Henio, to co piszesz o 'każdym tygodniu, który coś kosztuje' - to mnie zatrzymało. Bo jeśli tak opisujesz tę sytuację, to może problem nie leży w samej technice pracy z czakrą, tylko w tym, że to środowisko po prostu cię wykańcza energetycznie? Jak długo już jesteś w tym zespole?
To zmienia obraz. Jeśli przez dwa lata było dobrze, a potem jedna zmiana w strukturze to wywróciła, to może ta blokada gardłowa nie jest twoją wyjściową cechą, tylko reakcją na konkretną sytuację. To jest ważne, bo praca z czakrą jako 'naprawą trwałego defektu' będzie wyglądać inaczej niż praca z czakrą, która się zamknęła jako ochrona.
Ale to rodzi pytanie, czy w takim razie praca z czakrą ma Henio 'otworzyć', żeby mówił więcej, czy raczej pomóc mu rozróżnić, kiedy mówienie jest bezpieczne, a kiedy nie? Bo otwarcie gardłowej w toksycznym środowisku bez tej umiejętności to może prowadzić do czegoś odwrotnego niż zamierzone.
To brzmi jak klasyczny wzorzec blokady, nie pustki. I to jest dobra wiadomość, bo jeśli treść jest, tylko nie wychodzi, to jest z czym pracować. Gorzej byłoby, gdyby sam nie wiedział, co myśli. Henio, a co się dzieje po takim spotkaniu, kiedy nic nie powiedziałeś? Zostaje ci to, czy odpuszczasz?
Okej, to jest coś, co rozumiem bez żadnej ezoteryki. To jest normalne przeżuwanie, które zna chyba każdy. Ale jak to połączyć z tą pracą z czakrą? Czy macie konkretną technikę na 'przeżuwanie po fakcie', bo to mi się wydaje ważniejsze niż to, co Henio robi przed spotkaniem.
Słuchajcie, wróćcie chwilę do tej dynamiki zespołu. Henio mówi, że jeden awans wszystko wywrócił. Czy w tej sytuacji jest szansa, że ta osoba, ten kolega który awansował, ma jakąś swoją blokadę, która wpływa na cały zespół? Bo jeśli tak, to Henio pracuje na swoją czakrę, a źródło problemu jest gdzie indziej.
Ale czy to nie jest trochę frustrujące? Henio pracuje nad sobą, a ten kolega robi co chce i nic mu nie grozi. Skąd w ogóle wiadomo, że zmiana u Henia cokolwiek zmieni w tej relacji, skoro ta druga strona najwyraźniej nie ma żadnej motywacji do zmiany?
Okej, ale wróćmy do czegoś konkretnego, bo trochę zaczęliśmy filozofować. Henio mówi, że nie czuje nic na tych medytacjach z YouTube'a do gardłowej. Czy ktoś może powiedzieć wprost, czy to jest znak, że praktyka nie działa, czy że działa, tylko nie tak jak się spodziewał?
No i tu masz odpowiedź, dlaczego to nie działało. Afirmacja, w którą aktywnie nie wierzysz, tworzy napięcie zamiast je rozładowywać. To nie jest kwestia techniki, tylko dopasowania. Mruczenie 'ham' jest swoją drogą ciekawą praktyką, ale samo w sobie, bez tej afirmacji, mogło byś spróbować? Samo brzmienie, bez słów?
Okej, czyli afirmacja nie działała, bo Henio aktywnie jej nie wierzył. Ale to rodzi pytanie - czy w takim razie w ogóle jest sens robić te gotowe medytacje z YouTube'a, czy lepiej zupełnie odpuścić i szukać czegoś innego? Bo może problem nie jest w tym, że gardłowa jest zablokowana, tylko że ta konkretna technika jest dla niego zła?
To nie jest kwestia YouTube'a vs. nie-YouTube'a. To kwestia tego, co robi ciało podczas praktyki. Mruczenie 'ham' może zadziałać nawet bez wizualizacji, jeśli ktoś skupi się tylko na wibracji w gardle. Henio, próbowałeś kiedyś po prostu nucić, bez żadnych afirmacji, bez światła, tylko sam dźwięk?
Nie, zawsze robiłem te gotowe prowadzone rzeczy. Myślałem, że jak zrobię coś inaczej niż pokazują, to nie zadziała albo zrobię coś źle.
A to jest właśnie często ten błąd przy pracy z czakrami przez materiały z sieci. Ktoś pokazuje jeden schemat i ludzie traktują go jak jedyną słuszną metodę. Wibracja dźwiękowa jest dużo starsza niż jakiekolwiek afirmacje. Sama wibracja może wystarczyć, żeby zacząć cokolwiek czuć.
