własna odpowiedź gdzieś pod spodem.
Romcia, dokładnie tak. Przez pierwsze kilka dni jak zadawałam sobie to pytanie, to zamiast odpowiedzi był rodzaj pustki. Albo co gorsza - od razu lista rzeczy do zrobienia dla innych. Musiałam naprawdę siedzieć w tej ciszy dłużej, żeby cokolwiek własnego wypłynęło. I to też jest informacja o stanie czakr, prawda? Że sama odpowiedź na tak proste pytanie wymaga wysiłku.
Ta pustka, o której Promyczka mówi, to jest klasyczny znak zablokowanej anahaty w połączeniu z osłabioną manipurą. Anahatę często kojarzymy tylko z miłością do innych, ale to też czakra rozpoznawania własnych potrzeb i - dosłownie - własnego rytmu. Jak ta czakra jest zamknięta na siebie samą, to pytanie 'czego chcę' trafia w ścianę. Ale mam pytanie do Promyczki - ta pustka była nieprzyjemna, czy raczej neutralna? Bo to robi różnicę w diagnozie.
Słucham tego i notuję, bo to mi robi mapę - anahatą i manipura w połączeniu. Ale chcę się upewnić że dobrze to rozumiem: czy te dwie czakry mogą być zablokowane inaczej u tej samej osoby? Tzn. jedna niedoczynna, druga nadczynna? Bo jak słucham Czaromiry, to mam wrażenie że opisuje coś, gdzie energia gdzieś jest, tylko nie w tym miejscu co trzeba.
To zdanie Dzidki o mapie i terenie uderza mnie bardzo. Bo właśnie o to chodzi w tym całym temacie autentyczności, prawda? Przez lata 'rozumiałam' że powinnam być sobą. Wiedziałam to. A i tak w kontakcie z ludźmi od razu przechodziłam w tryb dopasowywania się. I to nie była decyzja, to był odruch. Czakra czy nie czakra - coś w ciele działało szybciej niż głowa.
Jasnoslyszka napisała 'odruch' i to jest dokładne słowo. Ja też to tak czuję - że kiedy ktoś czegoś ode mnie oczekuje, to zanim zdążę pomyśleć, już się zgadzam. Dopiero po chwili czuję ten ścisk w środku, że nie chciałam. I to jest właśnie ta chwila kiedy ta czakra - jak to Elwirka mówiła - już zadziałała w starym wzorcu. Czy da się to w ogóle zatrzymać wcześniej, zanim się odpowie?
Też mam to pytanie co Tygrysica. I trochę się boję, że jeśli zacznę to ćwiczyć, to będę musiała odmawiać ludziom i to mnie przeraża bardziej niż ta blokada. Czy ktoś miał podobny etap - że teoria była jasna, ale sama myśl o zmianie zachowania wywoływała więcej lęku niż samo dopasowywanie się?
Czaromira powiedziała coś ważnego - 'przystosowanie dawało korzyść'. I to jest klucz do całego tego tematu, który gdzieś nam umknął. Autentyczność kontra przystosowanie nie jest walką dobra ze złem. Przystosowanie kiedyś służyło - może jako dziecko ratowało relację, dawało ciepło, chroniło. Muladhara zapamiętała to jako strategię przetrwania. Praca z czakrą to nie wymazywanie tamtego - tylko aktualizacja mapy. Pytanie do Glicynii: co konkretnie najbardziej przeraża - samo 'nie', czy reakcja innych na 'nie'?
Czytam tę rozmowę o lęku przed oceną i zastanawiam się, czy u mnie nie jest podobnie. Ja myślałam że chodzi mi o relacje - że się boję odrzucenia. Ale jak czytam co Glicynia pisze, to może to bardziej chodzi o obraz siebie w oczach innych. I to by tłumaczyło, dlaczego nawet z obcymi na ulicy mam ten odruch żeby być 'miłą'. Nie boję się ich stracić, nie znam ich.
To co Glicynia opisuje - ta jedna myśl która definiuje na stałe - to jest coś co wychodzi poza energetykę czakr i wchodzi w przekonania korzennie. Muladhara. Poczucie że tożsamość jest krucha i musi być chroniona poprzez bycie akceptowalną. Autentyczność kontra przystosowanie, o którym jest ten temat, często nie zaczyna się od gardła ani serca, tylko od samego dołu - od poczucia bezpieczeństwa bycia sobą w ogóle.
Słucham tego wątku o muladharze i mam wrażenie, że u mnie to jest zupełnie nie zbadany teren. Ja zawsze zaczynałam od góry - czytam karty, analizuję, główkuję. A to co Henio mówi sugeruje że może od tego zaczynania od głowy właśnie jest cały problem.