Henio, a poza tymi medytacjami próbowałeś cokolwiek innego? Pytam, bo mam wrażenie, że utknąłeś w jednym miejscu przez to, że jedna metoda nie zadziałała i to cię zniechęciło do eksperymentowania.
No i właśnie - czy to nie jest dobry moment, żeby się zastanowić, czy może Henio szuka rozwiązania nie tam, gdzie trzeba? Bo ten problem z pracą, z tym kolegą, to jest konkretna sytuacja społeczna. Czy czakra cokolwiek tu zmieni, jeśli dynamika w pracy jest taka, jaka jest?
Mam pytanie, bo trochę się zgubiłam. Mówimy cały czas o czakrze gardłowej, ale czy problem z przeżuwaniem po spotkaniach nie sugeruje, że zaangażowana jest też splotu słonecznego? Tam jest ta pętla myślenia i kontroli, nie? Czy tutaj nie ma czegoś więcej niż jedna czakra?
Henio, jak to jest u ciebie? Jak siedzisz na tym spotkaniu i nie mówisz - czy to bardziej strach, że coś pójdzie źle, czy raczej poczucie, że i tak nic nie zmienisz, więc po co?
To brzmi dla mnie już bardziej jak problem z czakrą splotu słonecznego niż gardłową. Gardłowa to wyrażanie, ale poczucie, że jesteś bez wpływu, że gra jest ustawiona - to jest właśnie utrata sprawstwa. Czy ktoś może powiedzieć, jak odróżnić te dwie blokady od siebie, bo dla laika to wygląda podobnie?
Okej, to jest już coś konkretnego. Henio czuje fizycznie, że coś jest w gardle i klatce. To nie jest 'nie ma nic', to jest blokada, którą ciało sygnalizuje. To dobra informacja, bo masz punkt zaczepienia do pracy. A ten ciężar w brzuchu, ten brak nadziei na zmianę, to może być osobna warstwa.
Ale wróćcie do tego, co powiedziała Aldonka. Jeśli jest kilka warstw, kilka czakr, to od czego w ogóle zacząć? Czy jest jakaś kolejność, która ma sens, żeby nie robić wszystkiego naraz i się nie pogubić?
Okej, to od czakry gardłowej. Ale jak właściwie zacząć pracę z nią w kontekście tej konkretnej sytuacji z pracą? Bo rozumiem, że jest blokada, czuję to fizycznie, ale co z tym zrobić przed kolejnym spotkaniem? Nie mam tygodni na jakiś długi proces.
Dokładnie to samo pytanie mam. Bo z jednej strony piszecie, żeby zacząć od gardłowej, z drugiej, że splot słoneczny też może być zaangażowany. Jak Henio ma zdecydować, z czym pracować, skoro oba miejsca sygnalizują coś innego?
To znaczy, że to nie jest reakcja na to, co on mówi, tylko na samą myśl o nim? Czy to nie zmienia trochę diagnozy? Bo jeśli ciało reaguje na wyobrażenie, a nie na rzeczywistość, to może to jest bardziej praca z tym, jak Henio przetwarza tę relację w głowie, nie tylko z garłem jako takim.
Ale jak to w ogóle rozróżnić w praktyce? Tzn. skąd wiadomo, czy zacisk w gardle to jest głos gardła, czy głos splotu słonecznego wyrażony przez gardło? Bo brzmią jak to samo dla kogoś, kto tego nie poczuje inaczej.
Henio, ale czy to nie jest po prostu lęk przed konfliktem? Normalny, ludzki. Bez czakr. Pytam szczerze, bo zastanawiam się, czy praca z czakrą cokolwiek tu zmieni, jeśli przekonanie, że to bezcelowe, siedzi głębiej.
Aldonka ma rację. To nie jest albo lęk, albo czakra. Ale Ruta też ma rację w jednym: jeśli przekonanie o bezcelowości jest silniejsze niż praca energetyczna, to praca energetyczna tego nie przykryje. Henio, to przekonanie, że gra jest z góry ustalona, skąd ono pochodzi? Czy tylko z tej jednej relacji w pracy, czy masz poczucie, że tak działa to w ogóle w twoim życiu?
To ma sens, że Henio nie chce rozwijać. Ale to, co powiedział, potwierdza chyba, że splot słoneczny jest tu ważniejszy niż się wydawało. Czy jest jakiś sposób na pracę z nim, który nie wymaga tygodni i daje jakiś efekt przed konkretną sytuacją?
